Stefan Jurkowski – Dialog i konfrontacja

1
283
Fot. W. Garmatiuk

Strzeż się patosu/ Umieranie/ patosem nie jest. Tenkrótki utwór, właściwie refleksja, otwiera tom Kazimierza Sopucha pod tytułem „Mgła”. Stanowi on swojego rodzaju klucz do tej poezji, prostej, pozbawionej ozdobników, przez to bardzo ekspresyjnej; poezji poważnej o przemijaniu, odnoszącej się do transcendencji. Jest to jednak dialog, swoisty spór z naturą rzeczy daleki od konwencjonalnej afirmacji.

Czy zatem bunt? Nie, tu widać wyraźnie stoicki spokój podmiotu lirycznego, który cierpliwie konstatuje zastaną rzeczywistość, bo wie, że nie ma na nią wpływu.

Śmierć już za mną stoi
i w plecy mnie puka
(…)
Muzo mojej młodości
pozwól mi od niej uciec

Ale jest niejaka nadzieja, choć przecież wiemy jak z nadziejami bywa. Sopuch pragnie  „znieczulić” lęk egzystencjalny, oswoić go, a przede wszystkim znaleźć intelektualne uzasadnienie stanu rzeczy.
Poezja Sopucha  jest pełna znaczeń. Dosłowna narracja poetycka ustępuje  miejsca wysublimowanej wyobraźni: przypowieść – nie przypowieść, aluzja, obraz zarysowany zaledwie, ale układający się w ekspresyjną całość, bardzo przejmującą. Pozwolę sobie zacytować w całości utwór bez tytułu:

Zapadasz się do środka
jak gwiazda
oddalasz

Zostawiasz
czarnego karła
który niedługo
wybuchnie

I już nie będziemy istnieć
w nieistnieniu

Czy nie jest to bardzo ekspresyjny obraz czasów ostatecznych? Jakkolwiek byśmy go pojmowali. Czy chodzi tu o ostateczność indywidualną, czyli śmierć pojedynczego człowieka, dla którego skończył się czas; czy też koniec całego świata. A jaka w końcu różnica – wydaje się mówić poeta. Prędzej czy później skończy się ludzka rzeczywistość. Proszę zwrócić uwagę na niezwykle spokojną tonację tego wiersza, na odmitologizowanie owego „końca świata”, który z pewnością przyjdzie dla każdej żyjącej istoty. Jak widać, poeta ustawia się na pozycjach z jednej strony obserwatora, z drugiej świadomego własnej kondycji mędrca.

Podmiot liryczny odwołuje się często do przeszłości, jakby pragnął wskrzesić miniony czas. Starcy, młode muzy, marzenia o miłości takiej jaka była niegdyś. Język poetycki Sopucha jest świeży, odkrywczy, podporządkowany celom artystycznym. Nie znajdziemy żadnego zbędnego słowa. W tych utworach, które odwołują się do pojęć religijnych, nie znajdziemy ckliwej dosłowności. Wszystko opiera się na znaczeniach. Człowiek z kosmosu milczy – powie poeta. I to wystarczy. Doskonale wiemy „kogo poeta miał na myśli”. Zresztą cały wiersz zbudowany jest jako swoisty komentarz do rzeczywistości, do historii, do prawdy o człowieku tę historię tworzącym. Najważniejszy teatr poetycki Sopucha dzieje się poza warstwą werbalną wiersza. Jego poezja trafia bezpośrednio do odbiorcy. Samo słowo, bardzo oszczędne jest czymś w rodzaju dyskretnej „liny asekuracyjnej” dla przesłań zawartych w wierszach, na wypadek, gdyby dla kogoś okazały się za mało czytelne.

We „Mgle” znajdziemy także utwory bardziej zanurzone w konkrecie: w pejzażu. Wiersz bez tytułu Patrząc na lipę… to z jednej strony obraz dojrzałego lata w swoim apogeum, z drugiej niosący optymistyczne i pełne nadziei przesłanie:

Nie ma upadku
nie ma bólu –
jest tylko spełnienie

Inne w klimacie są wiersze z cyklu „Piosenki przed świtaniem śpiewane we śnie”. Zrytmizowane, o muzycznej frazie, nienaganne formalnie, trochę stylizowane na ludowe przyśpiewki dają coś w rodzaju „wytchnienia” po lekturze poprzedzających ten cykl wierszy o dużym ciężarze filozoficznym. Ale proszę nie myśleć, że są one puste. Tu również pojawia się nostalgia za minionym, za dawnym obyczajem, za polem, którego już nie ma. Jaki ten świat dziwny – ni kosy ni siana. Podmiot liryczny, pomimo zewnętrznej sielskości całego wiersza, czuje się osamotniony, niejako wydziedziczony. Z czego? Z młodości, płonących nadziei, ze swojego dawnego środowiska. Wie, że tamto już nie wróci; że istnieje tylko w pamięci. Ale podmiot liryczny żyje przecież współcześnie. Konfrontuje zatem przeszłość z teraźniejszością.  Można dostrzec pomiędzy wersami jakiś żal, ale i pogodzenie się z nieodwracalnością.

W zasadzie na przestrzeni „Mgły” odbywa się stale ta sama konfrontacja czasów, tylko w różnych konfiguracjach i natężeniu. Można chyba powiedzieć, że mamy do czynienia ze zbiorem dosyć monotematycznym, choć poszczególne utwory odnoszą się do całkiem różnych zjawisk. Jednak podejście do nich, sposób obrazowania, napięcia emocjonalne, wreszcie przesłania są bardzo podobne. Wyraźnie dochodzi do głosu owa opozycja pomiędzy „dawnym” a „nowym”. Oczywiście, to wszystko nabiera w utworach Sopucha odkrywczych, indywidualnych walorów. Sprawia, że tom czyta się z zaciekawieniem, a niektóre wiersze wprost zaskakują świeżością poetyckiego spojrzenia.

Zauważmy, jak ważne jest doświadczenie. Nie tylko życiowe, mniej czy bardziej dramatyczne, ale też i artystyczne. Kazimierz Sopuch, emerytowany profesor Uniwersytetu Gdańskiego jest autorem wielu prac badawczych z zakresu socjologii wartości, socjologii religii i regionalizmu. Ale przede wszystkim poetą, autorem kilkunastu książek poetyckich, laureatem m.in. I nagrody Czerwonej Róży w roku 1968, czyli w okresie, kiedy się ta nagroda jeszcze bardzo liczyła. Pozostaje więc żałować, że dziś w zalewie masowej produkcji poetyckiej nawet poeci dużego formatu, tacy jak właśnie Kazimierz Sopuch niestety pozostają w cieniu. Miejmy nadzieję, że tylko do czasu.

Stefan Jurkowski

Kazimierz Sopuch: „Mgła”. Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki, Ostrołęka 2018, s.142. Posłowie: Karol Samsel.

Reklama

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko