Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
461

Miłość w czasach Katriny

Czytając powieść Jesmyn Ward zastanawiałem się, jak szybko zapominamy o tragicznych zdarzeniach, które pochłaniają dziesiątki, setki ofiar. Zwłaszcza tych, które mają miejsce na innym kontynencie, tysiące kilometrów od nas. Jeśli ten typ kataklizmu nigdy nie doświadcza Polski? Zapominamy… Szybko…

Huragan Katrina, jeden z najstraszniejszych huraganów jaki kiedykolwiek nawiedził Stany Zjednoczone, miał miejsce piętnaście lat temu, zginęło ponad dwa i pół tysiąca osób, setki tysięcy utraciły dach nad głową… Ci, którzy utracili bliskich pewnie wciąż chodzą na ich groby. Ci, co przeżyli muszą to zdarzenie nosić w sobie jako straszliwą przestrogę, coś co stanowi w ich życiu jakąś granicę. Pewnie mówią: to było przed Katriną, albo to było po Katrinie…

Ten huragan jest osią książki, zdarzeniem, które przez pierwszych trzysta stron wisi w powietrzu, zbliża się, jest nieuchronne, a jednak… a jednak to nie on jest najważniejszy. Więc co?

Rodzina? Miłość do psa? Koszykówka? Ciekawość świata? Ciąża? A może doświadczenie poprzedniego huraganu?

Leniwa historia, która nabiera tempa. Opowiadana przez czternastolatkę z małego miasteczka Bois Sauvage w Missisipi. Ma trzech braci, ten najmłodszy to jeszcze dziecko. Matka chwilę po narodzeniu Juniora zmarła. Więc Esch z braćmi zastępują mu matkę. Bo przecież nie ojciec, pijak. Bieda w tym domu aż piszczy. Niby ojciec jeździ śmieciarką, stara się, próbuje zarobić jakieś grosze, ale te murzyńskie dzieci tak naprawdę są same… Nie samotne, same. Sa z obrzeża cywilizacji, trochę bez zasad, bez moralnego drogowskazu. Są gorsze? Nie, nie czują się takimi. Bo niby dlaczego?

Tę powieść można rozłożyć na czynniki pierwsze.

Skeet i China. Pitbull, wielka wspaniała suka rodząca szczeniaki, które mogę dać jej właścicielowi siedemset dolarów. Nie, pieniądze nie mają znaczenia, to znaczy mają, ale nie są głównym motywem działania Skeeta. To jakaś nieprawdopodobna więź ze zwierzęciem, wzajemna miłość, przywiązanie, oddanie.

Drugi z braci Randall, koszykarz. Tak niewiele dzieli go od wyjazdu na letni obóz… Talent, pasja, cały świat – pozornie – ograniczony do tej magicznej gry. On, piłka, mecz… Marzenie… I awantura sprowokowana przez brata podczas tego najważniejszego spotkania.

A Esch, narratorka powieści? Ma ciało. Ciało, którego potrzebują inni. Czternastolatka? Łatwo potępić. Zwłaszcza, gdy robi to z wieloma chłopakami. Dla przyjemności, satysfakcji, aby zyskać ich przychylność? Ale jest Manny, ten który powinien wiedzieć, że jest ojcem dziecka, które ona nosi w sobie. I tylko jego dotyk jest ważny!

Nie, jednak rodzina. Ona jest kluczem, podstawą, na niej oparta jest cała historia. Kradzieży, kłótni, wspólnych wypraw do miasteczka, grillowanej wiewiórki, pływania w przydomowym stawie. I tego tła, przygotowań do kataklizmu. Okaleczony ojciec, sklejka w oknach, Chinna i szczeniaki w domu, marne zapasy jedzenia.

A przecież na koniec nic, nic poza rodziną, zdaje się nie mieć znaczenia wtedy, gdy nadciąga Katrina, pięciostopniowy huragan, armagedon, koszmar przebijający wszystko, co przeżyli w ciągu tygodnia, miesiąca, całego swego życia.

Dom, który nie chroni, staje się pułapką, w której wszyscy mogą stracić życie, ucieczka przed powodzią, pomoc, opieka, czułość. Nie to nie jest bajka, to świat naturalnych odruchów, miłości, której zwykle nie widać, ale przecież jest, która w naturalny sposób pobudza do działania, poświęcenia, jakichś nadludzkich wysiłków.

Nie wiem czy Ward przeżyła Katrinę tam, w oku cyklonu, widziała jednak na pewno skutki. To wydarzenie przeorało zapewne wyobraźnię większości Amerykanów, musiało być relacjonowane na żywo przez wszystkie stacje telewizyjne i radiowe. Wiem jednak, że stworzyła opowieść, w której tragedia nagle jest tłem, stymulatorem dobra w nienajlepszym świecie.

Szukałem literackich afiliacji autorki „Zbierania kości”. Narzucały mi się dwa nazwiska: William Faulkner i Carson McCullers. Ktoś powie: wysokie progi. Tak wysokie! Ale czy za wysokie?

Jesmyn Ward – Zbieranie kości, przekład Jędrzej Polak, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2020, str. 366.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko