Wiersze tygodnia – Aleksander Nawrocki

0
544
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

            ***

Kłamstwo jest zawsze, prawda tylko bywa –
Przypadłością naiwnych,
Kierunkiem zbyt ufnych.
Milczeniem zawiedzionych.

Kłamią ci, co są za
I ci, co przeciw.

Kłamią programy
I w urnach deklaracje.

Kłamią ci, co na czele
I ci, co chcą ich zmienić,

A wszystkim śmieje się w oczy
Prawdziwie
Denar złotolicy
            1 II 2020

LISTY DO ŻONY, W ZAŚWIATY
                                            (fragmenty poematu)
                                              
            Pierwszy List do Żony, w zaświaty

Telefony, telefony, telefony
i wyrazy współczucia,
ale ja czekam tylko
na ten od Ciebie –
mimo wszystko,
chociaż okrutny Bóg – los
zabrał mi Cię
na swoje pokoje
ze służbą aniołów.
Ale tu na Ciebie czeka
nasze mieszkanie –
teraz bardzo puste,
które tak kochałaś,
sprzątałaś,
podawałaś w nim obiady,
przyjmowałaś naszych przyjaciół,
rozmawiałaś z wnuczkami,
szczęśliwa że je masz,
dzwoniłaś do córek,
wyszukiwałaś w komputerze
nadsyłane wiersze
i przymierzałaś je do
nowego numeru „Poezji dzisiaj”,
dawałaś mi też do przeczytania swoje,
a ja Tobie moje
do oceny.

Tam, gdzie teraz jesteś…
Jak tam właściwie jest?
Czy mnie słyszysz?
czy wiesz, że ciągle na Ciebie czekam
z nadzieją, z rozpaczą?
Przyjdź, chociaż we śnie,
żeby zapytać
jak minął mi dzień,
czy posprzątałem swój pokój,
czy przygotować mi kolację?…

Tak czekam na Ciebie:
dziś, jutro
i tak będzie
aż do końca moich dni.
            26 II 2020

            Drugi list do Żony, w zaświaty

Płacze po Tobie dom w Jantarze,
mieszkanie dławi się pustką,
sprzęty tęsknią do Twoich rąk
i wyczekują – daremnie.
Cisza nie znosi samej siebie,
podłoga ogłuchła, na dobre.
Choć żyjesz w moich myślach,
to jednak za mało, za mało.
Gdzie dzwonki Twojego śmiechu
i głos – zawsze zagadka tonów?
Gwiazdy, przeklęte bądźcie,
że teraz Ją macie, na zawsze.

            3 III 2020
Wierzyłem, że Cię ocalę –
Nie dałem rady…
Wybacz.
Chciałbym, żebyś zobaczyła
Jak mi cię brakuje,
Jak płaczą nasi przyjaciele
I wieńce jak gasną
W oczekiwaniu na Ciebie –
Na próżno.
Widzę ciągle jak idziesz
Szpitalnym korytarzem
I śmierć niesiesz w oczach,
Chociaż na ustach nadziei uśmiech
Masz jeszcze.
Boli mnie Twoje cierpienie,
Zawstydza moja bezradność…

Teraz codziennie jeżdżę na cmentarz,
Żeby ulżyć Twej samotności
I mojej
Wśród kamiennego zimna…
Po co mi słowa pociechy innych,
Jeśli ja Ciebie pocieszyć nie mogę…

            ***
W sylwestra mówiłem Ci:
Do zobaczenia za rok.
Spojrzałaś – oczyma pełnymi łez.
A za oknem bukiety sztucznych ogni,
Na ekranach tańce, życzenia, nadzieja…
Twoja dłoń w mojej
Jeszcze była –
Taka bezradno- smutna…

            ***
Jeszcze niedawno
Twój uśmiech zapowiadał wiosnę.
O życie dla Ciebie
Wszystkich świętych cudotwórców
Prosiłem – nie usłyszeli…
Twoje modlitwy też
Odbijały się od nich
Jak od pancerzy…
            9 03 2020
 
           ***
Elegancka, charyzmatyczna, uśmiechnięta,
Nawet gdy w sercu łzy.
Teraz za ciężką czarną płytą…
Zawsze bałaś się zimna,
Zawsze marzły Ci dłonie;
Chowałaś je w rękawy moich swetrów,
Kryłaś w moich rękach.
Teraz nie mogę ich ogrzać.
Obok zakwitły sasanki,
Śpiewają już na dobre ptaki.
Boli, że tego nie widzisz, nie słyszysz –
Ciebie pewnie też.

Idę aleją pełną tablic:
Artyści, sportowcy, profesorzy –
I mój też –
Jan Zygmunt Jakubowski.
Nie bał się
Wziąć mnie pod swoje skrzydła,
Gdy pisałem pracę o Miłoszu.
Jest i grób pana Staszka –
Młodszy o pięć lat ode mnie,
Profesor, dziekan, prorektor
I cyfra:  63 lata.
Razem mieszkaliśmy w akademiku,
W jednym pokoju.
 Byłem na jego ślubie, przyjęciu.
Teraz po nim został
Tylko czarny krzyż.
Dalej politycy i dzieła ich –
Lasy krzyży:
Żołnierzy, powstańców, pomordowanych,
Ale mnie boli tylko brak Ciebie
Jak rwany na żywca ząb
Lub bycie w głębokiej studni,
Z której nie widać nadziei,

Cmentarny spokój sięga nieba
I w chmurach układa napis:
„Jest tylko Beatrycze i właśnie jej nie ma”,
Lecz deszcz przelotny go zmywa…

            Nie zdążyłem…

Nie zdążyłem podziękować Ci –
Nie wiedziałem –
Za dokumentację, szczegółową,
Mojej twórczości, w komputerze,
Za to, że chroniłaś mnie przede mną
W chwilach,
Gdy trudno było znieść życie…

            Kolejny list do Żony, w zaświaty

Łapię się na tym,
Że co i raz chcę do Ciebie dzwonić,
żeby zapytać: a co o tym sądzisz?
Jak z tego wyjść?
I że zaraz usłyszę Twój zatroskany głos…
Najchętniej tu, gdzie musisz być,
Ustawiłbym kajutę,
Zamieszkał w niej,
Naprzeciw Ciebie
I opowiadał Ci
To, czego nie zdążyłem
Wcześniej, a powinienem był.
Wystarczy że posłuchasz,
Może nawet uśmiechniesz się
Pierwszym promieniem marca
Bezgłośnie….
            10 III 2020

            10 III 2020

Twoje zdjęcie przede mną:
Brązowe ufne spojrzenie,
Uśmiech od serca,
Zielona chusta na szyi;
Patrzysz i żyjesz,
Zaraz coś powiesz, zapytasz,
Dobranoc – szepniesz,
Do jutra – odszepnę
I odejść nie mogę…

            10 III 2020

Nie powinienem pisać o Tobie,
Skoro Ty nie możesz.
Twoja samotność nie jest równa mojej,
Bo głębsza niż najgłębsze morze.
Możesz odpowiedzieć tylko milczeniem
I uśmiechem na zdjęciach,
Pustym fotelem i ubraniami,
Które bezradnie wyczekują w  szafie,
 Butami, co już nigdzie nie pójdą,
Zapachem perfum – donikąd,
Nieujawnionym już nigdy marzeniem,
Zamkniętą na wszystkie klucze podróżą
Do Ziemi Świętej…
Nie powinienem pisać o Tobie,
Zanim Cię nie odnajdę, znowu…

            11 III 2020

Otwieram drzwi.
W mieszkaniu cisza łzawi.
Na wieszaku srebrnoszara kurtka.
Kupiłaś ją dwa tygodnie przed…,
Szczęśliwa, że będzie Ci w niej ciepło.
Gładzę jej rękawy,
Kryję twarz w jej połach:
Jeszcze Ciebie pamiętają.
Komputer, otwarty, czeka.
Już opłacone rachunki
I porcje  obiadów
Na dwa tygodnie, w lodówce,
Które smażyłaś przedwczoraj,
A dziś – już nieobecna.

            11 III 2020

Aleksandrze, ja ci umieram –
Szepnęłaś – już w szpitalu.
Nie zdążyłam dokończyć
„Poezji dzisiaj” – wybacz.
Nie mów tak, spójrz jakie masz
Młode ręce – odparłem głaszcząc
Gładką skórę Twoich dłoni.
Spojrzałaś na mnie uważnie
Z cieniem uśmiechu…
Wyszliśmy na spacer
Po szpitalnym korytarzu.
Chciałaś iść sama.
I szłaś – pewnie.
Na drugi dzień gładziłem
Twoje dłonie – już zimne
I patrzyłem, z uporem
Na zamknięte, na zawsze, oczy,
Jeszcze wierząc, że otworzą się
Choć na chwilę i szepniesz:
Trochę mi lepiej…

            11 III 2020

Mieliśmy wykupione bilety do Wilna.
Kochałaś to miasto
I Ostrobramską Bramę
Z madonną, podobną do Ciebie.

            12 III 2020

Każdego ranka po przebudzeniu
Wchodzę do Twojego pokoju
I przez ściśnięte gardło
Mówię:  Dzień dobry Ukochana
Twojemu uśmiechniętemu zdjęciu.
Potem puszczam Ci Twoje ulubione przeboje
Sprzed lat: „Zachodni wiatr spienione goni fale”,
„Gdy mi Ciebie zabraknie”,
„Tych lat nie odda nikt”
Słuchasz z niezmiennym uśmiechem,
Ja, z oczami pełnymi łez
I szepczę:  „Już nigdy
Nie zobaczę twych oczu za mgłą,
Już nigdy, jak okrutnie dwa słowa te brzmią”…

            12 III 2020

Jest ciepło
+ 16 C.
Stoję przed Ścianą Płaczu
Na Wojskowych Powązkach.
Twoje imię zakryły kwiaty,
Najróżniejsze…
Już z daleka  widać białą duszę Basi w niebie;
To na niebieskim tle
Napis z białych rumianków
„PoEzja Dzisiaj Londyn” –
Wieniec od Adama Siemieńczyka,
Teraz z Newcastle.
Na błękitnej szarfie białe litery;
Kochanej Basi Adam, Marta, Anna
I grono poetów polskiej emigracji.
W 2009 Adam przysłał nam
Wiersze grupy poetów z Londynu,
Na co dzień pracowników w różnych zwodach.
Wydrukowaliśmy je.
W dwa miesiące później
Słuchaliśmy je,
Zapisane w komórkowych telefonach
W obszernej Sali  POCKu w Londynie.
Ich autorzy ze łzami w oczach mówili:
Piszemy, bo naszą ojczyzną jest język polski.
Adamie, przyjacielu na każdy czas,
Odkryłeś nam poezję współczesnych
Polskich emigrantów.
Teraz stoisz obok Basi
W marmurowej urnie…
Za  Twym uśmiechem, za wschodami słońca…

            12 III 2020

Przedwczoraj,
Gdy stanąłem przed Czarną Ścianą Płaczu,
Przybiegła wiewiórka.
Stanęła przede mną na tylnych łapkach,
Obwąchała znicz dla Ciebie,
Potem moje puste palce
I – pobiegła dalej.


Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko