Klaudia Jeznach – Wędrując do źródeł (nie)pamięci

0
347

Poetycki tom Anny Frajlich
„W pośpiechu rzeka płynie” mimo swojego tytułowego pędu i elementu dynamiczności jest próbą zatrzymania się na przystanku „życie”. Czytelnik, zatraciwszy pośpiech, ma do wyboru cztery drogi ludzkiej egzystencji: podróż, którą zaznacza metaforyka akwatyczna; ucztę czytelniczego doświadczenia; poszukiwanie, a może i błądzenie po pasmach słów-kluczy oraz życie w wymiarze onirycznym. Którą drogą podąży? Czy da się porwać nurtowi rzeki, który nie przewiduje momentu granicznego? Jedno jest pewne – wiersze zapraszają do długotrwałej rozmowy, w której spotkanie dokonuje się w zakrzywionej sferze temporalnej.  

Pierwszy punkt poetyckiej wyprawy dotyczy powrotów. Powrotów fragmentarycznej pamięci w niedoskonałe, a zarazem wyjątkowe w swej historii miejsca. Idąc pod prąd rwącej drogi życia, docieramy do chwil, które jak rodzinny album wyciągnięty z dna szafy, ukazują wyblakłe, zamglone fotografie. Nie są to zwyczajne wspomnienia przepełnione sielanką. Autorka wędruje do źródeł (nie)pamięci, aby odnaleźć w nich ból, samotność czy gorzki smak podróży:

to tutaj w tych gór cieniu
wydała mnie matka na świat
wracam po krzyk jej samotny
bólu odnaleźć ślad
(Powrót w nieznane)

Otwierający tom wiersz Powrót w nieznane odsłania czas, któremu podporządkowane jest „bycie”. Wędrówka dotyczy nie tylko człowieka, lecz także przyrody. To właśnie
w cieniu majestatycznych gór wybija poetyckie źródło: „to tutaj w tych gór cieniu/ wydała mnie matka na świat”. Poddani biegowi czasu, wrzuceni w wir trwania, nie wiemy gdzie i w jakim celu podążamy. Istnienie ma wpisany w siebie pierwiastek bólu, ale poetka nie cierpi. W części wyjazdów i powrotów nie odnajdziemy tonu elegijnego. Pogodzona z własnym jestestwem, niczym liść rzucany przez wiatr, biegnie
z dokumentem podróżnym przez życie.

nie zabieram ni sreber ni złota
pewnie ręcznik którym ręce wycieram
a gdzieś w drodze umarła tęsknota
więc tęsknoty też nie zabieram.

                                   (Wyjazd)

Bagaż doświadczeń pozwala „otrzepać serce z gorzkiego popiołu”, przymusowe podróże wzmacniają charakter. I chociaż czasami wolimy nie pamiętać, jak w wierszu Traktem niepamięci, zostawić przeszłość za sobą, to jednak stale powracamy do drzwi przeszłości.
A życie:

ono biegnie w nieznanym kierunku
wytrącając nam z ręki
cenne zabawki
a co najważniejsze – klucze
i już nie możemy otworzyć
drzwi do dawnego mieszkania
ani furtki do dawnych ogrodów

Sezam sam się otwiera
ale jest ciemny i pusty.

(Sezam sam się otwiera)

Pozbawieni „kluczy”, możemy bardzo powierzchownie sięgać pamięcią do miejsc oddalonych, „sprawdzać/ czy jeszcze jest co było/ i co już tylko było”, pamiętając o tym, że wchodząc w głąb rzeki, jesteśmy narażeni na kolejny poryw nurtu, ponieważ „czas płynie tak jak woda/ i toczą się dzieje”.

W upływającym czasie, w gorączkowym tempie życia, możemy wsiąść do kolejnej łodzi i zatrzymać się w twórczej przystani przepełnionej literaturą. To tutaj prawdziwe książki trwają w zawieszeniu, ich czasoprzestrzeń jest niezmienna, a domem jest wieczność. Frajlich wydobywa na powierzchnię pamięć o poetach: Tomasz Mann, Czesław Miłosz, Andrzej Busz, Aleksander Fiut, Paul Celan, wspomina filozofów i myślicieli takich jak Heidegger, czy Hegel. Jako badaczka literatury ukazuje „męki wyboru wiersza do analizy”:

Tam Na poboczu ból
gorzką skalany diagnozą
– to wszystko nie było tak
– to wszystko klęska i pozór
a jak to opisać mam
innymi niż Ona słowami
i do esencji dobrać klucz
kłującymi zarosły ostami.
(O mękach nad wyborem wiersza do analizy)

Jak mówić o literaturze, by nie powielając słów pisarza, zachować sens utworu? Czy litery nie ograniczają naszego „czucia”? Jakich słów użyć, aby wyrazić to, co drga w duszy czytelnika, gdy crescendo emocji osiąga swój punkt kulminacyjny, a potem stopniowo się ucisza i trwa w zawieszeniu długie chwile? O epileptycznych skokach serca wywołanych czytelniczym doznaniem lub zagubieniu wśród labiryntu wersów najlepiej powie poeta.

i trudno odgadnąć dokąd
spieszą się niespokojne dusze
zamiast we śnie poznawać
przedsmak dalekich podróży
do niezbadanych krajów
świata tego i tamtego
które przemierzał on
w różnych postaciach i strojach
a wciąż w tym samym języku
który usłyszał od matki.
(Podczas lektury „Po kropce” Aleksandra Fiuta)

Jakże bliska jest badaczce poetyka Miłosza, który rzucony w emigracyjne wody, nieustannie żeglował po obcym terytorium.

Jest coś, co na tej drodze zdumiewa, w pośpiesznie płynącej rzece, możemy odnaleźć ujście – miłość do literatury, która przepełnia nasze życie, sny i jest pokarmem w samotnej wędrówce. Tak jak Napoleon, którego wszyscy podziwiali, gdyż

przecież nie marne życie
tylko cel się liczy

nawet jeśli to tylko
marnej wyspy brzegi.
(Tylko cel się liczy)

tak miłość poetki do tekstu jest światłem w ciemnej podróży bólu istnienia i fenomenu pamięci.

Poszukując klucza, wchodzimy w różne zakamarki pamięci, próbujemy odszukać własną tożsamość. Wzbijamy się w przestworza, by na widnokręgu czasu, pomiędzy teraźniejszością a przeszłością, nawiązać dialog z sobą samym, dostrzec życia sens i cel. Bycie w podróży to zawsze czas podążania. Wspomnienia miejsc, osób i chwil są bagażem, który nolens volens musimy dźwigać, a pomimo przyzwyczajenia czujemy ciężar kroków.

Wygnanie z piekła
także jest wygnaniem

kiedy się grzesznik
w miarę przyzwyczai
kiedy się ogień piekielny
wypali
i już nie parzy
a jeszcze ogrzewa…

Definicją życia poetki jest ból. Ból egzystencjalny, który jest wyznacznikiem istnienia -„Boli mnie/ więc jestem”. Jak w wierszu Aleksandra Wata: „W czterech ścianach mego bólu/ nie ma okien ani drzwi”, to mieszkanie bez ucieczki, naznaczone samotnością, „tu ja a tam/ przestrzeń/ jeszcze niedoznana”.

Ostatnia droga poetyckiego tomiku Anny Frajlich biegnie pasmem snu. Zanurzeni w onirycznej przestrzeni, „błądzimy w nieskończoności”. To najpiękniejsza część czytelniczej wędrówki. Poczucie odrzucenia prowadzi nas na szerokie wody, u których progu są drzwi „donikąd”.

wiatr jest domem twym
schronem
twoim przeznaczeniem…
(Nagrobek)

Pozbawieni własnego miejsca we wszechświecie, rzucani przez los jak kamienie, nawiązujemy dialog z literaturą, która buduje w nas poczucie przynależności, kształtuje wewnętrzne „ja”. Podążając różnymi ścieżkami życia, odzieramy świat z pokładów pamięci i trwamy w zawieszeniu, aby „snem wiecznym żyć”.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko