Janusz Termer – Własnego smaku poezji ciąg dalszy

1
80

     Wiem doskonale – pisanie o książkach kolegów, zwłaszcza takich jak Bohdan Wrocławski – redaktor naczelny portalu, Pisarze.pl, z którym się współpracuje, to mówiąc delikatnie może być pewna niezręczność. I to dla obu stron.  Ale na swoje „usprawiedliwienie” mam to, że zanim powstał ten ten portal, pisałem ładnych paręnaście lat wcześniej o poprzednim, wydanym 2006 roku, zbiorze wierszy tegoż poety –  Inny smak księżyca, w lubelskim kwartalniku „Akcent”.

   Jawił mi się wówczas Bohdan Wrocławski jako zdecydowany przeciwnik jakichkolwiek ograniczających autorską swobodę formuł krytycznoliterackich, i w ogóle apriorycznych teoretycznych założeń twórczych. Jak choćby koncepcja rozbudowana przez Andrzeja K. Waśkiewicza w jego publikacjach (słynny termin „formulizm”), wówczas głównego teoretyka, propagatora i komentatora poetów z Orientacji Poetyckiej Hybrydy (lata 60. i 70. XX w.).  Wcale, nawiasem mówiąc, nie tak jednorodnych poetycko, jak to już z dzisiejszej perspektywy widzimy wyraźnie. Koncepcja ta miała obejmować i przybliżać odbiorcom tamte poetyckie dokonania; tryby i dyspozycje oryginalnych, wpisywanych w wiersze rygorystycznych reguł, nakazów czy nawet nie nazywanych wprost oczywiście dość sztywnych zasad uprawiania poezji przez współuczestników tego ciekawego bardzo, chociaż dziś zapominanego mocno poetyckiego młodoliterackiego ruchu. Oto już wtedy bywał Bohdan Wrocławski, niekiedy wręcz ostentacyjnie, a nierzadko i prowokacyjnie, gorącym i aktywnym przeciwnikiem takiego właśnie zrygoryzowanego sposobu uprawiania poezji. I tym też między innymi różnił się wówczas, a i obecnie też, od swych – przy całej swojej wobec nich osobistej sympatii – nieco starszych kolegów z kręgu tej Hybrydowej Orientacji: Maciej Z. Bordowicz, Krzysztof Gąsiorowski, Jerzy Górzański czy Zbigniew Jerzyna orz poetów z jeszcze wcześniejszej generacji wywodzących się  z kręgu tzw. „pokolenia Współczesności” – nawet szczególnie tak cenionego zresztą bardzo przez niego poety, jakim był Roman Śliwonik.

   Bo oto, Bohdan Wrocławski ma (i miał zawsze, jak się zdaje), pełną świadomość odrębności własnej drogi życiowej i poetyckiej; a w konsekwencji wyboru także i samych środków literackiej ekspresji. Gdyż dla niego nie była i nadal nie jest najważniejszą rzeczą kwestia opowiedzenia się po stronie takiej, a nie innej zastanej dominującej pokoleniowej poetyki, po stronie jakiejś  gotowej „techniki” twórczej (słowotwórczej), ile przede wszystkim dyskretna prezentacja określonej, poetyckimi rzecz jasna środkami, filozofii życiowej i strategii pisarskiej. Co czyni przede wszystkim w imię wyartykułowania wyznawanej przez siebie własnej, określonej przez swój literacki światopogląd i doświadczenie, indywidualnych predyspozycji – samodzielnej postawy literackiej.  W imię precyzyjnego dookreślenia wynikających stąd nieodparcie głównych zasad, niezbyt częstej i raczej obecnie niemodnej, bo rozlewnej i niespiesznej opowieści lirycznej o naturze intymnego, konfesyjnego monologu wewnętrznego.

    Jego wiersz staje się relacją z owego cierpliwego i upartego poszukiwania samoswojego stosunku do świata i czynników kształtujących jego poetycką osobowość. Wydobywaną z tych „niewydumanych”, bo realnych i na dodatek „od zawsze” nurtujących go problemów etyczno-egzystencjalnych czy społecznych sytuacji. Co wcale nie musiało i nadal nie musi wcale znaczyć, że nie ma on w tej materii żadnych i większych wahań czy wątpliwości poznawczej natury, bo je ma. Ani też z drugiej strony, to połączenie realnych konkretów i detali egzystencjalnych z elementami wyraziście metaforycznych specyficzności narracyjnych, jak wspomniana wyżej rozlewność frazy poetyckich  „znaków czy bezpośrednich znaczących odwołań o charakterze wielkiego metafizycznego pytajnika-kwantyfikatora, nie musi przecież oznaczyć eskapistycznej ucieczki przed światem realiów. Przeciwnie. To właśnie po to używa tak rozmaitych, własnych i odrębnych od stosowanych przez innych twórców  owych dominujących, „modnych” w kolejnych okresach literackich poetyckich środków ekspresji. To właśnie poprzez te rozmaitej proweniencji poszukiwania chce on dotrzeć, najgłębiej jak się da, do  samego „sedna spraw” – tych tak zawsze intrygujących i nieustannie nurtujących poetów wszystkich epok prób „wyrażania niewyrażalnego”. Tych, których nigdy wyrazić się w swej istotności nie da w formach zastanych (bo to epigonizm), zwłaszcza tych formalnych konceptach quasi awangardowego poezjowania. W tych najbardziej nawet wyszukanych „formalistycznie” grach językowo-semantycznych, odrywających – jego zdaniem – twórcę od własnego niepowtarzalnego doświadczenia życiowego, indywidualnego, autentycznego przeżycia…

    Odnaleźć  to wszystko też można i podczas lektury tego ostatnio przez Bohdana Wrocławskiego wydanego, po kilkunastu bez mała latach przerwy, zbioru (rzecz to chwalebna, w epoce gdy wszyscy chcą wydawać a mało kto czytać!), obszernego tomu zatytułowanego Skazany na peryferie* Jego lektura pokazuje między innymi i to, że  najważniejsze dla tego poety nadal nie są autonomiczne problemy samej ekspresyjności poetyckiego wyrazu, ile zawsze głównie to, co można by przy pomocy tych rozmaitych „sposobnych przekaźników” osiągnąć dla własnych literackich celów. Wyrazić  w nieskrępowanej niczym frazie oryginalnego sztafażu lirycznego wyznania tę trwałość nieodmienną  podstawowych istotnych przekonań i zarazem tę przeczuwaną i przeżywaną, niekiedy boleśnie i dramatycznie nieuniknioną, Heraklitową z ducha, przemienność w czasie wszystkich spraw tego świata; tej tak mało uchwytnej na co dzień zmienności, tak nieuchronnie i podstępnie zarazem wpływającej na to, co nas otacza – tu i teraz, dla której znaleźć trzeba i dać „odpowiednie słowo”…

   W jednym z najbardziej charakterystycznych całego tego nowego tomu wierszy Bohdana Wrocławskiego, gdzie zgodnie pobrzmiewają i koegzystują echa historycznych wydarzeń, myśli i czynów ludzkich z tak pozornie codziennie banalnymi koniecznościami, zdarzeniami dnia, owego „życia towarzyskiego i uczuciowego”, można odnaleźć między innymi swoiste iunctim  składające się na te różnorakie i wielce intrygujące i znaczące wyznania dojrzałego „starego poety” – w Różewiczowskim sensie –  któremu on tak rzeczywiście wiele zawdzięcza:

Odnotowujesz ten moment
w którym powieki
opadają w dół
fraza za frazą uciekają wzdłuż nadbrzeżnego klifu

Mogłeś wcześniej schować się do dębowej szuflady
I słyszałeś ten głos
który atakował ciebie przez lata.

Zrozumiałeś
jest już późne popołudnie
słowa odchodzą i przychodzą

porządek narodzin
życie i śmierć
najcieńsza
najbardziej kolorowa linia patosu

i wszystko to
co dziś już przestało być istotne

   Dla Bohdana Wrocławskiego najważniejsza nadal wydaje się być otóż ta ciągle i na nowo podejmowana próba odnalezienia dawno „utraconej niewinności”, sensu człowieczego bytu; poszukiwania i odkrywania na nowo istoty owego sensu nadrzędnego ludzkiego istnienia w świecie owego Faulknerowskiego „zgiełku i furii”, potrzeby ładu społecznego i moralnego, elementarnej logiki życia codziennego i zwyczajnego ludzkiego rozsądku  – gubiących się w świecie starych zagubionych wartości, w okrutnym zamęcie naszej cywilizacyjnej epoki, w świecie wyraźnie niesprzyjającym racjonalnemu myśleniu. Pełno tu zatem nadal prób, podejmowanych na nowo, wielorako i na rozliczne sposoby, nicowana w symbolicznych obrazach „klątwy”, jak mawiał Witkacy, dzisiejszego życia społecznego oraz w licznych i wyrazistych odwołaniach do zawiłych i paradoksalnych meandrów historii (np. wiersze Ostatni list Pliniusza Młodszego, Na schodach rzymskiego Senatu, W drodze do Troi), mających swe aktualne odniesienia. Jak i do przepastnych meandrów przebogatej pamięci; własnych (rodzinnych) doświadczeń życiowych (Zdjęcie z autografem, W podróży do siebie. W niespotykanej ciszy Zalewu Wiślanego, Miejsce opuszczone przez miłość),.Jak i tkwiących boleśnie w pamięci zbiorowej, pokoleniowej czy narodowej (But z Wołynia), prowadzących autora w stronę odwzorowania w poetyckich obrazach świadomości tragicznej sytuacji kolejnych pokoleń, i szczególnie – w kondycji współczesnego człowieka; obolałego i mocno doświadczonego przez swój czas i los (zarówno osobisty, jak i narodowy), tak przecież, jak wiadomo,  po wielokroć pokrętnie i dramatycznie złożony…

     Utwierdza mnie w tym przekonaniu także autor posłowia do niniejszego zbioru wierszy Wrocławskiego  – Ryszard Tomczyk: „Mimo widocznego gołym okiem pogrążania się poety w nastroje jesienne, i takież obsesje, pozostaje Wrocławski poetą synkretykiem, istnieniowcem i witalistą jednocześnie, w tej samej mierze wierzgającym przeciw ościeniowi kontestatorem, co i afirmatorem, piewcą życia w jego zmysłowej różnorodności. Formą afirmacji życia w jego krwioobiegu, tanecznym ruchu i – jak mówi – zuchwałej radości jest wypełniająca tomik po brzegi materia odniesień do świata przyrody, wspomnień, zapamiętanych przyjaźni, sytuacji ludzkich ze świata lektur, własnych alergii i wielorakich mikroobserwacji”.

     Bohdan Wrocławski jest od lat poetą rzeczywiście „osobnym”, jak sam to zresztą powiada i podkreśla wprost, ale i z mocno ironicznym przekąsem, w wierszu tytułowym tego zbioru (Skazany na peryferie). A to wszystko przede wszystkim oznaczać może tylko jedno, że i obecnie chce być on nadal – i jest nim rzeczywiście – poetą niezależnym. Wolnym od obowiązujących tendencji, zbiorowych literackich zachowań i wyborów, stadnych mód… Odwołującym się chętnie i często, acz kierującym się głównie własnymi przemyśleniami i przekonaniami, osobistym gustem  – „własnym smakiem” właśnie. A o to, jak doskonale, i nie od dzisiaj w tym poetyckim „fachu” wiadomo, zawsze było i nadal będzie najtrudniej.

——–

*Bohdan Wrocławski Skazany na peryferie, posłowie Ryszard Tomczyk, Wydawnictwo Pisarze.pl. Warszawa 2018, s. 131.

Reklama

1 KOMENTARZ

  1. Wrocławski uchwycony przez J. Termera jest taki, jaki jest od wielu lat. Bo nie potrafię oddzielić jego poezji od niego samego. Może dlatego, że uciekł od urbanizacji naszego życia, które jest pożywką dla twórczości. Często wkurza mnie jego przegadanie ale tak mało ma okazji złapać kogoś na język, więc poezja uzupełnia tę lukę w sposób niespotykany. Doszedłem do takiej konkluzji po wielu latach obcowanie z Jego słowem pisanym.

    JBZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko