Jerzy Stasiewicz – Z gniazd wygnani

0
291

Jak tęcza – błysnęła iskierka nadziei
I czas był najwyższy w drogę…
Choć stały już konie i siąpił deszcz
Nikogo nie było przy wyjściu.

I stali tak dzień cały – –
Nim ktoś powiedział kilka słów.
Bo czegóż spodziewać się można
Po ludziach wygnanych.
Niewiele oczekiwano po dniu
A noc… – jak listopad
Paliło się niebo żelazem.
Z lasu – wilcze echa.
I ryk zagryzanych koni.
Czekano… Nadaremno czekano z nadzieją

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko