Leszek Żuliński – Wspomnienia weterana (3) – Autosłowo o autorze

1
304

            Skoro już powoli moszczę się na Pisarzach.pl, to pozwólcie, że w tym odcinku będzie co nieco pro domo sua.

Studia polonistyczne zacząłem w 1967 roku i już na początku miałem „chrzest” w postaci tzw. wydarzeń marcowych na Uniwersytecie Warszawskim, które rozpoczęły się 8 marca roku 1968. Nic wtedy jako ledwo co upieczony student nie rozumiałem. Pracę magisterską napisałem o moim ulubionym poecie Andrzeju Bursie. A zaraz potem „wybiłem się na samodzielność”, to znaczy podjąłem pierwszą pracę jako „asystent redaktora” w Ludowej Spółdzielni Wydawniczej.

            Pracowałem tam niedługo, ale sporo się nauczyłem. Najbardziej pamiętam moje kontakty z Jarosławem Iwaszkiewiczem. LSW ogłosiło spory konkurs literacki… Iwaszkiewicz był przewodniczącym jury, a ja jego sekretarzem. W praktyce kursowałem nieustannie do Stawiska, zawoziłem Iwaszkiewiczowi nowe prace, a przeczytane odbierałem. Dzięki temu i kilka pogaduszek miałem z „Iwachą”.

            A potem już tylko pracowałem w kilku redakcjach literackich. Najlepiej wspominam „Wiadomości Kulturalne” – ich założycielem i szefem był Krzysztof Teodor Toeplitz. Z nim też byłem w niemałej zażyłości, kilka razy bywałem w jego domu pod Warszawą. Tamta redakcja miała siedzibę na ulicy Brzozowej, a Bohuś Wrocławski mieszkał tuż nieopodal (gdzie do dzisiaj mieszka).

            Mógłbym takie drobiażdżki opowiadać bez końca (np. kilka lat pracowałem też w redakcji literackiej Krajowej Agencji Wydawniczej), potem w redakcji miesięcznika „Literatura”, ale ważniejsze jest to, że w naturalny sposób ze środowiskiem literackim byłem związany od skończenia studiów.

            Ostatnia moja praca była w TVP – byłem tam aż niemal 10 lat na stanowisku sekretarza redakcji, a na koniec w TV Polonia. Ta ostatnia robota była jednak nie dla mnie. Dlatego skorzystałem z dziennikarskiego bonusu, że mogłem przejść na emeryturę w 60-tym roku życia. Do dziś tego nie żałuję, na emeryturę nie narzekam, choć byłaby ona większa, gdybym do końca wytrzymał.

         Co zyskałem? Ano wolność i swobodę. Od tamtej pory robię to, co zawsze robiłem, czyli piszę o literaturze. Wydałem przez te lata 35 książek, ale wciąż jeżdżę po Polsce na spotkania autorskie, jurorowanie w konkursach, festiwale literackie, prelekcje i inne wydarzenia.

*

            Po diabła ja to wszystko piszę? Otóż już od dawna pisałem na Pisarzach.pl Potem przerzuciłem się na inne portale. Mam też własną witrynę www.zulinski.pl Niektórzy Czytelnicy tego portalu mogą mnie nie znać, nie pamiętać, więc stąd powyżej ta garść autoprezentacji. Ale starczy tych moich wywodów. Od następnego wpisu zaczniemy pogaduszki na całego. Liczę na waszą wyrozumiałość i obiecuję (a raczej mam nadzieję), że nie będę was zanudzać.

*

         No i skąd ten „weteran” w tytule cyklu? Ano z tylu pieców chleb jadłem, z tyloma literatami się znałem (i znam), tak wiele pisałem (bo nic innego nie umiałem), że mam co opowiadać. A więc może mi się uda?

Reklama

1 KOMENTARZ

  1. “Wiadomości Kulturalne” – bardzo dobry tygodnik literacki. Zanosiłem swoje wiersze i prozę do Leszka a on niektóre z nich publikował. Ale wcześniej to Leszek Żuliński odkrył naszą kielecką grupę młokosów piszących wiersze. Pamiętam jak Andrzej Lenartowski, wówczas przyjaciel Leszka, powtarzał mi:- Widzisz! Widzisz! Przywiozłem wam świetnego krytyka z Warszawy!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko