TEODOZJA ŚWIDERSKA – Wiersze

0
474
Portert Teodozji Świderskiej wykonał Zbigniew Ikona – Kresowaty


Wierszem

Gdyby można obsypać świat
Płatkami jasnych słów – rozświetlić,
Oczarować go życiem.
Rany rymem pozszywać
I tylko strzec wolności.

Gdyby tak umieć z wersów
Poukładać nam ścieżki
Ze światłem w słowach –
Niczym gwiezdne dywany
Widoczne wprost z nieba.

Gdyby się dało w strofach
Dostrzec właściwą drogę
I przemierzać nią śmiało –
Nim w roli guru – pasterza
Myślący serdeczny człowiek.  

Gdyby tak umieć wierszem
–  Może byśmy do siebie trafili ­
– Podzieleni
Może byśmy się jeszcze zastali
–  Na tej ziemi.

Biblioteka

Zniewala walorami boska biblioteka:
Białe kruki pośród drzew, woń pól lawendowych.
Jasną przyszłość zwiastuje złotousty rzepak,  
Regały z winnicami –– bukiet win gronowych.

Woluminy rzek płyną treścią w oceany,
Mapy myśli rozwija sklepienie alei,
Z błogą rześkością lasu rajskie nenufary
Wyzwalają z marazmu lub zgubnych płomieni.

Nie trzeba znać języków, by czytać jej piękno,
Dostrzegać sens życia i umieć je doceniać,
Objąć sercem i myślą –– pozostanie wdzięczną.

Zbiory tej biblioteki wprost z ziemi i nieba
Zasobne w światła tomów, obłoki wzruszenia
Przed nocą barbarzyńców wciąż chronić je trzeba.

Ars poetica na dziś

Staff chciał zachwycać prostotą
głębokim spojrzeniem w oczy 
wierszem jak ręki podanie
z ludzką tęsknotą się bratał.
Dziś wzrok i dłoń na smartfonie
– życie za szybą na dotyk
wirtualny związek, spacer –
w sieci błądzą dusz tęsknice
i profile udziwnione.
Choć w ofercie trwała pamięć,
jeszcze wolne miejsca w chmurze,
– świat wokoło się zwitkaczył.

Może dzisiaj trzeba wierszem
wylogować z chmur do życia.
Z metaforą zejść w korzenie
trzcin rozchwianych, rozfoliować
rdzenie słów – ptakom skulonym  
na drutach zobrazować drzewa.
Cicho nucić do snu dzieciom,
o tym, czego nie widać, co jest
w leśnym poszyciu i pod rzęsami
ukryte, gdy słońce lub deszcz dzwoni jesienny…
– od Staffa – uczmy się głębi.

Uwierz

Powiernik księżyc szepnął
Cichutko –
Uwierz – naprawdę dostrzegam
Jak chwilami
Między słońcem a ziemią
Na krótko –
Uchyla się furtka do nieba


Milczenie

Milczeć o kimś bez przerwy
to jakby rozmowa

godzinami milczeć

całymi latami
ani słowa o kimś
tylko milczenie

ileż to złota

Po latach

Prosisz tylko o możliwe:
Pisz, lubię cię czytać
A sam — przez lata
Chowasz wspomnienia
I chodzisz wciąż tak samo,
Jakby tanecznym krokiem
 W zupełnie inną stronę.

Nikt tak nie patrzył w moje oczy.
Zostały schody — znowu zimne
Bez kawy dni budzącej
Z pamięci nagle rozgrzanej
Wspólnej — i nieco innej
— Po tylu latach.

Nikt tak nie patrzy w moje oczy.
Prosisz tylko o możliwe
 A ja — wzruszenia inkaustem
W obłokach zapisuję twe słowa:
Pamiętam nawet ciemny punkcik
w bursztynie twego oka.

Nikt go nie dostrzegł przed i potem.

Nic więcej

Kiedyś — za życia swego
Byli ze sobą blisko
Sercem całym — jedynie
We dwoje wszystko
Przyszłość — linie na dłoni

Nie wyszło.
Gdy niechcący ich drogi
Przetną się nagle
Jak z chleba nóż po ręce
Kroplą do ust — zaskoczonych
Już nie boli?

Mijają się, czym prędzej
Prawie jak obcy —
Może jak znajomi.
—  Nic więcej.

Wiatr ucichł

Chciała ci jeszcze tyle powiedzieć,
Choćby pomilczeć chwilę — obok
Posiedzieć — przysłuchiwać się
Słowom niesionym z wiatrem
I na wiatr rzucanym
Razem lub pojedynczo
— Nie słyszy żadnego
Nie docierają już do niej twoje myśli,
Gdzieś się rozwiały z pewnością ramion
W rękach zostały strzępy
Nerwów liści: krótka łodyżka,
Blade żyłki — bez zielonego tchu
I wiatr ucichł — zrównoważony.

Niecała tu

Widziałeś ją
Stała w sukni podszytej ciepłem.
Wyczułeś zmysłami
I zawróciłeś skądś myślą.

A ona — gdzieś o milę stąd
Wędrowała 
Ze swoimi myślami.

Jest się gdzieś, tam nie będąc
Jednocześnie.

Dwie natury

Słabym z natury zwą człowieka,
Którego dręczy tęsknota duszy,
Niedopełnienie lub niedosyt.
Mówią – żyj – w gwiazdy nie patrz.
I mówią, że ktoś osiadł w drugiej
Z natur  ––  która z nich pierwszą?
Codzienne racji dzielenie
Jak kromki chleba
I trwanie –– w nawykach
Ze śniadaniem o stałej porze
Ze smakiem –– już swojski niesmak
I bok, na którym się zasypia.
––
Przyzwyczajenie
––
Ma coś z niewoli w swej naturze
–– Siłę i moc Syzyfa.  

W pamięci

chciał pozostać
ciepłym śladem
w zapisach jej wzruszeń

na wszelki wypadek

wymazywała
cienie z zakamarków
wspólnych chwil
i skazy na zdjęciu
––
tak oto
zestrajali pamięć
nieskończonej melodii
z  harmonii z tęsknotą            


TEODOZJA ŚWIDERSKA – (z d. Podsiadlik) – urodziła się w Poraju.  Z wykształcenia mgr filologii polskiej. Wielokrotnie publikowała artykuły w periodykach oświatowych, w tj. kwartalnikach: Modelowe Nauczanie i Język Polski w Liceum natomiast w niemieckim czasopiśmie “Rundblick“, a także w internetowym biuletynie pn. Oświata Opolska“.
            Należy do Nauczycielskiego Klubu Literackiego przy ZO ZNP w Opolu. Debiutowała trzema wierszami w almanachu pt. Ile dziecka w poecie Konfraternia Poetów (Kraków 2017 r.). Jej wiersze znalazły się także w kolejnych antologiach Konfraterni.  Jest jedną z dziesięciu autorów w dwu edycjach Antologii Poetów Współczesnych wrocławskiego Wydawnictwa ASTRUM, tj. „Zanim zabierze nas wiatr” (edycja 3) oraz „Wiersze sercem pisane” (edycja 5) – wydanych w 2017 r. Jeden z wierszy został opublikowany w tygodniku ANGORA (w rubryce „Wierszówka”). W 2018 roku ukazał się jej tomik wierszy pt. „W błysku chwili”, wydany przez Oficynę Konfraterni Poetów – 1986, Kraków 2018. Kilka jej wierszy ukazało się Jubileuszowym Almanachu pt. Między jawą a snem” (ZO ZNP – Opole, 2018 r.), który wydano z okazji jubileuszu 50 – lecia Opolskiego Nauczycielskiego Klubu Literackiego. Publikuje wiersze w czasopismach. Posiada nagrody w ogólnopolskich konkursach  litercko – poetyckich. Mieszka w Opolu.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko