Jerzy Stasiewicz – Motyle poezji Ryszarda Grajka

0
362


      Jakże dziś trudno o lekkość w poezji  –  nie chodzi mi oczywiście o wagę, choć kiedyś awangardziści wiersze robili ze słów i wytwarzali je na kilogramy…  makulatury  –  lecz o  jej lekkość, śpiewność w oddziaływaniu na czytelnika, mogącego płynąć na jej fali/ nurcie do zakamarków zrozumienia tajemnicy miłości.

która miłość piękna
co na skrzydłach motyla odleciała
co o kolce jeża zaczepiła
czy ta
 co mimo wszystko

która miłość piękna
ta nieszczęśliwa
ta co mgnieniem była
czy która wraca
świeci

Czyż to nie genialny przykład. Czy tutaj dodawać trzeba coś więcej ? Nie. Tylko podążyć gościńcem, ale takim zapomnianym przez ludzi, gdzie koleiny porosła trawa. Maki, kąkol, oset i dziewanna ciągną się poboczami. A przedżniwne łany; pszenicy, owsa wiatr czesze falą oceanu. Buraki strzygą uszami liści, a ogromne tarcze słonecznika mówią:  – czasu nie ma. Ważne tu i teraz. Bo jest człowiek zatopiony w duchu i czerpie siłę z obrotu ziemi, korzeni roślin, promieni słońca. Tutaj Helios na słonecznym rydwanie ciągniętym przez cztery białe  –  jak włosy matki  – znarowione, ogniste rumaki wyjeżdża z Okeanosa na niebo. Ten piękny młodzieniec ( każdy poeta chciałby nim być). Mimowolnie cwałuje nad metaforyczną drogą poety. Ryszard Grajek wzywa go na świadka:


wymarzyłem wśród jasno i ciemnookich
 wśród tęczy i gdy dziwne latarnie świecą
 los czy przeznaczenie sen czy marzenie…
 dni święte przywiodły do pięknych
 obrazów i murów
 co mówią


„(…) przywiodły do pięknych / obrazów i murów / co mówią”. To wymowne odniesienie do świata antycznego. Nasuwa mi się Wenus, staro italska bogini wiosny i ogrodów. Już sama cudowność tej pory roku, kiedy wszystko budzi się do życia. Nawet człowiek „ powiało/ syberyjskim chłodem” niby żyjący, a shibernowany śniegiem, mrozem, krótkim dniem. Zaczyna oddychać pełną piersią. Dostrzegać piękno kobiecego ciała. Tu niedościgniony wzorzec; Wenus z Milo  –  nagość z IV w.  –  przeznaczony do oglądania ze wszystkich stron. Taką Wenus ma poeta, taką Wenus powinni mieć wszyscy mężczyźni. Są w tej poezji zawoalowane sceny z życia bogini miłości takich mistrzów jak: Botticello, Rubens, Cranach Starszy, Rembrandt, Tycjan, Velázquez. Wiem, że poeta widział w brązie odlewy R. Donnera i A. Maillola. To zasługa niebywałego oczytania, z głębokim zanurzeniem w literaturę, wyciągnięciem wniosków, popartych podróżami  –  muzea i galerie stanowią obowiązkowy punkt programu  – , których Ryszard Grajek odbył dziesiątki ( same festiwale poetyckie: Bułgaria, Anglia, Czechy, Słowacja, Litwa, Irlandia, Rosja, Indie) to wszystko procentuje plonem poetyckim; dojrzałym. Choć autor podobno nie powiedział ostatniego słowa ( da się w poezji powiedzieć ostatnie słowo ?). Przekornie swój tom poezji tytułując  jeszcze nie plon. W intymnej spowiedzi wyjaśnia:


 Jutro, o którym wiem wszystko
 – tylko mi się wydaje
 jutro oczekiwane
 – tylko co przyniesie
 jutro dziś widoczne
 – tylko co oznacza

nasion jak gwiazd na niebie
nasion jak ziaren piasku
w tym jednym Wszystko
już ziarno jeszcze nie plon

      Rozmawiałem z poetą  –  uzbierało by się kilka nocy –  w Broumovie, w Polanicy Zdroju. Kontekst rozmów osnuty był wokół poezji, działań poetyckich, roli poety jako twórcy, ale i przewodnika narodu. Tak zakorzeniony w świadomości romantycznej…  Dziś poeta zepchnięty do lamusa, traktowany bardziej jako hobbysta, nie bacząc na „ wiatr w oczy” relacjonuje rzeczywistość poprzez pryzmat metafizycznego sita, każdy we własnym zapiśniku. Wyczułem w utworach Ryszarda mgłę i baśniowość Leśmiana. I co mnie uderzyło, twórczość Grajka jak i  autora  W malinowym chruśniaku  wydaje się całkowicie oderwana od biografii. ( Znam jeszcze jeden przykład: Franz Kafka  –  tu jednak to; że był urzędnikiem bankowym, że cierpiał od ojcowskiej tyranii  – pozwala zrozumieć Proces, Zamek). Tutaj przepaść między człowiekiem, a artystą, może nie jest tak całkowicie bezdenna, ale tropy biograficzne to zaledwie pojedyncze ziarenka maku, nie zawsze wyłapywane przez wprawnego czytelnika/ miłośnika poezji, omawianego autora  z tomów:  Pod okiem Kaliope 2011  i  jeszcze nie plon 2018. Obaj fizjonomią bardzo podobni, niewysocy, znawcy kobiet  –  słowiańskie ich umiłowanie. Subtelny erotyzm u Ryszarda ( u Leśmiana wybujały). Każdy w swej poezji wypowiadający się własnym oryginalnym językiem. Szukający prawdy  –  Ryszard  – w ziarenku piasku, w oczekiwanym jutrze, w gwiazdach na niebie,  w słońcu nocy. To wszystko potwierdza miejsce urodzenia; Gniezno, rocznik 1952, a jakby wbija osikowy klin; wykształcenie: ekonomia i organizacja biznesu ( znakomicie wykorzystywana w organizowaniu czechowickiej edycji Międzynarodowego Festiwalu Poezji Słowiańskiej: Warszawa   –  Londyn  –  Czechowice-Dziedzice). Dwa niespokojne żywioły w maleńkim człowieku: woda i ogień  –  życiodajność i oczyszczenie. To jakby przejście przez bramę czasu zakotwiczone w przekonującym, konkretnym detalu. Widzianym przez poetę wielokrotnie, obrobionym w świadomości. To dotyczy także obrazów, nastrojów i  zjawisk stosowanych jako materiał poetycki, w budowie wiersza w maksymalnie skondensowanej postaci. Przemawia do mnie lakoniczność, cięcie wersów niemalże u szczytu tajemnicy. Wszak urodził się pod freskiem Kaliope. Ten fresk istnieje do dziś w gnieźnieńskiej kamienicy. Przytoczę tutaj wiersz: „ Z powrotem”

dom jak dom
kamienica w środku miasta
w nim mieszkanie
kamień doleciał by do kolejnego obrazu
( żywego w mojej pamięci)
szkoła drzewa wielkie kasztany kościół garnizonowy
poczta liceum ulica Chrobrego
dziś nie wyobrażam sobie bez nich dzieciństwa

dalej teatr biblioteka i katedra
życie w kawiarniach ludzie za oknem
z lewa w prawą i z powrotem
normalny świat tak żyłem
z tęsknotą wielką wtedy
i potem 

Jakiż tu ładunek prawdy przeżycia, kłujący niemalże jak kolec róży. Niewidzialny, trudny do wydłubania, a zadający straszliwy ból. Jest w tej poezji nieprzewidywalność, podskórne napięcie, dreszcz. Zbliżenie człowieka z przyrodą. Czerpanie pełnymi garściami z jej darów. Ale nie zaborcze, zachłanne, tylko wyważone. Przyroda potrafi podnieść niewidzialną dłoń i ukarać „ w błękit wkradły się resztki chmur/ cisza zmienia kolor/ zwiastuje nieusprawiedliwiony gniew”. Kasandryczne przepowieści czasem, otwartość na ludzi zawsze to „ jeszcze nie plon” Ryszarda Grajka. Znakomicie wydany edytorsko  –  edycja limitowana  –  przez Stowarzyszenie Autorów Polskich Oddział Bielsko- Biała. Z projektem okładki i grafiką Agnieszki Nowińskiej urodzonej na Śląsku Cieszyńskim, zamieszkałej obecnie w USA. Jej prace malarskie znajdują się w kolekcjach niemalże całego świata. Tu dobitnie współgrają z liryką czechowickiego poety.

Ryszard Grajek
jeszcze nie plon
Bielsko-Biała 2018
str. nienumerowane

Jerzy Stasiewicz

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko