Wacław Holewiński – Strach trawi sumienie powoli

0
746

Osoby:

Ewa Bąkowska, wnuczka generała Smorawińskiego zamordowanego w Katyniu, bibliotekarka, działaczka Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich, lat 48, zginęła pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku.

Mieczysław Smorawiński, legionista, w Wojsku Polskim od 1 listopada 1918 roku, najmłodszy, miał wówczas 35 lat, generał Wojska Polskiego, zamordowany w Katyniu w wieku 47 lat.

Bronisław Bohaterewicz, od września 1918 roku w Wojsku Polskim w stopniu majora. Na stopień generała awansowany w roku 1927. Zamordowany w Katyniu w wieku 70 lat.

Janusz Krupski, historyk, opozycjonista z lat 70. i 80., kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, lat 59, zginął pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku.

Lidia Holewińska, filolog. W roku 1940 wywieziona wraz z matką i bratem z Baranowicz do Kazachstanu. Powróciła do Polski w roku 1946, rocznik 1930, zmarła 11 listopada 2019 roku.

Wacław Holewiński, pisarz, opozycjonista lat 70. i 80. W stanie wojennym internowany, a w roku 1984 aresztowany. Współtwórca jednego z największych wydawnictw podziemnych, lat 63, syn Lidii.

Scena 1

Wacław Holewiński: Patrzę na jej czarno-białe zdjęcie, Ewa Bąkowska ma dwa lata. Lato, jest w krótkich majtkach, jakiejś koszulce, kapeluszu na głowie, całą przykrywa ogromny słonecznik.

Lidia Holewińska: Pewnie była szczęśliwa. Jak to dziecko. A historia? Synku, w tym wieku nie mówi się z dzieckiem o historii. Patrzysz na nią, ale wiem, że myślisz też o jej dziadku, tym generale, którego zamordowano w Katyniu…

Wacław Holewiński: O generale Smorawińskim? Tak, myślę o nim, ale i o tobie. O tych wszystkich zabitych, zesłanych, poranionych. O ich dzieciach, wnukach…

Scena 2

Szum lecącego samolotu

Janusz Krupski: Mogę przysiąść do pani, pani Ewo? Ogromnie się ciesze, że jest pani z nami..

Ewa Bąkowska: Dzień dobry panie ministrze. Bardzo dziękuję, że mogę lecieć w tej delegacji, wiem, że ma pan w tym swój udział… To dla mnie ważne.

Janusz Krupski: Pewnie dla nas wszystkich to ważne. Polska bez tych, którzy tam zostali, nie była już tą samą Polską. Pani dziadek, generał Smorawiński… Czasami zastanawiam się… Przecież ta historia jest na wyciągnięcie ręki. Z którego on był roku?

Ewa Bąkowska: 1893. Ale prawie 1894. Prababcia urodziła go w święta, 25 grudnia.

Janusz Krupski: Miała pani szansę go poznać…

Ewa Bąkowska: Miałby prawie siedemdziesiąt lat, gdy się urodziłam. Tak… To było możliwe. Mogłam siedzieć na jego kolanach. Gdyby miał szczęście…

Scena 3

Kroki, skrzypienie drzwi

Bronisław Bohaterewicz: Pomoże mi pan, generale?

Mieczysław Smorawiński: Oczywiście.

Bronisław Bohaterewicz: Którego dziś mamy?

Mieczysław Smorawiński: Siódmy kwietnia .

Bronisław Bohaterewicz (ze śmiechem): Rok się nie zmienił?

Mieczysław Smorawiński: Wciąż tysiąc dziewięćset czterdziesty.

Bronisław Bohaterewicz: Zabierają nas z Kozielska. Któryś z politruków mówił, że wydadzą nas aliantom, inny, że odtransportują nas do Szwajcarii.

Mieczysław Smorawiński: Z Sowietami nigdy nie wiadomo. Może przewiozą nas do Moskwy? Wciąż chcieliby zrobić z nas… Zastanawiam się, kogo… Zakładników? Polisę ubezpieczeniową?

Bronisław Bohatyrewicz: Pan generał młody, a ja? Siedemdziesiąt lat, takich się nie bierze do niewoli…

Scena 4

Wacław Holewiński: Popatrz, na innym zdjęciu stoi z dwiema starszymi siostrami. To muszą być urodziny, którejś z sióstr. Wciąż ma dwa lata, a na torcie pali się siedem świeczek.

Lidia Holewińska: Mnie zastanawia raczej ta chwila, gdy jej ojciec miał siedem lat, on miał Jerzy na imię, prawda? Przed wojną pułkownik, później generał, to musiał być zamożny dom. Może dostał od ojca na urodziny  konia, może szablę? Musiał go bardzo kochać. Przeczytałam, że był jednym z założycieli Stowarzyszenia Rodzina Katyńska.

Scena 5

Szum lecącego samolotu

Janusz Krupski: Szczęście…

Ewa Bąkowska: No tak, szczęście, panie ministrze. Był żołnierzem, mógł zginąć już w Legionach…

Janusz Krupski: Służył w 2 pułku piechoty, prawda…

Ewa Bąkowska: Pan wszystkich zadziwia znajomością historii…

Janusz Krupski (ze śmiechem): Nie wszystkich, nie wszystkich…

Ewa Bąkowska: Miał szczęście, skoro w czternastym, w grudniu, pod Krzyworównią z trzydziestoma żołnierzami przez cały dzień zatrzymał cały pułk rosyjski.

Janusz Krupski (ze śmiechem): Tego nie wiedziałem. Gdzie jest ta Krzyworównia?

Ewa Bąkowska: Koło Stanisławowa… Teraz to Iwanofrankowsk.

Janusz Krupski (powtarza za nią): Iwanofrankowsk.

Ewa Bąkowska: Z tej Krzyworówni pochodziła matka Stanisława Vincenza.

Janusz Krupski: Też przez tyle lat nieobecny. Polska ma wobec nich wielki dług. A co z tym szczęściem?

Ewa Bąkowska: Mógł zginąć podczas wojny z bolszewikami.

Scena 6

Mieczysław Smorawiński: Czasami mam wrażenie, że nie wiedzą, co z nami zrobić. W 1911 skazali mnie na sześć miesięcy zesłania do Jekaterynosławia. Ale nie ma co tego porównywać. Tam wciąż byliśmy wolnymi ludźmi…

Bronisław Bohaterewicz: Był pan wówczas bardzo młody. Czym człowiek starszy, tym gorzej znosi niewolę.

Mieczysław Smorawiński: Panie generale, to chyba nie to. Tym… bolszewikom… oni nie mają żadnych zasad. Żadnych. Wtedy był sąd, wyrok, człowiek wiedział czym ryzykuje. Ci… niech pan popatrzy na te twarze… są gotowi… na wszystko…

Bronisław Bohaterewicz: Ciii, niech pan generał tego nie mówi. Wróci pan do rodziny. Żona, dzieci, tyle życia jeszcze przed panem…

Scena 7

Wacław Holewiński: W 1965 stoi przy choince. Zdjęcie, jak te wcześniejsze, jest czarno-białe. Trzy bombki i zapalona świeczka. Włos anielski. Ciekawe jaki dostała prezent od Mikołaja?

Lidia Holewińska: Dziewczynka, pewnie lalkę…

Scena 8

Szum lecącego samolotu

Ewa Bąkowska: Był pięciokrotnie ranny. Najciężej pod Rawą Ruską, w dziewiętnastym roku. Ta rana mu potem dokuczała do końca życia.

Janusz Krupski: Wyobraża pani sobie ten dzień, gdy dostał awans na stopień generała brygady? Najmłodszy generał w wojsku polskim…

Ewa Bąkowska: Tak, w 1928 roku miał trzydzieści pięć lat… Nie, trzydzieści cztery i kilka dni.  Tak, to musiał być szczęśliwy dzień dla dziadka. Kochał wojsko, kochał Piłsudskiego.

Janusz Krupski: Wszyscy oni, leguny, go kochali.

Ewa Bąkowska: Niektórzy tylko do czasu, ale dziadek w dwudziestym szóstym, w czasie przewrotu majowego, szedł mu na pomoc ze swoimi żołnierzami z Kielc. Ale przecież… Gdyby dostał inny przydział…

Janusz Krupski: Inny przydział?

Ewa Bąkowska: Gdyby zamiast w Lublinie, był dowódcą Okręgu w Poznaniu albo Krakowie… Pewnie spędziłby wojnę w jakimś oflagu, na przykład w Woldenbergu. Tam pewnie był jakiś generał?

Janusz Krupski: Tak, był generał Jan Chmurowicz, komendant Przemyśla i kontradmirał Józef Unrug. Obaj przeżyli wojnę. Generałowie z Kozielska, pani dziadek, Bronisław Bohaterewicz i Henryk Minkiewicz nie mieli szans.

Ewa Bąkowska: Był jeszcze kontradmirał Xawery Czernicki…

Słuchać rosyjskie komendy, zamykane drzwi wagonów kolejowych

Scena 9

Bronisław Bohaterewicz: Zdaje się, że to będzie długa podróż.

Mieczysław Smorawiński: Widział pan generał admirała Czernickiego? Machał do nas też generał Minkiewicz. Sami wyżsi rangą oficerowie. Więcej niż setka.

Bronisław Bohaterewicz: Bez  okularów jestem jak ślepiec. Zapomniałem, gdzieś się zapodziały. W moich rodzinnych Grandziczach był piękny obraz matki Boskiej… Słynął z cudów.

Sygnał z parowozu, słychać szarpnięcie kół pociągu

Mieczysław Smorawiński: Chyba ruszamy…

Bronisław Bohaterewicz: Może trzeba było z nimi walczyć do końca, umrzeć z karabinem w dłoni…?

Scena 10

Wacław Holewiński: Ma trzy lata. Siedzi na kanapie. Trzyma dłońmi mały globus. Nie ma na nim zaznaczonego Katynia. Pewnie nawet jej rodzinny Kraków jest ledwie widoczny.

Lidia Holewińska: Ciągle powtarzasz, że od dziecka słyszałeś ode mnie o Syberii, wywózce, łagrze dziadka. Więc może i ona już wtedy znała to słowo? Musiało jej towarzyszyć… Katyń… Nie powinni tam byli lecieć…

Scena 11

Szum lecącego samolotu

Janusz Krupski: Poprosiłem archiwa wojskowe o wyciąg z akt pana generała. Doskonale pamiętam, co tam zapisano: Charakter nieskazitelny. Wymagający od innych, surowy dla siebie, a jednak wyrozumiały i sprawiedliwy. Przy bardzo dużej ambicji pracy – skromny i umie ukryć własne zasługi. Charakter nieskazitelny. Czasami mam wrażenie, że ci ludzie byli ulepieni z innej gliny. Lepszej. PRL zniszczył cały ten etos Niepodległej.

Ewa Bąkowska: Nie zniszczył, panie ministrze. Nie dał rady. Przecież lecimy. Wiemy gdzie są, mają swoje groby, nazwiska. Zapalimy znicze, złożymy kwiaty. Pomodlimy się. Ważne, że już nikt nigdy…

Janusz Krupski (cicho): Byłbym ostrożny z tym nikt, nigdy…

Ewa Bąkowska: Nie, nie, to już minęło.

Scena 12

Mieczysław Smorawiński: Przez te miesiące, ile ich już za nami: październik, listopad, grudzień, styczeń, luty, marzec… przez te miesiące brakowało mi dzieci, żony… Mieliśmy piękny ślub w Turku… W październiku dwudziestego roku… Ledwie się wojna skończyła. Polska wybuchła. Kanonik Kasprzykowski życzył nam udanego życia.

Bronisław Bohaterewicz (ze śmiechem): Szkoda, że się wówczas nie znaliśmy. Przyjechałbym na pański ślub, obtańcował panią Helenę. (poważniejąc) Ma pan generał rację, wszyscy myśleliśmy, że to już na zawsze. Euforia, niepodległość, siła. Dwadzieścia lat. I tak dużo szczęścia. Gdy się rodziłem, nikt nawet nie mógł o niej marzyć.

Scena 13

Wacław Holewiński: Janusz Krupski, był dla nas, ludzi podziemia lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych legendą. Ale patrzę na kolejne zdjęcie Ewy Bąkowskiej, ma pięć lat, jakieś paletko zapięte na ostatni guzik, na głowie biały, pewnie bawełniany, czepek zawiązany pod brodą tasiemkami na kokardkę.

Lidia Holewińska: Mówisz legendy… tyle ich było, a potem… Nie mówię o Krupskim. W moim pokoleniu… Wiesz o czym myślę? O tym, że mogłam tam zostać, nigdy nie wrócić. Gdzieś na końcu świata, Syberia, Kazachstan.  Ojciec pani Ewy miał szczęście, mogli go wywieźć, w czterdziestym roku miał szesnaście lat, pewnie trafiłby do pasiołka, rąbał drzewo. Za młody aby wyjść z Andersem, może wyszedłby z Berlingiem… gdyby przeżył…

Scena 14

Szum lecącego samolotu

Janusz Krupski: A ja, wie pani, często już jako młody chłopiec o nich myślałem…

Ewa Bąkowska (zdziwiona): O nich?

Janusz Krupski: Tak, o nich, o tych naszych oficerach z Katynia. A potem na studiach (chwila przerwy) jakieś książki z Zachodu, ta najsłynniejsza Józefa Mackiewicza i myślałem, jak oni szli do niewoli. Przecież żaden z nich nie przypuszczał, że to się może tak skończyć. A przecież niektórzy, jak pani dziadek, walczyli z bolszewikami w dwudziestym, widzieli do czego są zdolni. Nie mogli, nie powinni im ufać.

Ewa Bąkowska: Panie Januszu, nikt z nich… Przecież byli jeńcami, chroniły ich konwencje…

Janusz Krupski: Chroniły konwencje… Cała Europa uwierzyła w te  sowieckie zapewnienia. Te kilka miesięcy w obozie. Wysyłali listy… Polska…

Ewa Bąkowska: Polski nie było, panie Januszu.

Janusz Krupski: Polskie władze w Londynie… Czy mogli dla nich zrobić więcej? Krzyczeć…

Ewa Bąkowska: Nikt nie chciał tego słuchać. Polska była dla wszystkich problemem. A Sowieci? Przecież byli sojusznikiem Hitlera.

Janusz Krupski: Wszystko to prawda. Tyle tysięcy oficerów… Setki tysięcy w obozach, na Syberii…

Ewa Bąkowska: Słyszał pan, ponoć zła pogoda nad tym Smoleńskiem.

Janusz Krupski (jakby nie słyszał): W trzydziestym dziewiątym nie wypowiedzieliśmy wojny Sowietom… Pani dziadek, miał wtedy…

Ewa Bąkowska: Czterdzieści sześć lat, był o dwa lata młodszy niż ja dzisiaj…

Scena 15

/słychać koła jadącego pociągu/

Mieczysław Smorawiński: Jedziemy i jedziemy. Południe dawno minęło. Ale nie wiozą nas do Moskwy, raczej na zachód. Może chcą nas oddać Niemcom?

Bronisław Bohaterewicz (cicho): Niechby oddali Niemcom. Zawsze to cywilizowany naród, tak przynajmniej uważaliśmy podczas tamtej wojny. Cała poprzednią wojnę przyszło mi spędzić u nich w niewoli… Gorzej niż u Sowietów nie będzie.

Mieczysław Smorawiński: Niech pan generał spojrzy, wiosna!

Bronisław Bohatyrewicz (po chwili): Trzeba wierzyć, że nie ostatnia. Usta i dziąsła mi popękały. Szkorbut. To od tego parszywego jedzenia

Mieczysław Smorawiński: Prosiłem tego gieroja z karabinem o wodę, obiecał przynieść.

Bronisław Bohaterewicz: I, jak zawsze, na tym się skończy.

Scena 16

Wacław Holewiński: Pierwsza komunia. Siedemdziesiąty pierwszy rok.  Biała sukienka, biała torebka, wianek na głowie, w dłoni Kwiat Dobrej Nadziei, lilia świętego Józefa. Obok  ksiądz Karol Szymański. Nie sięga mu do ramienia.

Lidia Holewińska: Ma dziewięć lat, tyle ile miałam w dniu wybuchu wojny. W Baranowiczach dla wchodzących Sowietów ustawiono bramę triumfalną… Ale, gdy nas wywozili, do wagonu wsadzili żonę komunisty, który ich tak witał. Kobiety chciały ją zabić…

Scena 17

Szum lecącego samolotu

Janusz Krupski: Gdyby ich wtedy nie zastrzelono…

Ewa Bąkowska: Panie Januszu, przez tyle lat starałam się znaleźć o dziadku cokolwiek. Przecież w PRL-u o takich jak on, generałach z tej pańskiej Polski nie można było pisać. Kiedyś w szkole zapytałam moją nauczycielkę od historii… Popatrzyła na mnie dziwnie. Katyń, Katyń, Katyń… Tylko tyle. Jakby nikomu to słowo nie mogło przejść przez gardło.

Janusz Krupski: Niech pani popatrzy na ten samolot. Każdy w nim, kilkadziesiąt osób, ma jakiś powód, aby tam lecieć. Te groby wciąż nie są zakryte.Niektórzy wybłagali tę podróż. Inni pojechali pociągiem, wszyscy chcą tam być. Siedemdziesiąt lat…

Ewa Bąkowska: Ma pan rację, niektórzy ją wybłagali…

Janusz Krupski: Wie pani, nie mogłem dziś jeść. Ściskał mnie żołądek. Niby wszystko jasne. Niby lecę tam jako urzędnik państwowy, ale mam wrażenie, że my wciąż musimy ich szukać. Tego ducha wolnej Polski. I wciąż, wciąż musimy strać się wyrzucić z nas to zniewolenie…

Ewa Bąkowska: Dziadek zakazał walczyć z Rosjanami. Nie chciał ofiar. Pewnie wiedział, że ci młodzi są… są potrzebni. Przecież po 17 września nie było szans… Mieli się przedzierać do Rumunii, na Węgry, potem na Zachód.

Janusz Krupski: Mógł zrzucić mundur…

Ewa Bąkowska: Nie mógł. Nie on. Nie dowódca, generał. Nie mógł zostawić swoich ludzi.

Janusz Krupski: Po latach dowiedziałem się, przecież dobrze znam Lublin, tu studiowałem, tu zaczynałem swoją pracę podziemną, a dopiero po latach dowiedziałem się, że pani dziadek mieszkał na Placu Litewskim w Pałacu Lubomirskich.

Ewa Bąkowska: Nie przywiązywał wagi do luksusu. Tam była siedziba Okręgu Korpusu. Przedeptałam jego ścieżki.

Scena 18

Stukot wagonów, słychać, że pociąg się zatrzymuje

Mieczysław Smorawiński: Szczere pole, żadnej wsi, ludzi.

Bronisław Bohaterewicz: Zawsze chciałem być żołnierzem. Miałem dziewiętnaście lat, wtedy jeszcze rządził Aleksander III, imperium wydawało się wieczne… Wileńska Szkoła Junkrów Piechoty. Cztery lata. Dryl, musztra, zasady…

Mieczysław Smorawiński: Ta wojna potrwa parę lat. I pewnie będzie inna od poprzedniej. Polska ją przegrała nie dlatego, że nie umiemy się bić, to robimy lepiej od innych… Tę wojnę trzeba było stoczyć kilka lat wcześniej.

Bronisław Bohaterewicz: Panie generale, z jednym wrogiem, nie z dwoma…

Mieczysław Smorawiński: Oczywiście, z jednym, nie z dwoma… Znów jedziemy.

Scena 19

Wacław Holewiński: Ze szczeniakiem na rękach. Nie wiadomo, który to rok, na pewno podstawówka. Jest w białym golfie. Patrzy prosto w obiektyw.

Lidia Holewińska: W tym wieku przede wszystkim byłam głodna. Chodziłam w step aby znaleźć jakieś kłosy, cokolwiek do zjedzenia. A w szkole, no tak, mama nas posłała do szkoły, rosyjskie dzieci pluły na nas i krzyczały prakliataja Paliaczka. Nauczyłam się wycierać ślinę. I do niczego się nie przywiązywać. Nic nie jest dane raz na zawsze.

Scena 20

Szum lecącego samolotu

Janusz Krupski: Sporo wiem o pani dziadku… Ale o pani też…

Ewa Bąkowska: O mnie?

Janusz Krupski (ze śmiechem): Pani Ewo, ja mam dobry wywiad… Przede mną nic się nie ukryje… Jak to było z tą lodówką?

Ewa Bąkowska (zdziwiona): Z lodówką?

Janusz Krupski: Z tą, którą pani chciała ofiarować…

Ewa Bąkowska: Proszę mnie nie zawstydzać… to była stara lodówka. Miałam nadzieję, że się komuś przyda.

Janusz Krupski: Strasznie pani tajemnicza. I skromna.

Ewa Bąkowska: Panie ministrze, bardzo proszę… Rumienię się. To bracia zakonni, kapucyni, pomagają. Ja tylko wydaję czasami posiłki. To oni dają świadectwo czegoś, co wykracza poza sprawy tego świata.

Scena 21

Stukot kół pociągu

Mieczysław Smorawiński: Noc. Powinniśmy się zdrzemnąć, panie generale.

Bronisław Bohaterewicz: Straszny smród w tym wagonie. Nie przeszkadza panu?

Mieczysław Smorawiński: Przeszkadza, ale co możemy zrobić?

Bronisław Bohaterewicz: To smród rozkładanych ciał.

Mieczysław Smorawiński: Śpijmy, przykryję pana generała płaszczem.

Scena 22

Wacław Holewiński: Rok szkolny 1978/1979. Na szkolnym korytarzu z dwiema koleżankami. Siedzą na podłodze. Tamte dwie z chustami harcerskimi na szyi, ale nie widać mundurów, mają na nich swetry. Ewa w czarnej bluzce, pod nią brązowy golf, jakiś łańcuszek na szyi. Wszystkie w spodniach.

Lidia Holewińska: Miała szesnaście lat. Tyle co ja w czterdziestym szóstym. Wracaliśmy z Kazachstanu do tej wymarzonej, wyśnionej Polski. Innej, ale jednak Polski. Kolejarz na stacji granicznej mówiący po polsku… Wyszłam z wagonu i pocałowałam ziemię. Poczułam, że znów jestem u siebie. Tylko tak strasznie tęskniłam za Dziuneczkiem, bratem, który tam został. Umarł tuż przed powrotem. Śnił mi się, mówił, że będzie się całe życie mną opiekował. Mama odchodziła od zmysłów… Nie wiedziałam czy kiedykolwiek zobaczę jeszcze ojca, czy wróci z Anglii.

Scena 23

Szum lecącego samolotu

Janusz Krupski: Polskie kobiety są takie skromne. Za skromne. Tam, w Katyniu, zamordowano także kobietę. Wiedziała pani o tym?

Ewa Bąkowska: Tak, pani porucznik Janina Lewandowska. Córka generała Józefa Dowbora-Muśnickiego. Dobrze, że nie dożył jej śmierci.

Janusz Krupski: Kobieta lotnik. Wtedy absolutna rzadkość. Jako pierwsza Europejka, skoczyła ze spadochronem z wysokości ponad 5000 metrów? O niej też często myślałem. Sama jedna w tym obozie w Kozielsku. Siedem miesięcy. Tysiące mężczyzn i ona. Jak się czuła, jak to znosiła? A potem przez tyle lat tajemnica, nikt nie mówił, że tam była.

Ewa Bąkowska: Tak, to potworne. Wiemy o niej dopiero od pięciu lat… Ta czaszka we Wrocławiu, Boże. Kilkadziesiąt lat ukrywania przed komunistami… Myśmy przynajmniej wiedzieli, że dziadek tam zginął, a oni? Jej siostra, bracia, ich dzieci…. Cud identyfikacji, cud że po tylu latach ma swój grób, że można przy nim zmówić modlitwę.

Janusz Krupski: Jakiś czas temu rozmawiałem z żoną o pani dziadku…  Legitymacja Krzyża Virtuti Militari nr 2948 z 1 maja 1933, to po niej go wtedy, w czterdziestym trzecim, rozpoznano.

Ewa Bąkowska: Było więcej dokumentów, książeczka oszczędnościowa, legitymacja, ale też papierośnica, medaliki, złoty pierścionek.

Janusz Krupski: Przeproszę panią na chwilę Pójdę porozmawiać, może się czegoś dowiem, co z tym naszym lotem. (kroki)

Scena 24

Słychać szczęk uderzających o siebie wagonów.

Mieczysław Smorawiński: Panie generale, niech się pan obudzi…

Bronisław Bohaterewicz: Tak?

Mieczysław Smorawiński: Nic, nic. Niech pan spojrzy. Chyba mijamy Smoleńsk.

Bonisław Bohaterewicz: Smoleńsk? Kawał drogi. Zafundowali nam wycieczkę… Ale może przynajmniej w tym nowym obozie wszy nie będzie…

Mieczysław Smorawiński: Znam rosyjską duszę… Boję się, że została nam tylko modlitwa.

Po chwili, obaj

Ojcze nasz któryś jest w niebie…

Scena 25

Wacław Holewiński: Lekcja WF-u. Rozpięta siatka. Serwuje zaciśniętą pięścią. Pewnie wszyscy się z tego śmiali. Ale ona mówiła, że to jedyny sposób aby piłka przeleciała na drugą stronę boiska.

Lidia Holewińska: Dzieciństwo zostało za granicą. Poszłam do liceum w Prudniku. Mówiłam lepiej po rosyjsku niż po polsku. Dziwnie się na mnie patrzono.

Scena 26

Szum lecącego samolotu

Janusz Krupski: Poszedłem do prezydenta. Jest w dobrym nastroju, choć chyba się trochę denerwuje. Ponoć są jakieś problemy z naszym lotem. Nie wiadomo czy dolecimy na czas. Może przekierują nas na inne lotnisko.  Miał pan generał swój uroczysty pogrzeb piętnaście lat temu. Za Jelcyna. Przeprosili, ale teraz znów to idzie w złą stronę.

Ewa Bąkowska: Tego się już nie da odwrócić, ale wciąż jesteśmy na początku drogi. Do przebaczenia. Gorzej… (chwila milczenia)

Janusz Krupski: Gorzej…?

Ewa Bąkowska: Gorzej, że oni z własnym narodem nie doszli do ładu. Przecież tam, w Katyniu, leżą dziesiątki tysięcy ich rodaków. Nasi mają tablice, zidentyfikowaliśmy większość nazwisk, a tamci leżą bezimienni, wrzuceni do dołów. Zatarto pamięć, wykluczono spośród tych, którzy żyli, mieli rodziny, swój język, pragnienia.

Janusz Krupski: Rodziny zapomniały. Przeszło jedno, drugie pokolenie. Może… może gdyby była w nich wiara.

Ewa Bąkowska: Wyzuli ich z wiary, wspomnień, z tego, co dla nas ważne, więzi rodzinnych, międzyludzkich. Strach, obezwładniający strach.

Janusz Krupski: Trudno się dziwić. Miliony ofiar.

Ewa Bąkowska: Czasami się zastanawiam, co jeszcze odkryjemy, jakie tajemnice…

Janusz Krupski: Kolejne tysiące polskich grobów. Nie, nie grobów, dołów śmierci. Białoruska lista katyńska, ci w Kuropatach… Nigdy ich nie zidentyfikujemy. Bykownia. Badamy groby… Od czterech lat staramy się, badamy. Dwadzieścia jeden zbiorowych mogił. Co my mamy? Nieśmiertelnik sierżanta Naglika, grzebyk z wydrapanymi czterema nazwiskami. Na tym grzebyku jest nazwisko pułkownika Szczyradłowskiego. Coś pani mówi to nazwisko?

Ewa Bąkowska: To był zastępca generała Langnera, dowódcy obrony Lwowa, prawda?

Janusz Krupski: Pani też nieźle zna historię. Był sześć lat starszy od pani dziadka. Odmówił współpracy w NKWD, posadzili go na Brygidkach. Żona i córka do bydlęcego wagonu z setkami innych…

Scena 27

Słychać otwierane drzwi wagonu, krzyki po rosyjsku.

Mieczysław Smorawiński: Prijechali.

Bronisław Bohaterewicz: Pisał pan do żony?

Mieczysław Smorawiński: Do żony, do dzieci. Ale od dwóch miesięcy nie dostaję odpowiedzi.

Bronisław Bohaterewicz: To tak, jak ja. A przecież między Sowietami, a Niemcami nie ma wojny. Przyjaźń, poczta powinna działać.

Scena 28

Wacław Holewiński: Przeskok. Ma prawie 18 lat, 8 marca 1980 roku. Dzień Kobiet. Nie świętuje, najwyraźniej odrabia lekcje, zeszyt, długopis. Jest praworęczna. I ten wystawiony język. Kto jej zrobił to zdjęcie? Mama, ojciec, któraś z sióstr? Ale dalej kartka z życzeniami od chłopaków z III „a”. Widocznie każda dostała na oddzielnej kartce. U niej napisano: Ewunia Smorawińska. Ewunia…

Lidia Holewińska: W tym wieku kończyłam liceum. Wszystkich nas, hurtem, zapisali do ZMP. Nasz wychowawca powiedział, że inaczej nie dostaniemy się na studia. Chciałam być lekarzem. W swojej opinii napisał: za nerwowa, nie nadaje się do zawodu.

Scena 29

Szum lecącego samolotu

Ewa Bąkowska: Byli tacy, którzy ocalili głowy. Tylko cena, którą zapłacili…

Janusz Krupski: Berling…

Ewa Bąkowska: Ma do dziś swój pomnik…

Janusz Krupski: Jego córka była sanitariuszką w Powstaniu Warszawskim.

Ewa Bąkowska: Polski los, przeznaczenie. Po grecku: ananke. Mógł inaczej. Wyjść z Andersem.

Janusz Krupski: Chyba już nie mógł… Wcześniej zaprzedał duszę diabłu. Życie warte więcej od honoru.

Ewa Bąkowska: Osądzamy… A my? Jak my byśmy się zachowali?

Janusz Krupski: To są pytania bez odpowiedzi, pani Ewo. Chcielibyśmy, wierzymy, że szlachetnie, bohatersko, ale z przystawionym do skroni pistoletem…. Nie wiemy…

Ewa Bąkowska: Pan przecież to przeżył. Rozebrany, w lesie oprawcy z pistoletami, oblany kwasem…

Scena 30

Słychać szum podjeżdżających samochodów, krzyki po rosyjsku.

Bronisław Bohaterewicz: Czuł pan strach, panie generale?

Mieczysław Smorawiński: Każdy żołnierz go czuł dziesiątki razy. O siebie, swoich ludzi, najbliższych, kraj. Tylko głupcy albo szaleńcy nie wiedzą, co to strach.

Bronisław Bohaterewicz: Trzeba umieć z nim walczyć.

Mieczysław Smorawiński: Raczej przezwyciężać. Strach czasami (śmiech) rodzi coś dobrego.

Bronisław Bohaterewicz: Dobrego?

Mieczysław Smorawiński: Byłem ciężko ranny w 1916. Bałem się, że umrę. Odesłali mnie na rekonwalescencję do rodziny, do Charsznicy, nikt nie wierzył, że się z tego wykaraskam. A nie tylko żyję, ale i żonę, przyszłą żonę, tam poznałem.

Scena 31

Wacław Holewiński: To była głośna sprawa. W styczniu 1983 roku Janusza Krupskiego ubecy wywieźli do Puszczy Kampinoskiej, oblali żrącym płynem… Tymi ubekami dowodził Grzegorz Piotrowski. Tak, ten sam, który uczestniczył w morderstwie księdza Popiełuszki.

Lidia Holewińska: Rok później, kiedy siedziałeś na Rakowieckiej błagałam abyś wyjechał z Polski. Bałam się, że i ciebie zabiją.

Scena 32

Szum lecącego samolotu

Janusz Krupski: To nie to samo. Oni wiedzieli, musieli wiedzieć, słyszeli strzały, widzieli wykopany dół. Przez chwilę byli już martwi, choć przecież jeszcze żywi. W moim przypadku (chwila ciszy)… wyszedłem żywy. Nie lecę tu z obowiązku…

Ewa Bąkowska: Obowiązki…. A ci wcześniej, przez tyle lat… Nie czuli, że to na nich ciąży, że ich obciąża, że są jak Kainowe dzieci? Że zbrodnia wraca, jak w Makbecie u Szekspira. Że nie da się przed tym uciec? Że ofiary będą krzyczeć, że my rodziny

Janusz Krupski: Pani Ewo, przecież nikt nie zakładał, że to się skończy. Przynajmniej za naszego życia.

Ewa Bąkowska: Dwadzieścia jeden lat wolności. Niech pan pomyśli, dokładnie tyle trwała II Rzeczpospolita. Co myśmy zrobili z naszą wolnością? Nasi ojcowie…

Janusz Krupski (ze śmiechem): W pani przypadku raczej dziadkowie…

Ewa Bąkowska: Ojcowie, dziadkowie, jakie mamy prawo równać się z nimi? Oni tę wolność wywalczyli, ginęli, budowali ją od podstaw. A my…

Janusz Krupski: Czasami myślę… Te odznaczenia, które dostaliśmy. Wszystkie te krzyże, Polonie Restituty, jak nam się równać z nimi…

Ewa Bąkowska: Przecież oni tak samo myśleli o swoich dziadach z Powstania Styczniowego. Obowiązek, jak by to nie brzmiało, obowiązek wobec ojczyzny. Obowiązek oddania, gdy potrzeba życia, zdrowia, ale może dziś, przede wszystkim, uczciwej pracy na jej rzecz. Ja często mówię: obowiązek lustra?

Janusz Krupski: Lustra?

Ewa Bąkowska: Przyzwoitości. Spojrzenia na siebie bez wstydu.

Scena 33

Mieczysław Smorawiński: Chyba podstawiają samochód, którym nas zabiorą.

Bronisław Bohaterewicz: To już chyba dziewiąty kwietnia.

Mieczysław Smorawiński: Tak, panie generale.

Bronisław Bohaterewicz: A dzień tygodnia? Całkiem straciłem rachubę czasu.

Mieczysław Smorawiński: Wtorek, panie generale.

Bronisław Bohaterewicz: Za osiem dni niedziela palmowa. Święta idą.

Mieczysław Smorawiński: W tym roku dwudziestego czwartego…

Scena 34

Wacław Holewiński: Dostała na koniec trzeciej klasy „Strofy o pracy” Ryszarda Matuszewskiego. „Nagroda dla Ewy Smorawińskiej, uczennicy klasy III a za bardzo dobre wyniki w nauce, pracę społeczną i wzorową postawę uczniowską, 21 czerwca 1980 r.”. Za chwilę wybuchnie Sierpień, strajki w całej Polsce. I wróci w tysiącach nielegalnych publikacji Katyń. W zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej. zapewne „Goniec Krakowski”, niemiecka gadzinówka z 16 kwietnia 1943 roku, w której informowano o ekshumacji ciała generała Smorawińskiego.

Lidia Holewińska: Kochałeś historię i był z tym kłopot. W ósmej klasie, zadałeś na lekcji pytanie o ten Katyń… Młoda nauczycielka nie wiedziała co z tobą zrobić. Wezwali mnie do dyrekcji, chcieli ci na koniec ósmej klasy postawić czwórkę. Urządziłam awanturę… A twoi koledzy, po latach twierdzili, że to wtedy pierwszy raz usłyszeli nazwę Katyń.

Scena 35

Szum lecącego samolotu

Janusz Krupski: Wciąż to będzie do nas powracać. Nikt nie rodzi się bohaterem. Niektórzy nimi zostają przez przypadek, inni mają w sobie siłę charakteru, jakiś impuls, który każe im iść bez lęku…

Ewa Bąkowska: Może wiarę? Czytałam ostatnio książkę… Muszę sobie przypomnieć tytuł… (chwila ciszy). Nie przypomnę sobie, pamiętam tylko nazwisko autora, Luis de la Higuera, to francuski scenarzysta. I jedno zdanie wryło mi się w pamięć: Strach jest trucizną, która trawi sumienia powoli, lecz nieuchronnie.

Janusz Krupski: Każdy z nas musiał ten strach w sobie przełamywać. Oni mieli niewiele na to czasu. Często mi się zdarzało o nich myśleć. Wysiadają na stacji. W tych konwojach było od pięćdziesięciu do grubo ponad trzystu więźniów. Oni się cieszyli na ten wyjazd…

Ewa Bąkowska: Byli przekonani…

Janusz Krupski (wpadając jej w słowo): No właśnie tego nie jestem pewien… pewnie niektórzy wierzyli, że chcą ich zwolnić. Lekarze, adwokaci, księża, nauczyciele, przedsiębiorcy, wszystkich ich zmobilizowano, byli oficerami, ale przecież nie zawodowymi żołnierzami… Ci mogli naiwnie wierzyć. Ale byli też tacy, jak pani dziadek….

Ewa Bąkowska: Nawet jeśli nie wierzyli w żadne zapewnienia, nie byli w stanie nic zrobić. Nic!

Janusz Krupski: Przez ponad pół roku musieli to analizować w swoich głowach…

Ewa Bąkowska: Panie Januszu, pewnie myśleli o rodzinach, żonach, dzieciach. Tęsknili za nimi. To byli w większości młodzi mężczyźni. Nie myśleli o końcu. To niemożliwe. Mogli się spierać o to, ile ich będą trzymać w obozach, ale nie o to, kiedy zginą.

Janusz Krupski: To, że ich wymordowano dowodzi, że Stalin i ci wszyscy oprawcy wierzyli w trwałość układów z Hitlerem. W to, że dokonany podział będzie trwał wiecznie i że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw.

Ewa Bąkowska: A jeśli nie? Jeśli konsekwencje nie miały znaczenia?

Janusz Krupski: Nie miały znaczenia?

Ewa Bąkowska: W polityce… zbrodniarze – Stalin był przecież zbrodniarzem – w polityce czasami robi się trzy kroki do przodu i jeden w tył. Może, nawet gdyby wiedział, że za rok będzie walczył z Hitlerem i tak by ich zgładził?

Janusz Krupski: Po co? Przecież…

Ewa Bąkowska: Nienawidził Polaków. Za rok dwudziesty, za to że zatrzymaliśmy ich pochód na Zachód… Nie było żadnego powodu aby w trzydziestym siódmym wymordować sto jedenaście, a może więcej, tysięcy naszych rodaków, którzy pozostali po traktacie ryskim po tamtej stronie granicy. A jednak to zrobił. W identyczny sposób. Strzał w potylicę, dół, wytarte dokumenty. Nic, pustka.

Scena 36

Rosyjskie przekleństwa w tle, job twaju mać. Słychać silnik ciężarówki

Mieczysław Smorawiński:

Prze­mó­wił, strze­lił i od kuli gi­nie,

Jor­dan krwi z czasz­ki mu roz­bi­tej pły­nie,

W ręku pi­sto­let ku­rzą­cy się trzy­ma..

Kona… i lu­dziom śmie­je się oczy­ma.

(po chwili) Zna pan ten wiersz, generale? To Słowacki…

Bronisław Bohaterewicz: Piękny, ale jak Słowackim strzelać w tę hołotę? Tu armaty potrzebne!

Scena 37

Wacław Holewiński: Patrzę na jej świadectwa. Na początku sporo ocen dostatecznych. Potem coraz lepiej Na koniec żadnej trójki. Na zdjęciu z 1981 roku, biała bluzka z dekoltem przykrytym koronką. Śmieje się, już po maturze. Musiała być szczęśliwa.

Lidia Holewińska: Po maturze wyjechałam do Warszawy. Była wciąż morzem ruin. Ale byłam młoda. Wydawało się, że całe życie przed nami. Ale zaraz się okazało, że historia mnie dopadła. Poszłam na studia do Szkoły Głównej Służby Zagranicznej. Asystent, który się we mnie kochał, powiedział abym uciekała, bo mnie wyrzucą To nie była uczelnia dla dziecka zesłańców i łagierników. Uciekłam.

Scena 38

Szum lecącego samolotu

Ewa Bąkowska: Chyba powinniśmy już być na miejscu…

Janusz Krupski: Jeszcze kilkanaście minut. Ale faktycznie…. Wie pani, nie przepadam za takimi uroczystościami, tak naprawdę wolałbym ciszę i skupienie, ale…

Ewa Bąkowska: Ale czasami pan musi…

Janusz Krupski: Czasami muszę. Im się to należy jak mało komu. Prezydent, ministrowie, rodziny, kompania honorowa, apel poległych, wieńce…

Ewa Bąkowska: Przede wszystkim nasza pamięć.

Janusz Krupski: Przez te wszystkie lata zastanawiałem się, dlaczego oni tak bardzo boją się prawdy.

Ewa Bąkowska (ze śmiechem): Tylko prawda was wyzwoli…

Janusz Krupski (ze śmiechem): Mackiewicz odpowiadał: Tylko prawda jest ciekawa… (poważniejąc) Musieliby przyznać, że jak u Niemców rządzili zbrodniarze, a naród się na to godził… Nigdy nie przyjmą takiej interpretacji… Zawsze będą krzyczeć, zagłuszać pamięć, niszczyć dowody…

Ewa Bąkowska: Myśli pan, że gdyby nie nacisk aliantów, Niemcy przyznaliby się do swoich zbrodni, obozów…?

Janusz Krupski: Pewnie nie, ale ich do tego zmuszono. Rosjanie zwyciężyli…

Ewa Bąkowska: Czytałam o jakimś muzeum łagiernym. Gdzieś daleko, bodaj w Workucie. W prywatnym mieszkaniu…

Janusz Krupski: Robert Conquest mówi o czterdziestu milionach ofiar represji, dwudziestu milionach zamordowanych. A w pobliżu, tuż obok Katynia, tego by nie wymyślił najgłupszy reżyser, w pobliżu ośrodek wypoczynkowy pracowników NKWD. Ciekawe co im serwowano na obiad…

Scena 39

Słychać otwierane drzwi wagonu, ktoś krzyczy: Wychadi, bystrieje, bystrieje…

Mieczysław Smorawiński: Proszę nie popychać pana generała, idi k czortu, blad’… Widzi pan generał, z nimi się nie da inaczej, tylko taki język rozumieją. Wyprowadzili mnie z równowagi. Da pan sobie radę?

Bronisław Bohaterewicz: Nic, nic. Do tej pory się tak nie zachowywali. Dokąd oni nas wywożą?

Mieczysław Smorawiński: W dwudziestym roku, to musiał czerwiec albo lipiec, jeszcze nie dowodziłem brygadą, ruszyliśmy do kontruderzenia, na chwilę zajęliśmy kilka wsi. Między jedną, a drugą był rząd wysokich topoli. Na każdej wisiał nasz żołnierz. Żaden nie miał butów, niektórzy poodrąbywane ręce, rozprute bagnetami brzuchy… Moi żołnierze, to byli młodzi chłopcy, siedemnaście, osiemnaście lat, ryczeli, łzy im się lały po twarzach…

Bronisław Bohaterewicz: Czemu pan generał o tym mówi?

Mieczysław Smorawiński: Nie sądzi pan generał, że powinniśmy się wyspowiadać? Tylko skąd wziąć księdza? Każą wychodzić, teraz dalej siedzieć w pociągu. Jakimś autobusem z zamalowanymi oknami wożą. Ta wieczna tajemnica, nie wiesz gdzie jesteś, czego od ciebie chcą, po co cię trzymają.

Scena 40

Wacław Holewiński: Popatrz na jej dyplom ukończenia studiów. 20 czerwca 1986 roku uzyskała tytuł magistra bibliotekoznawstwa i informacji naukowej z wynikiem bardzo dobrym. Musiała to lubić. Bardzo czytelny podpis.

Lidia Holewińska: Na zdjęciu młoda, ładna kobieta. Korale na szyi, kolczyki, koszula w kratę. Całe życie przed nią. Jestem starą kobietą, przeżyłam wojnę, stalinizm, wydawało się, że nic gorszego nie może się już zdarzyć. Doczekaliśmy wolnej Polski. Ale ta pamięć, przeszłość, której nie znała, ciągnęła się za nią jak cień. Czasami, dla wszystkich, lepiej byłoby zapomnieć…

Wacław Holewiński: Myślisz, że jej dzieci zapomną o tym samolocie, trumnach, pogrzebach?

Lidia Holewińska: O tym przecież mówię. Nie zapomną. Będzie ich trawić ta gorączka do śmierci. I przeniosą to na swoje dzieci…

Scena 41

Szum lecącego samolotu

Janusz Krupski: Wie pani, kto to był porucznik Gregor Slovenzik?

Ewa Bąkowska: Nie mam pojęcia. To Niemiec?

Janusz Krupski: Austriak, dziennikarz z Wiednia. Służba propagandowa w Heeresgruppe Mitte.  To on przekazał do Berlina informację o grobach. A później to on przyjął tam grupę Polaków w czterdziestym trzecim – tych którzy przyjechali zobaczyć groby. I wie pani, on im zniszczył życie…

Ewa Bąkowska: Im? Kogo pan ma na myśli?

Janusz Krupski: Katyń… (chwila ciszy) Katyń to nie tylko ci, jak pani dziadek, których tam wrzucono do dołów. To także ci, którzy ze swoją wiedzą, przez całe życie musieli uciekać przed komunizmem. Zostawić swoje domy, rodziny, skazać się na nieistnienie. Goetel, Skiwski, Mackiewicz, lekarze, świadkowie. Wszyscy ci eksperci sądowi, dziennikarze, artyści, przedstawiciele Polskiego Czerwonego Krzyża, jeńcy wojenni. Każdy z nich, gdyby wpadł w ręce Sowietów…

Ewa Bąkowska: Panie Januszu, przecież tego nie dało się ukryć. Za dużo ludzi widziało.

Janusz Krupski: Ja jestem rocznik 1951, dzieli nas jedenaście lat. To przepaść. Na moim wydziale, na historii, w katolickiej uczelni, sporo studentów święcie wierzyło, że Katyń to Niemcy… Myśmy w latach siedemdziesiątych z trudem przebijali się z tą wiedzą… Pani dorastała w okresie Solidarności, stanu wojennego, wtedy ta wiedza stała się powszechna.

Ewa Bąkowska: Ja…

Janusz Krupski: Wiem, wiem, przepraszam. Pani wiedziała zawsze…

Scena 42

Bronisław Bohaterewicz: Wie pan generał, zwykle nie przypinam orderów. A przed tą podróżą…

Mieczysław Smorawiński: Zauważyłem. Virtuti Militari…

Bronisław Bohaterewicz: Polacy mają szacunek dla wojska, munduru, dla tych…

Mieczysław Smorawiński: Którzy gotowi dać życie w obronie kraju… A ordery? Stanowią o nas?

Bronisław Bohaterewicz: Ten jeden jest dla mnie ważny… Mam siedemdziesiąt lat. To dużo. Miałem dobre życie. Miałem Polskę. Mój ojciec mógł o tym pomarzyć. Jeśli nas…

Scena 43

Wacław Holewiński: Popatrz na to zdjęcie. Ze świeżo poślubionym Dariuszem Bąkowskim. Kraków, przed kościołem Najświętszej Marii Panny z Lourdes. Ona w białej sukience, z białym wiankiem na głowie, on w czarnym garniturze, biała koszula, muszka. Okulary. Musiała mieć jakiś bukiet w ręku, ale tego nie widać. Nie ma też daty. Są młodzi. 1986 rok, jeszcze komunizm, dwa lata wcześniej zabito księdza Popiełuszkę.

Lidia Holewińska: Brałam ślub z twoim ojcem w 1952 roku. Pomyśl, tyle lat. Szalał stalinizm, ludzie gnili w więzieniach. A my? Myśmy się sobą cieszyli. Życie było przed nami. Rok później umrze Stalin. Wstyd o tym mówić. Ogłosili przez radio. Ten grobowy, żałobny ton, płacz, a my… A my w sytuacji intymnej. I wiesz, jaka była nasza reakcja? Zaczęliśmy się śmiać…

Scena 44

Szum lecącego samolotu

Janusz Krupski: Pani Ewo, pani była harcerką, prawda?

Ewa Bąkowska: Tak, szczepu piątej Krakowskiej Drużyny Harcerskiej „Wichry”, potem założyłam i byłam drużynową piątej KDH „Burza” imienia Olgi Drahonowskiej-Małkowskiej. Wie pan, kim była nasza patronka?

Janusz Krupski:Twórczynią hymnu harcerskiego?

Ewa Bąkowska: Tak, to też. Wie pan, kim byli jej rodzice?

Janusz Krupski: Nie mam pojęcia.

Ewa Bąkowska: Ojciec był pochodzenia ormiańskiego, matka była Czeszką. A ona? Kiedy o niej myślę, to przychodzi mi do głowy, że Polska to wybór. Nasz, osobisty. To kłucie serca i łzy w oczach przy hymnie, to Szopen, nasze powstania, to uporczywe trwanie. Ciągłe, codzienne, to, że nigdy nas nie złamano.

Janusz Krupski: Myśli pani, że nigdy? Może ma pani rację. Było blisko. Po powstaniu styczniowym. Te czarne suknie, kibitki, Sybir, zabór majątków. Z drugiej strony Bismarck i jego rugi Polaków. Większość, co tu gadać, ogromna większość społeczeństwa chciała spokoju. Nikt prócz grupki szaleńców nie wierzył już w Polskę.

Ewa Bąkowska: Chyba powinniśmy już lądować?

Janusz Krupski: Chyba tak. Boję się, że się spóźnimy… Nie, nic… A wie pani, że temu Polakożercy, Bismarckowi, po śmierci w hołdzie budowano wieże. Gdzie się dało. Przez prawie trzydzieści lat od jego śmierci zbudowano ich prawie dwieście pięćdziesiąt. A gdzie ostatnią? Koło Koszalina, w  Polanowie…

Ewa Bakowska: Był dla nich symbolem, bohaterem. Do dziś jest…

Janusz Krupski: Nie wstydzą się, czczą go. A my? Czasami marzę abyśmy się tego nauczyli. Czczenia symboli. Bo to one buduję materię narodową, uczą, stawiają do pionu.

Scena 45

Szum silnika autobusowego

Mieczysław Smorawiński: Pomogę panu generałowi. Proszę mnie wziąć pod ramię.

Bronisław Bohaterewicz: Bardzo dziękuję. Dam radę, może tylko przy zejściu po tych schodach z wagonu oprę się na pańskim ramieniu.

Mieczysław Smorawiński: Powoli. To im się spieszy, nie nam.

Bronisław Bohaterewicz: Już , już, widzi pan generał, nie jest ze mną tak źle. Wie pan czego się boję? Że oni zauważą w naszych oczach strach. Nie powinni tego widzieć.

Mieczysław Smorawiński: Ja bym się go nie wstydził. Strach… Strach jest związany z instynktem przetrwania. Myśmy już przetrwali. Nasze dzieci, wnuki, kolejne pokolenia… Mogą zamordować setki, tysiące, ale my przetrwamy.

Bronisław Bohaterewicz: Każą stać i czekać. Mogliśmy jeszcze zostać w wagonie. Wolałbym już być na miejscu. Nie starczyło dla nas miejsca.

Mieczysław Smorawiński: Może to i lepiej? Po tej strasznej zimie, żona pisała, że w Siedlcach było minus czterdzieści jeden, a i u nas… Niech pan generał zauważy, powiedziałem u nas mając na myśli Kozielsk…Wiosna… Słońce. Trzeba się nim nacieszyć…

Scena 46

Wacław Holewiński: Patrzę na jej zdjęcie przed komputerem w pracowni Oddziału Informacji Naukowej. Kiedy kończyła studia w PRL-u prawie nikt nie miał komputera. Musiała się go nauczyć. Potem internet, który zmienił świat, zawęził go, dał niewyobrażalne wcześniej możliwości. Także kontaktów, organizowania się ludzi.

Lidia Holewińska: Nauczyłam się komputera grubo po osiemdziesiątce. Masz rację. Kontakty ułatwione… Ile mogła mieć lat na tym zdjęciu? Trzydzieści pięć? W tym wieku po raz pierwszy wyjechałam z Polski. Pojechałam do Anglii, do moich stryjów… Tadeusz Danilewicz… Przeżył… Rosjanie na niego polowali. Tak naprawdę dopiero od ciebie dowiedziałam się kim był, z twojej książki. Wiedzieliśmy, że był kimś ważnym w podziemiu, ale przez cały PRL nie można było o nim napisać nawet słowa, teraz jest w każdej encyklopedii.

Wacław Holewiński: Polski los, jeden stryj szef sztabu Komendy Głównej Narodowych Sił Zbrojnych, pierwszy Komendant Główny Narodowego Zjednoczenia Wojskowego… Miał być siedemnastym w tym słynnym procesie przywódców polskiego państwa podziemnego w Moskwie w 1945… Razem z Okulickim, Jankowskim, Pajdakiem. Ale drugi twój stryj… Ożenił się z ukraińską Niemką, w czasie wojny podpisali reichslistę…

Scena 47

Szum lecącego samolotu

Ewa Bąkowska: Co się dzieje? Coś jest nie tak z naszym lotem. Boję się…

Janusz Krupski: Schodzimy, trzeba zapiąć pasy.

Ewa Bąkowska: A oni? Gdy ich tam przywieźli… Przecież nie wiedzieli. Ten autobus z zamalowanymi wapnem szybami.

Janusz Krupski: To musiało być niedaleko stąd. Gdyby wiedzieli, próbowaliby walczyć. To byli oficerowie, ludzie odważni. Cały czas wmawiano im…

Ewa Bąkowska: Niektórych krępowano. Ręce od tyłu splatane linką, czasami na szyi… Ci już na pewno wiedzieli.

Janusz Krupski: Wszystko robili z zaskoczenia. Strzał w potylice. Ale pewnie tempo było za duże, niektórych doprowadzili do dołów, widzieli martwe twarze… Pedanci układali ich warstwami…

Słychać huk. Uderzenie. Krzyki.

Ewa Bąkowska: Boże, co się dzieje? Nieeee….

Janusz Krupski: Niech mnie pani złapie za rękę…

Scena 48

Odgłos silnika autobusowego. Otwierane drzwi. Krzyki. Kroki…

Mieczysław Smorawiński: Pomogę panu generałowi. Las?

Bronisław Bohaterewicz: To chyba nie Szwajcaria. Bolszewicy…

Mieczysław Smorawiński (ostro): Paszoł won, durak, blad’. Pójdę sam. Nie dotykaj!

Bronisław Bohaterewicz: Matko Boska Ostrobramska Orłem i Pogonią

Mieczysław Smorawiński: Módl się za nami.

Bronisław Bohaterewicz: Matko Boska Ostrobramska w warownej kaplicy…

Mieczysław Smorawiński: Módl się za nami.

Bronisław Bohaterewicz: Matko Boska Ostrobramska wileńskiej ulicy…

Mieczysław Smorawiński: Módl się za nami.

Bronisław Bohaterewicz: To koniec, panie generale. Przywieźli nas tu na śmierć. Do zobacze…

Słychać pojedynczy strzał…

Mieczysław Smorawiński: Polsko… Nie zapomnij…

Słychać pojedynczy strzał…

Scena 49

Wacław Holewiński: Zastanawiam się… Popatrz na to zdjęcie, to jej dziadek, generał Mieczysław Smorawiński. Jeden z dwóch, ten drugi to generał Bronisław Bohaterewicz, generałów zidentyfikowanych przy ekshumacjach w czterdziestym trzecim…

Lidia Holewińska: Poleciała do tego Smoleńska… Musiała. Obciążenie… Całe życie…Spotkali się…

Wacław Holewiński: Mieli prawie tyle samo lat w chwili śmierci… Ona czterdzieści osiem… Dziadek, którego nie poznała, czterdzieści siedem. Ten huk, rozrywane szczątki samolotu i pojedynczy strzał w potylicę…

Lidia Holewińska: Pamięć. Ona jest w nas. Nikt i nic jej nie zagłuszy. Zamknij ten album. Jak co roku, zabierz mnie na Powązki. Zapalimy im znicze.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko