Andrzej Walter – Niepokój i wojna

0
246


   Dojrzał nam ten nowy wiek. Ogarnął się. Okrzepł. Niepostrzeżenie staliśmy się jego adoptowanymi dziećmi i coraz śmielej wyciągamy ręce ku przyszłości.

   Poeta, w tym nowym, XXI wieku, przyjmuje postać wycofanego na peryferie obserwatora. Można przyjąć, że jest na te zaświaty dojmująco skazany. Można założyć, iż taka społeczna pozycja oraz rola, wcale nie jest jeszcze czymś najgorszym co mogło go spotkać. Dogodne to bowiem miejsce na idealny punkt obserwacyjny.

   Poeta musi zatem chyba rozpoznać syndrom tego nowego wieku i opowiedzieć nam coś o nim. Coś też pcha Go, aby weń wniknąć, obnażyć Go, aby nas być może przed nim ostrzec, czy też może tylko to i owo zauważyć. Czy poeta chce się z nim już mierzyć? Być może, być może… o jakże bardzo być może. Mała mrówka staje tu wobec wymiaru transcendentalnego i jakże symbolicznego. Ta mrówka postawiona została w życiu wobec potęgi chaosu komunikacyjnego czy informacyjnego i właściwie niewiele już dziś znaczy. Właściwie już jej nie ma.

   Ktoś zadeptał mrowisko…

   Tę mrówkę jakiś czas temu w swoich nieco onirycznych wierszach powołał do życia jeden z najlepszych obecnie polskich poetów Tadeusz Zawadowski. Chciał nas chyba przekonać, że nasza „mrówczość” niesie za sobą paradoks życia wbrew ogromowi i potędze, wbrew entropii i alienacji i wreszcie wbrew kontrastom i tolerancjom. Nasza mrówcza natura i ta karykaturalna wręcz wytrwałość permanentnie sprzeciwiają się walcowi tego świata, który po wieku ideologii i krwi przynosi nam wyrachowaną melancholię i przejmującą samotność.

   Zawadowski jednak nie zwalnia tempa zaskakiwania nas. Jego najnowszy tom „Budzik z opóźnionym zapłonem” to poetycki majstersztyk opisania naszych czasów, naszego życia i naszych lęków. To oczywiście moja prywatna opinia, moja mocno subiektywna percepcja, moja niezależna impertynencja wobec obfitości poetyckich dykcji nowego stulecia. Wesprę się znakomitym posłowiem Michała Bukowskiego, autorem równie niepokornym, który pisze – „podjąłem się napisać posłowie do tomiku, który państwo właśnie przeczytali, ponieważ pozostaję pod jego wrażeniem”. I ja również tak mam. Pozostaję pod wrażeniem… i to pod dużym. Przytoczę Wam jeszcze wcześniejsze słowa Pana Michała, który jakby przeprasza czytelnika, iż śmiał się wtrącić pomiędzy „wódkę i zakąskę” i dzieli się właśnie po … przeczytanym akurat słowie wrażeniem mocnym i dosadnym, a czytelnik może mieć przecież inne własne wrażenia i myśli. Niekoniecznie równie dosadne.

   Ja pozwolę sobie pójść krok dalej. Posnuć sobie dowolne wizje jeszcze dosadniejsze, podzielić się z czytelnikiem szerszą i jakby horyzontalną oceną tego i nie tylko tego tomu. Otóż przyznam się do pewnej słabości. Od wczesnego dzieciństwa miałem i mam skłonność do swoistej segregacji i kategoryzacji zjawisk. Tak tworzyłem sobie na własne potrzeby comiesięczne listy przebojów utworów muzycznych. Zapisywałem nawet je w zeszytach i podsumowywałem latami, okresami, dekadami. A kiedy już trochę wydoroślałem (choć, brrr, nie chcę nigdy, jak każdy chyba mężczyzna, wyrosnąć z tego do końca) stworzyłem w roku pańskim 2019 swoją prywatną listę najlepszych moim zdaniem tomów poezji XXI wieku. Tomów dla mnie ważnych, tomów znaczących, wreszcie tomów, które z mojej perspektywy najlepiej rozpoznały i ujęły czasy, realia i odczucia wobec świata, który nas otacza i w którym przyszło nam żyć. Taka esencja słowa nowego wieku. Oto ta lista: (zaznaczam, że nie należy się kierować kolejnością tytułów – uznajmy, że jest przypadkowa)

Najlepsze tomy polskiej poezji współczesnej XXI wieku według Andrzeja Waltera

Tadeusz Różewicz – Nożyk profesora – 2001

Adam Zagajewski – Asymetria – 2014

Tadeusz Dąbrowski – Pomiędzy – 2013

Wojciech Bonowicz – Echa – 2013

Tadeusz Zawadowski – Budzik z opóźnionym zapłonem – 2019

Stefan Jurkowski – Spacer do siebie – 2017

Marek Wawrzkiewicz – Epizod – 2012

Marcin Świetlicki – Drobna zmiana – 2016

Daniel Madej – Mała epoka – 2017

Anna Maria Musz – Lot nad miastem – 2017

Bohdan Wrocławski – Skazany na peryferie – 2019

   Być może dopisałbym do tej listy jeszcze wiele nazwisk, co najmniej ze dwadzieścia, ale raczej dzięki jednostkowym, świetnym utworom, a nie ze względu na całość. Zatem nie obrażajcie się drodzy nieobecni przyjaciele, dlaczego i was tu nie ma… Wróćmy do Tadeusza Zawadowskiego. Jego tom jest inny. Jest całkowicie inny. Innością zasadniczą.

   Posłowie Michała Bukowskiego jest tu naprawdę świetne. Potwierdza to, co odczuliśmy czytając. Przystępnym językiem wiedzie nas do refleksji, które nieuchronnie po i w trakcie lektury stała się i naszym udziałem. Tom Tadeusza Zawadowskiego w sposób najcelniejszy z możliwych oddał stan naszej duszy – twojej i mojej, drogi Czytelniku, oddał też idealnie stan czasów i dotknął najgłębszych prawd tego nieszczęsnego nowego stulecia. Bez napuszenia, bez wielkich słów, bez fajerwerków, darcia szat, bez żadnej przesady. Po prostu nad wyraz zwyczajnie i najprościej użył poezji, wielkiej wrażliwości – wiary, nadziei i miłości, do zobrazowania gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy. Przy czym zrobił to wyjątkowo niebanalnie. Wręcz nowatorsko. To pierwszy w Polsce tom stosujący ów monotonny i jakże dziś modny zapis przerzutnią zarówno międzywersową jak i międzyzwrotkową, który da się czytać i czytając nie zwraca się na to uwagi.

   U Zawadowskiego właśnie tak wciąga waga tego o czym pisze. Pochłonąć tom poezji przysłowiowym „jednym tchem”. Pochłonąć i długo potem o nim myśleć. Komu z autorów to się ostatnio udało? Pod słowem honoru – nie przypominam sobie. Jak słusznie zauważył Michał Bukowski – „u Zawadowskiego ta technika nabrała jakby nowego wymiaru, nowej wartości”…

   A o czym pisze Tadeusz Zawadowski w „Budziku z opóźnionym zapłonem”?…

   Zawadowski pisze o … niepokoju i o wojnie. Ten tom to kwintesencja pokazania naszego niepokoju. Niepokój to przecież tylko stan, obecnie jakże powszechny stan naszego istnienia. To stan bardzo pożądany przez świat mediów i wielkich korporacji, to stan korzystny dla totalnego konsumenta, który przecież jakże łatwo ulegnie namowie  – kup mnie. To stan idealny dla złotoustych piewców nowych prawd, którzy skuteczniej przekonają człowieka w wersji XXI – uwierz. Jakże łatwo się wierzy w strachu – we wszystko, co na chwilę znieczuli.

   A wojna? Wojna się przecież już toczy. Tyle, że nie wierzymy w nią, bo w nic nie wierzymy, wierząc we wszystko.

   Toczy się w naszych sercach, w naszej przestrzeni, obok nas i w nas. Wojna nowa. Hybryda walki o jakiej nie śniło się nawet: Asnykowi, Baczyńskiemu, Gajcemu czy Grochowiakowi. Wojna wielu wymiarów. Chaos produkuje wojnę i jej sklonowane podróbki. Higieniczny, sterylny świat wojen cybernetycznych. Światopoglądowy konflikt grubych z chudymi. Rewolucjoniści wobec pacyfistów, a wszyscy sztuczni do bólu… o nie, nie, ból … jest niestety prawdziwy.

  Nie wierzycie. Włączcie sobie telewizor, jeden kanał, potem drugi, potem setny, włączcie internet, portale informacyjne, newsy, plotki i wieści – włączcie burzę obrazów i słów bez znaczenia, a znaczące tyle, aby” rozwiać, nakręcić, rozdmuchać, wzniecić, aby się działo, aby coś … się działo. I do tego nuda – choroba cywilizacyjna naszych czasów, postępowe „wszystko już było”, to teraz ty „nasraj mi na głowę”… cóż za paskuda. Cóż za upadek, cóż za … śmietnik. Wysypisko wręcz … wojny i niepokoju. I o tym też pisze (nie wprost przecież) Tadeusz Zawadowski. To tylko, albo i nie tylko, możemy wywnioskować, albo sobie dośpiewać…

   Za oknem dwa plemiona. Protoplaści nowoczesności zwanej postnowoczesnością. Rozmowy o wolności. A nawet i demokracji. I te komunikaty. Te końce świata, które odwołano. Jaskinie, Platon, obrazy Goi. Upadłe autorytety i niewyśnione sny. Jak, mój Boże, jesteśmy w tym w stanie jeszcze żyć, ale przecież żyć musimy. Czy bunt się ustatecznił? Czy to raczej przebrzmiałe hasło wytrych. Wszystko się bowiem ustateczniło w odpowiednio skrojonym wymiarze. I tak naprawdę nie ma już nic. Bóg umarł, człowiek umarł i wszystko straciło sens…

   Losu świata nie znamy. Naszego losu też nie znamy. Przeto jesteśmy wolni, a naszą wolność ponoć ogranicza jedynie czyjaś inna wolność. Ta czyjaś wolność jest jednak nieograniczona. I mamy problem. Właściwie jesteśmy już być może skasowanym plikiem w matrixie cyberprzestrzeni – namierzeni, rozpoznani, nieszkodliwi. Swoje samotności topimy na portalach zapomnień i w powodzi używek. Coraz nowszych, coraz wymyślniejszych. Sprzedaliśmy sens słów, sens znaczeń, Boga, miłość i tradycję. W miejsce tego mamy … wolność. Nawet od rozumu.

Nie mów mi o jutrze

nie mów mi o jutrze. to taka umowna data
wymyślona na potrzeby chwili. wciąż trwa dzisiaj. jeszcze
ciągle mogę nie oglądać telewizji i liczyć spadające
z drzew liście. mam czas do zimy czyli kilka miesięcy.
później mogą odłączyć prąd. elektroencefalogram pokaże prostą
po której należy przebiec na drugą stronę.

a co jeśli jutra nie będzie i pozostanę z wielkim znakiem zapytania
z wiecznie otwartymi z przerażenia ustami? teraz mów do mnie jeszcze
oczyma dotykiem dłoni muśnięciem włosów po policzku. słowa tetmajera
mieszają się z kroplami potu na czole. coraz bliżej
do zimy. liście przykryje biała niepamięć w którą
skryją się razem z moją mrówką. noszę ją w sercu
jak talizman chroniący mnie przed sobą.

o północy zatrzymał się zegar i nie wiem po której jestem stronie


   Tak pisze Tadeusz Zawadowski. Prawdziwy poeta totalny nowego wieku. Swoją drogą co ma w sobie to imię … Tadeusz, że jeden z Tadeuszy kończy XX wiek, a inny XXI wiek … zaczyna, a jeszcze inny świetnie wpisuje się w prawdę i narrację. Czy żeby być dobrym poetą trzeba nieść imię – Tadeusz? Żartowałem…

   Jak już kiedyś napisałem, ten wiek się jeszcze nawet nie zaczął i mój ranking tomów poezji w nim ma jedynie charakter zabawowy, ale nie do końca. Usiłuję podjąć orientację na pewną tendencję. Bo tendencja taka jednak jest. To coraz większa alienacja, samotność, pustka i coraz potężniejszy niepokój o jutro. Z choasu rodzi się człowiek. Przyszłość jawi się nam koszmarem. A my doskonale zdajemy sobie sprawę, że taki stan zawsze w historii powodował jakąś wojnę, wojnę, która w swym okropieństwie oczyszczała dusze z nadmiaru nabrzmiałej dekadencji i zatracenia. Jaka to będzie wojna? A któż to wie. Usiłowałem jedynie wejść słowem w oniryczność znaczeń poezji Zawadowskiego tak bardzo tożsamej z naszymi myślami, obawami, odczuciami. Nakarmić kamień tym, co opowiedział nam jak zwykle łagodnie i czule Tadeusz Zawadowski.

   Nie chcę popaść w przesadę, ale to doprawdy świetny tom poezji. Jakże boję się tu (i gdzie indziej) słowa „wybitny” – wybitność przyjdzie przecież z historią… być może i nic nam do tego. Słowa „wybitny” używają tylko szaleńcy…

   Tom Tadeusza Zawadowskiego jest jednak taki, że nic po nim nie jest już takie samo. Żaden tekst i żaden tom wierszy. Zawadowski wyznaczył coś nowego – pewnie jeszcze nie wiemy co…

   Brawo Tadziu…


Andrzej Walter


Tadeusz Zawadowski „Budzik z opóźnionym zapłonem”.
Wydawnictwo Fundacji Duży Format pod redakcją Rafała T.Czachorowskiego, Warszawa 2019, stron 70, ISBN 978-83-64530-78-4

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko