Krystyna Konecka – KTÓRY OŻYWIAŁ POETYCKE SŁOWO – WOJCIECH SIEMION

0
482
Aktor Wojciech Siemion – czuły opiekun poetów. Fot. K. Konecka

     Czy można sobie wyobrazić bardziej oryginalną celebrację dwusetnej rocznicy urodzin Adama Mickiewicza, jakiej dane było doświadczyć nam – uczestnikom 27. Warszawskiej Jesieni Poezji?  Z przedstawieniem IV części „Dziadów” w wykonaniu samego Wojciecha Siemiona?

     W październikowy wieczór 1998 roku dotarliśmy ze stolicy do Petrykoz, wioski w powiecie grodziskim. Autokar pozostał przed ogrodzeniem posesji, gdzie przywitał nasze międzynarodowe towarzystwo gospodarz, aktor Wojciech Siemion, zaprzyjaźniony z większością gości od dawna. W rozległej przestrzeni trwały niewidoczne budowle – dworek oraz sprowadzane przez lata rustykalne obiekty, z których powstał skansen. Niepewnie wędrowaliśmy za głosem gospodarza do XIX-wiecznej karczmy. Szczęśliwie, w zimnym wnętrzu jarzyły się świece, a na przybyszów czekał na drewnianych stołach poczęstunek – grube pajdy chleba, smalec w kamionkowych garnkach, kiszone ogórki i odrobina… siwuchy w szkle. Po tym kulinarnym preludium rozpoczął się spektakl z symboliczną scenografią: na tle drewnianych krzyży, ludowych ręczników i warkocza cebuli zobaczyliśmy IV część „Dziadów” Adama Mickiewicza w wykonaniu Wojciecha Siemiona i Małgorzaty Dudy, w strojach przynależnych tematowi. To był autentyczny spektakl, przeniesiony ze stołecznej sceny Teatru Stara Prochownia (który aktor stworzył w budynku Bramy Mostowej przy ul. Boleść 2, i którym zarządzał w latach 1972 – 2002). Po przedstawieniu trzeba było przedostać się do dworku na biesiadę literacką. Ale przestrzeń wypełniały ciemności i błoto. Co zrobił nasz gospodarz, który parę miesięcy wcześniej, bo 30 lipca obchodził własną, 70. rocznicę urodzin? Swoim samochodem osobowym poprzez to błoto przewoził wszystkich gości grupkami z karczmy do dworku. Tych kursów było sporo, osób w samochodzie – nadmiar…Taki był. Jaki? Inny od wielu.

     Dwa lata wcześniej przyjaciele z rodzinnego Krzczonowa przygotowali najsłynniejszemu spośród siebie podarunek z okazji przypadającej wtedy 50. rocznicy pracy artystycznej – szczupły wybór tekstów poetyckich i publicystycznych pt. „Wierny roli. Rzecz o Wojtku Siemionie”. Wtedy, w tym roku Mickiewiczowskim, uczestnicząc w biesiadzie literackiej, można było sięgnąć po tę publikację. Spisywałam więc „balladę wiejską poety z Bożego Daru koło Krzczonowa”, Józefa Małka, swoistą rymowaną biografię jubilata:

Słuchajcie ludzie, co wam opowiem,
Chcę, aby wiedzieli wszyscy:
Żył sobie Siemion we wsi Krzczonowie,
Aż raptem poszedł w artysty.

Gębę od ucha do ucha ma on,
Przeto chłop z niego jest mowny;
Najpierw to w Wieży był Malowanej,
Dziś siedzi w Starej Prochowni.

Nie taka z niego znów Krówka Boża,
Wszak przeżył wielu ministrów,
A gdy odwiedza dwór w Petrykozach,
Przy źródle duma jak Chrystus.

Potem znów wraca ku tej Boleści,
W przelocie rzuci trzy słowa,
I jeszcze jakoś w dobie się zmieści,
By swych następców podchować…

Pośród wierszy poetów–przyjaciół jak Jan Nagrabiecki, Zbigniew Jerzyna czy Krzysztof Gąsiorowski i rymowanek z gatunku „pieśni dziadowskich”, znalazła się też biograficzna przyśpiewka samego Jerzego Jurandota, a w niej zwrotki:

…Ojciec Mikołaj uczył szkolne dziatki,
Dom był na głowie Apolonii matki,
Prócz tego los im w uznaniu ich czynów
Dał siedmiu synów.

Sześciu porządnych było i przykładnych,
Trosk rodzicielom nie sprawiali żadnych,
Jeden się tylko Siemion nie wdał w ojce
Imieniem Wojciech.

Gdy za krowami dzieckiem chadzał jeszcze,
Już mu w tej głowie mieszali trzej wieszcze,
On deklamuje „Do młodości odę”
A krowy w szkodę…

…Dopiero trzy lata później, 13 października 2001 roku, podczas 30. Warszawskiej Jesieni Poezji, gdy tradycyjnie biesiadowaliśmy (literacko) w Petrykozach, Wojciech Siemion podarował mi tę skromną, na szarym kartonie drukowaną publikację z dedykacją i niezwykłym autografem …Zaglądam do środka, dziesięć lat po tragicznej śmierci Przyjaciela Poetów w tragicznym roku 2010… Poruszające już przed laty Krzysztofa Gąsiorowskiego słowa z wiersza „Wojtku, salve”:

…Mówisz. A wiersz ożywa, i
z ciszy powstaje – staje się
ciałem, uczłowiecza w czułości…

Na sąsiedniej stronie – puenta wiersza Zbigniewa Jerzyny „O Wojciechu Siemionie”:

…Kto tak potrafi powiedzieć polski wiersz?
By liść usłyszeć, gdy wokoło cisza.
I by usłyszeć to co mam najbliższe,
gdy nikt nie woła.

     Słuchaliśmy poezji klasyków w interpretacji Wojciecha wielokrotnie. Także własnych wierszy, które – czytane przez niego podczas biesiad w dworku, nabierały nieznanych, nowych znaczeń, które nasz przyjaciel potrafił wydobyć z każdej strofy.

     Najserdeczniej sformułowane wspomnienie o Aktorze przeczytałam wtedy w… „Krynicy”, kwartalniku mniejszości polskiej na Ukrainie, wydawanym w Kijowie. Redaktor naczelna pisma, Dorota Jaworska pisała: „24 kwietnia 2010 roku, w rezultacie obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym, zmarł WOJCIECH SIEMION – znakomity polski aktor teatralny i filmowy, reżyser teatralny, animator kultury, pedagog, autor wielu książek. Znakomity interpretator poezji. Człowiek, który z typową dla Niego skromnością nazywał siebie „sługą poetów”. Wychowawca i przyjaciel dzieci i młodzieży. Także mój Przyjaciel. I mój Mistrz…” Niżej znalazły się  „Wspomnienia o Wojciechu Siemionie” autorstwa jednego z najbliższych przyjaciół aktora, współpracującego artystycznie przez długie lata Grzegorza Walczaka, poety, dramaturga i językoznawcy, członka Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, uczestnika Warszawskich Jesieni Poezji (teraz słowa Grzegorza okazały się wsparciem, usprawiedliwieniem podczas pisania tego tekstu: „Wspomnienia o kimś – to przy okazji również o sobie. Nie ma wspomnień o kimś bez jego relacji z nami i szerszym tłem”.

     To także słowa Grzegorza Walczaka o Studenckim Teatrze Satyrycznym i roli w nim aktora-przyjaciela, poza interesującymi opisami późniejszej wieloletniej, do samego końca ścisłej twórczej współpracy obydwu artystów, kreują obraz profesjonalizmu Wojciecha Siemiona: „STS był dla mnie niedostępny. „Wieża malowana” (…) to była nieosiągalna wieża z kości słoniowej czy jakiegoś szlachetnego kruszcu”. I dalej: „Siemion miał swój styl, bardzo charakterystyczny – ekspresyjny. Ale nie była to ekspresja zewnętrzna. Jego aktorstwo zasadzało się na poszukiwaniu. Podobne było do wyłuskiwania czegoś szczególnego (wnętrza orzecha)  ukrytego głęboko pod skorupą słów. Emanował ludowością, ale nie tą najprostszą, nieobrobioną, lecz przetworzoną przez wyrażone dobitnie i precyzyjnie własne widzenie świata (…). Mnie też w pewnym sensie interesowała szczególnie poezja tkwiąca korzeniami w ziemi, w zmysłowości, w legendach, nie cepeliowska, raczej Leśmianowska”. Dlatego też chyba i szczęśliwcom, którzy mieli okazję posłuchać wierszy w interpretacji Wojciecha Siemiona, pozostawały głęboko w sercu wrażenia z takich spotkań, gdyż – jak Grzegorz Walczak podkreślał –  „Gdzie wystąpił, tam był już teatr”.
 
     „Był mistrzem recytacji i monodramów, aktorem o niezwykłej vic comica  i wielkim miłośnikiem sztuki ludowej – pisał w swoim wspomnieniu o aktorze na łamach „Gazety Wyborczej” Paweł T. Felis. – Mówił: „moje 165 centymetrów wzrostu przykryte kapeluszem przypominały bardziej grzybka niż smukłego mieszkańca gór”. Siemion zrezygnował ze studiów prawniczych „jak mówił, z powodu wierszy Tadeusza Różewicza, które wtedy odkrył – i z powodu prof. Aleksandra Zelwerowicza, rektora warszawskiej PWST, który „… po dwóch tygodniach przeniósł go od razu na drugi rok, a po kolejnych trzech – na trzeci”. Już pracując w kolejnych warszawskich teatrach, „organizował na Rynku Starego Miasta w Warszawie otwarte dla publiczności spotkania z poetami (m.in. Stanisławem Grochowiakiem i Zbigniewem Herbertem), związał się ze Studenckim Teatrem Satyryków”.

     Pomijam cały obszerny czas, kiedy aktor grał w filmach – można to wszystko odnaleźć w książkach i Internecie. Ważna jest poezja, która zawładnęła w dużym stopniu życiem aktora. „Jako wierny uczeń prof. Marii Dłuskiej, prof. Juliusza Kleinera i Jana Parandowskiego napisał „Lekcję czytania Norwida” i „Lekcję czytania Mickiewicza” – podkreślał Paweł T. Felis (i wiele kolejnych lekcji czytania innych poetów – przyp. KK). – W założonym przez siebie i prowadzonym przez wiele lat Teatrze Prochownia wystawił m.in. poświęconą Edwardowi Stachurze „Stachuriadę”, a już w 1969 roku na pierwszej polskie płycie z piosenkami Bułata Okudżawy śpiewał „Piosenkę o królu””. Podczas jednej z Jesieni próbowaliśmy wraz z Wojciechem, popiskując mu do wtóru z Łucją Danielewską, zaśpiewać tę piosenkę w petrykozkiej kuchni, co bardzo rozbawiło wtedy zajęte talerzami osoby, w tym panią Jadwigę, żonę gospodarza…

     Gdyby Wojciech Siemion nie odszedł do krainy wiecznych monodramów, zaprzyjaźnieni z nim poeci mieliby o dziesięć lat więcej wspomnień ze spotkań podczas Warszawskich Jesieni Poezji w Domu Literatury i w jego dworku w Petrykozach. Cóż, zachowało się na pamiątkę tego, co było, mnóstwo wspólnych z Wojciechem zdjęć… W 2006 roku zebrałam w całość dokumentację fotograficzną z Warszawskich Jesieni Poezji w latach 1998 – 2005. Zdjęcia te, wraz z wierszami kolegów po piórze, ułożyły się w album pt. „Chwile i lata”, który – z okazji 35. WJP – został wydany przez Związek Literatów Polskich i białostockie Wydawnictwo BUK pod patronatem prezesa ZLP, Marka Wawrzkiewicza, zawsze wtedy (i dotychczas) czuwającego nad tym corocznym festiwalem poezji.

     Wśród blisko 120 fotografii – ponad 30 związanych jest w jakimś kontekście z osobą Wojciecha Siemiona. Oto uśmiecha się do obiektywu podczas inauguracji jubileuszowej, 30. WJP (2001) w pierwszym rzędzie gości, zgromadzonych w Sali Wielkiej na Zamku Królewskim. Zamiast krawata – jak zawsze – kolorowa wstążka (symbol więzi z plebejskim rodowodem, jak gdzieś napisano) tym razem szara, do żakardowej wiśniowej kamizelki… Sala jest pełna (Boże, iluż z Was, Koledzy, już nie ma…). Pogoda tego październikowego dnia jest cudownie letnia, dlatego dworek w Petrykozach z całym otoczeniem, kiedy przyjeżdżamy po południu, jawi nam się w technikolorze. I taki zachował się w książce.

     Oto rok później, inauguracja 31. Jesieni ponownie w Sali Wielkiej na Zamku Królewskim. Oficjalne zdjęcie dwójki przemawiających przed portretem patrona ZLP podpisane: Piotr Kuncewicz, Jarosław Iwaszkiewicz i Wojciech Siemion. Na sąsiedniej stronie fotografie z koncertu poetycko-muzycznego. Mistrz sceny polskiej, entuzjasta poezji Adam Hanuszkiewicz i jego aktorzy prezentują wiersze Jarosława Iwaszkiewicza. Jedna z aktorek to Małgorzata Duda, która cztery lata wcześniej wystąpiła w IV części „Dziadów” w skansenowej karczmie… W innym miejscu – ganek dworku w Petrykozach, zatłoczony przez tegorocznych uczestników Jesieni, którzy potem wewnątrz – na kolejnych zdjęciach z trudem mieszczą się w salonie, by wysłuchać recitalu Ireny Jarockiej z towarzyszeniem pianisty Janusza Tylmana, z czuwającym obok Wojciechem Siemionem. Nie wspominałam o tradycyjnych występach artystów w trakcie biesiad literackich? Otóż odbywały się, corocznie, dzięki staraniom gospodarza.

     Dwa ujęcia „królestwa” Wojciecha z 32. edycji WJP, w 2003 roku, w nieco zgaszonej tonacji, podpisane: Jesień Poezji. Poezja jesieni… Zrobiona wtedy fotografia z ganku na staw, z odbiciem nieba i parkowego pejzażu, znajdzie się za parę lat, za zgodą Wojciecha Siemiona, na okładce albumu „Chwile i lata”… Rok później – także kadr z Petrykoz: w blasku świec śpiewa dla nas Luba Nazarenko, „bard w spódnicy” z Wilna. W następnym roku – sam Wojciech czytający polski przekład wiersza Lambersy Wernera z Belgii podczas „nocy poetów” w Domu Literatury. I jeszcze „Odjazd do Petrykoz”: przed autokarem krakowski poeta Wojciech Kawiński, Krystyna Muchowicz, zwana „mózgiem i sercem” Warszawskich Jesieni Poezji oraz prezes ZG ZLP, Marek Wawrzkiewicz. Jeszcze kilka kadrów na okładce z tyłu, w tym – białostoccy literaci Wiesław Szymański i Waldemar Smaszcz na tle autoportretu Jacka Malczewskiego… Wśród mnóstwa niewykorzystanych w książce zdjęć są fragmenty wspaniałych kolekcji obrazów i unikalnych wytworów sztuki ludowej, zgromadzonych na strychu dworku. Co z tych skarbów ocalało, kiedy trzy lata po śmierci Wojciecha Siemiona wybuchł tutaj pożar? Spłonął – czytaliśmy, słyszeliśmy – cały dach, salon i inne pomieszczenia zalała woda podczas gaszenia ognia. Spadkobiercy rekonstruują dworek Wojciecha Siemiona. Ale tego z fotografii w albumie „Chwile i lata” już nie ma… Tak ja i nas w Petrykozach… I Wojciecha Siemiona…

     Ale jeszcze jest… W kolejnych latach z poetami i ich strofami, które interpretował jak nikt, z autentyczną ekspresją budzącą przepływ dobrej energii wśród wszystkich zebranych. Jak to celnie zdefiniował Grzegorz Walczak, najważniejsze dla Siemiona było ”…jak zaatakować wiersz, jaką posłużyć się metodą, by wydobyć wszystkie istotne soki zawarte w tajemnym kodzie autora…”. Przybywały kolejne fotografie, całe zestawy… Oto rok 2008. 37 WJP. Minęła dekada, i znowu jubileusz Mickiewiczowski – 210 rocznica urodzin autora „Konrada Wallenroda”. U stóp warszawskiego pomnika Wieszcza, w obecności prezesa ZLP, Marka Wawrzkiewicza,  Wojciech Siemion deklamuje Mickiewicza z przynależną wersom wzniosłością, jak to on, przejmująco, nikogo nie pozostawiając obojętnym. 30 lipca tego roku ukończył 80 lat.  Kiedy, tradycyjnie, dotarliśmy do Petrykoz, na ganku dworku „powitała nas” grupa kartonowych poetów, zwłaszcza klasyków, ale i przytomnych wśród nas, z twarzami fotograficznymi i zestawem wierszy na torsach.  W holu – ekspozycja fotograficzna na czerwonych kartonach z letniej, urodzinowej celebracji, która zgromadziła liczne grono przyjaciół jubilata  oraz inne akcenty, w rodzaju kukły ze skrzynką z certyfikatem-cegiełką dla… „Stada Pegazów w Petrykozach”. Zdjęcia. Przed biesiadą literacką, jak zawsze – gospodarz podał „coś dla ciała”. Ale jakież to „coś”. Od gospodyni w ludowej zapasce przejął ogromny kosz pełen domowych wędlin, którymi obdzielił poetów. Do tego tort urodzinowy wielkości stołowego blatu. Pusty kosz włożył… sobie na głowę. Cały spektakl. Cały Wojciech…

     2009. 38. Warszawska Jesień Poezji. Tym razem pod patronatem – Juliusza Słowackiego (1809 -2009), którego wiersze Wojciech Siemion recytuje pod portretem Poety w auli Domu Literatury. Zdjęcia. Pojechaliśmy do Petrykoz wcześniej, jako że po trasie Mistrz zaplanował odmienną atrakcję: zwiedzanie Domu Kultury i Muzeum w Grodzisku Mazowieckim oraz spotkanie  poetyckie z dziećmi. W trakcie poprosiłam Wojciecha o dołożenie do programu odwiedzin w miejscowej Szkole Muzycznej, znajdującej się w tzw. jordanowickim dworze Mokronowskich. Oczywiście, zapalił się do tej prośby, natychmiast zmienił strategię. Pojechaliśmy do dworu. Swojego czasu mieszkał tam jenerał, pełniący służbę u Hetmana Wielkiego Koronnego Jana Klemensa Branickiego, pana na Wersalu Podlaskim.  Tamże zakochał się on, z wzajemnością w ślubnej małżonce hetmana, Izabeli Branickiej z Czartoryskich, starszej siostrze króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Po śmierci hetmana para wzięła potajemnie ślub, po czym osiadła na jakiś czas właśnie w Grodzisku Mazowieckim. Literaci mieli okazję wysłuchać tej romantycznej opowieści w scenerii zachowanych grotesek królewskiego malarza Jana Bogumiła Plerscha. Dopiero potem ruszyliśmy do Petrykoz… Zdjęcia. Wojciech Siemion z tasiemką w kokardkę, tym razem w kolorze jasno brązowym. Zdjęcia… Zdjęcia… Nikt nie przypuszczał, że po raz ostatni… Wydarzenie znalazło swój wymiar poetycki – w sonecie pt. „Grodzisk Mazowiecki. W drodze do Petrykoz” („Isabelle, mon amour”, 2010):

Właśnie teraz, gdy jesień, poezja, i złoto.
gdy spala mnie gorączka od presji myślenia.
Sam pan na Petrykozach stałą trasę zmienia
– aktor o inicjałach Szekspirowskich…

     …Ale jest rok 2020, pandemiczny. Na tegoroczną Warszawską Jesień Poezji uczestnicy otrzymują (zdalny) podarunek – dokumentalny film Pawła Łęczuka i Jakuba Jabłonki (scenariusz i reżyseria) pt. „Wojciech Siemion – Przyjaciel poetów”. Do oglądania na You Tube. Pełne ciepła wspomnienia przyjaciół.

     Mówi poeta Ernest Bryll: „To był mistrz, propagator poezji polskiej… dla nas – ktoś niebywały… Był właściwie naszym bardem (…). Odkrył, że poezję ludową, która była śpiewana, należy wyrecytować jak poezję… Okazało się, że tak te wiersze czytane otwierały drogę do nowoczesnej poezji…”.

     Poeta Marek Wawrzkiewicz, prezes ZLP, wspomina jak Siemion poprawiał czytających poezję aktorów. „Miał swoją opracowaną metodę interpretacji wiersza. Czasami bywało tak, że jego sztuka aktorska górowała nad tekstem… Ale zdarzało mu się zachowywać postawę największej pokory wobec wiersza…”. O biesiadach literackich w Petrykozach: „…Wracaliśmy z tych spotkań z takim wrażeniem, że stało się coś bardzo ważnego, a jednocześnie bliskiego, bardzo serdecznego…”.

     Interesująca koncepcja twórców filmu to, spinające poszczególne wypowiedzi, fragmenty przedwojennej politycznej satyry Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Skumbrie w tomacie” w interpretacji samego Wojciecha Siemiona. I jego słowa na koniec:

     „Każdy dobry wiersz jest jakimś tam proroctwem”… 

Krystyna Konecka

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko