Janusz Termer – Jan Matejko Marek Sołtysik, Pablo Picasso…

0
625

    Jak powszechnie wiadomo, Jan Matejko, autor takich dzieł jak Bitwa pod Grunwaldem, Sobieski pod Wiedniem czy Hołd pruski, był jednym  z gigantów nie tylko polskiego – ale i i całego europejskiego malarstwa XIX stulecia. Odbierał wtedy od rodaków liczne hołdy (choć nie brakowało i licznych cierni w tej koronie), jako jeden z twórców narodowej kultury, którzy wywierali, wielki wpływ, także  poza sferą czysto artystyczną, na całe polskie myślenie i widzenie przeszłości. Wyrażał bowiem w malarstwie, tej popularnej wówczas niezmiernie dziedzinie sztuki, marzenia i nadzieje ogółu, powszechne wtedy opinie,społeczeństwa zniewolonego przez sąsiadów, oświeconych przedstawicieli narodu potężnego niegdyś państwa pogrążonego w snach o minionej chwale i wielkości; oczekującego rychłego wyzwolenia i lepszej narodowej przyszłości…

     Jak było potem, już w XX wieku i teraz, niektórzy wiedzą lub/i pamiętają (co starsi z nas), a wszyscy inni dowiedzieć się mogą ze znakomitej książki Marka Sołtysika – grafika, malarza, wykładowcy krakowskiej ASP, poety i świetnego pisarza beletrysty, autora powieści i biografii ludzi sztuki. „Klan Matejków”* wydało właśnie Wydawnictwo Arkady, pod trochę może i na wyrost skrojonym tytułem. Bo głównym, choć oczywiście nie jedynym jej bohaterem jest tutaj – chciał nie chciał – przede wszystkim Jan Matejko jako człowiek i jako artysta. I jest tak nie bez powodu rzecz jasna, bo ten wielki wizjoner, „cały w prorokach” – jak nazywał go sam Stanisław Wyspiański, który tak chętnie i po wielokroć odwoływał się, w swoich dziełach, zwłaszcza w genialnych dramatach (z „Weselem” na czele) do ducha owych Matejkowskich malarskich opowieści narodowo-historycznych. Sam Mistrz Jan – swych „klanowych” potomków, mimo ich niewątpliwych osiągnięć artystycznych (jak choćby np. bratanek Stefan Witold Matejko, znany. w  Polsce i na świecie wybitny witrażysta) – przerastał  o głowę (ba, nawet i o kilka głów…). Są oni tutaj tylko raczej niezbędnym tłem  (nikt nie jest samotną wyspą) tej ciekawej i nie zawsze oczywistej dziś – w sferze opinii przez wyrażanych przez współczesnych, jak i „późnych wnuków:- opowieści biograficznej.

   Jeśli zatem chodzi o tę wielce pouczającą, ciekawą i znamienną w kraju nad Wisłą, historię odmian recepcji dorobku Jana Matejki, to pięknie to i obrazowo wyraził inny wielki artysta krakowianin, malarz XX-wieczny, zmarły niedawno tragicznie, Jerzy Nowosielski, cytowany tutaj przez Marka Sołtysika na poparcie swoich tez, wywiedzionych przez niego z licznych dogłębnych studiów, analiz i obserwacji obszernych materiałów badawczych: „Na początku XX wieku Matejkę opluwano, choć – w swoim czasie – był to na pewno wielki artysta. Dziś jego twórczość jest coraz bardziej akceptowana. Pamiętam zresztą – pisze Nowosielski – z okazji uroczystości jubileuszu  krakowskiej ASP w 1993 roku, która odbywała się w Sali Hołdu Pruskiego, jak obecny na niej, a dziś już nieżyjący malarz, profesor Wacław Taranczewski, patrząc na Hołd Pruski, powiedział głośno: – O zgrozo, to mi się coraz bardziej podoba… Wędrując po muzealnych zbiorach malarstwa XIX-wiecznego człowiek oddycha z ulgą dopiero kiedy zobaczy płótno Sobieski pod Wiedniem: No, wreszcie! To jest  o b r a z. Pamiętajmy,że Hołd pruski  i Bitwa pod Grunwaldem to są ewenementy w europejskim malarstwie historycznym – to   n a j l e p s z e  dzieła, jakie w tym gatunku powstały”.

       A wszystkim snobom artystycznym, niedowiarkom, rodakom chorym na kompleksy czy urazy „zagraniczności” i niedoceniania rodzimej twórczości, tak rzekomo zawsze odstającej od wiodących awangardowych tendencji europejskiego i światowego dorobku artystycznego, polecam na koniec tych paru felietonowych uwag o książce Marka Sołtysika, jeden z jej ostatnich rozdziałów zatytułowany W sztuce wszystko jest możliwe: spotkanie Picassa z Matejką, gdzie autor tak pisze, wspominając wizytę autora Guerniki w Krakowie w 1948 roku, który przedłużywszy swój pobyt w Polsce po wrocławskim Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokoju, oglądając kolekcję Książąt Czartoryskich, „nie mógł się oderwać od jednego obrazu. Niedokończony, lecz o potężnej sile wyrazu. Tym płótnem była Polonia Jana Matejki, wymiennie tytułowana Rok 1863 lub Zakuwana Polska. Matejko ze słowami Zacznę od ran rzucił na płótno zarys tego obrazu… Co tak zafrapowało wielkiego Hiszpana? Co? Przecież nie tematyka. O treść obrazu nie pytał. On, artysta, był pod wrażeniem artystycznej siły nieżyjącego kolegi z Polski. W momencie zetknięcia się spojrzenia oryginalnego, wolnego twórcy z płótnem z poprzedniej epoki, w którym jest autentyczność i niezależność pochodząca z tej samej rodziny – zaiskrzyło. Wielkości się przyciągają i nie ma na to rady. Co innego Picasso, co innego polscy plastycy, głównie ci, którzy do popaździernikowej odwilży byli socrealistami, a od 1956 roku abstrakcjonistami. Dla nich Matejko to przeżytek. Zapomnieli (a może nie mieli okazji przeczytać?) wiersz Jana Lechonia:

     Ach nic się nie zmieniło. Wszystko jest tak samo,
    Tak samo stoi Wawel wśród śnieżnej zamieci,
     I wieczorem tak samo nad Floriańską bramą
     Na niebie granatowym
srebrny księżyc świeci…

     I tylko czasem nocą trzeszczą stare graty,
     I jakieś wielkie płótno blask rzuca złotawy,
     Iwidzisz: mały człowiek, Matejko garbaty,
     Maluje Starzyńskiego na murach Warszawy”.

————————–
Marek Sołtysik Klan Matejków, Wydawnictwo ARKADY,Warszawa, 2019, s. 287, cena 49 zł. (kolorowe reprodukcje najważniejszych dzieł Jana Matejki!).

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko