Jan Belcik – Złoża upiorów nieświadomości

0
270

                  Rzeszowskie  Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne „Fraza” wydało kolejną interesującą propozycję poetycką, jaką jest niewątpliwie książka Jacka Świerka Złoże boleści. Poemat dywersyjny.

                   Już pierwszy tomik tego autora, opublikowany przez krakowską Miniaturę w 2017 roku i zatytułowany Relacje na nieżywo, zapowiadał, że mamy do czynienia z nieczęstym zjawiskiem w naszej literaturze – nie tylko lokalnym, podkarpackim. Czym zatem wyróżnia się szczególnie ta poezja? Sądzę, że chodzi nie tyle o sam styl, ale raczej o subtelne wymieszanie stylów i sposobów prowadzenia wypowiedzi opartych na kontestacji. Jest to język tak osobisty, przenikliwy, pełen neologizmów, kolokwializmów, można powiedzieć nawet, że prześmiewczy – bo udaje mu się odwrócić rzeczywistość i zajrzeć w nią od podszewki. No i pokazać jakże mało heroiczną obłudę i dwulicowość naszego świata. Poecie chodzi także o poruszenie czytelnika tym, czym literatura operuje i dysponuje od dawna. Wśród owych środków estetycznych można wymienić swoisty ekshibicjonizm, gry słów, sarkazm, ironię i autoironię – wszystkie one służą Świerkowi do przeprowadzenia wiwisekcji stanu współczesnego humanizmu, człowieczeństwa. Ukazanego także na tle wszechobecnych mediów i celebrytów, którzy w bezpośredni sposób oddziałują na stan każdego z nas, wskutek czego niejednokrotnie i bezwiednie przejmujemy ich język i styl zachowania. Sądzę, że te wiersze przywracają właściwe proporcje oglądowi świata, gdzie na każdym kroku towarzyszy nam konflikt sumienia pomiędzy potrzebami dającymi się zwięźle ująć w słowach „być” a „mieć”.

            Jak wyjaśnia sam twórca we Wstępie BHP, „miarą człowieczeństwa jest stosunek do wykluczonych i zdeformowanych chorobami, bezdomnością, nędzą materialną, przemocą, nałogami, starością. To w nich odbija się Oblicze Cierpiącego Chrystusa”. Dlatego nie możemy się dziwić, że poeta staje po stronie tych słabszych, wyznając w wierszu Winda:

WOLĘ LUDZI Z DEFEKTEM
Oto kobita choro wita, ale wita, ale jakże mnie wita
i w dodatku cmok

            Ludzie chorzy są w stanie wyrażać uczucia, których zdrowi wstydzą się w imię poprawności kulturowej. Jednocześnie Świerk nie byłby sobą, gdyby nie próbował i tu dostrzec przewrotności, kończy bowiem wiersz słowami:

MY – WSZYSCY – WOLIMY
LUDZI Z DEFEKTEM
A ZWŁASZCZA TYCH, KTÓRZY MAJĄ
ZNIEKSZTAŁCENIE UNIWERSYTECKIE

            Jest więc poezja Jacka Świerka głosem sprzeciwu wobec manipulacji i tworzenia rozumianego jako kreowanie idealnego świata. Wprowadza ową dywersję do zmitologizowanej rzeczywistości, jak w wierszu UFO, gdzie: „Po każdej wiosce globalnej/ pałęta się jakiś wariat. Właśnie/ wszedł do szafy zwierzeń jeden taki/ po to, by miejscowych uwolnić/ od drwin”. Pojawiają się tam niekiedy obrazy drastyczne, pełne trywializacji życia i śmierci. Ale zawsze możemy być pewni, że tak jak poeta staje po stronie bezbronnego i osamotnionego, tak samo wystąpi z tytułową dywersją przeciwko zakłamaniu, samozadowoleniu, przekonaniu o własnej nieomylności, blichtrze przysłowiowego już zawołania Aleksandra Fredry „Wolnoć, Tomku, w swoim domku”. Jak choćby w wierszu Błogosławieni ubodzy, gdy pisze:

To fart nad farty – stracić pracę
i stąd mieć mnóstwo czasu
na przyjaciół, drzemkę po lunchu,
na lekturę dzieł literackich, ambitny film,
albo na wyjście do teatru.

            Dodaje ironicznie: „– Sąsiedzi są tacy mili, uprzejmi;/ mamusia «znowu zaciążyła»”. Widząc ów defekt, od razu staramy się poczuć lepsi, ale tylko we własnym mniemaniu, bo i sami przecież jesteśmy oglądani i wartościowani z zewnątrz, a te oceny również nie muszą być życzliwe, miłe…

                Poetyckie alter ego Jacka Świerka w wierszu Biegam z raną po Rzeszowie, nikt mi jej nie chce zszyć – Stanisław Dłuski jest nieopatrzonym zranieniem w krainie chrześcijańskiej: „nie ma chętnego krawca, tapicera – gorzej! – / dyplomowanego chirurga,/ weterynarza, chociażby felczera”. Ale też nie pomogą mu „wszystkie udzielające się babcie,/ ciotki, kuzynki, siostrzenice, sąsiadki – mają dość/ dupereli. Nie ma chętnych/ – za kwiaty, pierścionki, perły, naszyjniki,/ dolary, bombonierki – / pań w pasmanterii.”  Jeżeli sądzimy, że bohater znalazł ukojenie w kościele instytucjonalnym, to poeta szybko wyprowadza nas z tego błędu, pisząc: „Myślicie, że w kurii mi ją zszyli, albo cisi mnisi?/ Oni za górami, za lasami są, ponieważ jestem/ nikim.” Świerkowego człowieka w sytuacjach ostatecznych zawodzą także artyści, bo na nich również bezskutecznie czekał „na mrozie, deszczu i śniegu”. Okazuje się, że największe wsparcie mogą nam przynieść zwykli ludzie. To właśnie jeden z nich wspomógł bohatera z krwawiącą raną: „To Ty mi ją zacerowałeś,/ Szary – jak papier toaletowy – Człowieku,/ wiązką uśmiechu”.

            Mamy tutaj do czynienia z moralitetem, czerpiącym wiele tonów z liryki religijnej, bez dewocji i taniego sentymentalizmu. Pojawia się też tu dużo ludowej mądrości w grze z konwencjami i utartymi schematami. Myślę, że Żłoże boleści przynosi zdrowy bunt przeciwko bylejakości i ideom świata „postwartości” oraz pazerności ludzkiej skupionej na zjadaniu własnego ogona i zaprzeczającym chrześcijańskiej tożsamości.

           Jednocześnie bohater tych wierszy bez przerwy stroi miny, pokazuje swą błazeńską twarz, gombrowiczowską „gębę”. Szereg utworów pomieszczonych w tomiku przypomina publicystykę, nie zachwycają one estetyką czy zawartą w nich wiarą we wzniosłe wartości. Jednak nie na tym polega zadanie osoby, która zdecydowała się płynąć pod prąd. Bohater wierszy wyraźnie dąży do rozmowy z czytelnikiem, czeka na jego odzew, choćby miał być on negacją prezentowanych tutaj przekonań. Mam nadzieję, że taka żywa reakcja nastąpi w konfrontacji z niełatwą lekturą niniejszych wierszy.

             Ten tomik jest rozrachunkiem człowieka ze światem, a także z samym sobą, ze sprzecznościami, które uosabia przecież każdy z nas. Obecne w omawianym zbiorze poetyckim podobieństwo rzeczywistości przedstawionej względem tej prawdziwej pozwalają na postawienie wysoce prawdopodobnej tezy, że rozprawa twórcy z otaczającym nas mikrokosmosem nie jest w żaden sposób wyimaginowana. Jedynym oparciem w takiej sytuacji wydaje się paradoks chrześcijaństwa, w którym na obojętność, zło możemy odpowiedzieć dobrem. Sam poeta w przytaczanym fragmencie 1 Listu do Koryntian wyraża taką nadzieję: „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone”.

             Jacek Świerk wyraźnie nie zamierza wchodzić w żaden układ ze złem, znieczulicą tego świata; wierzy w nieprzekraczalne granice pomiędzy brakiem wstydu, grzechem a odpowiedzialnością, o czym może świadczyć choćby okładka tomu z reprodukcją obrazu Wlastimila Hofmana Spowiedź z 1906 roku. Całość jest podzielona na części (warstwy), które niczym kręgi Dantego Alighieri wprowadzają nas w kolejne stopnie doświadczenia. Sądzę, że to bardzo udana poetycka dywersja, a wszystkie „złoża boleści”, wyartykułowane tu i nazwane, dzięki lekturze przestają być upiorami nieświadomości.

 Jan Belcik

Jacek Świerk, Złoże boleści. Poemat dywersyjny, Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne „Fraza”, Rzeszów 2019.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko