Tadeusz Zawadowski – wiersze

0
213


KOLOROWY BALONIK

gdyby kierować się tylko zasadą oko za oko za chwilę
świat stałby się ślepy. wszyscy błądziliby po omacku
w poszukiwaniu prawd uniwersalnych a odnajdując
nie potrafiliby ich odczytać. daremnie
próbuję wymazać z użycia słowa nienawiść
zachłanność oraz odwet. godzinami
stoję w oknie. bacznie przyglądam się
przechodniom. wczoraj zobaczyłem dwójkę dzieci
walczących o kolorowy balonik. pękł pod naporem
ich drobnych ciał. pozostały z niego tylko barwne

spadające na ziemię strzępy.


MARTWY  JĘZYK

martwy język którego ślina niczego już nie zapisuje nie wyprzedza
jest tak suchy jak oko węża na pustyni. z jego skóry
można tylko szyć historię dla przyszłych archeologów.
pojedyncze łuski nie są w stanie stworzyć niczego.
jednak to właśnie on prowadzi nas w głąb znaczeń
które dały prapoczątek naszym słowom. i chociaż coraz bardziej
zapada się w niebyt to jednak ciągle jest

najlepszym łącznikiem pomiędzy dziś a wczoraj.


MOJA  POEZJA

poezja jest dla mnie wpisywaniem się w siebie
samego i wypisywaniem z rejestru ogółu. biały
papier jest jak tajemniczy las w którym moje
wiersze biegną jak psy tropiące zwierzynę
słowa. gdy je dopadną rozszarpują na strzępy
a ja mogę się tylko przyglądać jego mięsu. nie mam
nad nimi władzy. smycze są iluzoryczne
a kagańce zakładam tylko sobie samemu. mimo to

wyję z moimi wierszami jak pies.


NA PERONIE

nocami przychodzą do mnie zmarli. siadają wokół moich snów
i dzielą się wspomnieniami niczym kolejnymi daniami
w noc wigilijną. zostawiam im zawsze puste krzesło aby mogli
odpocząć. daleka przecież droga za nimi. kiedy pytam
jak im teraz wyciągają długie nici milczenia i sznurują nimi usta.
następnie rozpływają się jak mgła nad ranem. powracają
po kilku dniach i znów wspominają. czasem wpadają do mnie
ci którzy dopiero wybierają się w drogę jakbym był
peronem na którym można się pojawiać i znikać. wracać i odjeżdżać.

niekiedy wychodzę z nimi w oczekiwaniu na pociąg.


nad rzeką której nie ma

nad rzeką której już nie ma a która wciąż płynie mieszkają ludzie
ze wspomnień. roześmiane buzie małych chłopców
i dziewczęta które marzą o tym by zostać królewnami z bajek.
mężczyźni malujący pola zbożem i kobiety zbierające kwiaty
z ogrodów aby sprzedać je w pobliskim mieście. matka ścierająca
pot z czoła i łzy z twarzy rozpłakanego dziecka. wszyscy oni
są jak dopływy rzeki dzieciństwa wypływającej z mojego serca i której
daremnie szukać na wszystkich mapach świata. niedługo ją odnajdę

i stanę na jej brzegu.


NOCNE CZYTANIE WIERSZY

czytam swoje wiersze umarłym. przychodzą nocą
gdy nie mogę doprosić się snu. siadają dookoła i czekają
aż wezmę do ręki świeży tekst. przez chwilę
trwa cisza po czym zaczynają się spierać o każdy wers
słowo niewłaściwie postawiony przecinek. mówią że oni
napisaliby lepiej. wyciągają z kieszeni swoje
stare tomiki. pokazują mi wciąż niewypłowiałe
wiersze i czytają do rana. ciągle
uczę się od nich poezji

i śmierci.


PAKOWANIE DO PODRÓŻY

najpierw szczoteczkę do zębów. później piżamę – sen tam przecież
wieczny. kilka książek do napisania. niewysłane listy do Boga. co
jeszcze gdy wszystko niewiadome. pamięć najbliższych niczym
kolorowe szkiełko ukryte w kieszeni. całe życie
spakowane w jednej drewnianej walizce. tyle czasu
przygotowywałem się do tej podróży a przecież nawet

nikt nie zauważy że wyjechałem.


PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI

zadaję sobie szereg pytań na które nie chcę znać
odpowiedzi. jakbym chciał uprzedzić czas i przejąć
inicjatywę. udowodnić cokolwiek. jednak
coraz częściej przekonuję się że od wiedzy bezpieczniejsza jest
wiara. pozwala pokonywać granice
przed którymi nauka drży jak małe
dziecko. nie ma odwagi ich przekroczyć.
dlatego wolę wierzyć że kiedyś

poznam wszystkie odpowiedzi.


ROZMYŚLANIA O ŚMIERCI

kiedyś nadejdzie. nie wiem jednak czy na tę okazję
należy cokolwiek planować przygotowywać się
do życia po życiu – o ile istnieje – gromadzić zapasy
a może wykreślić ją ze słownika i żyć
jakby nigdy nie miała nadejść. od lat
zadaję sobie to pytanie i boję się odpowiedzi bo wtedy będzie
już za późno żeby cokolwiek zmienić. pragnę aby
moje wiersze ocaliły mnie w ludziach przecież

nie pozwolą mi zabrać ich na drugą stronę.


STARA KOTKA W OKNIE

wspina się na parapet mojego pokoju. drapie pazurkami
po szybie. wpuść mnie. kiedyś
bawiłam się z twoją młodością ale umarła.
teraz cię nie opuszczę. dzisiaj
oboje sierść mamy siwą. wzrok coraz słabszy. gubisz
słowa jak drobniaki za młodu a później ich brakuje
na przeżycie. budujesz świat z liter
ale to nietrwała konstrukcja.
wpuść mnie. razem będzie nam raźniej. łasi się do szyby

kotka o imieniu starość.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko