Krystyna Konecka – Jubileusz Jana Leończuka

4
224
Jan Leończuk. Fot. Bożena Bednarek

     Niewielu ludzi pióra zapisze w swojej biografii tak różnorodny dorobek twórczy i animatorski, jak to przytrafiło się w 70-letnim życiu wywodzącego się z Podlasia Jana Leończuka, przez wielu zwanego Janem z Łubnik. Od rozpoczynającej jego drogę artystyczną, i zawsze obecnej, poezji, poprzez różnorodne formy prozatorskie po translatorstwo – zgromadziło się przez pół wieku kilkadziesiąt pozycji. Do tego lata pracy naukowej, a także – spełnianie się w świecie książek – długotrwałym prowadzeniu i rozwijaniu inicjatyw Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej, przemianowanej na Książnicę Podlaską.

     Swój esej o poezji Jana Leończuka, zamieszczony w 1990 r. tomie „Zbliżenia. Portrety białostockich pisarzy” pt. „Ciemność rozcięta nagłym zdaniem…” Waldemar Smaszcz podsumował: „Poezja Leończuka, z całą pewnością jednego z najciekawszych pisarzy Białostocczyzny, znajduje się (…) w nieustannym rozprysku, ogarniając coraz to nowe obszary. Autor sięga po różnorodne formy – wiersz, prozę poetycką, dziennik, opowiadanie – sprawdzając niejako ich możliwości wyrazu (…). I chociaż podążanie za nim nie jest bynajmniej łatwe, to z całą pewnością stanowi fascynującą przygodę czytelniczą. Wartą wysiłku”. Ileż dokonało się od tego czasu, przez kolejne dziesięciolecia…

     Dzisiaj twórczość autora „Żalnika”, „Żertwy”, tomu „Zawołaj raz jeszcze ciemnym wierszem” i wielu innych jest honorowana dwutomowym (liczącym ponad 1300 stron) poetyckim dziełem w naukowym opracowaniu pod redakcją Jarosława Ławskiego i Dariusza Kuleszy – profesorów Uniwersytetu w Białymstoku. W swoim wstępie do tomu I prof. dr hab. Jarosław Ławski nazywa Jana Leończuka „nowoczesnym poetą europejskiego Wschodu”. Warto – poprzez to staranne opracowanie przejść, i zapoznać się z twórczością poety, uchylającego każdym słowem, wersem drzwi do tajemnic kresowego świata oraz do wnętrza okaleczonej, nacechowanej niegasnącym bólem, osobowości.

     To – w skali makro. W skali mikro, może to być kilka godzin, spędzonych pewnego zimowego dnia w rodzinnym domu poety, w owych –  utrwalonych wersami poetyckimi i prozą „Zapiśnika sołtysa” – Łubnikach, podzabłudowskiej wiosce, gdzie diabeł mówi dobranoc, a poeta – dzień dobry. Wracam do swojego dawnego reportażu pt. „Muza nad Łubnikami”. 

Jan Leończuk, z prawej, podczas Poezijos Pavasaris ’88 – Wiosny Poezji w Kownie. Fot. Z archiwum K. Koneckiej

 x  x  x

     …W przymglonym śnieżnym pejzażu para rozłożystych wierzb jawi się jako najbardziej wyrazisty punkt orientacyjny. Przestrzeń pomiędzy artretycznie wygiętymi pniami zamyka się w kształt pionowego przekroju soczewki. W soczewce – nic, tylko znowu przymglony, śnieżny pejzaż. I dopiero w dalekiej dali, tuż obok przechylonej, rdzewiejącej tablicy z napisem: Łubniki czernieje garść przydrożnych krzyży.

Krzyże są różne: wyniosłe i zupełnie niewielkie, drewniane, kute w żelazie i kamienne. Samotne i otoczone płotkami. Katolickie i prawosławne. Jak same Łubniki – pół na pół. W tym miejscu od zawsze udający się na ostatni spoczynek żegnają swoją wieś: Boże, zmiłuj się! Hospody, pomiłuj! Sprawiedliwie.

     Od krzyży trzeci dom na prawo, z numerem 6 to dom Jana Leończuka, sołtysa. Tak głosi urzędowa tablica. Nie ma drugiej – że to dom poety. Poetom za życia tablice nie przysługują.

     Pod okapem gęsto od jaskółczych gniazd. Jan Leończuk zgarnia gości z ganku do środka.

     – Myślałem, że zdążę pojechać do Zabłudowa – frasuje się. – Ale zanim nakarmiłem świnie i krowy…

     Dwa pogodne szkraby na powitanie całują szarmancko panią w dłoń, po czym lokują się w jednym fotelu. To trzylatek Antoś (po dziadku) i pięcioletni Jaś – junior, którego mama, Barbara urodziła sobie na własne imieniny.

     W grudniowym, ostatnim „Zapiśniku sołtysa” w „Kontrastach” jest notatka z 20 września:

     Dr Józef Maroszek natrafił na ślad w Mińsku białoruskim „Atlasu dóbr zabłudowskich Dominika Radziwiłła”. W tymże atlasie znajduje się „Inwentarz Geometryczny Wsiów do Folwarku Kamionka należących z roku 1815”. Oznakowana jest zagroda Jana Leończuka, właściciela 30 morgów ziemi.

     Uświadamiam sobie, że mój dom nie zmienił od czasów pomiarów swojej lokalizacji. To trwanie od wielu pokoleń zobowiązuje. Odczuwam to z wielką radością, a jednocześnie z wielkim bólem”.

     – Podobną informację spotkałem także w aktach cholerycznych i też wtedy mieszkał tu Jan – mówi Leończuk zastawiając stół domowymi wędlinami, chlebem, marynowaną dynią i kawą z pulsującego obok expresu. – Mój ojciec miał w okolicach Nowego Światu w Białymstoku jeszcze jeden dom, który spłonął w czasie wojny. Resztki posadzki zostały wmurowane w ganek tu, w Łubnikach. Ale ja w razie jakiegoś nieszczęścia chyba nie miałbym siły trwać tutaj dłużej. Dzieci – jak zechcą. Jak dotąd jednak nie dokonałem jeszcze tej zdrady.

     W zbiorku prozy poetyckiej „Za horyzontem” zamieścił miniaturę „W Łubnikach”:

     Za Łubnikami droga zasapana, po pachy w piasku. Duszne lato rozczynia w dzieży chleb urodzajny. Kiedyś opowiadano o czartach i łamanych osiach. I księżyc ponoć śmiał się złowieszczo, mrukliwy teraz jak baba po północku”.

     Piach.
     Droga do Skrybicz, Białegostoku, Donikąd…
     Tak Łubniki trafiły do literatury.
     Z ostatniej jesieni – proza życia w „Zapiśniku”:

     Przed dwoma laty molestowałem w Urzędzie, a Urząd – Jeszcze Wyżej i Dalej w sprawie oświetlenia ulicznego. Nadeszły w tej sprawie listy, „wyjaśnienia”. Wśród wielu zdań zapamiętałem jedno: „podnośnik od czerwca w remoncie…”, minął jeszcze jeden czerwiec, nadeszła jesień, wieś tonie w ciemnościach, samochód – podnośnik dalej w remoncie. Odpis pisma spoczywa w KG PZPR w Zabłudowie, przykryty innymi pismami, leżakuje się sprawie wygodnie, w cieple, obok kolorowego telewizora, w zapachu kawy parzonej rytualnie, rozmów – narad pod parasolem palmy. Wieś pogrąża się w jesiennych ciemnościach, pismo kwili przywalone innymi sprawami „bardziej na czasie”, a czas zwariowany pędzi nie wiadomo dokąd.

     Po tygodniu:

     W zlewni mleka w S. po kolejnym badaniu zawartości tłuszczu, w dniu następnym procent się obniża… przeliczając na złotówki traci się w ciągu jednej nocy kilka tysięcy złotych. Gdyby krowy potrafiły ryczeć nad niesprawiedliwością, napełniłyby swoją żałością niejeden urząd i niejedno sumienie… Przed rokiem ktoś mi życzliwie doradził , abym na swoją gębę założył kłódkę, to łatwiej będzie się żyło.

     – Ten „Zapiśnik sołtysa” w „Kontrastach” jest dla mnie bardzo ważny – mówi poeta. – Ale ja nie mam dystansu do pewnych spraw. Nie mogę napisać wszystkiego, bo to by się skończyło sądem. A o sobie nie mogę, żeby mnie nie wytykano palcem. Mieszkam przecież w małym środowisku. Dlatego prowadzę drugi „Zapiśnik”, swój wewnętrzny. Napisałem też dwie powieści: „Konfesjonał” i „Alhambra”, których nigdy nie wydam. Pisanie jest rzeczą straszną. Kiedy dwie bliskie mi osoby zmarły w sposób tragiczny, napisałem w ciągu jednej nocy „Duszną noc”.

     W „Informatorze” ZG Związku Literatów Polskich beztrosko poprzekręcano tytuły książek Leończuka. „Żalnik” to „Żalik”. „Duszna noc” to „Dusza nocna”. Wyłapuję te błędy już po wizycie w Łubnikach. Nie wiem, jakie to ma znaczenie dla poety. Do swojej twórczości chce przecież mieć pewien dystans.

     Kiedy się to zaczęło? Czy jeszcze w technikum rolniczym w Dojlidach? Czy na polonistyce w Warszawie? Nie zapytałam. Po studiach przez dziesięć lat Leończuk pracował naukowo na białostockiej Filii Uniwersytetu Warszawskiego. Musiał odejść, bo nie obronił w terminie pracy doktorskiej.

– Ale ja przez dziesięć lat nie uzyskałem urlopu, a miałem sześć przedmiotów, m.in. wprowadzenie do badań o literaturze, wykłady i ćwiczenia z literatury dla dzieci, literaturę po roku 1918, konwersatorium z folklorystyki i konwersatorium z kultury masowej. Przez dwa lata byłem bez pracy. Po powrocie w 1987 roku mam pracownię badań nad dziejami i kulturą regionu przy Wydziale Historii. Bez dydaktyki.

     Jest więc znowu Leończuk naukowcem. Jest poetą. Coraz rzadziej.

     – Jeden z krytyków powiedział: jesteś chłopem i twoje miejsce w polu – notuję kolejne zwierzenia. – Nie wierzę w to, że wejdę w literaturę obydwoma nogami. Człowiek puchnie od tekstów i trzeba to koniecznie zapisać. Ale ostatni wers, który skończyłem, to chyba w lutym…

     Najbardziej jest sołtysem. Teraz. Został wybrany przez wieś na kolejną kadencję. Co robi? Wypisuje świadectwa pochodzenia zwierząt. Roznosi kartki na mięso rencistom, którzy zdali ziemię i uczącym się dzieciom rolników. Przysługuje po kilogramie. Co jeszcze?

     – Takie sprawy jak szczepienie psów, pisma od maku, pisanie podań. Na zebraniach w gminie jestem rzadko. Oprowadzam urzędników po wiosce. Prowadziłem ubezpieczenia. Ludziska się wyprzedają, likwidują wszystko. Przyjeżdżali tu wołgą z PZU, porównywali ze stanem sprzed trzech lat, mieli pretensje, że im się nie zgadza. To zaproponowałem, żeby jak za carskiej Rosji postawić na łąkach makiety krów i koni.

     Czy lubi, czy musi narażać się urzędom?

     – Zamiast urzędom pomagać, walczę z nimi – mówi Leończuk. – Sołtys nie powinien być we wsi żandarmem. Uważam, że racje są po stronie rolnika. Mam 27 „dymów”. Tutaj żyją od rzeczywiście bogatych do skrajnej nędzy. Są dramaty, a ja nie wiem jak pomóc.

     Drogę coraz gęściej przysypuje śnieg. Czasem zawieje i tworzą się zaspy jak nasypy kolejowe. Żona wstaje przed piątą. O wpół do siódmej wychodzi z domu i wlecze się tą drogą-bezdrożem z artretycznymi wierzbami do szosy. Autobusy przy Zwierkach nie lubią się zatrzymywać. Więc Barbara codziennie musi wydać stówę na okazję, żeby w porę dotrzeć do swoich uczniów w technikum rolniczym w Dojlidach.

– W Zwierkach chcą robić pętlę. Więc zaproponowałem, żeby pętlę zrobić w Łubnikach i potem – do Protasów. Przyjechali z PKS i powiedzieli, że droga zła. Ale chcemy tu zrobić przepusty, nawieźć żużlu… Lepsza komunikacja uchroniłaby wieś przed wyludnieniem…

     Sołtys – poeta ma też swoje własne, osobiste kłopoty. Ojciec przez dwa lata chorował na białaczkę i nie tak dawno pożegnał swoje Łubniki przed garścią zgodnych krzyży. Mama choruje, a w domu trzeba sprzątać. W „Żalniku” wiersz pt. „Portret” Jan zadedykował rodzicom:

     ojciec z matką
     uskrzydleni
     w ramie świętej skryci

     – Mam ponad dziesięć hektarów ziemi – mówi. – To, co się zarabia na zewnątrz, idzie na gospodarstwo. Teraz trzeba kryć budynki. Dachówka się sypie. W Urzędzie Gminy poradzili mi , żebym pokrył „we własnym zakresie”.

     I zaraz – z innej strony, o inicjatywie władz kulturalnych utworzenia oddziału Związku Literatów Polskich. Leończuk wierzy w ten oddział, który, być może, zintegruje wreszcie środowisko literackie. Tak, jak wierzy w sens istnienia Stowarzyszenia Polaków w Wilnie. We współpracę między obydwoma środowiskami.

     – Myślę, że ten drobiazg, to małe ziarenko współpracy pomoże zniwelować tam antagonizmy pomiędzy Litwinami a Polakami. A Polacy w Wilnie byliby najlepszymi tłumaczami. Więc na tej niwie moglibyśmy pewnie doły pozasypywać.

     Więc – znowu jest poetą. Nie tym, który opublikował w życiu setki wierszy. Tym, który dostrzega sens ratowania człowieczeństwa poprzez poezję. Ma swoje nazwiska. Sokrat Janowicz, dzięki któremu wydał swój pierwszy zbiorek. Herbert. Wiesław Kazanecki – odkrycie na własny użytek, zwłaszcza jego „Koniec epoki barbarzyńców”. W „Zapiśniku” zacytował fragment:

     Ziemio tych którzy się boją
     więc uśpieni krzyczą przez sen
     Ziemio tych którzy się boją
     Więc pragną zachować władzę
     Ziemio tych którzy się boją
     więc bogiem swym i obrońcą uczynili strach…

     – Dorobek mojego życia?  Chyba nawet nie książki, ale dzieci, które dla mnie są największą radością. Jest nadzieja, że to, czego nie skończyliśmy, one doprowadzą do końca.

     Jan Leończuk ma zaledwie trzydzieści dziewięć lat. Smutku w nim – za dwa pokolenia. Ludzie pytają, skąd w jego twórczości tyle ciemności, krwi, szaleństwa.

     Odpowiada tekstem w „Żertwie”:
     wypędziłem wiersze z własnej krwi
     i z własnego sumienia
     błądzą teraz oślepłe
     w oślepłym świecie…

     – Chodź, Jasiu – mówi Jan. – Będziemy poić krowy…

x  x  x

     „Światopogląd poetycki Leończuka ukształtowały (…) – warto ponownie zacytować celne spostrzeżenia Waldemara Smaszcza – podstawowe wartości kultury chłopskiej, w której takie słowa jak matka, ojciec, ziemia, chleb tworzą niewzruszone sacrum. A sacrum, co oczywiste, jest nie do pomyślenia bez Boga, obecnego w tej poezji nie tylko jako adresat wyznania, ale i ktoś bardzo konkretny, kogo obecność odczuwamy na każdym kroku (…). Wiersze białostockiego poety nie wyrastają li tylko z poetyckich fascynacji treściami religijnymi (…). Poetę cechuje żarliwe pragnienie odnalezienia podstawowych wartości i prawd, bez których nie sposób poruszać się w świecie”.

x  x  x

     Jest czerwiec 2020 roku. Jan Leończuk kończy siedemdziesiąt lat. W Książnicy Podlaskiej im. Łukasza Górnickiego przygotowywane są uroczystości jubileuszowe. W nieregularniku „Epea” wyprzedzająco dyrektor Jolanta Gadek zaprezentowała wspomniane dwutomowe dzieło, wydane wespół z Wydziałem Filologicznym Uniwersytetu w Białymstoku „Jan Leończuk, Poezje zebrane 1973 – 2019”, redakcja naukowa Jarosław Ławski, Dariusz Kulesza, Białystok 2019. Jolanta Gadek jest następczynią dyrektora Jana Leończuka, który – jak podkreśla – „Funkcję tę pełnił nieprzerwanie  przez 18 lat, wywierając na bibliotekę znaczący wpływ. W tym czasie ta instytucja kultury stała się także biblioteką naukową, zapoczątkowała badania nad postacią Zygmunta Glogera, jego działalnością i twórczością (…) nawiązała współpracę z bibliotekami na Wschodzie, skupiała wokół siebie życie literackie”.

     Pod skrzydłami Książnicy rozwijało się środowisko poetów i pisarzy, dyrektor Jan Leończuk otoczył opieką schedę twórczą po – zmarłym w 1989 roku – Wiesławie Kazaneckim, zdobywając środki i publikując cały dorobek poetycki i prozatorski poety. Dotychczas kontynuowane są, zainicjowane przez autora „Zadziwień”, tradycyjne prezentacje ludzi pióra pod nazwą „środy literackie”.

     O tym wszystkim, co stanowi sumę dokonań Jana z Łubnik będą rozmawiali uczestnicy jubileuszowego spotkania w dniu 24 czerwca w Książnicy Podlaskiej. Należy podkreślić, że lokalne media – Polskie Radio Białystok, Telewizja Polska Oddział Białystok, Gazeta Wyborcza i Kurier Poranny, a także Parafia Rzymskokatolicka św. Kazimierza Królewicza – przygotowały szereg wydarzeń związanych z obchodami jubileuszu Jana Leończuka, w dniu uroczystości oraz – jako relacje w dniach następnych.

Krystyna Konecka

Reklama

4 KOMENTARZE

  1. Brawo Krystyno!
    Jan Leończuk, jako poeta, wspaniaa osobowość zasługuje na wielki szacunek.
    Dziękuję Ci za wspaniały urodzinowy prezent.
    Pozdrawiam serdecznie
    Hatif Janabi

  2. Dwa tomy na 70 lecie, to znak ogromnej pracy – talent i pracowitość. Mój szacunek wzbudza także Jan Leończuk jako katalizator relacji osobowych: Jan zachęcał innych do twórczości. Wiedział, że ważne jest, aby młodzi, inni, poczuli farbę drukarską. Umożliwiał druk (“EPEA”), wydawał książki, rozpoznawał talenty (np. dzięki niemu poznałem Janusza Andrzejczaka z Torunia). Ja również otrzymałem od Niego zaproszenie do udziału w zbiorze zawierającym refleksje i wiersze inspirowane Biblią. “Z Księgą Nadziei… antologia poezji inspirowanej Biblią” (Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Łukasza Górnickiego, Białystok 1999, ss.126.) Spostrzegam tę książkę jako jedną z najważniejszych w Jego wysiłku mecenasa kultury. 33 autorów prezentuje atrakcyjny i wysoki poziom. Gdyby książka ta była wydana w Krakowie lub w Warszawie, pewnie uzyskałaby entuzjastyczne recenzje. Wspominam jedno z dokonań twórczych Jana Leończuka z należytym mu szacunkiem i wdzięcznością.

  3. Jan Leończuk jest krajobrazem Podlasia, Białostocczyzny, Ziemi Zabłudowskiej, Łubnik… Tak napisałem we wstępie do Jego arcanowskiej (Kraków) książki. To dzięki niemu (przez Annę Worowską), stał się mój późny debiut, a później – samo się potoczyło. Jemu zawdzięczam to, że uwierzyłem w swoją wartość i ta postawa, pootwierała mi tyle drzwi, że czasami aż się tego boję. Janek otworzył te pierwsze. I jakoś tak to zrobił, że wciąż są otwarte. Dla mnie, obok Franciszka Karpińskiego, to największy Poeta Podlasia, Białostocczyzny.
    Janku kochany, wstań z łóżka i żyj, żyj, żyj!

Pozostaw odpowiedź Janusz Andrzejczak Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko