Wiesław Łuka pisze o burzach wywoływanych przez Boya – Żeleńskiego

0
136

Zacznijmy od pytania- zgadywanki: Który z pisarzy dwudziestolecia międzywojennego  wykrzyknął  do  kolegów  po fachu ( więc prawdopodobnie przy kielichu) , że    „jesteśmy najbardziej załganym krajem na świecie” ?

Zgadną ci, którzy przeczytali i pamiętają  do dziś książkę autorstwa Józefa Hena o Tadeuszu Boyu – Żeleńskim. Monografia  (1998) nazywa się Błazen – wielki mąż.Tej opinii o „ najbardziej załganej”, a odrodzonej po rozbiorach, ojczyźnie  słuchali w kawiarni literatów Ziemiańska miedzy innymi sławni skamandryci: Julian Tuwim, Antoni Słonimski,  Jan Lechoń, Kazimierz Wierzyński; chyba nie było tego dnia  przy tym stoliku najsławniejszego  współzałożyciela  grupy – Jarosława Iwaszkiewicza. Była za to młoda kochanka pana Tadeusza – panna Irena Krzywicka, początkująca dziennikarka.  Boy, pięćdziesięcioletni już, wykształcony akademicko lekarz medycyny, także pisarz, poeta, krytyk literacki, teatralny, tłumacz, arcyznawca literatury francuskiej, syn słynnego kompozytora, chciał zapewne wtedy „wśliznąć” się do kręgu słynnych poetów – skamandrytów i chyba dlatego drugi raz „zabłaznował” (Józef Hen) przy stoliku w Ziemiańskiej. A pierwszy raz tę „diagnozę” choroby ojczyzny umieścił w swojej teatralnej recenzji Żeglarza, sztuki Jerzego Szaniawskiego. 

Niezwykłe to były lata. Boy – już „warszawiak”, w Krakowie bywa tylko okazjonalne. We Lwowie  jaszcze rzadziej. Trudno policzyć, ilu wówczas ludzi po piórze, nie tylko w stolicy, wyżywało się już na nim jako  na „błaźnie”, a ilu wielbiło jako „wielkiego”.  W tym czasie uznanemu krytykowi teatru dojrzewała myśl założenia Ligi Odełgania Polski; dojrzewała, ale się nigdy nie zmaterializowała. Nie odpuszczał jednak  drażnienia tych, którzy go ciskali obelgami. Pisał:  „Kiedy  dłuższy czas upłynie, a nic na mnie nie spadnie, zaczynam się niepokoić, że się już zużyłem, że staję się narodowi niepotrzebny. A przeciwnie, kiedy mi wymyślają, nabieram otuchy…”  Natomiast  w innym miejscu wyraża własne credo: „Igrać z najbardziej  uświeconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi  uczuciami, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, ośmielać do myślenia – oto zadanie , które  chciałbym spełniać wedle sił moich…”.

Nieoczekiwanie nadarza się kolejna okazja ujawnienia zasobu sił intelektu, miłości do sztuki najwyższej próby oraz  prowokacji  do „tortur”. Okazja do poważniejszego myślenia o tych, którzy wyżywają się wyłącznie w obrzucaniu błotem inaczej myślących – walczących z obłudą i pozorną miłością ojczyzny oraz Kościoła katolickiego. Oto wybitny polonista, ale również lekceważony przez obłudników, profesor, Manfred Kridl zaproponował  Boyowi napisanie  wstępu do obszernego wydania  Dzieł  Adama Mickiewicza. Zaskoczony, dawny lekarz medycyny, jednak przyjął zamówienie . Napisał  rozprawę Mickiewicz a myi wybuchała, spodziewana , a jakże, burza. Opisujący to  Józef Hen zwraca  szczególną uwagę  na rozkwit  w wolnej już od dziesięciu lat ojczyźnie   treści dzieł  wieszcza Adama zalecanych szkolnej i akademickiej młodzieży. Hen pisze o „natrętnej dydaktyce odpychającej od poezji”… Przytacza myśl Boya: „ U nas szkoła nie kończy się na szkole, klątwa dydaktyzmu  ciąży nad wszystkim, okrawa życie… Mickiewicz wszedł w grono świętych polskich… Pisze się o nim w mętno – żywoto – świątecznym stylu…”

 Licealiści i studenci polonistyki nie  dowiadują się o skrywanych, już znanych nauczycielom, faktach z biografii wieszcza – czasów miedzy innymi wileńskich, rosyjskich,  paryskich  i chyba nawet tureckich. Skrywa się jego osobiste, personalne konflikty na tle miłosnym, bijatyki w Kownie, niedługo po studiach i  w następnych dziesięcioleciach; w różnych europejskich miejscach . O licznych romansach, a także płodzeniu nieślubnych dzieci.  Mętnie tłumaczy się nieobecność  autora Dziadów  wśród aktywnych powstańców listopadowych (był bliski samobójstwa z tego powodu!).  Łagodzi się przyczyny oraz istotę przystąpienia wieszcza do sekty „heretyka” Towiańskiego, który nie działał z natchnienia bożego, lecz ciemnych sił  diablo -znachorskich. Opisywano wyłącznie przywiązanie Mickiewicza do „tradycji, szlacheckiego kontusza, wiary katolickiej,  ojczyźnianego ładu i porządku”.  Z narodowej epopei, Pana Tadeusza wydobywano dla młodych, szkolnych czytelników koncerty Wojskiego i cymbalisty Jankiela,  opis zachodu  słońca, dzieje Jacka  Soplicy (a jakże, w zakonnym  habicie) , szlachecki konflikt na tle zamku Horeszków. Natomiast zachowywano ciszę o tym, że wieszcz  w ostatniej księdze epopei pisze o uwolnieniu polskich chłopów od pańszczyzny, co się stało dopiero kilkadziesiąt  lat później z łaski… rosyjskiego cesarza. Boy rzuca w przedmowie  Dzieł  hasło: „… Biada literaturze, gdy przestaje budzić namiętności. Ci, co „bluźnią”, to lepsi czytelnicy niż ci, co pielgrzymują  do  kościelnej krypty…”   Oto Boyowskie zalecenie z rozprawy Mickiewicz i my, przedmowy do Dzieł: „… Wypchać się obywatelstwem Tadeusza i niewinnością Zosi, ale odkrywać cuda języka, symfonie dźwięków, fizyczną wrażliwość na poezję, dzięki której coś ściska w gardle”. A dalej – wszystko po to, „ by bodaj na jakiś czas zwrócić Mickiewicza literaturze… By odełgać życie Mickiewicza  pod kątem istotnej prawdy…”

Oczywiście  – Boy wywołał kolejną burzę; nie tylko przedmową do Dzieł i książką Brązownicy. Ktoś go skontrował   w Głosie Narodu: „ … Należałoby Boya wyrżnąć w pysk i skierować do niego wszystkie epitety , jakie Kmicic skierował do pułkownika Kuklinowskiego   –  Ty rzezimieszku! Ty podłoto!,  panie Szelmowski z Szelmowa! Ty kutergębo! Ty niewolniku!..”  W głowie mogło się najzdrowszemu zakręcić – „hosanna” natychmiast została przykryta „śmiertelną grzesznością”. Prawie równolegle z okazji dziesięciolecia niepodległości  Rzeczypospolitej  „szelma” dostał nagrodę  Polskiego Towarzystwa Wydawniczego, a Towarzystwo Piotra Skargi sformułowało przeciw „kutergębie” potępieńcze oświadczenie „bezbożnictwa”. Boy podziękował za nie   modlitewnym: „Bóg zapłać”. Nie było widać końca wymyślaniu  ataków i wyzwisk pod adresem „szelmy”. On w książce  Piekło kobiet (trzy wydania, jedno po drugim) domagał się zrównania w prawach obydwu płci, a naczelnik, Józef Piłsudski „klaszcze z podziwu i zachwytu”. Tymczasem  prymas, kardynał  August Hlond w liście pasterskim do wiernych głosi z ambon  „wydanie polskiej rodziny na bezeceństwa bolszewizmu”.  Zaś krakowska Sodalicja Pań „zaleca i odprawia zbiorowe modły o nawrócenie pisarza, bezbożnika”.  

„Bezbożnik”, lekarz z wykształcenia – co miał do powiedzenia, o Mickiewiczu?  Zrazu mityguje się: „Ja Boy – dyletant, ja Boy – cynik, ani specjalista, ani polonista, ani profesor, ani mistyk, ani w ogóle nic… ale jako najskromniejszy z ludu czytelników , zarazem namiętny czciciel poety …”?

       Powtarzam – odsądzano go od czci i wiary w dwudziestoleciu  międzywojennym. Natomiast  po wojnie, w PRL ucichły gromy i „mieszanie z błotem”. Chyba dlatego, że „ludowa władza” nie doszukała się u autora Brązowników: po pierwsze – napaści na Rosję, jeśli już, to na panowanie carów. A  to sprzyjało komunistom  po obydwu stronach Bugu.  Po drugie: Boy – Żeleński w ostatnich latach przed wojną, nie wiedząc  czemu, „zakochał” się we władzy sowieckiej. Odwiedził  ją w oficjalnej delegacji (choć nie dane mu było „ucałować” ręki  Generalissimusa Stalina). Mimo to  w tych okolicznościach stalinowskie szefostwo Kremla mogło tylko pić szampana i ostrzejsze napoje, ukochane  używki następcy Lenina, zabójcy milionów rodaków. Ale o tym Boy w II Rzeczypospolitej nie miał pojęcia.  

(Moja dygresja:  Wypada jednak zapytać, co usłyszałem o wieszczu Adamie w liceum –  przed maturą i na studiach polonistycznych (1959 – 1964) nie znając książki Hena, Błazen – wielki mąż” , a tym bardziej wiekopomnego dzieła Mickiewicz ( 900 stron), profesora Zbigniewa Sudolskiego.

Przytoczę opinie – swoją i mojej koleżanki, Janiny Osiak – Jankowskiej, uznanej siedleckiej polonistki  z czterdziestoletnim, nauczycielskim dorobkiem. Ja w liceum Żółkiewskiego sprzed matury (1959 rok) zapamiętałem łzy wzruszenia polonistki , Natalii Zbuckiej,  kiedy analizowała obraz z III część Dziadów z wyobrażaniem sobie i nam, uczniom,  carskich  kibitek, wywożących polskich, patriotycznych  młodzieńców z Wilna na Sybir. I drugi obraz polonistki –  więzienie w bazyliańskiej, klasztornej celi studentów,  Filomatów, nienawidzących  cara.  Wtedy  właśnie Gustaw, główna postać  Dziadów, jeszcze nieco birbant, przeistoczył się  literacko, dramatycznie –   w Konrada (Wallenroda?), miłującego rozdartą na trzy części ojczyznę przez zaborczych sąsiadów. Konrad ( port parol Mickiewicza) na swój sposób walczy o jej wymarzone, nowe  narodziny. Z licealnych lekcji o romantyzmie zapamiętałem także poetycką, rozsłonecznioną urodę  Sonetów Krymskich, z których po jednym musieliśmy z polecenia pani Zbuckiej opanować pamięciowo. Także Koncert JankielaPana Tadeusza  opanowaliśmy pamięciowo. Natomiast koleżanka Janinka z Osiaków sprzed swojej matury w liceum Królowej Jadwigi zapamiętała nauczyciela, G.B,  bufona, niby polonistę, ale chyba bez studiów uniwersyteckich, który – tu cytat Janki: „ obrzydzał mi  nieudacznie przez cztery lata literaturę polską na lekcjach, na których najwięcej słyszeliśmy narzekania niby profesora na swego żarłocznego syna…” Były także w Królówce  głoszone opinie „o walce Mickiewicza o dobro pracującego ludu miast i wsi”. Nie wiem, jak to się stało, że nasza polonistka, Zbucka odważnie oszczędzała nam słuchania o klasie robotniczej i radzieckich przyjaciołach.

     Oboje przyjechaliśmy z Siedlec  latem 1959 roku na egzamin wstępny na polonistykę warszawską. I tu w latach od października 1959 do  czerwca 1964 Boy – Żeleński, przyszły bohater  książki Hena, nie był mieszany z błotem i  postponowany w rozmaitych wymysłach słownych wykładowców akademickich. To na chwałę Uniwersytetowi, że nikt tu nie był obrzydzany! Jednak również wyrażę  żal, że w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych nie zdążyły się ukazać rozważania Hena, a „totalna” monografia profesora Sudolskiego (wtedy „zaledwie” asystenta z doktoratem)  rodziła się dopiero w jego tęgim i pracoholicznym umyśle.  Kończyliśmy zatem uniwersytecką polonistykę  z wiedzą o wieszczu Adamie (zresztą o pozostałych wieszczach również) niewiele większą niż w siedleckich liceach. Na Uczelni naczytaliśmy się ich utworów,  ale o ich przebogatych biografiach i filozofii byliśmy zaledwie: „tak sobie, po łebkach”!    Koniec dygresji)

Dogłębnie i trochę rewizjonistycznie o wieszczu Adamie mówi się na uniwersytetach wiele lat później; dopiero, gdy nam wszystkim wybuchała III Rzeczypospolita. To określenie między innymi aktualnego profesora z Alma Mater  Varsoviensis., Wiesława Rzońcy, polonisty  „od  romantyzmu”.  Zanotowałem, co powiedział na moją prośbę.

– „Odbrązowników” z  lat międzywojnia mieliśmy kilku, a Boy – Żeleński był wyróżniający się. Wymienię dwóch innych: Witkacy i Gombrowicz. Ale o Mickiewiczu najwięcej i najdobitniej mówił właśnie Boy. Autor Brązowników i rozprawy Mickiewicz i my  był najbardziej predestynowany do odświeżonego przybliżenia rodakom epoki polskiego romantyzmu. Był w II Rzeczypospolitej największym znawcą i tłumaczem literatury francuskiej. Zdawał sobie sprawę z dużej różnicy poziomów kultury z kraju nad Loarą i kraju nad Wisłą;  szczególnie w sferze literatury. Mickiewicz mógł się jawić jako wielki poeta, ale tylko dla nas, Polaków, dla jednego narodu, nie zaś dla Europy, jej kręgu śródziemnomorskiego. Do tej pory cywilizowany świat nierzadko kojarzy polską kulturę z rosyjską. Boy – Żeleński był świadom, co znaczy literatura powszechna, a co literatura polskiego romantyzmu.

Twierdzę, że Boy był w naszym okresie międzywojennym największą indywidualnością w sferze kultury i literatury jako autor, publicysta, felietonista, tłumacz. Był wśród polskiej elity kulturowej wielkim autorytetem.  On był tego świadom. Byli tego świadomi również inni wybitni rodacy; miedzy innymi Józef Piłsudski. My uznajemy nasz romantyzm jako apogeum polskiej literatury, a tymczasem na przykład Witkacy miał odwagę mówić, że „romantyzm, to było bicie piany”.

Na poziomie i w wymiarze nauczania szkolnego – podstawowego i licealnego – mamy prawo, a może nawet obowiązek,  mówić o wielkości literatury romantyzmu i o wyjątkowości literackich geniuszów. To był ponury czas nieistnienia Polski na mapie Europy. Powstanie Listopadowe, zryw narodowo – wyzwoleńczy, to w polskim wymiarze i polskiej świadomości, okazał się wielkim wydarzeniem. Podobnie jak Powstanie Styczniowe, choć już wiążemy je z początkiem pozytywizmu. Już wtedy krążyły różne opinie o celowości i przebiegu tego drugiego, powstańczego zrywu.

Wróćmy do Mickiewicza w epoce romantyzmu. Było w tym temacie sporo zakłamania, ale chyba lepiej powiedzieć przeinaczania roli i zachowań wieszcza. Powiem o niektórych:  Niejasna jest sprawa podpisywania czy niepodpisywania przez młodego Mickiewicza jakichś papierów, które miałyby go czynić współpracownikiem władz carskich. Gdyby coś podpisał, to by podkopał wielki mit swojej działalności patriotycznej. To jedna sprawa. Druga –  rzekome uwięzienie  patriotycznych Filomatów w Wilnie. Zakonna, rozległa sala  nie była celą więzienną. W niej, w klasztorze bazylianów zatrzymano ponad półtorej setki młodzieży na czas śledztwa carskiego. Po tym śledztwie Mickiewicz i jego dwaj bracia  wyrzekli się przynależności do Filomatów… Zresztą – przyszły wieszcz  wyrzekł się wszelkiej działalności antyrosyjskiej…

Wtrącam się: – Trzyczęściowy arcydramat Dziady, inspirowany niektórymi wydarzeniami, a przede wszystkim atmosferą tamtego czasu i miejsca, należy przecież odbierać jako dzieło artystycznej wyobraźni i fikcji nie zaś dokumentalnego zapisu.

Kontynuacja profesora Rzońcy: Inny jeszcze mit, kultywowany w nauczaniu na poziomie szkoły średniej – to rzekoma, karna wysyłka młodzieńca, Adama w głąb Rosji – czyli na Syberię. Tymczasem trudno nazwać zsyłką wyjazd na południe rosyjskiego imperium, gdzie poeta zwiedzał i zachwycał się Krymem.  Można powiedzieć, że już jako poznany poeta i rzutki młodzieniec, w przyjaźni z rosyjskim młodzieńcem, także sławnym już poetą,  Aleksandrem Puszkinem często bywał i i odnosił sukcesy w salonach rosyjskiej arystokracji. Wpadał w oczy miejscowym damom i jako młody  mężczyzna,  nie odpychał ich towarzystwa. Poznawał także młodych, rosyjskich  poetów;  pisał o nich jako o „ przyjaciołach i współbraciach po piórze”. Zaś ci „współbracia”  byli dość niemiło zaskoczeni, że młody Polak przebąkiwał o emigracyjnej podróży na Zachód. Raczej chcieli go mieć w swoim gronie.

 Inny ważny moment z biografii – udział patrioty w Powstaniu Listopadowym.  Fakt, że wyjechał z Paryża w kierunku Królestwa Polskiego, by  przyłączyć się do Powstania. Jednak do Królestwa nie dotarł. Podobno zatrzymały go w Wielkopolsce sprawy osobiste (miłosne?).

To, co powiedziałem, każe sadzić, że Polacy by chcieli mieć  jeszcze większą literaturę i jeszcze bardziej patriotycznie działających pisarzy, więc są skłoni, może zmuszeni swoją historię podbarwiać Pytam retorycznie: co nauczyciele akademiccy i studenci na to? Akceptujemy, co się dzieje w szkole, w nauczaniu na poziomie średnim, a na uniwersytecie robimy swoje. Przekazujemy fakty historyczne. Studenci przynoszą ze szkół wiedzę, którą tam nabyli, a tu  z częstym zaskoczeniem dowiadują się o nieznanych faktach i ich interpretacji. Przykład – Mickiewicz romantycznie rozkochał się w Maryli Wereszczakównie (już zaręczonej z bogatym ziemianinem) ,  ale spełniał  się w hrabinie, Mariannie Putkamerowej. My wszyscy przez dziesięciolecia powojenne nie mieliśmy pojęcia o prawdziwej historii życia wieszcza  Wszystko przełamało się  po odzyskaniu niepodległości po 1989 roku. Inna ważna data, to rok 1998 okrągła, dwusetletnia  rocznica jego rodzin. Odbyliśmy  wówczas w Nowogródku konferencję poświęconą poecie. Nowogródek leży na Białorusi, więc  Białorusini mają żal, „ że im  zabrano Mickiewicza”. Oni mają także do niego prawo…”

Należy jednak zauważyć: dzisiejsza Białoruś stanowiła  dużo wcześniej niż dwieście lat temu część terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego. A ono z kolei było w myśl Unii Polsko – Litewskiej częścią Rzeczypospolitej Polskiej (Obydwu Narodów, a właściwe trzech narodów – Korony, Litwy  i Ukrainy).  O Białorusi mało kto  wówczas mówił.

     Wróćmy  zatem do głównego bohatera tej rozprawki -Tadeusza Boja – Żeleńskiego w ujęciu  Józefa Hena z tytułem Błazen – wieki mąż.Ten „błazen” chciał Odełgania Polski. Marzył o stworzeniu  Ligi z tym hasłem i filozofią na sztandarze. Nie udało się „błaznowi” za jego życia. O haśle Boya szybko zapomniano, jego filozofię pobożni zwolennicy sanacji wdeptali w błoto z okrzykami przeciw „kutergębie”. On snuł  o Mickiewiczu: „Napisać na nowo ten wzruszający  i patetyczny żywot , w którym poeta przez namiętności, upadki i mękę, błądząc i kajając się, szedł do świętości. Amen”

 Dziś duch „błazna” z zaświatów powinien mieć jednak satysfakcję, że „wszystko się przełamało…” po 1989 roku.  

 No,  może nie wszystko, ale sporo! Sporo, bo wokół wieszczów panuje spokój.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko