Jerzy Stasiewicz – Hieroglify drogi – Edmunda Borzemskiego

3
126

    „ Jedynie prawda jest ciekawa” – credo pisarskie Józefa Mackiewicza – oddaje w pełni całą głębię życia i twórczości Edmunda Borzemskiego, który po pięciu latach milczenia – była w międzyczasie książeczka dla dzieci Malowane słowa (2018) – powtórnie zabrał głos w poezji – niepogodzony z przeznaczeniem. Głos niezwykle ważny.

    Poeta  w najnowszym tomie – o jakże znamiennym tytule  Hieroglify drogi (Korfantów 2020) przyznaje się publicznie do ruchowego ograniczenia. Czego w przeszłości nie czynił? No może w bardzo dyskretnej formie. Niedostrzegalnej dla wielu. Owe hieroglify najstarsza forma pisma egipskiego „ święte znaki” ( obrazki) przez stulecia zapomniane i niezrozumiałe. Synonim zagadkowości, tajemnicy, nieodgadnionej drogi to klucz Edmunda do wędrówki po labiryntach lęku, który towarzyszy każdemu człowiekowi. Poecie szczególnie. Ale w błędzie byłby ten, kto by pomyślał, że Edmund zamknął się w „ skorupie miejsca”( Korfantów). Borzemski przybrał postać wędrownego ptaka, a w jego ziemnym „locie” pobrzmiewają mitologiczne echa ( Charon, Polifem, Endymion) i biblijne umocowanie. Edmunda Borzemskiego znam od wielu lat, z jego twórczością jestem na bieżąco i wiem, że należy interpretować wieloznaczeniowo ! Mimo, że jak pisze w przedsłowiu redaktorskim – mentor i autor wszystkich wyborów poezji Edmunda – Harry Duda ( tym tekstem uczynił wyjątek): „(…) Swą rzeczywistość liryczną poeta przekazuje nam słowem prostym, zwyczajnym i zwięzłym w zdaniowej formie. (…)Borzemski od zawsze bardziej pisze „ czuciem” niż myślą; „ czucie” u niego jest pierwsze (…), a myśl dopiero druga”. To potwierdza dar talentu – czucia niewidzialnego – okupiony latami terminowania pod skrzydłem Kaliope u wielkich mistrzów liryki na przestrzeni wieków. Ale to przemawia z jego poezji dopiero po wielokrotnym przeczytaniu wiersza.

       Głos  i o  tym zbiorze zabrał wybitny kardiochirurg prof. Marian Zembala, któremu także przytrafiło zgrzeszyć się wierszem: „(…) Edmund zjawia się ponownie (…) aby raz jeszcze  do nas przemówić poprzez mający charakter lustra osobisty dziennik, w którym skrupulatnie zapisuje świat wokół nas i z typową dla siebie wrażliwością przypomina nam o dostrzeganiu potrzeb bliźnich, w zawsze odważnym dialogu z Opatrznością, z którą wadzi się o drobiazgi i pryncypia. Wszystko po to, aby jeszcze lepiej służyć człowiekowi (…)”. Te słowa profesora należy rozumieć w sposób szczególny. Od pewnego czasu zauważa „to” na co przez całe  zapracowane lata nie zwracał uwagi. Życie po udarze na wózku inwalidzkim – w którym „ pierwszych kroków” spełnionego lekarza uczył Edmund Borzemski – wyostrza widzenie. Z wiekiem – czucie.

      Henryk Makarski uważał, że milczenie i światło są źródłem mowy. Ja dołożę jeszcze istotę bytu i podeprę  cytatem wiersza: „ Czeka mnie, być może, / rychła perspektywa / stawienia się przed Tobą, Panie, / rozliczenia mnie z grzechów.//(…) // Wyznaję szczerze, / że mi nie spieszno / ani do Twojego raju, / ani tym bardziej /  do piekła, do którego / wciąż strącasz / kogo trzeba.(…)”.Bardzo znamienna jest obawa poety przed strąceniem do poetyckiego piekła. Ale nie on jedyny z poławiaczy słowa drży przed czeluścią zapomnienia. Drżą wszyscy ubrani w kamienne twarze ze wzrokiem martwym i wyniosłym. Edmund ma jednak nadzieję:” Lecz do Ciebie / należą słowa / ostatnie i pierwsze – / Wszak Alfą jesteś / i Omegą.” Takie wyznanie może złożyć tylko osoba głęboko wierząca. Dla, której ziemski padół to strome schody do przedproża Edenu, pełnego ksiąg i skryptów;  słów nieodkrytych, czekających na (ponowne?) zapisanie! Z ziemską niepewnością czy droga poety to droga właściwa: „ Warto być łotrem, / celnikiem, niedowiarkiem – / ich w pierwszej kolejności / zapraszasz do raju?” Czeka na nieuchronne: „ Za chwilę / chwytem pod ramię / poprowadzisz mnie / w podróż, / z której nie wrócę.” I spotka ( poetów), których znał i Tych z historii literatury, którzy wytyczali poetyckie szlaki. A pokrył ich kurz zapomnienia. Te wiersze z początkowych stron książki, nasiąknięte doświadczeniem życiowym i Hiobowym życiorysem Edmunda Borzemskiego  to nauka trwania w bólu, pokorze, zaduma nad nieprzewidywalnością wyroków Wszechmogącego. Ale w dalszej części tomu poeta oscyluje między refleksją filozoficzną, a przywoływaniem płonącej w pamięci rzeczywistości „ Chciałbym się wymknąć  / przez niewidzialne okno; / na niewidzialnej drodze / odnajdywać niewidzialne ślady / odciśnięte stopą wyobraźni, / prowadzące na skraj chwili, / której ulotność / jedynie pewna. // Chciałbym / niewidzialną łodzią / przepłynąć na brzeg, / którego nikt nigdy / nie widział.” Ten sposób i spokój obrazowania przenosi narratora w inną jemu tylko znaną przestrzeń / rzeczywistość, w której czytelnik ( zwłaszcza starszy) odnajduje siebie. Wędrując ścieżkami wydeptanymi przez (duchy) przodków. A przecież ruszą nimi i przyszłe pokolenia wyrosłe z pnia ziemi. „ Wprost z Twoich ramion / uciekam w wiersz. / W nim / z wyobraźnią prowadzę / dialog.” Dla Edmunda połączenie metafizyki i ciekawość co się dzieje w samym człowieku jest jakby naturalne „Pustko lustrzanej ramy – / wchłoń mnie.” Wyczuwam osamotnienie, stan z którym musiało się mierzyć wielu twórców. To chyba  cena nadprzeciętności, ale życie doczesne kieruje się swoimi prawami. Czego przykładem i wykładnią jest szpikulec tytułu! Z tym młyńskim kołem szuflad – na okładce – pełnych kartek napisanych i nienapisanych wierszy? Rozrzuconych przez wiatr zapomnienia? Niektóre jednak wychwytuje Euterpe, dając lirykowi ( autorowi) nieśmiertelność. Czy wystarczy powiedzieć „ Rzucam się / w ramiona sadu./ Przykładam ucho / do pnia jabłoni. / Słyszę w niej życie.” Nie znamy odpowiedzi, ale mamy nadzieję?

       Przejdę teraz do Edmunda – poety wspomnień – jak kiedyś go określiłem. Podobno celnie. Lubię te jego powroty w dzieciństwo. Motywy i kostiumy wsi. Tym wierszom towarzyszy nostalgia zwłaszcza za babcią. Przykładem wiersz „ Spotkanie pierwsze i ostatnie”. Tutaj językiem poetyckiej ekspresji personifikuje odejście. „Na jej powitanie / włożyłaś suknię / uszytą z dostojeństwa – / błyszczące lakierki / i czarne pończochy. // Objęła Cię ramionami / jak najmilszą siostrę – / przeszłyście bezszelestnie – przez ścianę. // Łza spadła mi / kamieniem.” Czy do tego ogromnego ciężaru – „kamienia” – bólu można dołożyć więcej? Sugestywnie wyryta sytuacja liryczna jakich w całym zbiorze wiele. Niekiedy pojedynczy wers ma płomień aforyzmu. Idąc za  żywiołem słowa i wyobraźni podeprę się kolejnym wierszem: „Macewy wykrzywione / skoliozą czasu. / Ślady stóp ludzkich / już nie do odczytania. // Gdy tak stałem / nad pustką, / uniosłem wzrok / i w kształtach chmur / dostrzegłem Twój uśmiech, / Dziadku. // Jakże  chciałbym – / chociaż nie tu / i nie teraz –/odmówić dla Ciebie / kadisz.” Akcentami eschatologicznymi – przemijanie, czas i jego względność, cisza i wieczność – osadzonymi w podglebiu utworów, wybrzmiewa cała twórczość poety z : Graczy, Łambinowic i Korfantowa. Plus konstrukcje z plastycznych, konkretnych obrazów czyni tę poezję ( poetę) świadomego oddziaływania na czytelnika jeszcze bardziej osadzoną w lirycznej ( codziennej) naturalności, mimo, że duchowo nawiązują do starożytności. To wielkie zafascynowanie Edmunda kulturą śródziemnomorską jako podstawą tożsamości narodów współczesnej Europy. Zaś dzieła powstałe w latach jej świetności stanowią kulturowe dziedzictwo dzisiejszej cywilizacji (nie tylko) Zachodu.

        Dochodzimy do poetyckiej wrażliwości na drugiego człowieka. Także zwierząt. A w Hieroglifach drogi opatrzonych dedykacjami. To jakby utrwalenie w wieczności księgi ludzi bliskich poecie ( mama, tata, babcia, dziadek, ukochane psy: Reks i Malwina) i mających wpływ na poetę. Autorytety!- tak dziś zdewaluowane w środkach masowej sieczki przekazu. – Na, których Edmund ( także ja) uczy się i wzoruje. Prof. Marianowi Zembali „Ostrożnym pociągnięciem  / skalpela / rysowałeś nowe mapy / ludzkiego życia. //(…) // Dziś / z własnym ciałem / zawierasz sojusze. / Ból chowasz skrzętnie / na dnie / codzienności.” Pamięci Wojtka Skałuby „(…) Już nie odwróci / głowy w Twoim kierunku / jeleń – / nie zatrzymasz w czasie / jego zamyślonego wzroku.(…)”. Staje mi przed oczami postać Wojtka na wózku z zawieszonym na szyi nieodłącznym aparatem fotograficznym. Ale ja spotykałem go tylko na wieczorkach poetyckich, wernisażach.  Nigdy na łowach zaklinania chwili. Dopiero te kilka wersów uświadomiło mi wielką pasję wyczekiwania tygodniami cierpliwie na przelot ważki. Marysi Ruszeckiej „Płyniesz / łodzią czasu / przez ciemność / dnia. //(…) // W katedrach /Twoich myśli / brzmi muzyka / Bacha i Haendla.// Siłą godną Samsona / pokazujesz nam wszystko, / czego ludzkie oko / dostrzec nie potrafi.(…)”. Cała prawda o życiu i wirtuozerii Marysi, zawarta w kilku krótkich wersach. Tak lapidarnie to  tylko Edmund. Czy tego można się nauczyć? Nie. Chyba nie? Z taką zwięzłością myśli trzeba się urodzić. I jeszcze latami eliminować zbędność słów. Leopoldowi Kozłowskiemu „Choć kroki przechodniów / na twoim bruku, / ulico Szeroka, / w rytm  żydowskiej muzyki – / tutaj pamięć ma zapach / dymu z krematoriów.// Na Twoim bruku, / ulico Szeroka, / dogoniła Jachimka / niemiecka kula. / Ta krew nadal stygnie, / a życie Matki jego / już bez sensu.// Mordechaj miał / lat dziewięć, / a pożarł je rak./ Tylko kamień / zostawiony na grobie / znał jego marzenia.// Ech, Leopoldowe cymbały, / grajcie, / grajcie pamięć.” „ Nuta właściwa” długo w niej zagości. Tym bardziej, że często bywam w Krakowie. I w ciszy słyszę psalmy murów; strażników tamtego; gwarnego, zatłoczonego Kazimierza, który odszedł bezpowrotnie jak Polska chałatów. Tadeuszowi Soroczyńskiemu: „ Łowiłeś słowa / w sieci metafor, / a teraz orzesz / Pańskie pola./ I pewnie dobrze Ci tam / odpoczywać w niebieskim sadzie.// Zasłuchany w rżenie Pegaza / spoglądasz na nas, / a my / z drzewa pamięci / zrywamy wspomnienia / jak Ty kiedyś jabłka / w swoim sadzie.” Dziękuję Edmundzie za ten wiersz. Z poetyckiego sadu – poety z Prężynki – czerpiemy do dziś. A z biegiem lat wydaje się on jeszcze bardziej tajemniczy i większy.

     Pora domykać omówienie Hieroglifów drogi . Niektóre wiersze dzwonią w uszach głośniej, muszę przeczytać powtórnie. Na nowo oswoić się z ich prawdą i podzielić nadzieję poety, że czytelnik będzie do nich powracał !?

     Dużym atutem książki jest metaforyczna, czarno – biała grafika Wojtka Kowalczyka  na okładce i wewnątrz tomu, rozdzielająca czytelnie cykle wierszy.

Jerzy Stasiewicz

Edmund Borzemski
Hieroglify drogi
Wojewódzka Biblioteka Publiczna
im. E. Smołki w Opolu
Korfantów 2020 s.130

Reklama

3 KOMENTARZE

  1. Gratuluje Jurku recenzji która i do mnie trafia. Z tego wynika, że poezją która prezentujesz poety trafia na podatny grunt a to najlepsze jakie mogło się zdarzyć twórcy…pozdrawiam serdecznie

  2. Jurku,
    jak zwykle i ponad przeciętnie ( należnie) dokonujesz prezentacji twórczości Edmunda. Oddajesz szacunek człowiekowi i jego twórczości. Twoja recenzja to tablica Mendelewa dobroci Edmunda którą wyraża swoją poezją wobec otaczającego Go świata. Dotyka wielu orbit współczesnego bytu. Wykazujesz jak docenia relacje Ja i Wy.
    WIELKIE DZIĘKI JURKU

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko