Antologia Poetów Polskich 2018 – Tadeusz Karmazyn, Piotr Kasperowicz, Renata Klamerus ps. Renalamer, Janusz Kliś

0
517

Tadeusz Karmazyn

Tadeusz Karmazyn urodził się w 1946 r. w Wilnie. Wysiedlony z rodziną zamieszkał w Gdańsku, gdzie ukończył szkołę podstawową, ogólniak i Politechnikę Gdańską (inżynier mechanik) oraz podyplomowy kurs wiedzy o teatrze, filmie i TV na Uniwersytecie Gdańskim. Ukończył teologię na Uniwersytecie w Hamilton, Virginia. W 1972 r. zdobył II nagrodę na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie. Jest laureatem Śpiewajmy Poezję w Olsztynie (1975, 1976) i Targów Estradowych – Czterolistna Koniczynka w Łodzi (1975). Był członkiem zespołu muzycznego Styk, z którym występował m.in. w programie poezji Rafała Wojaczka z muzyką Jacka Stama Biała róża na jej piersi. Śpiewał również wiersze Leśmiana, Gałczyńskiego, Reynoldsa, Brzechwy. Od 1982 r. mieszka w USA, w Gainesville na Florydzie.
Swoje wiersze drukował m.in. w  magazynie „Bacopa” w USA i kwartalniku artystyczno-historycznym „Neony-tożsamość” w Polsce. Debiutował tomikiem wierszy Powroty/Returns (2013). Ostatnio wydał tomik Agape. Jest współautorem antologii poezji twórców powiatu gdańskiego Niebieskie neony i antologii Aspekty 2017.


Wybrane publikacje
• Karmazyn, Tadeusz, Tad. Powroty/Returns. Gdańsk: Marpress, 2013.
• Karmazyn, Tadeusz. Polish Interludes. USA 2014.
• Karmazyn, Tadeusz. Agape. Pruszcz Gdański: AGNI, 2018.
• Niebieskie neony. Gdańsk: Oskar, 2014.
• „Neony-tożsamość”. Styczeń-marzec 2017, nr 1(5).


Agape

W krajach bliskich i dalekich czasami świat staje do góry nogami.
Żółć wylewa się po ulicach świata. Spalone kościoły, splądrowane domy.
W mgnieniu oka niewinni przestają istnieć.
Krew karmi spragnioną ziemię.
Mały chłopiec zakrywa twarz.
Nie może patrzeć na swojego ojca bez głowy.

Muzo, pozwól mi zrozumieć ból drugiego człowieka.
Zatrzymaj mój płacz. Wstydzić się łez to za mało, za mało.

Ziemio ukochana, Ty która przez wieki tulisz nas do swego serca
jak Matka swoje dzieci, powiedz co robić.

Sporne słowa bogów świata świszczą jak kule w powietrzu. Skaczą po politycznych stołach, barowych blatach. Robią miny. Straszą. Szantażują.
Pięknie brzmią. Robią nic.

Gainesville, Floryda. Kościół Św. Augustyna. Kolumbijski ksiądz wypowiada angielskie słowa tak jakby one zaczynały życie w jego ustach.
Kaligrafuje w powietrzu kochaj bliźniego.
Wskazuje ręką na Stolarza z Nazaretu.
Tłumaczy: A-ga-pe.

Na ulicach wielkiego miasta w Egipcie, grupa zakonnic szuka ratunku od ukamienowania. Kilka muzułmańskich kobiet wstrzymuje napad.
Kropla radości spada w wieczność.
Agape.

Ko-chaj-bli-źnie-go-jak-sie-bie-sa-me-go, z trudem wymawia kolumbijski ksiądz.
Jak ja kocham siebie? Czy wystarczająco mocno żeby ratować niewinnych? 


Anioły spacerują wzgórzem obok mojego domu

Mówią, że was ktoś wymyślił, ale nie przekonuje mnie to,
bo ludzie wymyślili także samych siebie.
„O aniołach” – Czesław Miłosz (1911-2004)

Widzę je gdy wracam do domu z pracy.
Wysoka świetlista postać ubrana w białe fale
śpiewa a capella.
Na październikowym klonie w pełnym rozkwicie
pulchne brązowo-szare wróble
milkną i jak to ptaki
odlatują by przysiąść na ramionach anioła dopóki wieczorne słońce
nie zajdzie za pagórkiem.
U stóp wzgórza, w poprzek strumienia
inny anioł mały jak sikorka. Dwa skrzydła niosą go
do kobiety wyglądającej przez okno
w domu spokojnej starości.
Wysłannik szepcze jej do ucha.
Oczy śmieją się.
Jak tu nie wierzyć w anioły?

Uskrzydlony mężczyzna w niebieskim garniturze
zatrzymuje ciężarówkę przed moim domem pod numerem 3330,
wręcza kopertę bez adresu.
Otwieram list Anny. Słowa
kocham cię pędzą do mojego serca.

Odjęto wam szaty białe,
Skrzydła i nawet istnienie,
Ja jednak wierzę wam, wysłańcy.
Ja też wierzę, Miłosz.


Pasażer codzienności

wiercić w mózgu dziury
politycznymi debatami
dokładać zbutwiałe kablowe wieści
kłócić się z okazji
bez okazji w cyber world
na żywo przekonać pokonać
zdeptać mieć pewność
o szlachetnych zamiarach
życia na ostrych zakrętach
z chorągwiami po lewej i prawej
zatorach po środku
maszerować przed siebie

jak przez zmyślony sen idę
wspomnienia w portfelu
pokrwawione myśli krzyczą o światło dzienne
zgryzoty za uszami czekają na swój czas
przypomnienia zapomnienia wyleczenia

jestem pasażerem codzienności

manipulacją konduktora
za skrótami medialnymi krzykiem wielkich liter
poszarpanymi nocami myślami o świecie
bulgocącym nieustannie jak lawa wulkanu

moja Muzo czy masz jeszcze pasję zachwycania?

chwytam w dłonie metafory i porównania Miłosza
o syntetycznych miastach
i lotach jaskółek ponad gotyckimi kościołami
jestem homo sapiens
tęsknię za liryką
o śpiewie słowików i tej co mówi
o miłości i śmierci i
o czym strach mówić
nawet z samym sobą

jestem pasażerem codzienności

czas mija z każdym oddechem zmarszczki rodzą się jedna za drugą
czasy tyją chudną jak ludzie zmieniają suknie garnitury krawaty guziki
konduktorzy zmieniają się jeden za drugim wymieniają gwizdki
w laboratoriach światowi geniusze wymyślają nowe światy
z obietnicą rozkoszy bez granic


Spotkanie z Szekspirem

teatr upada
nikt nie chce oglądać
dramatów w naszym mieście

reżyserzy zwolnieni
aktorzy podążają
za prawdziwymi potrzebami czasu

geniusz zbudował
nowy globalny teatr
elektroniczne kukiełki
zastąpiły aktorów
reguły sukcesu
sprawdzone na giełdach
świętowane po każdym
przedstawieniu

odwiedzam porzuconą scenę
wnuczek wskazuje na ukrytą
w muszli budkę suflera
widzi napis
być albo nie być
pyta co to znaczy


Żebracy

        Jeśli proszę, by łaska przypadła mi jaka,
        To, abym w cieniu osła mógł w skwar mieć sen błogi
        A w duszy swej pogodę i wolność żebraka.  

        Leopold Staff – „Modlitwa żebraka”


         Przed wjazdem na autostradę widziałem dwoje
         śpiących okutanych w szmaty. Pies leżał obok.
         Spał też.

Słuchajcie –

Zielone czerwone niebieskie światła
przenikają przez łzy nowa pieśń
tryska w świat perkusja lawina kamieni
piano wybija crescendo agitato
ciche arpeggio kłóci się z szorstkimi
akordami  gitary melodia
uderza powietrzną ścianę jak stal
aktor wykrzykuje pieśń kloszarda

Słuchajcie –

Szykujcie swoje serca.
otwierajcie szeroko oczy                       
pamiętajcie –
tam oto niecierpliwa scena
artysta stoi ramiona otwarte
oczy ponad horyzontem głów
słowa rosną przyspieszają
wpadają w zakamarki dusz
podarte szmaty znoszone  buty
 jak ślepi idą przed siebie
garbaci kulawi młodzi starzy
nowa pieśń niesie wieść
Słuchajcie –
Muzyka umiera słowa stygną
strumienie światła blokują
nędzników w marszu w dal
z rozczapierzonymi pazurami
jak ranione tygrysy ryczą
głowa moja głowo nieś mnie nieś
noga moja nogo jak tu iść?
Lasko moja lasko wystukaj mi drogę
do czarnej paszczy ziemi


Piotr Kasperowicz

Piotr Kasperowicz urodził się w 1978 r. Debiutował pod koniec lat 90. ubieg­łego wieku. Mieszka w Krakowie. Poeta, prozaik, aforysta, krytyk, felietonista. Od roku 2012 redaktor działu poezji wydawnictwa „Mega*Zine Lost & Found” prezentującego sztukę i kulturę. Współpracował z rozgłośniami radiowymi jako realizator dźwięku. Zajmuje się grafiką i fotografią. Na potrzeby prezentacji poezji dokonuje obróbek graficznych, dźwiękowych oraz filmowych, tworzy animacje komputerowe. Przedstawiciel współczesnego nurtu poezji audiowizualnej.


Wybrane publikacje

• Kasperowicz, Piotr. Virus. Kraków: Wydawnictwo Domowe, 1998.
• Kasperowicz, Piotr. Nienawiść. Kraków: Wydawnictwo Domowe, 2001.
• Kasperowicz, Piotr. Oczy ery techno. Kraków: Wydawnictwo Domowe, 2002.
• Kasperowicz, Piotr. O jedno niebo więcej. Kraków: Wydawnictwo Domowe, 2003.
• Kasperowicz, Piotr. Łoskot Drogi Mlecznej. Kraków: Miniatura, 2013.
• Kasperowicz, Piotr. Poezja pękła (w zamrażarce). Kraków: Miniatura, 2015.
• Kasperowicz, Piotr. Buldożery elokwencji. Kraków: Obraz Dnia, 2018.


Uroda czarnego wągra

W trakcie sympozjum na temat urody czarnego wągra
śmietanka towarzyska uwolniła z mieszków złogi
cerze łojotokowej gładko przypudrowała nosek
zatykając porom wszystkie ujścia skórne
mieli dużo do powiedzenia o konsystencji
jednak przy nadprodukcji sebum w gruczołach
zaczęli ślizgać się po problematyce twardego łoju.


Inżynierowie dusz

Inżynierowie dusz
w obiektach monitorowanych audiowizualnie
w obiektywie wścibstwa
na nośniku pieniactwa
rozmiłowani w mniemaniu
inteligencji zwielokrotnionej sprytem
stosują test otwartego pola
na motywach prozaicznej inwigilacji
planują cię rozgryźć
w gmatwaninie sprzecznych zachowań
spłaszczyć i rozmazać pod mikroskopem
powtórzeń się spodziewają
kontakt ze stresorem mobilizuje organizm
do zwalniania torbieli gruczołów jadowych
trzeba ci wiedzieć
jak cepy bojowe zastosują bezsilność
przy nieokazaniu wydzielin ani wydalin.


Zapylanie kalectwem ducha

Gigantyzm plugawości objawiony w gruboziarnistym tłuczniu
który jako materiał budowlany najlepiej zazębia się ze sobą samym
odławia co większą wredność osobniczą by powszechnie się namnażała
zapylając kalectwem ducha odpornym na muchozol w kanałach nosa
przecedza nieforemne słowa do najgrubszej frakcji roszczeń
maluczkim pozostawia życzenie zamilknąć pod groźbą rozedmy
ostro zakazuje samozapylania na wzór pylicy i swoje podobieństwo
poprzez wiatry powstałe z odgazowania własnego trutnia czy bąka.


Ustawiczny tok

Sugestywna wymowność
z aspiracjami ku przenikliwości
zwiększa konsumpcję
poluzowaniem żuchwy
obija ustawicznie wargi
o każde słowo
dobrze nawilżone
modnie wydęte usta
wielokrotnie przetarte
Piłsudskim, Papieżem i Bogiem
moczonymi w toku śliny
przez nierówno ostrzyknięte
ssawki glonojada
wypluwki z jakości faktów
obrzmiałe przy szkle
od parcia i wydymania.


Podosobowość rodzinna

Monokultura prowadzona bez dostępu światła
kultywowana od lat w twojej rodzinie
zaburza podłoże na którym kiełkują myśli
sygnaliści ze światopoglądem wywołanym strachem
wskazują na wadę strumieni świadomości
którym za pomocą konotacji w nierealiach
odmawia się przywiązania do tradycji
niewymyślonym na bazie supergwiazdy
rozpisanym bliżej gwiazdy pitagorejskiej
diagnozą choroby nadpisuje się gnozę
endemicznie wprowadzane aberracje
rozwijają w chromosomach osobowości sprzeczne.


Renata Klamerus ps. Renalamer

Renata Teresa Klamerus, pseudonim Renalamer, urodzona w Bydgoszczy, mieszka na Podhalu. Ukończyła Liceum Ogólnokształcące, następnie trwające pięć i pół roku studia dzienne na Wydziale Farmacji Akademii Medycznej w Łodzi. Debiutowała w 1985 r. na Święcie Poezji Góralskiej w Rabie Wyżnej, ale obszerny tomik Zdziwiłam się, oniemiałam wydała dopiero w 2004 r. 
Jej wiersze drukowane były w „Dzienniku Polskim”, wcześniej w podhalańskim „Dunajcu”. Wiersze Renaty Klamerus znajdziemy w tomiku Poezje babiogórskie, w zbiorku poezji Wiersze górali, w albumie Naczelnej Izby Aptekarskiej Apothecare necesse est…, poza tym w publikacjach okolicznościowych i w „Farmacji Polskiej”, w antologiach: łódzkiej Tkanina z wadamiZanim zabierze nas wiatr, Antologii Poetów Polskich 2017. Poza poezją pisze prozę. W 2011 r. wydała pierwszy tom baśni Tami z krainy pięknych koni; w  2014 r. drugi tom Tami z Kapadoclandii,  a w 2018 trzeci tom Magiczna Kapadoclandia. Należy do Zakopiańskiego Klubu Literackiego TRAWERS. W czerwcu 2019 r. wyjdzie drugi tomik poezji Renaty Klamerus, a w następnej kolejności  proza dla dorosłych i zbiór bajek dla młodszych dzieci. Poza twórczością literacką  zajmuje się rysowaniem portretów, tworzeniem biżuterii, recytacją. Brała udział w plenerach malarskich i rzeźbiarskich. W okresie studiów przez trzy lata należała do studenckiego  kabaretu przy Akademii Medycznej w Łodzi. W związku z twórczością udzieliła licznych wywiadów, w tym dla miesięcznika „mgr farmacji” i dla blogerów – patronów medialnych baśni.


Wybrane publikacje

• Klamerus, Renata. Tami z krainy pięknych koni. Gdynia: Novae Res, 2011.
• Klamerus, Renata. Tami z Kapadoclandii. Gdynia: Novae Res, 2014.
• Klamerus, Renata. Magiczna Kapadoclandia. Gdynia: Novae Res, 2018.
• Antologia poezji Tkanina z wadami. Biblioteka Na Stronie.
• Poezje babiogórskie – Zawoja 2000.
• Zanim zabierze nas wiatrAntologia. Wrocław: Astrum, 2018.

Zderzacz Hedronu

W teorii strun trafiam
do innego wymiaru
nie mam ograniczeń
podróżując w czasie
rozwiązuję zagadki
z przeszłości
z przyszłości
wiem już wszystko
o Roswell
w teorii strun
znajduję przejście
przez wąski przesmyk
doganiam moją młodość
i niepokoję się
o działania ludzi
by wraz z osiągnięciem
nie zwinęli nam
wszechświata

                * boska cząsteczka

        maj 2018


Dunajeckie odkrycie

Grube mury, strzeliste okna
zabite paździerzem na głucho,
a ja usłyszałam zawodzenia.
W bezwietrzny upalny dzień,
w małym cichym miasteczku
dopadła mnie historia.
Te mury drżały modlitwą,
okaleczona gwiazda Dawida
wołała o pamięć żyjących.
Tonąca w słońcu ulica,
moją zadumą i wzruszeniem,
budziła budowlę do życia.

        maj 2018


Czterdzieści lat po…

        Ojcu

Czterdzieści lat po…
Zniszcz moją pamięć
wymaż wspomnienia
ziarno spokoju zasiej
Usuń mi pamięć
jednym kliknięciem
Ty wszystko możesz
Panie
Ten jeden fragment
ten czas niepokoju
skasuj na zawsze
bym przespał
choć jedną noc
bez koszmarów
bym zgubił
wojenną zamieć


Ja, której jeszcze nie ma

        Ojcu

Zapisane w pamięci drzewa
zapamiętane w tkance muru
wołanie tysięcy o pomoc
dźwięki nieustannej rozpaczy
drążą moje myśli
tam wśród nich Ty
a ja krew z krwi twojej
r o z p a m i ę t u j ę
sięgam dłonią w przeszłości
gęstą mgłę gładzę Twe
lękliwe czoło okrywam
ciepłym pledem Twe
zziębnięte ciało odziane
w lekki pasiak
kładę kromkę chleba
powstrzymując płacz
ja której jeszcze nie ma.

        Bydgoszcz, 2018


Dusza jego cierpiąca

        Zdzisławowi Beksińskiemu

Chcesz nadążyć i zrozumieć jego wizje?
Wprawna ręka posłusznie realizowała
na płótnie utrapienia umysłu tworząc
 niepokojące scenografie:
– ulotne przestrzenie rozpięte na
szerokość blejtramu,
– dematerializacje unoszące się dymem
pozostawiające nicość,
– ścierające się sacrum i profanum
doprowadzające widza do współcierpienia,
– echa samotności błądzącej w kamiennej
przestrzeni,
– wizje ucieleśnionego cierpienia
i prześladującego mroku.
Nadal próbujesz nadążyć?
Twój realizm i świadomość świata
psuje ci ogląd, musisz patrzeć inaczej.
Tu wszystko obraca się w nicość,
a piękność porasta pajęczyną.
Puste oczy błądzą w katastrofie,
zalążki życia czekają na pożarcie.
Tu czas przyspiesza od stworzenia
do zniszczenia – to dance macabre!
– Pocerowana piękność człowieka.
– Zespolenie do bólu kości.
– Pełzające człowieczeństwo.
– Umierający świat.
Masz dosyć? Mówisz – groza?
Nie, to zwierciadło duszy, w której
rodzą się sny nie z tego świata.
To wizja bólu jego duszy.


Janusz Kliś

Janusz Kliś urodził się w 1961 r. w Dębicy (obecnie woj. podkarpackie). Poeta, plastyk i nauczyciel. Debiutował w 1978 r. pod okiem krakowskiego poety Tadeusza Śliwiaka jako siedemnastolatek tomikiem poezji Księżycowy sen. Dziś swoje utwory publikuje w Polsce, USA i Wielkiej Brytanii. Jest autorem i współautorem czterdziestu książek poetyckich (5 tomików i 35 antologii), 2 płyt CD i licznych publikacji prasowych oraz zdobywcą nagród i wyróżnień w międzynarodowych konkursach literackich. Jego wiersze wielokrotnie gościły w audycjach radiowych i programach telewizyjnych w Polsce i USA. Ma na swoim koncie liczne spotkania autorskie w Chicago i Milwaukee – USA. W Polsce, w ostatnich latach, twórczość poety była prezentowana między innymi w Salonie Artystycznym Beaty Anny Symołon w Krakowie, wieczorach poetyckich „Alma zaprasza” w Krynicy Zdroju i na koncercie 9 muz – Virtualia Art w Warszawie. Od 1998 r. tworzy na emigracji w USA. Uczy młodzież klas licealnych w Polskiej Szkole im. Marii Skłodowskiej-Curie w Chicago. Interesuje się sztuką, podróżami oraz życiem i kulturą Indian Ameryki Północnej. Jest członkiem ZLP w Chicago i Polish American Poets Academy w New Jersey.


Wybrane publikacje

• Kliś, Janusz. Księżycowy sen. Dębica: KB – wydanie autorskie, 1978.
• Kliś, Janusz. Kamienne znaki. Dębica: KB – wydanie autorskie,  1979.
• Kliś, Janusz. Wzmagania. Dębica. KB – wydanie autorskie, 1980.
• Kliś, Janusz. Spojrzenie – Kwiaty w moim oknie. Zagnańsk: Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, 2009.
• Kliś, Janusz. Zapiski z amerykańskich podróży. Wielka Brytania: Puffin Print Limitem, 2019.
• Antologia Poetów Polskich 2017. Warszawa: Wydawnictwo Pisarze.pl, 2017.
• Antologia – Zaduma. Warszawa: Stowarzyszenie Autorów Polskich Oddział Warszawski, 2019.


emigracja – aberracja

dom emigranta
to walizka – w stanie opłakiwania
pełna rodzinnych obciążeń i krzyży
podarowanych na drogę
i odświętnych ubrań
niemodnych

pełna ciężkich oddechów  i łez
osieroconych krajobrazów
miłości i niezapomnianych
grzechów

dom emigranta
to walizka – w stanie niepokoju
pełna bogactwa kredytów i zawahań
sięgających dna kieszeni
i wypalanych z kalendarzy
lat

pełna szorstkich uprzejmości i prac
kupowanych  ponad  plan
odcisków i zadrapań
losu

dom emigranta
to walizka – w stanie zamyślenia
pełna stałych pobytów i powrotów
bank bezgranicznych marzeń
i odkładana w nim –  na najwyższy procent
tęsknota

        Chicago, 2018


dom

noszę w sobie dom
stary
w kórym wspomnienia
kładą rękę
na moim ramieniu
ciepłą i jasną
delikatną

w jednym dotyku
płoną wszystkie neony
zachwyceń
i płonie jak słońce
moje życie

noszę w sobie dom
stary
w którym została
moja młodość
wetknięta między belki
jak wiązanka kwiatów
polnych
tych najpiękniejszych
pachnących
i wolnych

noszę w sobie dom
stary
nigdy niekończącego się lata

        Chicago, 2018


moje łąki

miękkimi poduchami chmur
oczy przecieram
ze snu
łagodzę ból
rumiankowym słońcem
na wietrze

tęsknoty wspinają się
na grzbiety gór
jak serce w zachwycie
drga powietrze

a w trawach wiatr
aromatem ziół
dni moje wygrywa
na liściach zielonych

wspomnienia układa
melodyjnie w miesiące
w lata
duszą kołysze i potrząsa
w kwiatach

stare ścieżki
wciąż czuję pod stopami
i wiersze
jak do serca lgną

tak blisko
kwitną  moje łąki
pod Tatrami

tak daleko
kwitnie mój dom

        Chicago, 2018


mój dziadek i ryby

        pamięci dziadka Pawła

pamiętam – w porannej mgle
toczyliśmy słońce łąkami
w podskokach polnych koników
i szeleście dzikich traw
do brzegów Wisłoki

a tam – rozmyślania w ciszy
z drzemiącymi wierzbami
i cienką nicią pajęczą
z wiśnią na haczyku
tonącą w rzece – przynętą

ja – w liściu łopianiu beztroskim
On – w białym kaszkiecie lat
dwa światy iskrzące
na skrzydłach ważki
kołysał nad głębiną wiatr

nagle szarpnięcie… plusk!… błysk!
skaczą do wody spłoszone
wiersze
kleń – oślepiająca błyskawica
tańczy na wygiętej wędce

w oczach śpiewanie natury
i żal się zaczynał
…i urywał gdy wypuszczaliśmy
na wolność żywe srebra
zygzakiem

…a potem wieczorne powroty
z księżycem rybim
i dniem naszym – szczęśliwym
nawiniętym na kołowrotek życia
jak żyłka – błyszczącym
pamiętam

        Chicago, 2018


świątki frasobliwe

jest w nich szum zielonych liści
bojaźń
w zamyśleniu
i zapach kwiatów lipy
czerwcowy

jest w nich prostota ludzkich myśli
świętość
w cierpieniu
i ból ostry cierniowej
korony

są w nich pragnienia najzwyklejsze
i śpiew drżących rąk
w modlitwie

i serce
dłutem niewinnie zranione

cierpi drzewo
cierpi człowiek
cierpi Bóg
i świątki są strapione
Chicago, 2018

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko