Bohdan Wrocławski – jeden wiersz

0
314

Czytanie peryferii

Zgadzam się – moje spacery są coraz krótsze 
dochodzę do ściany lasu 
zawracam

odchodzę
bo przecież gdzieś muszę odejść 
od tego miejsca porażającego mnie swoją samotnością

później czuję w ustach zapach cynamonu
mydlin
gnijących jeżyn rozkładającej się grzybni

moja dłoń wędruje do góry i w jakimś dziwnym geście
zastyga na wysokości piersi
w ustach nadal czuję smak bezbolesnej tabletki

być może ten gest wart jest mszy lub królestwa

zaczynam odczytywać wszystkie dukty ścieżynki
zaułki i ulice
prowadzące w głąb peryferii
wiedząc dobrze że nigdy nie uda mi się stąd uciec

w połowie drogi siadam na butwiejącym pniu
zupełnie niepotrzebnie próbuję zagłębić się 
w istotę dookolnej bieganiny
mrówek
doskonale zdaję sobie sprawę – one odgadują
moje istnienie na najodleglejszych krańcach miasta
alfabet ich ścieżek jest nazbyt skomplikowany
abym potrafił właściwie go odnaleźć
poczuć smak odpowiedzi na pytania
których nigdy nie udało mi się sprecyzować
nawet wobec samego siebie

Jednak dobrze wiem potrafię odgadnąć
– znów nie udało mi się odejść z peryferii

za ich niewidoczną bramą pachniały wiosenne kwiaty
trwał wieczny karnawał
artyści tworzyli dzieła
echo ich istnienia docierało do mnie
stojącego na najodleglejszym peronie przedmieścia
i ktoś w środku mnie ktoś wyjątkowo smutny
krzyczał
że to nie koniec wieńczy dzieło lecz przetrwanie

a ktoś zupełnie inny w wiecznym dyskursie
szeptał o związku puszki po coca coli z samotnością artysty
na poddaszu
pełnym zapachu farb terpentyny kurzu
wyschniętych palet 
wybrzuszonych w ustawicznej prośbie do światła 
i własnej wszechobecności

Wstaję z pnia
dochodzę do ściany lasu

Zawracam

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko