Antologia Poetów Polskich 2018 – Magdalena Jankowska, Adriana Jarosz, Jacek Jaszczyk, Stefania Jendraszczyk

0
653

Magdalena Jankowska

Magdalena Jankowska urodziła się w 1953 r. w Puławach. Od czasu studiów na UMCS (filologia polska) mieszka w Lublinie . Pracowała jako dydaktyk w UMCS i Kolegium Nauczycielskim Języka Polskiego w Radomiu. Poetka i recenzent teatralny. Wierszami debiutowała w „Radarze”,  publikowała je także w „Akcencie”, „Akancie”, „Czasie Kultury”, „Frazie”, „Kamenie”, „Kresach”, „Nowym Medyku”, „Opcjach”, „Pograniczach”, „Pracowni”, „Res Publice”, „Toposie”, „Tyglu Kultury”, „Zwierciadle”. Należy do lubelskiego oddziału Stowarzyszenie Pisarzy Polskich.


Wybrane publikacje
• Jankowska, Magdalena. Tak się składa. Lublin:  Norbertinum, 1998.
• Jankowska, Magdalena. Już. Lublin: LMG-Energia, 2002.
• Jankowska, Magdalena. Salon mebli kuchennych. Lublin: Ex-libris, 2006.
• Jankowska, Magdalena. Skrzyżowanie. Lublin: Ex-libris,  2011.
• Jankowska, Magdalena. Dobierany. Lublin:  Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”, 2014.


***

wyłuskany strąk

patrzy na suche rozchylone wargi
bez ziaren w środku
sięga w głąb

siebie

byłaś moją różą
jerychońską moją rosiczką
czerwoną bramą

suchy pęknięty strąk

w człowieku
rodzaju żeńskiego


***

byłam ścianą wzdłuż której szedł
ogromny pies

kiedy się zatrzymał
poczułam wilgoć
wnikającą we mnie

i długo wypełniało mnie ciepło
wydobyte ze snu


***

siła napędowa

biała chmura cirrus

zbrodnia z miłości może jednak wzruszać
tło jest ważne
ten prześwietlony błękit

puchnący sznur rośnie
w pień

brzozy
aż chce się objąć

wybaczyć sobie błędy
z naiwności
dmuchając
w białe piórko

czarny gorący osad z turbin
w skorupkach zamarzniętej wody


***

przyszłam kwadrans wcześniej

wszyscy trzej w milczeniu
patrzyli w ekrany smartfonów
gładką taflę jezior

po kwadransie zaczęli występ

zwroty do drugiej osoby
wypływały na powierzchnię
wierszy

wołały
jak topielcy


Adriana Jarosz

Adriana Jarosz – pedagog i bibliotekarz. Autorka tomików poetyckich: RozdrożamiNiebo pachnące sianemModlitwy malowane trzciną. Utwory Adriany Jarosz ukazały się w wielu antologiach, almanachach i czasopismach wydanych w kraju i za granicą.
Należy do Związku Literatów Polskich, Stowarzyszenia Przyjaciół Twórczości Jana Kasprowicza, Polskiego Towarzystwa Biblioterapeutycznego i Nauczycielskiego Klubu Literackiego w Opolu. Honorowy Członek Janowskiego Klubu Literackiego.
Laureatka wielu ogólnopolskich konkursów literackich. Teksty autorki przetłumaczono na język serbski, czeski i angielski.
Nominowana do nagrody Perła Roku 2014 powiatu strzeleckiego oraz do Nagrody Marszałka Województwa Opolskiego dla Animatorów i Twórców Kultury w roku 2017.


Wybrane publikacje

• Jarosz, Adriana. Rozdrożami. Kraków: Signo, 2014.
• Jarosz, Adriana. Niebo pachnące sianem. Kraków: Signo, 2015. 
• Jarosz, Adriana. Modlitwy malowane trzciną. Kraków: Signo, 2018. 
• Antologia Poetów Polskich 2016. Warszawa: Wydawnictwo Pisarze.pl, 2016.
• Antologia Poetów Polskich 2017. Warszawa: Wydawnictwo Pisarze.pl, 2017.
• Metafora współczesności: antologia, jesień 2018. Kraków: Ridero, 2018.
• Barevná archa slov. Broumov: Vĕra Kopecká, 2018.


Święty Bartuś od (głu)ptaków

Nie zrodziłem się myślą, wiatrem, niepewnością,
nie stałem się ziemią, drzewem, zapatrzeniem,
nie pochodzę z onirycznego majaka, ucieczki przed.
Nie przyszedłem, jak przychodzą niespodziewane
smutki i goście, których nikt nie chciał widzieć.

Jestem (bez)pamięcią, przerażeniem i jedną z cnót.
Kimś kogo nie wspomnisz lub pogardzisz – owadzim
truchłem. Przywracam światy praojców i noce
prakochanek, uciekam od pragnień cięższych
niż kamienie skąpane w woni jaśminowców.

Czasem widzę Lesza pieszczącego klawisze jodeł.
Rankiem zbieram zapachy śródleśnej topieli, tkam
wielobarwne, pajęcze kilimy, poleruję krople mgieł,
podglądam rdzawe buczyny kąpiące się w kałużach.
Mówicie, że widzieliście diabli ogon na szyi Bartusia,
dlatego Bartek głupi – rozmawia z pszczołami, karmi
ptaki ambrozją słodką niczym baklawa i odmawia
skrzydlate litanie, śpiewne, dziękczynne hymny.

(Nie) jestem tym, za którego mnie macie,

a tym, który zamyka siebie w czterech ścianach
wyobraźni – niepoczytalnym z aureolą w dłoni.


Buczynowy krzyż

Wyzłocony bursztynem lasu.
Zbutwiałe ramiona już nie krwawią.

Na kamiennych schodach liście –
paciorki jesiennego różańca.
Każdy z nich to modlitwa Dyduka
(w jego oczach wniebowstąpienie).

Ziemia szeleści: Hospodi, pomiłuj!

Na straży chyży z bielonym sufitem
żerdziowy płot. W niej sinoniebieska
ściana nakrapiana liszajami tajemnic.

W świętych obrazach odbijają się
cienie gospodarzy. Krzątają się
po izbie, nieświadomi przemijania
i tego, że tęsknią za nieobecnym.

Świta, gdy miesiąc schodzi z Jasła.
Słychać żałosne nokturny lelków.

Starszy brat mgły siwobrewej, wicher,
wprawia w ruch wrota stodoły, a one
unoszą się jak drewniane skrzydła.

Dyduk widzi nie wiatr, ale archanioły.
W dłoniach trzymają złote renety.
Między aniołami siedzi Pantokrator,
obok stoją orędujący za grzesznych.

Ziemia unosi się. Wielka Deesis.

Hospodi pomiłuj, pomiłuj!

Nim przyjdą na wzgórze kolejni
turyści, spalona cerkiew uklęknie
przed ikonostasem nieba.

Mirom Hospodu pomolimsia.


Dębowi ludzie

Kapliczna Madonna dziergała szydełkowe
aureole, koło wioski przemykała wadera,
gdy na cmentarzysku przed cerkwią stanął
Semen. Nieopodal pasł się wierny hucuł.

Cerkiewnej bramy strzegły rozłożyste dęby,
a każdej dębiny pilnował dębowy człowiek.

Spojrzał Semko w oczy pierwszemu.
Zobaczył w nich dumę ojca i jego strach.
W kolejnych oczach skryła się cierpliwość –
to spojrzenie matki. Poznał w strażnikach
drzew swoich braci, siostrę, babkę i Annę
jasnowłosą, której podarował złoty dach.

Wtedy dobiegły go słowa:

Płacz, stary. Niechaj wspomnienia popłyną
strugą tak szeroką jak Rabski Potok.
Płacz, bo on sprawia, że ludzie pamiętają,
jakie źrenice mają miłość, przyjaźń i strach.
Choć pierwsza gwiazda dziurawi widnokrąg,
kolejne sprawiają, że niebo jaśnieje. Płacz!

Pachniało sianem, kiedy wracał z hucułem
do chyży. Połoniny nuciły dawne kołysanki,
a cierpliwy miesiąc malował woale mgieł.


Koncert

Nim pierwsza struna trąciła czas,
zabrzmiała cisza. Rzęsy jak ptasie
skrzydła – żywy metronom, serce
muzyki – odmierzały lento, lento.
Puls spokojnej myśli i tętno nocy.

Gdy lento przechodziło w adagio,
dyrygent – miesiąc wzniósł batutę.

Zobaczyli senny młyn skąpany
w przedświcie zieloności. Woda
płynęła niczym szlachetny wiersz.
W nim słów tyle, ile zmieściło się
w dłoni dziada Dobromira. Opodal
Weszo stroił romskie skrzypce.

Przy młyńskim kole stanęli święci,
a każdy w łopianowym kapeluszu.
Z rąk do rąk podawali pszenżytnie
kłosy. Najjaśniejszy z nich układał
na pięciolinii ziarna, one zmieniały
się w pieśń pradawną o Matce Ziemi.
Niosły potem lelki i inne ostrodziobe
dźwięczną modlitwę tym, którzy chcieli
grać i śpiewać. Klękały trzciny, wrotycze,
kłaniały się trawy, gdy wznosił się hymn
ponad zmierzwione czupryny jesionów
i dziewczęce sukienki beskidzkich jodeł.

Przedwieczna Pani, praprzyczyno
wszechrzeczy, wpatrzona w lśnienie
pogodnej nocy, zapomnij nasze winy!

Wiem, każdy kamień to jeden grzech,
ale i kamienie płaczą, gdy szczerze żałują.

Graj i ty, Weszo, hymn pochwalny.
Graj ile sił w smagłych dłoniach!
Niechaj na strunach moszczą się
smutki i nikną, jak niknie gniew.
Tkaj Weszo pieśń dziękczynną,
skrzypce nie powinny umierać.
Praziemio, bądź pochwalona!
Popłynęły słowa do pierwszego
promienia. Wtedy stanął czas.
Dyrygent zakończył koncert.


Dziewczyna z Edo

siedzi na progu chaty

delikatny uśmiech wiśni
subtelne jasne dłonie

nie czeka nocy
wie że znów
stanie się kokeshi

gdy Edo się zbudzi
mężczyzna
zamknie drzwi


Jacek Jaszczyk

Jacek Jaszczyk – urodzony 30 lipca 1972 r. w Grudziądzu. Publikował, m.in. w „Gazecie Grudziądzkiej”, „Gazecie Pomorskiej”, „Ilustrowanym Kurierze Polskim”, „Dzienniku Pojezierza”, „Grudziądzkich Arkuszach literackich”, „Przeglądzie Artystyczno-Literackim”, „Helikopterze”, „Salonie Literackim”, „Migotaniach”, „Latarni Morskiej”, „LiryDramie”, „Obszarach Przepisanych”, „POEZJI dzisiaj”, „Wyspie”, „Odrze”.Jego wiersze ukazały się w serii pocztówek poetyckich w ramach ogólnopolskiej akcji pocztówkowej Ludzie wiersze piszą, realizowanejpod patronatem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Trzykrotny laureat Turnieju Jednego Wiersza podczas Grudziądzkiej Jesieni Poezji. Publikował w Irlandii, gdzie obecnie mieszka. Jego wiersze drukowane były w polonijnej prasie wydawanej na Zielonej Wyspie m.in. w „Polskiej Gazecie”, „Kurierze Polskim”, „Ambasadorze Kulturalnym”. Jest dwukrotnym laureatem Konkursu Jednego Wiersza w Domu Polskim w Dublinie. Jego utwory znalazły się w wielu antologiach. W 2018 r. ukazał się jego debiutancki tomik Tańczą w nas życia geniusze. Zbiór wierszy promowany był podczas Grudziądzkiej Jesieni Poezjiw Grudziądzu oraz w Polskiej Bibliotece Biblary w Dublinie. W przygotowaniu jest kolejny tom wierszy. Poeta, dziennikarz, radiowiec. Twórca i autor pierwszego polskiego programu radiowego w Irlandii, realizowanego na antenach Radia Sunrise oraz Dublin City FM. Współtwórca, współzałożyciel i redaktor naczelny polskiego radia dla Polonii w Irlandii, m.in. PLK FM i Radia PLLaureat prestiżowego konkursu „Wybitny Polak” w Irlandii, Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska” w kategorii „Osobowość”.


Wybrane publikacje

• Jaszczyk, Jacek. Tańczą w nas życia geniusze. Grudziądz: Oficyna RAS, 2018.
• Wiersze sercem pisaneAntologia poetów współczesnych. Edycja 11. Wrocław: Astrum, 2018.
• Wiersze sercem pisane. Antologia poetów współczesnych. Edycja 10. Wrocław: Astrum, 2018.
• Wiersze sercem pisane. Antologia poetów współczesnych. Edycja 9. Wrocław: Astrum, 2018.
• Zagraj skrzypeczku (melodię spod lipy): antologia poezji. Słupsk: Starostwo Powiatowe, 2013.
• „Grudziądzki Arkusz Literacki 2”. Grudziądz: Spółdzielnia Mieszkaniowa, 1999.
• „Grudziądzki Arkusz Literacki”. Grudziądz: Spółdzielnia Mieszkaniowa, 1997.


Księga Najazdów

Patrzę na siebie z zimnej ściany,
przez mrok nocy i chłód wyciętej puszczy.

Gdzie się podziały bóstwa wody i płodności,
szałas drewniarza, jeziora kalafonii i garbników.
Kopalnie ołowiu umarłe między wioskami.

Łąka Synów woła wciąż z druidzkich pieśni,
z prześwitu jaskrawego świata,
w którym znikają Airbusy.

Tu gdzie Mike Oldfield milczy w przesłaniu 
ukrytym w Dzwonach rurowych,
obok św. Kierana 
zakładającego klasztor w Clonmacnoise,
wypalone drzewo pachnie wierszami.

Galowie zbierają się wciąż w Lugdunum,
Celtowie w Tarze płaczą przy moich narodzinach,
weselą się przy śmierci.


Pierwszy list do Oisín

widziałem lęk wiszący nad granicami miasta
przez który przebiegały błyskawicy zwierzęta

i słyszałem kamień: uzbrojony w głosy granitu
spłoszony drżał wzruszeniem rozdziobanym przez ptaki

do szyb przychodził: nieufnie strzegły go ramy okna
i szklane oko drzwi wpatrzone w błysk nieboskłonu

a potem znów chciały śnić krzykiem horyzontu
nagie kominy nad spopielonym brzegiem odpływu

gdy nadwiślański znikał dotyk prześwitu
deszczem pereł rozsypany na stacji Dublin


Wicklow

Glendalough patrzy w moją stronę.
Stoję na kamieniu, na którym w tysiąc sto
jedenastym roku, nie wykuto tej chwili.

Dotykając tych samych punktów odniesienia,
podzieleni równoleżnikami, odgarniamy
te same strzępy słońca.

Zasłaniam w oknie nieistniejącej świątyni,
serce piksela, w którym ukryły się słowa: 
Platon pokazał palcem niebo.
Błękit jak zmarszczka z czoła Leonarda da Vinci,
spływa fałdami sukien Palaephatus.


List z emigracji

1.
Znowu śniły mi się wiersze.
Pukały do drzwi zakrywając twarz.
Może były twoim lękiem o moje jutro
a może głosem sumienia
zamkniętym w piwnicy.
Martwe są noce,
którymi zmartwychwstajesz we mnie
między przecinkami czekając na świt.
2.
Urodziłem się w szczelinie wiersza
i jestem przezroczysty.
Wygrabiony z prochu sylab,
w korzeniach słowa wklęsły sękom,
nie ufam gałęziom,
którymi dwukropki w oczach kruków
zrywają się w drogę przedostatnią.
3.
Oddycha we mnie morze
Ewangeliarzem z Lindisfarne.
Ostatnimi słowami
Świętego Patryka zamkniętymi w Liście do Coroticusa.
Chłodem zamkniętym w oknach Zamku Glenveagh,
pośród wierzchołków Skellig Michael,
mchami rozkładając w nas spóźnione wiersze.
4.
Dotykam przez szybę twojego głosu.
Może to przelot skrzydeł motyla w Straffan
a może łza wzruszonej ważki.
Na parapecie przysiadł kruk – samotności mojej szmer.
Skubiąc koraliki gwiazd,
spytał czy jestem oddechem Arystotelesa.
5.
Snaefellsjokull, Carrauntoohil, Góra Zamkowa.
Wszystkie myśli prowadzą do ciebie.
Za chwilę wstanie twój świat.
Poprawi fryzurę w oknach, wyjdzie z psem.
Czajnik zaleje obietnicą.
A potem przy filiżance deszczu powie
– Śnił mi się twój pogrzeb.
Proszę wybacz, że się spóźniłam.
6.
William Butler Yeats przyszedł nad ranem.
Rozmawialiśmy o narodzinach sztuki w Sandymount
na przedmieściach Dublina i o cieniu góry Ben Bulben.
Usłyszałem, że w Krainie Sidhe,
wciąż przebywają bohaterowie z przeszłości.
Może pójdziemy przez pstrokate trawy
Zrywać, srebrne jabłka księżycowe
I złociste jabłka słońca.
7.
Jarzębina turla się na horyzoncie.
Powietrze przypomina spacer nad Wisłą.
Emigracja jest to rodzaj pogrzebu,
po którym życie trwa dalej.


Wiersz irlandzki

Przyjdź do mnie może raz
ten pierwszy i lipcowy
pokażę ci strome brzegi Liffey
irlandzką mgłę ściskającą księżyc

Opowiem o atomach powietrza
krążących na orbitach Dublina
i słowach między przęsłami
w których plącze się wiatr

Przyjdź do mnie może raz
ten pierwszy i grudniowy
pokażę ci noce w pajęczynie
w których skrzydła spaliły ćmy

Opowiem o złotych jabłkach Yeatsa
i zdrętwiałych oczach Wilde’a
wypatrujących w zimnych oknach
ciszy obsypanych gwiazd

Przyjdź do mnie może raz
ten pierwszy i ostatni
opowiem ci o klifach celtyckiego snu
z których do oceanu skaczą moje łzy


Stefania Jendraszczyk

Stefania Jendraszczyk – urodzona w 1952 r. w Pyrzycach. Ukończyła Technikum Ekonomiczne w Gryfinie. Pracowała w Urzędzie Miasta i Gminy w Pyrzycach. Swoją twórczość poetycką rozpoczęła drukowaniem wierszy w prasie lokalnej i krajowej. Pierwszym tomikiem poetyckim były Twarze (1993). Potem były już następne. Do tej pory wydała kilkanaście tomików poetyckich. Korespondencyjnie współpracowała z Jerzym Koperskim i Zbyszkiem Jerzyną, a obecnie z Magdaleną Koperską.


Wybrane publikacje
• Jendraszczyk, Stefania. Pieśń swiatła. Warszawa: Fundacja Sztuki na rzecz Integracji, 2018.
• Jendraszczyk, Stefania. Narodzeni ze słowa. Warszawa: Fundacja Sztuki na rzecz Integracji, 2017.
• Jendraszczyk, Stefania. Dzikiej róży królestwo. Warszawa: Fundacja Sztuki na rzecz Integracji, 2017.
• Jendraszczyk, Stefania. Wokół mnie. Warszawa: Fundacja Sztuki na rzecz Integracji, 2015.
• Jendraszczyk, Stefania. Kryształowy pagórek. Warszawa: Fundacja Sztuki na rzecz Integracji, 2015.
• Jendraszczyk, Stefania. Kołysanie wód. Warszawa: Fundacja Sztuki na rzecz Integracji, 2013.
• Antologia Poetów Polskich 2017. Warszawa: Wydawnictwo Pisarze.pl, 2017.


***
w rozmyślaniu
czy niewinna jest niewinność
zrywałam białe róże dla ciebie


***
dziewczynka
w moim śnie tańcząca
pomiędzy srebrnymi
kroplami deszczu

była z cukru


***
nienazwana – rozbita kropla deszczu o kamień
nieznane – utkane przestrzenie chwil w płaszcz nieboskłonu
niewydobyty – z błękitnych popiołów płomień na bandaże
myśl nieobjęta – zakrętami dróg w bezkres czasu danego światu w namysł
nieotarte – pąki obłoków w środku niebieskości

jeszcze
dalekie i bliskie – wznoszone w lot ptaków przelatujących nad głową


***
Jurkowi Koperskiemu i Zbyszkowi Jerzynie

w zamyśleniu
idąca z nadzieją
w rubieże świateł i ciemności

gdzie niewielka kraina obłoków
walczy z wielkim państwem chmur

po jednej stronie grzmoty
po drugiej aniołów chór
w ciele poranionego błękitu

gdzie blaski niosą to co niosą
wiatr umieranie obietnic
rozbita przestrzeń przeczucie
cisza krzyk myśl  łkanie
Z pamięcią


***
na wieki

ciszą zamknięty kamień


na chwilę
otwarte oczy ogrodu


kwiat

– też drogą

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko