Jan Stępień – Małe prozy

0
170
Jan Stępień


      Siostra Anna

Siostra Anna z łagodnym uśmiechem na miłej twarzy, mówi do mnie:
– Panie Janie, nie zmuszam pana do niczego, ale proszę się zastanowić.
Ja również się uśmiecham i odpowiadam:
 – Chciałbym  uwierzyć, ale nie mogę, nie potrafię.
– Bo przeszkadza pan rozum.
-Tak, siostra ma rację, Przeszkadza mi i to bardzo. Zazdroszczę 
siostrze, że umie wyłączyć swój rozum.
– O, nie! Ja nie wyłączyłam rozumu, panie Janie. Ja go połączyłam z 
wiarą – mówi wstając od stołu, siostra Anna.
Za chwilę pójdzie do kuźnickiego kościoła i będzie się modlić za dusze,   
w czyścu, a ja znów będę się zastanawiał, dlaczego nie mogę uwierzyć
w  Boga, który według siostry Anny jest osobą.


       Zdziś Łączkowski

Tu słowa są zbędna. Bo cóż można powiedzieć, gdy odwiedzasz w domu starców kogoś ci bliskiego duchowo i po kilku godzinach go zostawiasz w tym  sterylnym  domu, który pachnie samotnością. Żegnasz go z poczuciem winy, że tak krótko i rzadko go odwiedzasz. Ale nie może być inaczej, bo mieszkasz bardzo daleko od tego bezdusznego domu w którym od kilku lat przebywa Zdziś Łączkowski. Przebywa a nie mieszka. Bo mieszka się przecież zazwyczaj z kimś, kto chociaż w jakiejś części jest w stanie cię usłyszeć. Twoje poczucie winy się wzmaga, bo nie wiesz kiedy znów go zobaczysz.


    Nałęczowski Kloszard

   Siedzimy na ławeczce przy moim płocie i piję piwo z nałęczowskim kloszardem. Przed wszystkim lubię go za to, że lubi milczeć. Przy trzecim łyku „Perły”, odzywa się:
– i po chuj oni tak się napinają?! Przecież i tak wszyscy pójdziemy do piachu!
Zapada milczenie, które tak sobie cenimy. Ale nie wytrzymuję i pytam; – Ale o kim pan mówi, panie Józiu?
– Jak to o kim?! O wszystkich kurwa! O, wszystkich!
– O mnie też? – próbuję się uśmiechnąć.
Patrzy na mnie przez dłuższą chwilę jakby w zamyśleniu i odpowiada: – O panu też, panie Jasiu!

         Pająk

   Budzi mnie krzyk Marii:
– Jaś, wstawaj! Wstawaj!
Z trudem otwieram oczy i ziewając, pytam;
– Co się stało?
– Pająk w wannie!
Niechętnie podnoszę się z ciepłego łóżka i na śpiących nogach idę do łazienki. Ale w wannie nie ma pająka.
– I co? – pyta przestraszona Maria, wchodząc do łazienki.
– Maryś, nie ma żadnego pająka – mówię skrywając w głosie irytację.
– Ale przed chwilą był!
– Ale go nie ma! – nie kryję już złości, że Maria wyciągnęła mnie z łóżka.
– Musisz poczekać. Może się pokaże.
Szósta rano. Siadam na sedesie i ziewając głośno, czekam aż w wannie pojawi się pająk, aby go wynieść do ogrodu.

          Lekcja rysunków

    Wczoraj spotkałem Zosię, która mówi
: -Janie, przez ciebie mam problemy z uczniami.
– Jakie problemy?- pytam przestraszony.
– Bo teraz dzieci na moich lekcjach zamiast uczyć się, rysują koty!
– Koty?!
– No, tak – uśmiecha się Zosia, – Przecież uczyłeś ich rysować koty.
Gdy powiedziałam Jackowi, że na lekcji matematyki ma się uczyć matematyki a rysować na lekcji rysunków, odpowiedział mi:
– Ale pan Jan mówił, że trzeba dużo rysować, bo wtedy świat będzie lepszy!

            Koncert

   Otwieram drzwi chaty i wchodzimy do przedpokoju. Nagle słyszymy dźwięki fortepianu dochodzące z salonu. Maria przerażona szepcze: – Ktoś gra!
– To niemożliwe! Przecież wszystkie drzwi i okna były zamknięte! – odpowiadam przestraszony.
– Jak to niemożliwe! Przecież słyszysz!
Wchodzimy zszokowani do salonu i naszym oczom ukazuje się widok niecodzienny. Otóż kot Pyza przechadza się majestatycznym krokiem po klawiaturze fortepianu.
– To niesamowite. On komponuje utwór na Warszawską Jesień – mówię z ulgą w głosie.
– To byłby niezły utwór – odzywa się uspokojona Maria, a Pyza znudzony graniem, zeskakuje z fortepianu i patrzy na nas z wyrzutem, że tak długo byliśmy poza chatą, pozostawiając go samego.

          Telefon komórkowy

. Przede mną młoda mama przy kasie płaci kartą.. Obok niej jej dziecko. Dziewczynka, może ma pięć albo sześć lat. Przy uchu duży telefon komórkowy do którego mała szczebiocze. Zastanawiam się czy reagować. Wreszcie przemagam się i mówię do mamy:
– Przepraszam, że się wtrącam, ale telefon komórkowy dla takiego dziecka jest wyjątkowy szkodliwy.
Mama odwraca się do mnie i mówi twardym głosem:
 – A co to pana obchodzi?! To nie pana dziecko?!
– No, nie moje – odpowiadam speszony.
– To co się pan wtrąca?!
– A, to przepraszam – mówię zły na siebie i przesuwam się w stronę pani kasjerki.
          


ŚWINIE
(Sztuka w jednym akcie)

ŚWINIA 1  Zawiodłam się na tobie!
ŚWNIA 2 Na mnie?! Dlaczego?!
ŚWINIA 1  Bo zachowujesz się jak człowiek!
ŚWINIA12 O, teraz,  bardzo mnie obraziłaś! Nikt tak do mnie…
ŚWINIA 1  W nocy podkradasz mi kartofle a  w dzień  mówisz innym świniom o   mnie  niestworzone rzeczy!
ŚWINIA 2  Nie! Tego już za wiele! Spotkamy się w sądzie!
ŚWINIA 1 Bardzo proszę! Mam nadzieję, że to będzie świński sąd a nie ludzki!

Jan Stępień

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko