STEFAN JURKOWSKI – Fatamorgana słów

0
360

Wiersze z „Korozji”, najnowszego tomu Andrzeja Waltera często zaprawione są goryczą, niewiarą w trwałość czegokolwiek, nawet poezji, myśli ludzkiej. Nasza wiedza o świecie wydaję się być także ułudą. Słowem – rzeczywistość jest skorodowana, choć jednocześnie może zachowywać pozory odporności na wszelakie zniszczenia. Czytamy o tym w przejmującym tytułowym wierszu:

w ciemnym pokoju w korowodzie snu wypełnionym
oczekiwaniem
na nic
tam

tam

leżą nasze kości
spróchniałe
protezy wieczności
skorodowane
jak nieśmiertelność

Nie tylko rzeczywistość otaczająca człowieka, ta rzeczywistość „realna”, ulega rozpadowi. Najbardziej tragiczne jest to, że pojęcia etyczne, filozoficzne, religijne są także przeżarte korozją, odchodzą na złomowisko. Przestają cokolwiek znaczyć; nie stanowią już istotnych wartości w życiu współczesnego człowieka.
Poezja Andrzeja Waltera, bardzo ekspresyjna, ostra – stawia gorzkie, bezkompromisowe diagnozy współczesnemu światu. Czy zatem jest oskarżycielska? Nie, raczej konstatująca; podobnie jak okrzyk dziecka „król jest nagi”, nie stanowi rewolucyjnej agitacji.
Autor „Korozji” zstępuje w głąb siebie i stamtąd – niczym ze studni – obserwuje, a także wartościuje to wszystko, co dzieje się wokół niego. W utworze „imiona bez znaczenia” poeta mówi:

nazwaliśmy to poezją
a poezja
to fatamorgana słów

to jakby odważniki zdarzeń
i ciężary pytań
bez odpowiedzi

Podmiot liryczny staje tutaj przed ścianą, która zagradza drogę nie tylko poecie, ale każdemu człowiekowi. Podobne zjawisko jest powszechne, samo w sobie może budzić sprzeciw. Nie może to jednak być sprzeciw konwencjonalny – zadaniem poety, prócz kontestacji, jest znalezienie dla niej odpowiedniego języka, ekspresyjnych obrazów.
Aby coś mniej lub więcej odkrywczego powiedzieć na ten temat, a nie powtarzać wyeksploatowanych komunałów, potrzebna jest nietuzinkowa osobowość oraz poetycki talent. W te cechy został obficie zaopatrzony Andrzej Walter. A także w zmysł obserwacyjny i selektywną wyobraźnię. Dodajmy jeszcze: w odwagę wypowiadania niepopularnych sądów na temat rzeczywistości.
Wzruszenie w poezji Waltera nie polega na ckliwym eksponowaniu uczuć. To sposób zdefiniowania świata, zdemaskowania obszarów, które stereotypowo uchodzą za piękne albo odrażające. Wszystko bowiem warte jest „oswojenia”, zdefiniowania; to przecież obszar najistotniejszych poetyckich penetracji. Pewnie, ostre, niekiedy brutalne konstatacje Waltera nie znajdą poklasku u sentymentalnych paniuś, uznających wyłącznie wiersze o kwiatkach i słowiczkach. I o to chodzi. Ta demaskatorska ostrość widzenia świata stanowi artystyczne (i filozoficzne) zwycięstwo poety, wbrew pozorom bardzo wrażliwego na naszą wspólną kondycję. Walter pisze tak zwaną „całą prawdę”. Dostrzega – jak czytamy dalej w wyżej cytowanym wierszu, iż:

Wzruszenia zapisuje się
szkieletami
a szlaki zapełnia się złudzeniami

Zarówno afirmując, jak i negując zastaną rzeczywistość poeta ma na uwadze niedoskonałość naszego poznania. Człowiek bowiem nie jest w stanie orzekać o niczym w sposób ostateczny. Niezależnie od wszystkiego, widzimy – bo taka jest natura ludzka  – obrazy mniej lub bardziej zniekształcone, pojęcia odbiegające od swoich najistotniejszych znaczeń. Choć możemy coś mówić o czasie przeszłym, ponieważ poszerza się nasza wiedza o nim, poznajemy skutki i przyczyny, to o naszym czasie teraźniejszym, a tym bardziej o przyszłym, jesteśmy w stanie mówić wyłącznie intuicyjne, czyli – ulegamy wciąż w najwyższym stopniu owym złudzeniom.
Ale poezja Andrzeja Waltera nie pretenduje do tworzenia konkluzji obiektywnych. Owszem, jest ona oparta na doświadczeniu, ale jest to doświadczenie jednostkowe, które poeta w sposób artystyczny obiektywizuje. Jest to poezja wysoce ekspresyjna, w żadnym przypadku nie egotyczna. Jest to indywidualne widzenie bytu opisywanego równie oryginalnym i niepowtarzalnym językiem.

To chyba jest tak że słowa mają dusze

Kiedy myśl łączy je w zdania a zdania nabierają treści a treść
niesie świadomość
dusza ta ożywa Wyłania się
jak feniks z popiołów i unosi
nad wodami

Czy owa dusza jest w stanie cokolwiek ocalić? W to poeta wyraźnie powątpiewa. Przecież wszystko jest głęboko skorodowane, zniszczone, nie ma czystych wód, otaczają nas oceany ścieków, duszny fetor zalepia nam oczy zatyka nosy i uszy unicestwia/ wyobraźnię. Słowo gnije, powietrze stało się trucizną

czas jak wrona
czarno skrzeczy
przydziela ci miejsce
twoje miejsce
w rzędach miejsc
ponumerowanych cieniem

Niektóre obrazy tworzone przez Andrzeja Waltera mogą napawać grozą, budzić zdziwienie, a nawet protest przeciwko takiej wizji świata. Różnica polega na tym, że człowiek dziś patrzy na to, co widzi, a pewnych zjawisk woli nie dostrzegać, tymczasem poetyckie spojrzenie autora „Korozji” sięga dalej. Teraz możemy gołym okiem widzieć, mniej lub bardziej ostro, przyczyny destrukcji świata, natomiast poetycka intuicja Waltera wykracza poza czas teraźniejszy i przedstawia skutki, które niechybnie prędzej czy później dadzą o sobie znać. Mamy tu do czynienia z wysoce ekspresyjnym sposobem poetyckiego zapisu, z oszczędnością oraz umiejętnością dozowania napięć emocjonalnych.
W wierszach Waltera człowiek jest nie tylko samą ofiarą korodującego świata, ale i sprawcą owej destrukcji. To właśnie nasze nieodpowiedzialne działania doprowadziły nas na skraj przepaści, nie możemy więc narzekać i umywać rąk, składając wszystko na barki ślepego losu. Jednak – zdaniem poety – istnieje szansa naszego ocalenia:

zostawili nas na pastwę
grzechów
których już nawet nie potrafię policzyć
tak jak liczę codzienne złudzenia

światełko w tunelu
zgasło

ta ciemność
ma szansę
nas oczyścić

Czy więc można mówić o pesymizmie poezji Andrzeja Waltera? Chyba jednak nie. Poeta przecież liczy na ostateczne oczyszczenie, odzyskanie wyobraźni jutra. Być może zaistnieje nadzieja na powstanie innego świata, „nowej ziemi i nowego nieba”.

 Stefan Jurkowski

Andrzej Walter: Korozja, MARSZAŁEK DEWELOPMENT & PRESS, Toruń 2020, s. 64.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko