Weronika Romańska – końce perspektywy

0
459
Fot. Mariusz Szulbiński

Nabiera zawsze tak samo. Najpierw ściany przestają 
wyznaczać granice. Są blade, zimne, wilgotne, ruchome 
i zaczynają ograniczać przestrzeń, żeby skupić uwagę 

w oddechu. Na wydechu modlitwa za wszystkich bliskich,
choroby i nadzieję, po to aby lęk odszedł i nie wrócił. Wdech
to sufit coraz bliżej i coraz mocniejszy smak farby, na ustach

wapno. Jest wszędzie w kościach, talerzach, obrazach 
i zwierzętach, które teraz nie mają nic wspólnego z ukojeniem,
bo wszystko się zlewa. Zegar pokazuje pierwszą i uświadamia,

że nie wiem jak płynie, więc ile jeszcze zostało do rana. Oby
szybciej, bo pada, ciężko i boazeria może nie wytrzymać,
nie podtrzyma stropu. Trzeba ją czymś podeprzeć. Łóżko 

jest. Łóżko zlewa się z podłogą, przeszłość wylewa się 
spod materaca. Teraźniejszość wmieszana w deski. Ja 
to obicia poręczy, nie mam tętna. Wiem jakie 
zaplanowano
jutro i postaram się nie przychodzić.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko