Stefan Jurkowski – Ucieczka z materii

0
101

To nie pomyłka, to rzeczywista ucieczka nie „od”, a z głębi materii. Tej, z której wszyscy jesteśmy ulepieni. Ale nie tylko my, także świat otaczający nas, nasze myśli, pojęcia uważane za  fundamentalne i ani na jotę niezmienne, czas, wszelkie granice – stanowią to samo tworzywo, ograniczające nas, jeśli widzimy je w sposób konwencjonalny; sposób, który też bardzo trudno odrzucić, albowiem od wieków utrwaliły się pewne pojęcia kulturowe, ulegające nieznacznym modyfikacjom. Tymczasem Elżbieta Musiał spróbowała na te zagadnienia spojrzeć inaczej, opierając się konwencjom, a także tworząc nowy sposób narracji oraz konstruowania poetyckich obrazów. Słowa „narracja” także nie należy traktować dosłownie. „Gry do-słowne” są grami o słowa; sięgają do znaczeń, do pojęć, nie ograniczają się do słownikowych jednoznaczności. Pojęcia, obrazy tu stosowane nabierają zupełnie innego wymiaru. Przede wszystkim pokazane są nie linearnie, ale panoramicznie. Zderzane, odkrywają niezliczone możliwości znaczeniowe, trudno zauważalne właśnie w konwencjonalnym odczytywaniu.

Poetka zatem dokonała pewnego eksperymentu, niejako „wypreparowując” formę utworu, a także jego przesłania z konkretnie ujmowanego czasu, przestrzeni, które również są pojęciami umownymi. Utwór ten żyje własnym życiem; jakby sam wyznaczał sobie tor i sposób poetyckiej wypowiedzi. Oczywiście, nie oznacza to chaosu, czy wręcz dadaistycznej formy. Nowatorstwo bowiem tego poematu nie polega na „udziwnianiu” języka, ale na ukazaniu czy zasygnalizowaniu całej złożoności życia oraz sztuki, nieskończonych możliwości, które objawiają się po zrzuceniu gorsetu znanych nam form.

Okazuje się, że to eksperyment udany. Prekursorski. Jeszcze dużo wody upłynie, zanim zdobędzie sobie należnie miejsce nie tylko wśród poetów, ale przede wszystkim odbiorców, do dzisiaj – powiedzmy sobie szczerze – tkwiących mentalnie w sztuce Romantyzmu; w najlepszym razie w poetyce Młodej Polski. Nie zmienia to jednak faktu, że dla wielu twórców i krytyków współczesnych, nie tylko dla przeciętnych czytelników, będzie on co najmniej słabo komunikatywny.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej konstrukcji tego utworu. Zaraz na początku czytamy:

Samosterowne słowa, hologram.
Zepchnięta w otchłań egzystencja. Samo-strawna. Może nawet
samo-zbawienna. No cóż, żadna poznana wersja estetyki
nie ma tu zastosowania. Już prędzej prehistoria.
Łódka podsiąka wilgocią. Wciąż płynę. Za mną aleja Szopena.
(…)
Łódka tonie. Wszystko gna do mety.
Metaforyka, metafizyka, metonika, tektonika
i zaćmienie słońca.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to luźne, a nawet chaotyczne skojarzenia. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie chaos (a on był przecież na początku wszystkiego, jak czytamy w Księdze Genesis), akt stworzenia byłby niemożliwy. I podobny chaos jest w naszym kosmosie wewnętrznym. Z tego chaosu tworzy się wieloznaczne słowo, nasza myśl, nasza pamięć. Ona – jak powiada poetka – tkwi w samej istocie każdego bytu.

Aby jednak odkryć przesłania objawiające się w poetyckich obrazach Elżbiety Musiał, potrzebna jest wyobraźnia i wrażliwość. One to bowiem z tych pozornie oddalonych od siebie, rozproszonych elementów umożliwiają czytelnikowi odczytanie metafizycznych sensów, które nie są tutaj zapisane językiem dyskursywnym. Ich istnienie, zaledwie zasygnalizowane, składa się na nasz obraz wewnętrzny. Nie istniejemy wyłącznie „tu i teraz”, ale niesiemy w sobie nieuświadomiony bagaż egzystencjalny, rzec by „ponad osobowy”. Jesteśmy zatem cząstką swoistego wszechbytu. A więc bagaż ten jest niezbywalny. Wchodzi jako część integralna w istotę całego wszechistnienia.

Można snuć takie refleksje w ciszy gabinetu, ale jak to wszystko nazwać w sposób poetycki, jakiego tu należy użyć słowa? Jak w sposób kompleksowy nazwać maksymalnie wiele cech egzystencji?

Elżbieta Musiał nie zważa na chronologię, pokazuje wieloaspektowość i wielowymiarowość zjawisk, aby w ten sposób opisać wszelakie komplikacje, unikając dosłownego opisu. W ten sposób poemat z jednej strony staje się hermetyczny, ale z drugiej ma tak wielki ładunek emocjonalny, który rozrywa formę utworu, pokazując nowe możliwości wyobraźni oraz wyrazu. Jest to istotne, dodajmy: odważne, „poszerzenie” języka poetyckiego, który się sposobi tutaj do wyrażania zupełnie nowatorskich treści.

Poetka nie wprowadza do wiersza tzw. „podmiotu lirycznego” On raczej bywa kimś w rodzaju „narratora zewnętrznego”. Rzadko odwołuje się do własnego „ja”. Najczęściej – nawet tam, gdzie występują formy osobowe – jest wyraźnie zdystansowany. Oto X część Rzecz o namiętnej obecności – Prolog:

Znów nów, za chwilę wzejdzie puszczyk.
Zdejmij piszczele z moich, muszę wysuszyć koronki.
Cały dzień padało. A ten liść zaledwie tydzień temu przez wiatr porwany
w mistrzowskim akcie przeobraził się w rzemiosło.
(…)
Tu wieczne żniwa. Udały się zbiory. Ziemia tłusta
i gęsto od kości.
Jak długo leżysz obok?
Znasz już mój zapach? Od lat go nie zmieniam,
zmieniają się tylko pory.

Nie bez kozery Elżbieta Musiał wprowadza tu elementy funeralne. Ale i one nie są tutaj dosłowne. Tam „pod ziemią” rozkładają się ciała, ale to nie są już osoby. Bohaterowie poematu istnieją, ale nie tutaj, nie w dostępnych nam wymiarach. Może właśnie we wszechogarniającej całe istnienie pamięci? Dodajmy: niezniszczalnej? A gdzie znajduje się ta pamięć? Poetka mówi o tym,  że pamięć, wszystkie pragnienia, szczęście lub cierpienie nie giną. Są „zapamiętane” przez drzewa, zwierzęta, innych ludzi, i żyją owym tajemniczym życiem, którego tworzywem są nasze przeżycia, uczucia, miłość, ludzka  namiętność, a także i nienawiść. Ta część poematu jest bardzo dynamiczna. Osobliwe życie rozkładających się ciał powtarza tutaj niekończące się losy wszystkiego, co istnieje; losy uniwersalne, będące kwintesencją trwania. Przekraczane są tutaj granice czasowe. Myśl poetycka porusza się niczym tachiony, hipotetyczne cząsteczki, przemieszczające się z prędkością ponad świetlną, a więc zarówno w przyszłość, jak i w przeszłość.

Owa myśl poetycka unosi także tę trwającą, nieprzemijalną pamięć.

W „Grach do-słownych” jest zakodowane pytanie o formy egzystencji dużo trwalsze od materialnych, które tutaj znamy. Słowem – czy wszystko przemija, czy coś zostaje, a jeśli tak, to co? Czy możliwe jest zachowanie tożsamości, a jednostkowa świadomość może się w tych procesach ocalić? I co też ukrywa się w najgłębszych warstwach materii?

Oczywiście, poetka nie stawia owych pytań wprost. Brzmiałyby one infantylnie i retorycznie. A także nie byłoby tu pola dla poetyckiej wyobraźni i eksperymentów ze słowem. Dodajmy, iż Elżbieta Musiał nie tworzy tutaj jakiegoś „metajęzyka”, ale w sposób istotny poszerza i przełamuje zastane kody semantyczne; odwołuje się w równy sposób do intelektu, jak i wyobraźni. Wie, że tylko w ten sposób można zbliżyć się do sedna. Śmierć, o której ona pisze, nie tylko zresztą w „Grach do-słownych”, ale i we wcześniejszych poematach („na śmierć zegarka przejechanego zimą przez samochód”, „Na zdjęciu wciąż żyjemy” i „Ars moriendi, czyli poradnik czynności nieużytecznych”) jest dla poetki wyzwaniem, próbą odsłonięcia choć rąbka tajemnicy, przestrzenią, w której –   paradoksalnie – można dostrzec istotę życia, oraz, co może ważniejsze, esencję poezji, czy w ogólności sztuki. Twórczość karmi się filozoficzną ciekawością, egzystencjalnymi lękami, moralnymi niepewnościami. Słowem – poezja nie może być obojętna wobec wszelkich przejawów istnienia, ale też owa nieobojętność budzi wewnętrzne, dojmujące rozterki, co też po nas zostanie; co przeniesiemy na „drugą stronę”? Taka symboliczna szala, na której to wszystko odważą. O tym właśnie pisze poetka w trzeciej części tego poematu. Dlatego utwór Elżbiety Musiał nie ogranicza się do konstatacji, ale zmierza dalej w stronę kreacji. W „De profundis” (cz. 13) czytamy:

Sieroctwo pamięci. Obrazy widziane z perspektyw. Ci Oni pamięć
zapamiętale ćwiczą, wtórują im koty, wycięte dęby. W kolejce stanęła
lipa. Lecz czyja to pamięć – niczyja może? Tam krzyże do nieba idą,
gdzie wszystko leży pokotem. Jedni się kłębią, drudzy w uścisku
– na koniec każdy osobno. Mundo, mundo i profundo.
Pnie się Wieża Babel.

Bardzo dynamiczny, zarazem polifoniczny obraz! Mamy tu do czynienia ze światem pamięci, nakładającym się na obraz rzeczywistości „tu i teraz”. Znowu los człowieka, jednocześnie zbiorowy, jak i jednostkowy. Panoramiczny, przestrzenny. To zresztą cecha poezji Elżbiety Musiał, do pełnego głosu dochodząca w tym oraz w wymienionych wyżej filozoficznych poematach.

Dobrym przykładem może być następny wers:

Poszedł do pierwszej śmierci zamiast do pierwszej komunii.

Jest to humor poezji najwyższej próby, o którym w swoich esejach („Poezja i niepoezja”, PIW 1967) pisał Zbigniew Bieńkowski: Humor poezji, to humor języka. Dowcipu poezji nie trzeba szukać w warstwie anegdotycznej. Mieści się on w sposobach odświeżania i organizowania materiału językowego. I tak właśnie się dzieje w poezji Elżbiety Musiał. Przypomnijmy także cytowaną wyżej  „X część – Prolog”. Zresztą w całym utworze mamy co chwila do czynienia z błyskotliwością skojarzeń, niekiedy z paradoksami, osobliwymi zderzeniami pojęć, jak choćby w powyższym wersie. Autorka wprowadza czytelnika w trudną pojęciowo i filozoficznie poezję, ale zarazem pomysłową i zaskakującą od strony językowej, co ma niebagatelne znaczenie dla percepcji tego trudnego poematu.

Zauważmy na koniec, że mamy do czynienia z utworem wielowątkowym. Nie ogranicza się on do relacjonowania jednostkowych doznań i refleksji; uniwersalny, łączy w sobie egzystencjalne problemy ludzkości od jej początków, i to nie tylko do naszej współczesności, wybiega bowiem daleko w przyszłość. Dlatego język tej poezji podlega wielu metamorfozom, jest dynamiczny. Mówi o takich sprawach fundamentalnych, jak np. sumienie, pamięć, wieczne trwanie; stale wrze niczym w tyglu, zaskakuje czytelnika wciąż nową warstwą pojęciową.

Poetka stwierdza w „De profundis” (cz. 15):

Musimy być czymś więcej niż jesteśmy w istocie.

Poszukiwanie owego „więcej” stymuluje wyobraźnię Elżbiety Musiał i jest motorem tej trudnej, ale zarazem  – nie wahajmy się stwierdzić – prekursorskiej poezji.

 Stefan Jurkowski

Elżbieta Musiał: Gry do-słowne. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 2019, s. 52

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko