Andrzej Dziurawiec – SCENARZYSTA JAK PIECZARKA

0
377
  1. Relacje scenarzysty z reżyserem to temat na mroczny thriller. Miewałem różne, głównie złe. Nie narzekam, przynajmniej mam sporo anegdot do opowiadania przy trzeciej szklaneczce. Choć opowiadam prawdę, tylko prawdę i samą prawdę, to, dziwna rzecz, te anegdoty reżyserów jakoś nie bawią. Widocznie mają inne poczucie humoru. Jeszcze bardziej zabawna jest relacja scenarzysta – krytyk. No prosto boki zrywać!
  2. Jak powszechnie wiadomo krytycy, recenzenci, teoretycy, historycy filmu, cała ta rozpaczliwie niezdolna swołocz, to banda frustratów. Nie starczyło talentu, żeby robić filmy, to o nich piszą. Spełniają swoje niespełnienia. Psycholodzy nazywają to „projekcją”. Bardzo filmowy termin. Przypadek?
  3. Dochrapali się tytułów magistrów, a co bardziej zawzięci nawet doktorów na wydziałach dla tych, którzy nie dostali się do szkół artystycznych. Pokończyli te swoje filmografie i inne kulturoznawstwa więc są, pardon le mot, „znawcami”! Znają na wyrywki nazwiska reżyserów najbardziej niszowych filmów, aktorów, operatorów, czasami nawet producentów. Dla scenarzystów już nie starczyło miejsca.
  4. Jednak to nieprawda, że scenarzystów zawsze się pomija. Krytyk przypomina sobie o nich, gdy chce zjechać fatalne dialogi, niespójność akcji, czy płycizny w psychologicznym wizerunku postaci. Wtedy scenarzysta wysuwa się na plan pierwszy, to on odpowiada za wszelkie wady narracji filmowej.
  5. Bowiem scenarzysta jest niczym pieczarka. Wegetuje sobie cicho w ciemności i tylko od czasu do czasu wyciągają go na światło dzienne, żeby obsypać gównem. Tak wyglądają jego krótkie chwile chwały.
  6.  Kilka dni temu zdarzył się jednak cud. Otóż w zapowiedzi pewnej komedii romantycznej napisano, że autorką scenariusza jest Ilona Łepkowska, o reżyserze nawet nie wspomniano. Więcej: rekomendując film autor tej zapowiedzi napisał kilka zdań o imponującym dorobku królowej polskich seriali. Widocznie redakcja uznała, że tak uznana marka, jak Łepkowska będzie lepszą reklamą tej komedii, niż szerzej nieznany reżyser. Oczywiście miała rację, niemniej to jedyny znany mi przypadek, kiedy film reklamowano nazwiskiem scenarzystki. Wyjątek potwierdzający regułę.
  7. Upraszczam oczywiście. Ten schemat dotyczy tylko scenariopisarskiej drobnicy. W rzeczywistości rzecz jest bardziej złożona.  Recenzenci pewne obycie w kulturze jednak mają i te największe nazwiska znają. Ale tylko te największe, noblistów na przykład. Wiedzą mniej więcej kto to jest Miłosz i Tokarczuk. Ci bardziej wyrobieni słyszeli coś o Konwickim, Głowackim i Pilchu. Niektórzy wiedzą nawet kim są Masłowska i Stasiuk. Erudyci!  
  8. Czasami mi się wydaje, że krytycy mają w swoich kajetach obok nazwisk reżyserów znaczki: duże „X”, średnie „X” i całkiem małe „x”. Duże „X” to, powiedzmy, Holland, Pawlikowski, Smarzowski. Średnie „X” to, na przykład, Bajon, Szumowska, Komasa. Małe „x”, to po prostu małe „x”. Nie warto sobie nim zaśmiecać pamięci.
  9. Z piszącymi jest podobnie: wielkie „Y” to oczywiście Miłosz, Tokarczuk, może jeszcze Konwicki. Średnie „Y” to, powiedzmy Stasiuk, Masłowska. Małym „y” nie ma co sobie zawracać głowy. Jest cały tabun piszących, kto by ich tam spamiętał?!
  10. I tutaj zaczyna się fajna zabawa. Żeby zrozumieć niebanalny sposób myślenia recenzentów trzeba by stworzyć tabelkę: Holland robi film według prozy Tokarczuk. Recenzję należy zacząć tak: „Holland czyta Tokarczuk”. Inny wielki „X” ekranizuje Stasiuka. Recenzja będzie brzmieć: „W nowym filmie „Xa” reżyser poruszył… (…) Proza Stasiuka posłużyła „Xowi” za…” Jeśli wielki „X” zrobi film na podstawie scenariusza małego „xa”, o iksie w ogóle się nie wspomina.
    I dalej: Średni „X” filmuje prozę Tokarczuk: „Olga Tokarczuk w swojej powieści… (tutaj kilkadziesiąt słów o powieści) Niestety, średni „X” nie znalazł adekwatnych środków wyrazu, by oddać całą złożoność….”
    Średni X ekranizuje powieść średniego „Ygreka”: dwie trzecie o „Xsie” jedna trzecie o prozie „Ygreka”.
    I tak dalej i tak dalej.
    Zabawnie jest przy małym „iksie”  który porywa się na ekranizację dzieła Wielkiego „Ygreka”. To jedyny wypadek, kiedy w recenzji o reżyserze niemal się nie wspomina, natomiast wnikliwie analizuje się dzieło „Ygreka”.
  11. Podejrzewam, że recenzenci zaglądają ciągle do tych swych kajecików i nie zaczynają pisać recenzji, czy opracowania póki nie sprawdzą do której kategorii powinni zaliczyć twórców i jak w związku z tym mają skonfigurować swój elaborat. Nie wierzycie, że tak to wygląda? Poczytajcie pod tym kątem recenzje. Śmiechom i żartom nie będzie końca.
  12.  Na koniec krótki test. Kto jest autorem scenariuszy największych dzieł Polskiej Szkoły Filmowej, opowieści sfilmowanych przez Wajdę („Kanał”) i Munka („Eroica”, „Zezowate szczęście”)? Kto napisał scenariusz do „Wielkiego biegu” Domardzkiego i „Barytonu” Zaorskiego? Kto wymyślił „Człowieka z marmuru” i „Człowieka z żelaza” Wajdy? Kto stworzył „Wielkiego Szu” Chęcińskiego, a kto „Kilera” Machulskiego? Że przez wrodzoną modestię o „Karate po polsku” Wójcika nie wspomnę…
  13.  Często pytają mnie, dlaczego zarzuciłem scenariopisarstwo, zabrałem się za pisanie powieści…
Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko