Maciek Froński – Australia i „Lets Dance” Dawida Bowiego

0
76

Kontynent australijski, a zwłaszcza jego surowe wnętrze, był drugiej połowie lat osiemdziesiątych częstym gościem na polskim ekranie, zwłaszcza na małym. Nie wiem, czy było to owocem jakiejś promocji w związku z dwusetleciem założenia pierwszej kolonii karnej w 1788 roku, czy po prostu były to filmy i seriale względnie tanie. Tak czy inaczej urzekły mnie „Ostatnia granica” z Lindą Evans czy „Miasteczko jak Alice Springs” według powieści Nevila Shute’a, pamiętam „Krokodyla Dundee” Petera Faimana, miniserial „Cyklon Tracy”, nieco już wtedy starszy serial „Pod wiatr” z Jonem Englishem, skądinąd ciekawym miejscowym muzykiem, w jednej z dwóch głównych ról, kilka seriali dla dzieci i młodzieży, których tytułów już dzisiaj sobie nie przypomnę, no i dwuczęściowy „Powrót do Edenu”, który w niedzielne wieczory przyciągał do telewizorów całe rodziny.

W tym samym mniej więcej czasie, no, może trochę wcześniej, bo w roku 1983, wypuszczono osadzony w australijskim Interiorze teledysk do piosenki Davida Bowiego – „Let’s Dance”. Widzimy w nim jakąś knajpę i jej stałych bywalców, zarówno Białych, jak i Aborygenów, aczkolwiek ci drudzy zdecydowanie lepiej czują się na wolnym powietrzu. Cóż, w wielkim mieście czekają na nich najgorsze prace i jedynie taniec pozwala im na chwilę zapomnienia. Odrzucają jednak znalezione czerwone damskie pantofelki na obcasie, ponoć nawiązanie do „Czerwonych bucików” Hansa Christiana Andersena, jako wytwór cywilizacji Białego Człowieka, która ich gnębi; tańczą boso, jak ich przodkowie.

Rozpisywanie się o życiu Davida Bowiego jest trochę jak wożenie drewna do lasu. Urodzony w 1947 roku w Londynie, zmarły w 2016 roku w Nowym Jorku, Bowie przez całe swoje artystyczne życie zmieniał style muzyczne, żonglował przebraniami i pseudonimami, wcielał się w coraz to inne postaci, bywało, że ekstrawagancki makijaż pozwalał mu stworzyć nieco androgyniczny wizerunek. Kto będzie chciał uzyskać więcej informacji, na pewno je znajdzie.

Tak tworzyła się, przynajmniej w mojej głowie, legenda Siódmego Kontynentu. Później pojawił się film o życiu Lionela Rose’a, pierwszego aborygeńskiego mistrza świata w boksie, a też i niezgorszego piosenkarza, nieco wcześniej, ale przecież cały czas obecna – piosenka „Down under” grupy Men At Work. Po Australii chętnie podróżował Marek Tomalik, nie wiem, jak obecnie, ale swego czasu dziennikarz Radia Kraków, w australijskim Perth osiadł Jacek Kaczmarski. Też kiedyś myślałem o emigracji do Krainy Kangurów, no ale brali tylko takich, którzy nie mieli powodu wyjeżdżać.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko