Bohdan Wrocławski – Jeden wiersz

0
466
Bohdan Wrocławski

Z czyjegoś poematu

Chociaż było dopiero południe
musiałem odpocząć – polna droga
przebijała się
niczym niemowlę do snu
 
To był obraz łatwy do zapamiętania
utrwalała go cisza zmarłych
lub wyczerpanych ustawiczną podróżą
 
Tak żyć mogą tylko królowie i żebracy
cienie nocy i ptaki wylatujące z gniazd zbyt wcześnie
aby je dobrze utrwaliła pamięć
 
Już dawno nieobecni są Grochowiak Stachura
i Zbyszek Herbert
na Krakowskim Przedmieściu otwarto kilka nowych kawiarń
do dziś przebywają w nich artyści o długich włosach
i smutnych oczach
 
W jednej z nich czytają wiersze
słucha je kelner barmanka i jeden pan
który pozostał tu od czasu Wokulskiego
ma twarz w kolorze
pochmurnego nieba i wciąż umierającej radości
 
Jest czysto muzyka i wyobraźnią unoszą nas w najodleglejsze
pejzaże dukty leśne z niepozornymi leśniczówkami
kobiety podające w glinianych dzbanuszkach zsiadłe mleko
ich piersi unoszą małe świerki
 
żyje tam życzliwość
gdzie indziej dawno już umarła
wszechobecny zapach igliwia
uniemożliwia dalszą podróż
 
W kawiarniach milkną poeci
Malarze czyszczą pędzle i palety
Ich oczy zmęczone przymykają się jak powieki
Tatara strzelającego z łuku
 
Las wygina pierś niczym preludia Szopena
 
Wraca wyobraźnia
 
Przypływają łodzie załadowane zbożem
słońce wypala burty pełne ciemnego dziegcia
głos szypra niesie się do brzegu
odbity powraca
 
To dzięcioł z smugami pnia na dziobie
złote podkówki szczęścia z głosu kukułki
w dzieciństwie liczone ku-ku-ku-ku
Ile lat żył będę
 
Ale teraz jest miasto symfonia ulic mury
bruki
twoją niechęć
gwiazdy spopielone wybrzuszone
smutkiem w kierunku Wisły
 
Wieczorem czyjś wernisaż ciepłe gardła scen teatralnych
 
Strzępy gazet na bruku w świetle ulicznych latarń
Już dawno zostały za nami wojny i wszelkie bohaterstwo
 
Tylko Żydzi nadal opłakują swoich pomordowanych
 
Jest zbyt późno aby o tym milczeć
I zbyt wcześnie aby z tym nadal żyć
 
W najcieplejszym wnętrzu kawiarni zasnął barman
jego sen jak ciemne strofy poematu
Nigdy nie umiera
 
Unoszony wyciągniętymi rękoma
ponad każdą zabłąkaną do tego brzegu falą.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko