Stanisław Nyczaj – wiersze

0
564


Szef nie znajduje czasu

Zwracam się nieustannie, zawracam
głowę mojemu Szefowi,
a On w nią zachodzi, czegoś szuka,
wybiega naprzeciw myślom
pogmatwanym z nadmiaru, splątanym
w gordyjski iście węzeł niemocy.

Pomogę Mu, przykucnę, położę się
na Jego zatłoczonej drodze,
na wysokich i krętych schodach,
przed drzwiami Jego gabinetu.

Któryś raz, przeszedłszy po mnie,
nie obliczy w porę odległości
i potknie się.
Podam Mu rękę,
by wstał, strzepnął z niej kurz spraw,
pozbierał rozsypane myśli
i wreszcie między nimi znalazł
ten czas zbawienny, którego
tak zawzięcie Mu dla mnie brakowało.


Nasz niestrudzony artysta

Pamięci Juliana Tuwima

W napowietrznej osiedlowej auli
wszystkie miejsca przy otwartych oknach
i na kwietnych balkonach zajęte.

Z garderoby gniazdka ufryzowany
w czarnym fraku ze złotym dziobkiem
wyfruwa na scenę z wiotkich gałązek
przy delikatnej perkusji wiatru
nasz kos wirtuoz – wyczekiwany
by wdzięcznym pląsem-saltem-piruetem
wyśpiewać piękno słonecznego popołudnia.

Witają go zewsząd roześmiane oczy
i trzepoczące bezgłośnie membrany
czujnie napiętych uszu.

Już stroi dziobek, wytęża gardziołko
i świergocze iście po Tuwimowsku
swoją kolejną arię,
pełną upojnie fantazyjnych treli…

Czy słyszy, jak po niej
biją mu nieustające brawo na bis
nasze uradowane serca?

Przyjaciel jesion

Wyciągnąłem poza poręcz balkonu dłoń
i zaszumiał mój dorodny przyjaciel jesion,
jakby na nią czekał.
Wtulił się delikatną gałązką, dziękując,
że znalazłem mu onegdaj pod mym szarym blokiem
cichy ziemi urodzajny kąt,
by przywieziony aż ze słonecznych zboczy
włoskich lasów dębowych
zawiązał korzenie i wyrósł tu na schwał,
dosięgnąwszy mojego piętra.

– Bądź spokojny, żadna piła cię nie skrzywdzi,
nie będę nacinał kory, jak tam by czyniono,
na sok zestalający się w ziarenka manny.
Za muru załomem nie doświadczysz wichur;
ocalisz zdobne białofioletowe pączki.
Rano, jak co dzień, będę w głodne płuca głęboko
wdychał pełen kwietnego aromatu twój tlen.
I zaproszę kosa z korony topoli,
na przedwieczorny koncert pośród twych gałęzi,
wysławiający piękno naszej wespół zgody.

Witamy w (nie)zgodnej rodzinie plastikowców*)

By pojąć niezmierzone akweny,
już nie musimy się uczyć
nazw wszystkich gatunków ryb:
ani tych z tysięcy rzek,
ani tych nieprzeliczonych
aż po mroczne niezbadane głębie
jezior, mórz, oceanów.

Stwórca śmietnej cywilizacji,
pogubiwszy się ostatecznie
w rachunkach nieprawdopodobieństwa,
połączył płetwy w jedną wielką
rodzinę plastikowców,
przybijając każdemu z zamiłowanych rybaków
piąchę dostatniej w niestrawność sieci.

To nic, że u naszych plastikowców,
jak za pośmietnych czasów już nie ma,
tak i dalej tym bardziej nie będzie zgody,
podobnie, zresztą, jak w rodzinie ludzkiej.
Zapewne dość łatwo uda nam się
współprzyzwyczaić.

Takoż narowista Natura,
co tylko pracowicie wszystko różnicuje
z tym aktem zjednania jakoś się pogodzi –
w imię samozachowawczego instynktu
wytrwania za wszelką cenę.


__________
*) Według najnowszych danych okazuje się, że w naszych morzach i oceanach zalega aż 150 mln ton plastiku, a na Pacyfiku formują się plastikowe wyspy.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko