Murat Yurdakul – Wiersze w przekładzie Karola Wrocławskiego

0
297
Murat Yurdakul


Żałoba

Strapienie, przebyliśmy z nim długą drogę
Łzy przeciekają przez jego ramiona
Kolorowe opowieści o tysiącu i jednej pustce w naszym języku
Moje poranki, których ból dotyka wody, wylewają się z mojego łona
Grzebiąc miłość w chłodnej ciszy jesiennych uśmiechów
Przejrzystość, może samotność
W najskrytszych fontannach letniej mżawki
Słyszałem, złamało to we mnie brzmienie soli
Tropiłem w popiele cienie martwych ptaków
Rozlewające się na ścieżkę prowadzącą na moją górę
Wyobrażając sobie dzieciństwo które przecierpieliśmy pozwalamy aby ból się uspokoił Nie używam już mojego serca do żałoby akumulującej się we mnie, pustyni nocy

Nie pozwól mi zatrzymać wszystkiego co chcę zapomnieć
Tak wiele aniołów we mnie gromadzi się z każdego z nich
W górach samotności gdzie zostałem postrzelony przez ślepaka i padłem
Wylewem się w siebie, swoje wnętrze
Gdy trzymam Cię po wieczność

Pozwól wiatrowi wiać na wiejskim cmentarzu
Wybacz mi mój smutek
Koty są nieokiełznane… gołębie wybredne… moje życie sypkie jak piach

Śmiało
Pozwól czarnej mambie wzywać ptaki mojego serca
Zapominając
Moje serce jest zakładnikiem krwi zbierającej się w żałobnym kwiecie
Szukałem ukłucia mojego odbicia w tafli wody
Zapomniałem co było
Część mojej twarzy pamiętała to…


Dłoń nożyce bieg

Nigdy nie mnożyłem, zapomniałem pamiętać noc w którą zmarłem w twojej nagości
Twoja cisza jest to odgłos twojego niepokoju
mówisz,  koczujący wietrze
Przebyłem przez sedno cierpienia, niosąc w środku brzęk
Uznali że jestem dreszczem w śnie starzejącym się w lustrze
Ale rozumiałem wodę trzymającą lód w swoim dole i lament na drodze
Szpetny zegar dzwoni, sygnalizując że nadszedł czas
Cisza oznacza pokoje, zapomniane światła
Płynące pod twoimi włosami
Pamiętam poranek który wyczyściłem w rzece
Wyrzekli, po środku serca
pomimo tego że są ślady do zapomnienia…
Przyjdzie dzień w którym koczowniczy wiatr zdmuchnie ślady
Oddam mój język ziemi
Z dwoma biletami w prawej kieszeni

Człowiek na całe życie
Walizki, torby, wszystkie pomieszane
Moja krew do nich ścieka, nie mogę odwiedzić ukochanych miast
Wszystkie te szybkie pociągi wykolejają się
prosto w moją ciszę
Pewnego ranka zobaczyłem jak twoja trumna powstaje
Miłość wygląda jak nożyce, zapomniana otwiera się we mnie


Trumna

Ulice podcinają nadgarstki miasta
W ciężkich kroplach deszczu
Przetarłem już rany
Moje oczy są zamknięte
Patrząc w wewnętrzną otchłań
Niemożność opisania jej powoduje, że cichnę

W oczach konsumentki moje serce szaleje za tą samotnością
Życie to uciążliwa przestarzała piosenka
Rankiem zrzuciłaś je ze swojego czoła jak „cześć” rzucone w pośpiechu
staremu znajomemu
Wzywałaś żałobę o której zapomniałaś, stojącą po mojej prawicy
 Idź po ścieżce, leśne drogi kształtują ludzi
Ogień w twoich ustach, ptaki niosące góry na twych plecach Krew!  Nie rozlewaj, niech moje gałki oczne płyną w głąb. Czuję się jakbym szedł pod rękę z moją trumną

Smutek jest nam znany, jego samotności kłaniamy się w pas aż po płatki kwiatów
zakrył nas powieką


BIOGRAFIA
Murat Yurdakul, urodzony w Adanie w 1983 roku. Skończył Zarządzanie Biznesem na uniwersytecie w Andalou. Publikował swoją poezję, tłumaczenia i prozę w różnych czasopismach. Otrzymał XIII międzynarodową nagrodę Premio Virtuo za swoją poezję we Włoszech (2018) i IV międzynarodowe Citta Del Galateo za swoje opowiadania. Brał też udział w kompilacji opowiadań Casa Editrice  Cento Verba w 2019. W 2020 otrzymał od Homores Literary Awards Tarik Dursun K. nagrodę Luka. Brał też udział w antologii poezji dla Międzynarodowego Centrum Tłumaczeń w Chinach (w 2020)

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko