Leszek Żuliński – Wspomnienia weterana (50)

0
60

Duże koło czasu

         To jest już 50-ty wpis o Wspomnieniach weterana. A więc powinienienem dla Czytelników wydać bankiet, ale żona na mie pokrzyczała…
         Oczywiście od kolebki to się nie zaczęło. Trzeba sporo lat przeżyć, żeby mieć coś do opowiadania.
         Najpierw dzieciństwo, potem szkoła, a już potem „życie na całego”.
         Ja mam do opowiadania życia szmat! Zaczęło się w PRL-u, a teraz żyję w zupełnie innej Polsce.
Noszę w sobie dwa obrazy – ten dawny i ten obecny. Co na pewno wiem, to to, że wicher czasu nie ustaje.
Z czasów dzieciństwa na przykład pamiętam samochód marki Warszawa.
Sąsiad z kamienicy był pierwszy – wszyscy sąsiedzi wylegli, by ogladać to „cacuszko”. Potem trochę lat minęło i sam sobie kupiłem małego Fiata. Oczywiście musiałem zdobyć certyfikat kierowcy.
A latka płynęły, płynęły i moje autka się zmianiały (teraz jeżdżę Seatem Ibizą). Moja żona i mój syn już także autka zmieniali.
A gdy byłem jeszcze chłopcem to to telewizor stał się czymś niespotykanym.
W naszej kamienicy był tylko jeden, ale jego właściciele nas –  dzieciaków – przed ekran zwoływali.
Ale teraz zmieńmy temat… Z mego okna na ulicę wychodziło kino. Tam zwłaszcza w niedzielę były filmiki dla dzieci.
Ach, Walt Disney  nas tu cudownie bawił. To było coś wspaniałego: Myszka Miki, Kubuś Pochatek, Królewna Śnieżka itp.
W moim mieście (powiatowym) mieliśmi też coś niebywałego, czyli BASEN. Piszę to wielkimi literami, bo takie wspaniałe baseny są rzadkie (no, wtedy były!)
Ten basen był fantastyczny; składał się z baseniku dla dzieci, z basenu średniego i z basenu olbrzymiego. Tam mogli kąpać się ci, którzy pływać dobrze umieli. Ci najlepsi wchodzili  na trampolinę wysoką i stamtąd głowami w dół pikowali, czsami robiąc „artystyczne” piruety.
Miałem też pod ręką moją szkołę (poniemiecką). Ta szkoła była podstawowa, a jej towarzyszyła szkoła licealna. W niej uczył mnie prof. Stanisław Tubek  języka polskiego –  to zapewne mnie poruszyło do literatury i po maturze (zdałem!, zdałem!) polonistykę wybrałem. Akurat wtedy mojego Ojca na stałe do Warszawy wysłali. Oczywiście jako świeży maturzysta polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim skończyłem.
A wiecie jak to jest na polnistyce: wiekszość z nas literaturę wybierało.
Pierwszy tomik wydałem w 1975 roku – nosił tytuł: Z gawiazdą w oku. Potem też inne ksiązki literackie pisałem (jest ich obecnie 38-siem)
No i fruuu! Już tak jest do teraz, tyle że też inne książki też pisałem – niekoniecznie poetyckie.
Oczywiście oprócz mojego wierszowania ważne jest dla mnie uczestnistwo w ZLP (Związek Literatów Polskich) – to jest dla takich jak ja „dodatkowy dom”.
No i tyle – wystarczy! Chcecie być literatami, to zobaczcie na jaką drogę wchodzicie.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko