Zdzisław Antolski – PODRÓŻ PRZEZ ŻYCIE

0
377

„Róże z Montreaux” Jerzego Beniamina Zimnego, poznańskiego poety i krytyka to rodzaj literackiego dziennika, pamiętnika, autobiografii w oprawie powieściowej. Co prawda autor zastrzega się na pierwszej stronie, że: „Wszelkie podobieństwo do osób, miejsc i zdarzeń jest przypadkowe i nie było zamiarem autora”, ale czytelnik doskonale wie, że książka jest autentycznym zapisem rzeczywistości, jaka przydarzyła się autorowi. Zepewne, w tym rusztowaniu faktów jest wiele poetyckiej fantazji autorskiej wyobraźni, ale nie ulega wątpliwości, że jest to ubarwiony życiorys. W pewnym sensie książka ta jest ciągiem dalszym wydanej niedawno „Gromnicy”, mówiącej o dzieciństwie i młodości poety. „Róże z Montreux” to wiek dojrzały i bezlitosny opis polskiej transformacji ustrojowej. Bohater powieści, porte parole, Jerzego Beniamina Zimnego, mieszka w Poznaniu i zna tamtejsze środowisko, od którego trzyma się nieco z daleka. Jego najbliższym przyjacielem jest inny poeta, oryginał, Witek Różański, znany czytelnikom jako jeden z bohaterów powieści Edarda Stachury „Cała jaskrawość”. Nie brak w książce portretów innych literackich postaci m. In. poety Rafała Wojaczka, Marka Obarskiego czy Andrzej Babiński.

Przełomem w życiu bohatera oraz jego literackich znajomych jest transformacja ustrojowa Polski. Ja również pamiętam ten okres, kiedy nagle zniknęły wszystkie czasopisma literackie w których drukowaliśmy, wydawnictwa przestały wydawać książki literackie, zamarły, modne wcześniej konkursy literackie i zjazdy, na których spotykało się środowisko literackie Polski. Likwidacji zaczęły ulegać zakłady przemysłowe, sprzedawane niekiedy za bezcen zagranicznym inwestorom, natomiast pojawiła się nowa klasa burżuazyjna wywodząca się z władców poprzedniego systemu, ale też wielu ludzi zaczęło zajmować się handlem. Powstawały nowe prywatne przedsiębiorstwa, które często bankrutowały, a na ich miejsce powstawały nowe. Dla takich wrażliwych i oryginalnych poetów jak Witek Różański był to czas klęski i osamotnienia. W tym też czasie popełnił samobójstwo mój serdeczny przyjaciel Józef Andrzej Grochowina, mieszkający wówczas w Warszawie, a nie mogący się odnaleźć w nowej okrutnej rzeczywistości.

Zimny bardzo trafnie i bezlitośnie analizuje początki transformacji ustrojowej w Polsce w dziedzinie ekonomicznej: „Życie jest bezwzględna, zwłaszcza polski kapitalizm jeszcze młody, a już tak pazerny, puszcza ludzi z torbami, wyrzuca na bruk z fabryk, egzekwuje nie spłacone kredyty zaciągnięte jeszcze w PRL-u. Żal mi kolegi, taki był aktywny w roli kierownika sklepu, miał trzy dziewczęta pod sobą. Teraz unika wszelkich kontaktów z kolegami. Nie mogę dopuścić, aby spotkało mnie to samo. Zagrożenie jest znikome, jednak opłaty stałe i podatki muszą być płacone terminowo. Rozglądam się za czymś, czego jeszcze nie potrafię zdefiniować, może za stałą posadą albo? Sam nie wiem za czym. Każdej nocy do późna rozmyślam, lecz nic Mie przychodzi mi do głowy. Szlag by to trafił. Co za życie w kraju, który jeszcze nie sprecyzował celu, do którego mamy wszyscy zmierzać. Pakty militarne, swobodny przepływ kapitałów, inwestycje w kurysy walutowe, inwestycje w papiery dłużne. Ko ma pieniądze, en zarabia, naród żyje z dnia na dzień i drży o miejsca pracy. Budzę się bez uśmiechu na twarzy, zasypiam i błagam Boga, aby noc rwała jak najdłużej. Tak nie można żyć, coś trzeba z tym zrobić.”

Na szczęście bohater Zimnego, ma wykształcenie ekonomiczne, jest wręcz mistrzem obliczania kosztów produkcji, dzięki czemu łatwo mu znaleźć dobrze płatną pracę w nowo powstających przedsiębiorstwach, których właściciele nie mają pojęcia o biznesie. Zimny pisze: „…prezes zgadnął mnie o znajomość kosztów. Jak to widzę i co moim zdaniem należałoby zmienić. Wiem, to bardzo złożony temat, ale ja przecież byłem i jestem specjalistą w tym zakresie. W Poznaniu jednym z najlepszych, ponieważ koszty produkcji są moim konikiem, pasją podobną do rozwiązywania zadań umysłowych. Budowania modeli ekonomicznych dla potrzeby biznesu” nic dziwnego, że bohater znajduje sobie pracę. Tymczasem: „życie jest bezwzględne, zwłaszcza polski kapitalizm, jeszcze młody, a już tak pazerny, puszcza ludzi z torbami, wyrzuca na bruk z fabryk, egzekwuje niespłacone kredyty zaciągnięte jeszcze w PRL-u.

Dzięki ekonomicznym zdolnościom bohater urządza się jakoś w życiu, a nawet podróżuje, czasami rzeczywiście, czasami wyobraźnią: „…trudno mi nad Lemanem powracać do złych wspomnień, myślę o matce, że nie widziała świata, a przyjdzie jej niebawem umrzeć. Myślę o matce chrzestnej, która chciała zobaczyć Lourdes za nieszczęsne 100 dolarów, niemożliwe dla mnie do pomnożenia. Mama nie była w Rzymie, chrzestna nie była w Lourdes, ja jestem w Montreux, ogarnia mnie lekki wstyd, zażenowanie i to piękno wokół traci na barwach, idę Bulwarem Zachodzącego Słońca, bulwarem moich matek, których nie ma przy mnie.”. Tu po raz pierwszy spotykamy się z mitem Montreux, które figuruje w tytule, a jego ostateczne wyjaśnienie (choć nadal zagadkowe) odnajdziemy dopiero na ostatniej stronie powieści.

„Róże z Montreux”, tym się różnią od „Gromnicy”, że tam była wręcz wybuchowa, młodzieńcza radość życia, chaos i beztroska młodości, czasem nadmierna fantazja i brak odpowiedzialności, a tutaj mamy mnóstwo refleksji filozoficznych i po prostu życiowych, na temat daremności ludzkiego losu i poszukiwania sensu życia. Umiera bardzo wielu bliskich i znajomych i bohater musi wręcz zastanawiać się nad ludzkim przeznaczeniem, analizować swoje życie, sporządzać bilans zysków i strat. W wielu fragmentach książka przypomina stylem literackim dziennik autorskim, a innym razem jest relacją z podróży, w jeszcze innym fragmencie – filozoficzną refleksją. Książka, jakkolwiek trudno ją gatunkowo zaklasyfikować) napisana jest wspaniale, czyta się ją jednym tchem, przynosi czytelnikowi wiele radości, ale zawiera też wiele goryczy i smutku. Jak to w życiu

Jest ta książka pewnym podsumowaniem życia bohatera i autora zarazem. Zawiera mnóstwo postaci, zarówno ze sfer biznesu, jak i literatury. Niby paradoksalne połączenie ekonomii z poezją w osobie bohatera zostaje wyjaśnione w ten sposób: „Kapliczka finansów, a może kapliczka  poezji? Wiele mają wspólnego z pozoru bardzo od siebie odległe. Znam ludzi, którzy modlą się do poety jak do wizerunku wieszcza na placu w mieście. Powtarzają jak mantrę ulubione wersy. Niekoniecznie musi to być inwokacja albo fortepian Chopina. To może być  dłoń Marii Magdaleny, wystająca z poezji Witka. Albo mój wiersz o chłopcu, który w samo południe niósł pieśń jak niemowlę i obręcz słońca toczył po bruku.(…)”.

Książkę kończy scena, kiedy bohater otrzymuje kosz róż, a na pytanie od kogo te róże słyszy żartobliwą odpowiedź posłańca, że jeśli są róże to zapewne tylko z Montreux. Jest w tym aluzja do festiwalu filmowego w Montreux, gdzie jako symboliczne nagrody przyznawano róże. Oglądaliśmy te „Róże Montreux” w telewizji i cieszyły się one wielkim powadzeniem wśród widzów. Jest to więc metafora nagrody dla autora za jego twórczość literacką, jak i metafora jego życia, wypełnionego pracą, pisaniem, literackimi przyjaźniami i troską o rodzinę. Montreux, to symbol gorzkiego zwycięstwa życiowego na każdym polu: rodzinnym, ekonomicznym i literackim. To doskonałe podsumowanie tej wspaniałej książki, do której będę jeszcze wracał wielokrotnie, bo na to zasługuje. Gdzie ekonomia przeplata się z metaforą, a radość ze smutkiem.

.

Zdzisław Antolski

J. B. Zimny, Róże z Montreux, Poznań 2019, ss. 448

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko