Jerzy Stasiewicz – Będę tu powracał

0
376

( 20 lecie  Dni Poezji w Broumovie 2010 – 2019 )

            Broumowskie spotkania mają w sobie ducha poezji i opiekę muz znanym nam ze wszelkich mitologii. Ale żeby to  osiągnąć trzeba wytężonej pracy przez lata i kobiety  – poetki o ramionach Atlasa dźwigającej na barkach ciężar organizacji – jakież to prozaiczne określenie – spotkania poetów z różnych stron świata .Zapewnienia im strawy i dachu nad głową , wypełnienia czasu bo poeta nie lubi pustki. Choć jest  czasem próżny. Przyjeżdżamy na gotowe. Czeka nas wydrukowana, wielojęzyczna antologia. Co jest niezwykle ważne dla piszącego bo utrwala na wieki jego stan ducha. Daje możliwość zaprezentowania się przed szeroką publicznością w historycznych murach benedyktyńskiego klasztoru. Gdzie słowo rozbrzmiewa jak nawoływanie Boga. Przerywniki muzyczne dopełniają stan uniesienia jaki towarzyszy temu misterium. Trzeba być na Dniach Poezji by poczuć podskórnie o czym mówię ?
            Ileż poezji jest w przejeździe z klasztoru do krynickiego schroniska, gdzie wzajemnie staramy się pomóc dźwigając bagaże, ofiarując miejsce w samochodzie. Dobre słowo, czasem niezrozumiałe.
            Warsztaty  –  praca nad tworzywem  jakim jest słowo, głębokie wejście w fotografie, obrazy, mandale. Zrozumienie ich przekazu –  jakby powiedział Artur Sandauer zacytuje z pamięci pewnie niedokładnie – „ ciągów znaczeniowych prowadzonych równorzędnie i pozwalających im  na przemian wypływać na powierzchnię. By stworzyć iluzję            psychicznej wielowarstwowości. Bo celem jest odzwierciedlić świat zmysłowy, wyrazić refleksję czy obiekt estetyczny. Poeta powinien docierać do nowych nie znanych jeszcze warstw psychicznych, podpatrywać je od nie dojrzanej jeszcze strony. By powstał pełny lirycznych sztych w swej wymowie, bez zgrzytów i wewnętrznych pęknięć”.
            Wędrówki po okolicy są stałym punktem broumowskich festiwali. Dzięki nim poznaliśmy XIX wieczną Amerykę z jej charakterystyczną architekturą i „Bramą Czasu” , którą przekroczyć pragnie każdy człowiek, by stać się nieśmiertelnym i zawsze młodym  – pragnienie Fausta. Metafizyka rozpylona w atmosferze poetyckiej wolności jaka udziela się uczestnikom festiwalu urasta do symbolu. I pozwala tworzyć liryki nieskrępowane kajdanami klasycznej formy.
            Stopy nasze dotarły do XVII wiecznego cmentarza. Zdjęcia nagrobne z epoki przeniosły do świata sumiastych wąsów,  kapeluszy i długich sukien szczelnie upiętych pod szyją. Purytańskich i ponoć uczciwych. Gdzie słowo … znaczyło słowo!    
             Ale i ważnym punktem są biesiady w gospodzie u Jozefa. Stoły łączymy w krąg . Zasiada międzynarodowe towarzystwo przy kuflu „Opata” ważonego w pobliskim browarze od średniowiecza. Lampce czerwonego wina  i toczymy zajadłe dyskusje o potrzebie tworzenia poezji w materialistycznym,  pełnym pędu świecie. Zmierzającym do zagłady, zatraceniu wszelkich wartości. Pozbawieniu kontaktu człowieka z człowiekiem . Toasty w różnych językach przeczą tym kasandrycznym przepowiedniom. Póki żyją poeci świat ma się dobrze. Ale jak długo ?

Jerzy Stasiewicz

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko