Věra Kopecká – wiersze

0
336

Věra Kopecká
*1951

Poetka (wydała 30 zbiorów wierszy i publikowała w licznych antologiach, jej utwory były tłuma-czone na języki obce i ukazywały się za granicą) przekłada poezję, edytorka, fotografka, organi-zatorka Dni Poezji w Broumovie (od roku 2000) i międzynarodowych plenerów malarskich.
W czeskiej Wikipedii: https://cs.wikipedia.org/wiki/Věra_Kopecká

O Dniach Poezji w Broumovie napisała:

Dni Poezji oznaczają dla mnie pracę bez końca. Jeszcze nie zostało zamknięte rozliczenie jednego rocznika,a już trzeba myśleć o następnym. Ale zdecydowałam się na tę pracę sama i nie żałuję. Każda edycja mnie zmienia, poprzez nowe przyjaźnie, spotkaniami z interesującymi ludźmi i piękną celną poezją. Mam dobrych przyjaciół, którzy pomagają mi napełnić Dni Poezji treścią i zorganizować je. A wszyscy razem próbujemy w ten sposób dodać piąty wymiar temu naszemu pośpiesznemu konsumpcyjnemu światu.

Broumov

Brama klasztorna
rozwarła ramiona
obrazom fantazji
umiemy w sercu
milczenie w poezję zamienić
odblask nadziei
wiary i miłości

Na Dniach Poezji

Kocham chwile
kiedy nad stołem
polatuje Pegaz
Bezdźwięcznie
porusza skrzydłami
uśmiecha się
cicho podpowiada
i spogląda z góry
na poetów

Są tutaj
sławią życie
śpiewają o drzewach
moi przyjaciele
dobrzy

Boję się
zaglądnąć przez ramię
wejść nieoczekiwanie
rozproszyć chwilę
To wolno tylko Pegazowi
gdy się ku poetom skłoni
i wiersze szepcze im

Lednové ráno

Milosrdná bílá lež
snesla se na kraj
Padá a padá
I moje stopy
pozametala

Padá ticho na stromy
ve vločkách mlčí
příběhy nenapsané
Padá bílé ticho
tiše na zem

Snáší se na ulici
bílé ticho snící
za vločkou vločka
roztančená hravá
padá a padat nepřestává

Vesnice v horách

U kostela pod kopcem
kamenný Kristus
přelomený kříž
zavátý sněhem
leží na zmrzlé zemi
Ještě z mrtvých vstane?
A pravdy nevyslovené
nedopovězené
zakázané…?

Styczniowy ranek

Białe miłosierne kłamstwo
na świat spłynęło
Pada i pada
I moje ślady
zaniosło

Pada cisza na drzewa
przygody niespisane
milczą w płatkach
Cisza biała pada
cicho na ziemię

Opada na ulicę
biała cisza śniąca
płatek za płatkiem
roztańczona rozigrana
pada i nie przestaje padać

Wieś w górach

Pod kościołem pod górą
Chrystus kamienny
przełamany krzyż
śniegiem zawiany
leży na ziemi
Jeszcze zmartwychwstanie?
I prawdy niewypowiedziane
niedocieczone
zakazane…?

Letní bouře

Lije
Valí se
přívaly výčitek
z černého nebe
Nahromaděné napětí
udeřilo na květy
ledovými kroupami

Vždycky to odnáší
nevinný

Ráno v Pardubicích

Prázdné lavičky
šimrá rozpačité slunce

Vrána vyzobává drobky
jak manekýn se předvádí
kroutí pozadím
černá společnice

První chodci
křižují ulici
A můj stín

Ospalé město
se líně probouzí

I čas je ještě líný
a skřípe
v hodinách na věži

Burza letnia

Leje
Walą się
nawały wymówek
z czarnego nieba
Spiętrzone napięcie
uderzyło w kwiaty
lodowymi krupami

Jak zawsze ucierpi
niewinný

Rano w Pardubicach

Puste ławeczki
łechce zaskoczone Słońce

Wrona wydziobuje okruszki
jak manekin paraduje
tyłkiem kręci
czarna wspólniczka

Pierwsi przechodnie
przecinają na krzyż ulicę
I mój cień

Ospałe miasto
leniwie się budzi

I czas jest jeszcze leniwy
i skrzypi
w zegarze na wieży

Nahlédnutí

Mám ráda
rub věcí
Jádro ukryté ve slupce
za opravenou fasádou
staré dvorky
půdy s bednami
ruce stařen
stařečků oči
vzpomínky utopené
odložené
které jak vraky lodí
ze dna paměti
vyzvedneme
v důvěrné chvíli

Mám ráda štěstí i smutky
ze kterých jako
stromy ze semínek
vyrosteme

***

Na bílé plátno polí
promítá slunce stromy

Jako básník
na bílé stránky knih
tajuplné příběhy

Zaglądnięcie

Lubię
odwrotną stronę rzeczy
Jądro w łupinie skryte
za odnowioną fasadą
stare podwórka
strychy ze skrzyniami
ręce staruszek
staruszków oczy
wspomnienia utopione
odłożone
które jak wraki statków
z dna pamięci
wydobywamy
w poufałej chwili

Lubię szczęście i smutki
z których rośniemy
jak z nasionek
drzewa

***

Słońce wyświetla drzewa
na białe płótno pól

Jak poeta
ukryte zdarzenia
na czyste lico stron

Ubývání II

Ubývá míst
kde ticho tleská hvězdám
zpívajícím na scéně noci

Ubývá míst
kde pramen šeptá vyznání
osvěžující chladné
do dlaní

Ubývá upřímného obdarování
v honbě za mamonem

Ubývá chápavého
mlčení jež ví
kde je skrytá pravda
a lžím odolává

Ubývá očí
bez žádostí
bez smutků

Ubývá křehkých
nefalšovaných
úsměvů

Jako ubývá zeleně
v horkém suchém létě
na louce na pasece v lese

Ubýváme
sami sobě
sami v sobě

Ubywanie II

Ubywa miejsc
gdzie cisza gwiazdom klaszcze
śpiewającym na scenie nocy

Ubywa miejsc
gdzie szepcze źródło
odświeżająco chłodno
do dłoni

Ubywa prostego obdarowywania
w gonitwie za mamoną

Ubywa pojętnego
milczenia które wie
gdzie jest ukryta prawda
i kłamstwom się nie poddaje

Ubywa oczu
bez roszczeń
bez smutku

Ubywa subtelnych
niefałszowanych
uśmiechów

Jak ubywa zieleni
w gorącym suchym lecie
na łące na porębie w lesie

Ubywamy
sami sobie
sami w sobie

Džbán

Být jako džbán
co chytá rosu
na doušky ji proměňuje
živou vodu snů

Být květem ve džbánu
prostřeným stolem včel
a okrasou tvého domu

Jsem džbán
a neustávám
Po kapkách rosa padá
slza slaná
na dno mé

Předjarní slunce

Dlouhými jazyky
ulizuje slunce ze strání
jak děti z kopečku
citronové zmrzliny

Než přijde déšť
a smyje bílou lež
na nesmlouvavou
temnou pravdu země

Dzban

Być jak dzban
co rosę chwyta
na łyczki ją przemienia
żywą wodę snu

Być kwiatem w dzbanie
stołem zastawionym dla pszczół
i ozdobą twojego domu

Jestem dzbanem
być nim nie przestaję
Kroplami rosa pada
łza słona
na moje dno

Słońce przedwiosenne

Długimi językami
zlizuje Słońce ze stoku
jak dzieci z kubeczka
cytrynowe lody

Nim przyjdzie deszcz
i zmyje biały fałsz
z niewymownej
ciemnej prawdy ziemi

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko