Jan Stanisław Smalewski – Grać życie – o nowym tomiku poezji Aliny Biernackiej „Słomiany ogień”

0
617
Ryszard Tomczyk

            Czy na pewno „Słomiany ogień” to właściwy tytuł dla nowego tomiku wierszy Aliny Biernackiej? Sądzę, że autorka wybrała go intuicyjnie w nawale kłębiących się wątpliwości, czy wszystko o czym w nim napisała, dało się do końca ułożyć, przeżyć, posegregować, skwitować jakąkolwiek sekwencją? Czy istnieje możliwość, by jednocześnie opisać w jednym skromnym tomiku wierszy swoje życie, skatalogować doświadczenia i przeżycia, dokonać kategoryzacji czasu przynależnego temu wszystkiemu, czego poetka doznała; co zobaczyła, usłyszała i chciałaby jeszcze… od życia otrzymać?

            Nie da się, nie można, nie jest to możliwe: absolutnie, w ogóle, a już żeby tak… do końca. Zatem, co zrobić?… Zatem tytuł tomiku wybrany został „losowo” spośród tytułów zgromadzonych w nim wierszy?

            Może tak było, a może ja też nie do końca zdołałem wszystkiego, o czym poetka pisze, właściwie dookreślić; chociażby w swoich wyobrażeniach, porównaniach z własnymi doświadczeniami, własnym życiem?

            Bo to niezwykle trudne zagrać życie. Zwłaszcza kiedy ma się do dyspozycji tak dużą scenę, tak wielu grających na niej aktorów, wśród których pojawia się, także osobiście, a na dodatek tylu akompaniujących wszystkim muzyków i do tego jeszcze zadziwiająca ilość zgromadzonych gadżetów – wyciągniętych z różnych obszarów bytu; czasu, historii i mody.

            Trudne, prawie niemożliwe, ale jednak… W zapale twórczych inspiracji tym wszystkim, autorka świetnie sobie poradziła ze stworzeniem kompletnego, spójnego w zamierzonym obszarze ujęć i refleksji poetyckiego tomiku, uzupełniającego jej dotychczasowy dorobek poetycki.

            „Słomiany ogień” Aliny Biernackiej to doskonałe dziełko literackie, w którym przede wszystkim poetka podjęła udaną próbę wyjaśnienia wielu obiegowych pojęć funkcjonujących w naszym życiu (spełnionych i niespełnionych życzeń, mobilizacji do działania, różnych postaci szczęścia, pychy i pokory, samozachwytu, nadmiaru i niedostatku, wiary w dobro, skali proporcji itd.), w tym i tytułowego słomianego ognia również.

            To poezja dojrzała, z charakterystyczną cechą zabarwień zarówno filozoficznego jak i dydaktycznego. Filozoficzne – odnosi się głównie do rozumienia różnych postaci życia, a dydaktyczne – do wyjaśniania różnicy rozmaitych pojęć,w tym sobie przeciwstawnych.

            To spójne ze sobą wiersze o jednakowym temperamencie twórczym. Cechuje je jednorodność zapisu gramatycznego. A szkielet każdego z wierszy obudowany jest bogato treściowo. Barwne malarsko są ciała opisów, a płynące z nich emocje mają głębokie podteksty muzyczne.

            Ciekawy i interesujący jest zabieg częstego budowania przez Autorkę obrazów na zasadzie przeciwstawnych sobie wartości i emocji. Uwagę zwraca także – wynikająca zapewne z bogatego doświadczenia Poetki – trafność w postrzeganiu ważkich wartości budujących nasze życie, stanowiących o codzienności. Trafność co do ich istnienia lub ich braku, oceny i różnorakiego przez nas wykorzystywania.

            Na początek jednak – jakby na swoje usprawiedliwienie – w wierszu „O wierszach” z dużą dozą sceptycyzmu poetka rozważa problem samego pisania i funkcjonowania wierszy: „…Mój nowy wiersz nic nie powie/ wielkim przestrzeniom Pantanalu,/ ani bazarowi w Bucharze./ Nie podniesie temperatury wód na Grenlandii,/ nie sprawi, żeby lepiej brzmiał/ fortepian Bechsteina na festiwalu/ w Salzburgu./…

            I dalej, istniejący dylemat próbuje rozstrzygnąć – nie do końca dwutorowo – na rzecz drugiej pasji, która w życiu towarzyszy artystce (Sic – pamiętajmy: poeta to też artysta!), pasji malarskiej. Kwituje wiersz bowiem następująco: „…Po co pisać wiersze,/ skoro są skazane na zagładę?/ Lepiej patrzeć w niebo,/ liczyć obłoki,/ malować portret Słońca/ w stroju uroczystym.”.

            Oczywiście, że nie jest to wybór ostateczny; jest to chwilowe zawahanie, wiersz ukazuje ulotność poezji, jej małą przydatność w codziennym życiu człowieka i zupełną obojętność na poezję ze strony poetycznej jednakże „Natury”, która go osacza.

            Jednocześnie ten dylemat rozdwojenia jaźni kładzie się cieniem na niektórych wierszach, jest swoistym stygmatem odciśniętym na całej twórczości Autorki. Dylematu tego bowiem nigdy wcześniej nie rozstrzygnęła ostatecznie; i dobrze, bo zarówno jej malarstwo, jak i poezja uzupełniają się równocześnie.

            Jest jeszcze coś, co ma znaczący wpływ na twórczość Aliny Biernackiej, jest to muzyka. I nie o liryczność poszczególnych wersów, rymy, czy metafory tu chodzi, ale o wprowadzanie do tekstów (wierszy) odwołań do konkretnych mistrzów muzyki klasycznej i skomponowanych przez nich utworów muzycznych.

            „…Statek już nie dobije do żadnego portu,/ będzie trwał na oceanie/ jak barka w utworze Debussiego.” – Tak kończy się wiersz „Barka na oceanie”.

            W kolejnym wierszu „Duch Berlioza” zakończenie jest podobne: „…Walizki ze snu (…)/ zniknęły, podobnie jak duchy./ I tylko dźwięki Symfonii Berlioza/ są realne./ Umówiły się z wiosną, że kiedy umilkną,/ ona nastanie.”.

            Odnośniki, odwołania do muzyki następują w zależności od potrzeb autorki w różnych częściach tekstów, czasami nawet wielokrotnie, jak np. w wierszu: „W bałaganie”:

W bałaganie, jaki wytworzyłam,
giną myśli i przedmioty,
nic nie leży tam, gdzie powinno,
żadne słowo nie opisuje swojego
znaczenia.
Naprawić to może tylko muzyka –
Słucham więc jak Maurice Marechal
z Robertem Casadesus grają sonatę
wiolonczelową Debussiego.
Leżąc w kołysce muzyki, odradzam się,
mam już wiele sił,
zrozumiem najtrudniejszy język planetoid,
nie zawaham się przed wyzwaniem
na pojedynek króla myszy
z „Dziadka do orzechów”.
W bałaganie, jaki wytworzyłam,
znajduję z łatwością potrzebne mi części,
mogę złożyć z nich całość –
dziwacznego ptaka na kółkach,
który otwiera dziób szeroko i kłapie nim.

            Połączenie muzyki z bałaganem wydaje się nieco absurdalne, ale w wierszu tym mnie po prostu zachwyca.

            A bałagan?… Kto z artystów go nie zna? Kto z nas ludzi twórczo zaangażowanych w jakąkolwiek dziedzinę nie jest po prostu jednocześnie zwykłym bałaganiarzem? Osobiście – przyznaję – pomaga mi on abstrakcyjnie myśleć i pisać wiersze. Tylko, że ja nie potrzebuję do tego muzyki. Tę „manierę” Autorka odziedziczyła po swojej matce – słynnej znakomitej polskiej kompozytorce Grażynie Bacewicz, której akurat 50. rocznica śmierci przypadkowo połączyła się z wydaniem nowego tomiku poezji córki – Aliny Biernackiej.

            Współcześnie o związkach genetycznych wiemy dużo, są one nie do przecenienia. Lektura tomiku „Słomiany ogień” rodzi przeświadczenie, że ma się do czynienia z osobą niezwykle wrażliwą twórczo. W istocie tak jest: prócz cechujących ją pasji malarskich i poetyckiego zacięcia jest ona miłośniczką muzyki, teatru i literatury klasycznej.

            Osobowość artystki w młodości kształtowała się u boku matki, o której w wierszu „Do matki” pisze ona: „…Dzięki tobie rozbłyskują/ martwe przedmioty./ dajesz życie dźwiękom,/ opromieniasz dom./ Jesteś stale obok./ Twoje długie palce układają mi życie./ Wchodzisz do moich snów/ triumfująca pomiędzy koncertami…”/.

            Dla Aliny Biernackiej to jednak tylko muśnięcie: matka – ze względu na odległy czas rozstania – jawi się w tym tomiku jedynie jak subtelny dotyk muzy. Bez władczości i jakichkolwiek uzależnień rodzicielskich. Oczywiście jeśli nie zaliczymy do nich „genetycznych ciągot do muzyki”.
            Co jeszcze wchodzi w skład wspomnianego wyżej teatru życia?… Kim Autorka zapełnia scenę, czym uzupełnia ją, pozwalając swobodnie grać swoim aktorom?

            Wystarczyłaby lektura otwierającego tomik wiersza, by zorientować się w złożoności tematu. Jest on tak ciekawy, że pozwolę sobie przytoczyć go w całości:

Ciemny dzień

To musiał być tak samo ciemny dzień
kiedy Orfeusz zstępował do otchłani.
Z bólu nie mógł mówić.
Śpiewał ochryple, wołał Eurydykę –
odezwij się do mnie,
zabiorę cię na łąki Tesalii,
nie zostaniesz nad Styksem,
będziesz zawsze ze mną.
Bogowie słuchali z uwagą –
Hades kazał przyprowadzić Eurydykę,
 a gdy stała przed nim nie ma
obrócił ją ku światłu,
a ona, jakby była rzeczą, potoczyła się
ku wyjściu.
Orfeusz chwycił ją za rękę – szła
jak medium w transie.
Kiedy wychodzili na powierzchnię,
puściła rękę. Orfeusz się obejrzał –
rozległ się szum spadających kamieni-
wejście przestało istnieć.
Orfeusz leżał na ziemi i wił się w męce.
Podeszła do niego Eos różanopalca
i dotknęła jego pleców.
– Nic mi się nie stało – charczał
szorując lirą po ziemi.
Zwierzęta, które zbiegły się, żeby zobaczyć
co się dzieje, otoczyły go i lizały po nogach
i ramionach.
Jego skurczona dusza powoli rozprostowała palce
i ciche dźwięki harfy zjawiły się,
jak jasne plamy na tle dzikiej łąki.

            W całej plejadzie postaci i otaczających je rekwizytów, są nie tylko te antyczne czy znane z literatury. Nie tylko jest tam kosmos, geografia, czy współczesna egzotyka. Są także najzwyklejsze i najprostsze zjawiska i artefakty: cmentarz w święto zmarłych z pogawędką duchów i pełzaniem zniczy, Mleczna Droga z nutami Mszy h-moll Bacha, zwykły kurz i budowanie z niego zamków, śmietnik... No i cała gama emocji. Z oklaskami włącznie, jak na teatr życia przystało. Przy czym, należy to wyjaśnić, oklaski są definiowane przez Autorkę jako swoisty rekwizyt, wykorzystywany w zależności od sytuacji do słusznych i nie zawsze słusznych celów. „…Oklaski, jako wyraz zachwytu,/ są stosowane od wieków,/ jednak dzisiaj przydają się w różnych/ trywialnych okolicznościach – / jak otwarcie autostrady/ czy ogłoszenie wyników loterii/…”.

            Dla tego zamysłu, jakim było napisanie tego tomiku przez Autorkę, oklaski są jak najbardziej zasadne.

            Dla mnie nowy tomik poezji Aliny Biernackiej wydany przez Fundację Światła Literatury w Gdańsku i doskonale skomponowany (zredagowany) przez Zbigniewa Joachimiaka, jest po prostu wspaniałą grą na wielu instrumentach – jest graniem życia w każdej jego postaci, w wielu odsłonach i w każdym obszarze jego znaczeń. Dodajmy, że jest to także kolejny tomik skupiający uwagę czytelnika wokół jednego skonkretyzowanego tematu; w tym przypadku opisu swoistego teatru życia – życia obserwowanego i życia przeżytego przez Autorkę..
           

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko