Zbyszek Kresowaty – W KWESTII WYŻSZOŚCI ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA NAD ŚWIĘTAMI WIELKIEJ NOCY (Dlaczego namalowałem taki obraz?)

0
196

– Malując Chrystuska ciemnoskórego, wierzę i wiem, że nie „sprofanowałem” znanej ikony Matki Boskiej Karmicielki – Ale próbuję sobie dziś znów po Świętach BN i przed Świętami Wielkiej Nocy odpowiedzieć na pytanie: jak wyglądało zrodzone przed dwoma tysiącami lat dzieciątko Jezus? – Otóż zaglądając wpierw do Pisma Świętego, Jego Nowego Testamentu, i różnych artykułów stricte sakro historii sztuki, w bibliotekach, wypytując „władz kościelnych”, żeby przybliżyć sobie odpowiedź, albo chociaż podyskutować z osobami kościelnymi o tym jak widza takie postawienie sprawy(?) – Oni mnie odwodzili oraz jeden znany proboszcz, w tym inny zaprzyjaźniony prawosławny ojciec mitrat cerkwi, i ci którym już widzieli ten obraz – oni mnie „zrugali”, a nawet chcieli ekskomunikować za obrazoburczość samego Chrystusa, doszedłem do wniosku że skoro tylu ich, a ja jeden – no to na pewno warto. No właśnie! – jak to było z Naszym Bożym Dzieciątkiem – Patrzą na obraz i mówią stanowczo, a nawet karcą, za Chrystusa, bo namalowałem Maleńkiego ciemnoskórego – Że niepotrzebnie jątrzę, a przecież piszę ikony – i nie mam wiedzy! – i po co? – co mi to da? – Ale, ale… cóż zasady wiedzy pisania ikony ja znam, tego uczono w Szkole Pisania i nie tylko, ale „oni” mówią zarzucają, że wcale nie znam tej postaci, a na pewno już nie znam „Nowego Testamentu,” – przecież Tam jest napisane! – nie prawda, że jest cokolwiek. Przeszukałem, że tak powiem Nowy Testament odnowa, jego zapisy, Ewangelie i wcale nie natknąłem się na tę kwestię o ciele Chrystuska… Być może niepotrzebnie szukam w tym zagadnieniu zwady – BO przecież jak jestem wierzący to powinno mi to wystarczyć… No i niepotrzebnie powoduję dyskusję, ale nie tylko obraz, na dziś, dyskusji wymaga… skoro wierzymy w wizerunki? – Tym bardziej, że namalowałem wiernie na płótnie Matkę Boską „Karmicielkę”, jakbyw otoczeniu aniołków? dusz dzieciątek, tak też jak czułem odzwierciedliłem cały stan rzeczy, pozostawiłem Matkę Bożą w semantyce europejskiej. A można było przecież namalować Żydówkę, a Chrystuska po prostu obrzezanego. Zapewne ktoś zapyta, ale dlaczego są tu aniołowie tylko biali? – Dlaczego pośród całej siódemki nie ani jednego czarnego? – bo aniołki tylko ja widzę! – one są oblatują okolicę…. Otóż zdarzyło mi się jeszcze przed Świętami BN. namalować to wyobrażenie, tak jak dedukowałem – Dlaczego Chrystusek jest mi bliższy ciemnoskóry? – Ale skoro mnie zafrapowało takie pytanie – pewnie i Was także, czy w istocie mógł się taki urodzić na tamtym końcu świata? – To oznaczałoby, że miał ciemnoskórego protoplastę, lub też samo „Zesłanie Świętego Ducha” było niejasne? – Zatem, czy Pismo Święte, choćby w swoim Starym i Nowym Testamencie jest jakimś zapisem, bo jak jest to jedynie tylko senso, a nie strice historycznym? – Nigdzie między wersami żadnej Ewangelii nie podaje się (tego co jest bardzo ciekawe) jakim Mały Chrystus w istocie urodził się, byłoby zatem wiadomo jak wyglądałby w chwili 33 lat. Każdy zapis ewangeliczny nic o tym nie podaje – Ja pomyślałem, że uderzę w stół, a właściwie sztalugę, może „nożyce się odezwą”, może mnie skrócą?! – Ale one odezwały się i to kilkakrotnie. Zrobiłem to – niech to będzie temat do szerszej dyskusji… świątecznej i po świątecznej(?) – zamiast brudnej ohydnej polityki, daję sobie posypać głowę popiołem…

Wiemy przecież, że najstarsze zapisy i rysunki oraz freski ikonne ukazują Jezusa w przeróżny sposób. Trzeba rozumieć, że na każdej połaci kontynentu Ziemi, gdzie tylko są wyznawcy chrześcijańscy innych nacji, gdzie tylko mowa o wierze w nauki prawd z filozofii Chrystusa, którego prof. Leszek Kołakowski – historyk filozofii, wykładowca historii filozofii, uznaje za krzewiciela współżycia wspólnot ich sensu wspólnot, a wiec uznaje profesor na równi z innymi, jak Sokrates, Platon, Kartezjusz, Paramides, Arystoteles, a później bardziej budzi współczesnych (Pascal, Lebniz, Kant, Netzsche, Heideger…) Oni wszyscy pytają nas o jedno – o rzeczy, które mówią o prawdziwym, czyli cennym życiu choć każdy jakby z innego kierunku pyta, ale nośnik ich jest jednakowoż wspólny, choć się wspólnoty nie znały, siłą rzeczy… Sokrates nie spisywał swoich wykładów – robili to jego uczniowie, ale głownie wkroczył do kultury europejskiej, jako główny jej architekt, po przez sposób jaki dociekał tajemnicy samych prawd, a wcześniej zaczynał i szukał ich w przyrodzie i naturze. Uznał później, że należy dociekać głownie do tego co jest niezmienne, bo to właśnie jest prawdą, której nie należy „spotwarzać”… Chrystus dociekał do prawdy o dobru oraz czystych czynach wspólnot i zaświadczał także przykładami o zasadach moralnych na ziemiach, w innej części świata Bliskiego Wschodu, co później przeniknęło i udzieliło się mocno starożytnemu Rzymowi i wywołało różne reperkusje, a mianowicie wiekowe prześladowania chrześcijan do czasów Konstantyna.

– Jak spojrzymy to jedynie Chrystus przedstawiany jest na wizerunek człowieka danego regionu świata. Tak samo jest z Jego Matką… Mówi się: „ … to nasz Jezus – a to nasza Matka Boska…” – Ponieważ w Nazarecie lub Betlejem, w regionie dawnej Palestyny, a wcześniej starego Izraela, nacje krzyżowały się z sobą… przybywały głownie handlowo z całego świata, chociażby drogami szlaków i małymi exodusami, mieszały się z sobą, nawet wśród Żydów egzystowali nie tylko Palestyńczycy, również ciemnoskórzy z ościennych państw… Zatem mogło tak być, że Chrystus miał ojca naturalnego ale ciemnoskórego. Nie ma nigdzie zapisów o tym, ale być może właśnie dlatego… że był ciemnoskóry – właśnie nigdzie w najstarszych annałach brak jest zapisu? – Uważam, jako zwykły śmiertelnik, że mam prawo zarówno do wiary jak i wiedzy… że Jezus miał ojca ziemskiego – Bóg nie występowałby przeciwko własnej naturze, jaką stworzył i ustanowił na wieki. Że niby Coś samo z niczego nie powstaje, zwłaszcza tutaj na ziemi … Jeżeli wziąć Stary Testament ukazywał on żywoty proroków różnoskórych (czyli bardziej temperamentnych) a dzieje ludzi bardzo krwawo. Wielu Żydów, zanim wyszli z Egiptu z krainy piramid za Mojżeszem a później za Jezuem , udając się na poszukiwanie „Ziemi Obiecanej” było czarnych siłą rzeczy, wielu tamtych proroków było ciemnoskórych, których w Izraelu tym bardziej kamienowano, opluwano i poniżano… Kiedy młodocianej Marii z Jeruzalem przedstawiono przyszłego ciemnoskórego mężczyznę na małżonka – zdziwiła się, i nie była chętna, a cóż dopiero go poślubiać? – chociaż Rada Starszych już postanowiła swoje. A Maria była przepiękna o urodzie typowej grzecznej żydówki(?) – piękna, delikatna, subtelna i skromna, posłuszna, jak Jej Matka św. Anna. Poza tym Józef nie spodobał się, gdyż był o wiele starszy od Marii, to także było barierą niechęci naturalnej dla młodej dziewczyny. Ale musiała być mu przeznaczona, a gdy już była brzemienna, albo jak w tamtych czasach mawiano przy nadziei – to „już postanowiono… „ – Dlatego Matka Anna tłumaczyła Marii, czym kierowała się wówczas „Rada Starszych”… I mimo wszystko przekonywała: „dobrze będzie, gdy wyjdziesz za Józefa, u Nas w domu brakuje jedzenia, a on przecież pochodzi z rodu bogatego, poza tym wuj Jego zasiada w Radzie Starszych” … Jednakże w czasie oczekiwania na weselne gody, jak podaje Pismo Święte, zjawił się przed obliczem młodziutkiej Marii Anioł Gabriel z wieścią wprost od Najwyższego, że jest bardzo błogosławiona i porodzi syna boskiego. Później już ukazywała się jawnie gdzie tylko przy nadziei, i tłumaczyła jak było ze „Zwiastowaniem Anielskim”, opowiadała Józefowi, wszem i wobec… A oni wierzyli, że to będzie dziecko Józefa, był jej bardzo wierny – kochał Ją bardzo, choć w duchu niezbyt wierzył w jakiegoś posłańca boskiego, wiernie orędował wszędzie za Marią, służył i towarzyszył, nie zrażał się co do Jej odmiennego stanu. A kiedy udali się na Spis powszechny do Egiptu on ją posadził z dzieckiem na osiołku, a sam szedł obok, gdyby Jej nie kochał byłoby odwrotnie.

Od wieków bardzo chcemy, jako zwykli wierni – niewierni, poznać wygląd Chrystusa i dużo by o tym mówić, pragnęliśmy i będziemy dalej pragnąć prawdziwego wizerunku Chrystusa, choć bardziej ważna jest tu sama postawa i tajemnica wiary. Abstrahując wprost – szkoda, że nie był wtedy pod czas ukrzyżowania i przed, jako dorosły, ze nie był kimś naprawdę ważnym, tylko cieślą, bo na pewno wyrzeźbiono by Jego wizerunek, tak jak to robiono cezarom, a później nawet malowano portrety – dziś znamy ich twarze…

Wciąż, jak świat światem, będziemy dochodzić nieustającej prawdy, tym bardziej, że nie jest spisana dokładnie tamta historia, a Nowy Testament nie jest historycznym zapisem – inne ewangeliczne zapisy pochodzą z ok/ 60 lat po śmierci Chrystusa i dziejów Jerozolimy. Zatem pozostajemy wciąż niewiernymi Tomaszami. Jest dobrze ustanowiony zapis w Piśmie Nowego Testamentu o św. „niewiernym” Tomaszu, że uwierzy On w Chrystusa jak włoży dwa palce w Jego ranę po włóczni. I rzeczywiście musiał dotknąć rany Chrystusa, kiedy ukazał się po zmartwychwstaniu, wtedy niewiernik uwierzył w cud i ukazanie Chrystusa po Jego śmierci. Człowiek z natury musi dotykać wszystkiego, nawet towaru w sklepie, musi być wszystko dotykane, oglądane… wąchane… Właściwie jest tak, że w naszym świecie dominuje wygląd Chrystusa europocentryczny (a nie bliskowschodni) obraz Chrystusa – widok rozniecony i rozwożony w najodleglejsze zakątki świata przez misjonarzy, i jakby utrwalony w zachodniej sakro kulturze. To jednak niektórzy artyści chrześcijańscy w Afryce, czy Azji, w Chinach, Korei czy Japonii – przedstawiali i przedstawiają Chrystusa po swojemu, w estetyce swego wyglądu i osobowości… Artyści mają takie niepisane prawo używać wyobraźni niezależnej, jako esencji swej filozotwórczej, mają talent sięgający wysoko i głęboko metafizyki od piekieł do Nieba, a Bóg nakazuje talentu nadanego przez siebie, używać go do woli, zgodnie z sumieniem własnego medium. Artyści są przecież sumieniami grup ludzi. I tutaj – jak już wspomniano – nie chodzi o “rzetelność historyczną” – bo jej nie ma – ale raczej o zbliżenie do postaciowości Osoby, którą chrześcijanie uznają za swojego Zbawiciela i Nowego Guru. Dlatego też w obu Amerykach spotkać się można z wyobrażeniami Chrystusa, jako Latynosa, czy nawet Indianina, a Hindusi ukazują czasem Chrystusa w pozie mistyka siedzącego jako Jogina. Poza tym uznają, że Chrystus odwiedził Indie, po szybkim zdjęciu z krzyża, a nawet długo tam pozostawał… sam pobierając nauki od tamtych joginów i Guru…
Postać Czarnego Chrystusa, choć może być kontrowersyjna dla europejskiego chrześcijanina, jest jednak aprobowana nie tylko przez Kościół katolicki, ale także przez Prawosławie i wszelkie Kościoły protestanckie. Kościół uznając każdy Jego wizerunek, stosuje tak zwaną inkulturację, czyli mieszanie elementów rodzimych kultury, nierzadko nawet elementów pogańskich kultów, z doktryną chrześcijańską. Taki zabieg ma na celu przybliżenie słowa Bożego i doktryny do obszarów sens- stricte różno wyznaniowych. W Afryce i Ameryce Południowej a i północnych Indian, msze przepełnione są elementami para chrześcijańskimi, inaczej wyznawanymi i bardziej radosnymi, ze śpiewami i tańcami, i to także zalicza się do chrześcijaństwa, do kontaktu z Chrystusem w tle. W Peru jednym z najważniejszych wydarzeń religijnych jest procesja ulicami Limy, na której obnosi się obraz Czarnego Chrystusa zwanego “Panem Cudów”. Wizerunek został namalowany w 1651 roku przez murzyńskiego niewolnika na ścianie jego domu. Od października 1687 roku, kiedy to ten dom ocalał od trzęsienia ziemi, które nawiedziło okolicę, wzięto ten wizerunek do siebie i zaczęto urządzać procesje ku czci Czarnego Chrystusa. Podobne uroczystości obchodzone są wśród peruwiańskich emigrantów w Chile, Argentynie, Hiszpanii i niektórych rejonach w Stanach Zjednoczonych. Natomiast wierni kościołów lewantyńskich mieli swoje podstawy by uważać, że Chrystus wyglądał podobnie do nich, to po prostu jest tak, że przedstawiciele innych regionów świata po prostu sami tworzyli dla siebie obraz Boga i Jego Syna patrząc dobrze na siebie i wierząc że Bóg stwarzał człowieka na swój obraz i podobieństwo…

Czarny Chrystus z czarnego hebanu, ukrzyżowany w Cristo Nego san Alfonso

Ale tu często chodzić mogło o wąski horyzont artystów – magów(?) – Nie wyobrażali sobie oni po prostu mistyki innego świata, a jako swoją najważniejszą. Dlatego też na wielu obrazach, również żołnierze rzymscy i tłum gapiów na Golgocie, nosili stroje charakterystyczne dla epoki, w której wszystko się działo jako normalna strona tamtejszej egzystencji, były to stroje rycerzy… Poza tym, wiele wówczas właśnie zależało od Rzymian stuletnich okupantów, którzy dzierżyli nie tylko Jerozolimę, tym samym narzucając swój porządek świata i estetykę. Jednak byli oni często jednakowo ugodowi wobec Judei, tak jak i służyli brutalnością, często wysłuchiwali „kapłanów” żydowskich, a innym razem ignorowali… Zatem wiele nieprawdy tak samo jak i prawdy zapisano w papirusach, a raczej zniszczono, żeby nie było śladu dla potomności, a wiele nie uznano stąd pochowane czasem, np. w grotach Kum – Ran – Kum. W taki sposób wykreślono cenne zapisy Marii Magdaleny, „uczonej” wówczas, jako kobiety dobrze znającej Jezusa, jej Ewangelie spisane jako przez jedyną z grona apostolskiego Magdalenę, usunięto z Nowego Testamentu, która wiedziała najwięcej o życiu Chrystusa i po czasie uznano Ją za kobietę lekkich obyczajów, nic nie znaczącą. Przez tyle tysięcy lat Pismo Święte przybierało coraz inną postać, tak wiele razy było przepisywane i dopasowywane do rosnącej wiary chrześcijan.

Tymczasem wracając do wizerunku Chrystusa, póki co zaangażowane „koła nauki” podają zgodnie, że Jezus jednak, żyjący w Palestynie w I w n.e., „włosy miał czarne (a nie kasztanowe) były sztywne, kręcone (a nie opadające łagodnymi falami na ramiona). Oczy miał zapewne ciemne, podobnie, jak i skórę”. Nie nosił prawdopodobnie również długich szat. W tamtych czasach noszono raczej znacznie wygodniejsze i bardziej odpowiednie dla gorącego klimatu tuniki, zarówno kobiety jak i mężczyźni.
Wiemy, że w kościele etiopskim dominuje wizerunek Chrystusa czarnoskórego. Jego rysy twarzy to po prostu rysy charakterystyczne dla etiopskich wyznawców. Niektórzy czarnoskórzy wierni kościołów chrześcijańskich (głównie amerykańskich) również teoretyzują na temat afrykańskiego pochodzenia Jezusa odwołując się w swoich zawiłych wywodach do Nubijczyków, którzy jakoby mieli być pośród przodków Chrystusa. W ostatnich latach wizerunek czarnego Chrystusa pojawia się coraz częściej w popkulturze wielu ciemnoskórej ludności innych krajów świata.
Natomiast wierni kościołów lewantyńskich mieli swoje podstawy by uważać, że Chrystus wyglądał podobny do nich, to po prostu jest tak, że przedstawiciele innych regionów świata po prostu sami tworzyli dla siebie obraz Boga i Jego Syna patrząc dobrze na siebie i bardziej wierząc, że Bóg stwarzał człowieka na swój obraz i ich podobieństwo…

Chrystus ciemnoskóry jako młodzieniec na jednym z fresków w Etiopii

Natomiast inni krzewiciele, nazywam ich „krzywicielami”, jacyś filozofowie od sacrum antropologowie wygłosili na dzisiaj dość regułek na temat Nowego Testamentu, swoje zrobili cywilizowani badacze z Europy. Być może wielu autorów Pism, w tym i tych współczesnych, opierało się na teorii, którą sformułował już w II w. Celsus, grecko – rzymski filozof niechętny chrześcijaństwu, które było wtedy w niełasce. A mianowicie głosił on dodatkowo, nie bardzo wiadomo na jakiej podstawie, że Jezus był nieślubnym synem Żydówki Marii i rzymskiego legionisty mulata o imieniu Pantera (w oryginale “Panthera”). Według jednej z teorii Pantera ów miałby być służącym żołdakiem w rzymskich legionach Germaninem. Teoria ta była jedną z ulubionych teorii nazistów, którzy mieli słabość do tajemniczych spiskowych teorii i legend oraz bajdurzeń, a echa jej można odnaleźć choćby w “Rozmowach z katem” Moczarskiego. Moczarski ze zdumieniem stwierdza, że Gruppenfuehrer SS Juergen Stroop – zbrodniarz kat żydowskiego Getta w Warszawie, naprawdę wierzył w germańskie pochodzenie Jezusa. Bezlitosny ludobójca nie znający nic z antropologii tylko z bata, i nic z historii chrześcijaństwa, nawet co znaczy słowo SACRUM. Sic! – Strach pomyśleć.

Natomiast Muzułmanie też przedstawiają Jezusa (Isę) jako Jednego z ważniejszych proroków, który jednak nie jest Bogiem ani Jego synem. Wyobrażenia Jezusa w tej kulturze zdarzają się niezwykle rzadko, ponieważ jak wiadomo nam Koran zakazuje tworzenia obrazów boskich stworzeń, mówiąc że człowiek nie godzien tego, a poza tym tego co się nie widzi nie trzeba malować i dokumentować. W ich meczetach przede wszystkim widzimy dokładne wzornictwo – to pokaz nieskończoności na ścianach we wszystkim co się znajduje tam wewnątrz i obok – wzory, wyrysy nieskończoności… Wyobrażenie zawsze wiąże się jednak z przypisywaną sobie i tylko sobie mocną wiarą. Abstrahując od Muzułmanów – Jak mocno trzeba też być wiernym postaci biblijnej, żeby ją ukazywać, pisać ikonę Jego. Zdarzają się nawet w muzułmańskiej wierze miniatury (głównie perskie i tureckie), żeby je nosić po kryjomu kieszonkowo, na których widzimy Jezusa i Jego ciemnoskórą Rodzinę niezbyt odbiegających strojem i wyglądem od lokalnego wzoru. W 2007 roku irański reżyser Nader Talebzadeh nakręcił film pt. “Jezus, duch boży” (znany też pod tytułem “Mesjasz”), w którym przedstawia on islamską wizję życia Chrystusa. I tu nie ma mowy o żadnym ukrzyżowaniu: według muzułmanów Isa po prostu wniebowstąpił bez cierpienia.

Co ciekawe! – taki paradoks dla nas, grający Jezusa Ahmad Soleymani Nia ucharakteryzowany jest na człowieka o jasnych włosach, choć – cóż – nie do końca identyfikowalnym żółto – rudawym odcieniu głowy, jakby przypominającym rozbite na jej czubku jajko. Natomiast Richard Neave, znany specjalista od rekonstrukcji twarzy na potrzeby kryminalistyki, zatrudniony w University of Manchester, spróbował pokazać światu, jak mogła wyglądać prawdziwa twarz Jezusa. Na podstawie kilku czaszek galilejskich wieśniaków, z czasów Chrystusa, odtworzył wygląd typowego lokalnego przedstawiciela nizin społecznych, z których najpewniej wywodził się Jezus (mimo, że według ewangelii pochodzić miał z królewskiego rodu Dawida). Ale rekonstrukcja taka pozwala nam zorientować się, jakie typy urody dominowały w Galilei w czasach, w których żył i działał Chrystus.

Naukowo – badawcza wizualizacja twarzy Jezusa Chrystusa

Jednakże, co powtarzam, chrześcijanie od zawsze chcieli znać “prawdziwy wygląd” Jezusa. W bardzo wczesnym i późnym średniowieczu, a nawet z początkiem starożytności, gdy rozchodziła się wiadomość o ukrzyżowaniu i Jego cudach – Mnożyły się więc opowieści o mandylionach (odbiciu twarzy Chrystusa), a najbardziej znany tzw. mandylion z Edessy miał być odbiciem wiernym twarzy Chrystusa na chuście, za pomocą której uleczano z trądu króla Edessy Abgara – uleczano także veraikonami – jako prawdziwymi wizerunkami odbiciami twarzy Jezusa, zawsze wiązanych z chustą św. Weroniki, która miała otrzeć z potu i krwi twarz Chrystusa w drodze na Golgotę. Tych “prawdziwych obrazów” Chrystusa namnożyło się w chrześcijańskiej Europie dość dużo, tak więc można oglądać je m. in. w Wiedniu, w hiszpańskim Alicante, we włoskiej Genui, w klasztorze kapucyńskim w małej, środkowo włoskiej wiosce Manopello, czy samej bazylice św. Piotra w Watykanie. Specyficzną odmianą veraikony jest Całun Turyński, który – mimo wielu ekspertyz datujących go na późne średniowiecze i wyjaśnień, pytań w jaki sposób powstał – nadal przez wielu jest czczony i uważany, (choć symetryczny w odbiciu), jest za prawdziwy wizerunek Jezusa Chrystusa, który spowity weń leżał tylko 3 dni w grobie, bo wiara i ciekawość oraz nieustanny pragmatyzm bierze zawsze górę.

Zatem dobrze, pragną wyznawcy… by się jak najszybciej ukazał! – Najlepiej jako Mesjasz. Otóż jak wiemy, przy tym poszukiwaniu przytoczyć trzeba dygresję; wówczas, również w dniu ukrzyżowania miał On zarośniętą twarz i ciemne włosy, tak się tam noszono, mógł być nieco przysiwiały jako 33 letmi człowiek, tak przedstawiani są prorocy i kapłani, przecież uznanym prorokiem wtedy nie był, dopiero później, stąd już w IV w. dodano mu te atrybuty na freskach i innym wyobrażeniom oraz ikonom. Ale warto przytoczyć tu pewną anegdotę jako szansę na ujrzenie oblicza Chrystego. Jak ogłoszono zmarły w 1994 roku ksiądz Marcello Pellegrino Ernetti skonstruował aparat za pomocą którego – jak sam twierdził – zobaczyć można było przeszłość. Sic! – I jak sam twierdził, obejrzał w chronowizorze wiele wydarzeń z przeszłości, w tym – oczywiście – ukrzyżowanie Jezusa. Jako dowód pokazywał rzekomą fotografię, która miała przestawiać Chrystusa chwilę przed śmiercią. Mimo, że sprawa była szyta nićmi o grubości okrętowych lin, wiele osób wierzy do tej pory, że fotografia (opublikowana w niedzielnym wydaniu “Corriere Della Sera”) jest prawdziwa, a chronowizor przechowywany jest w najbardziej sekretnych głębinach archiwum watykańskiego. Pytamy po co!? – komu potrzebne jest takie osobne „nadtwórstwo” sekretów? – i czemu mają one służyć? – Watykan jest miejscem na przyjęcie takich faktów?

Ale póki co odnośnie wizerunku Chrystusa, jako ciekawostkę potraktujmy fakt, że na Filipinach czci się – jak wierzą niektórzy, cudowną – figurkę “Czarnego Nazarejczyka” przechowywaną w rzymskokatolickim kościele Quiapo w Manili. Kult ten przypomina jednak etos naszej rodzimej ikony Jasnogórskiej częstochowskiej “Czarnej Madonny”. A nikt przecież w Polsce nie przekonuje, że Matka Boska była ciemnoskórą, każdy powie, że ona ze starości zbrązowiała – i ja tak myślę, ponieważ o ikonach wiem dość dużo i o obrazach, jako świadomy konserwator dzieł i malarz… lub artysta, który stworzył ten wizerunek przekornie pokazał Marię jaklo ciemnoskórą jako niesamowitą kobietę z tamtego regionu i tak to przyjęto, nie odrzucono, bo Marii nie należy odrzucać, pewnie artyście anioł szeptał do ucha prawdę? – Ale i pewnie jacyś inni ulepszacze dzieł „wierni” przemalowaliby obraz, ale ikon się nie konserwuje, groza ikony mówi bardzo wiele. Żeby utwierdzić ów przekaz, wspomnę inną ciekawostkę, potraktujmy ten fakt z dystansem, że na Filipinach czci się figurkę jak wierzą niektórzy, czci się ja jako cudowną – “Czarnego Nazarejczyka”, przechowywaną skrupulatnie w rzymskokatolickim kościele Quiapo w Manili.

Zatem można gwajdlić, jakby rzekł Witkacy, bez końca o wizerunkach, ale w dużej mierze tworzą je ludzkie wizje, tak samo zmieniają zapisy, cyzelują je i wierzą zgodnie ze swoim autonomicznym sumieniem, gdzie nader ważną rolę powinny – a tych sie dużo mnożyło i mnoży dalej, a wiara robi swoje, natomiast narodziny Chrystusa są same w sobie wyjątkiem prawdy. I przepraszam tych którym „przefajnowałem” wizję najważniejszego dziecka na świecie dla jakichś wyższych celów(?) – Wyobraźmy sobie Chrystusa – Mesjasza bez brody i długich włosów w tunice a pod nią jakieś spodnie?. Tu znów dygresja. Może Chrystus przemierza nasze ulice, stoi gdzieś na rogu? – siedzi w zagajniku zamyślony… A więc jaki był, a jaki jest? – A dla dygresji: kiedyś Tadeusz Różewicz napisał wiersz „Widziałem Go” – Okazuje się, że wychodząc na spacer zupełnie niedaleko do Parku Południowego, gdzie blisko mieszkał (przy ul. Januszewickiej we Wrocławiu – Krzyki), wracając do domu szybko siadł, jak mówił, za biurkiem i napisał wiersz o tym co dokładnie widział, jak spotkał leżącego na ławce w tym parku, św. Piotra. Był On ubrany w jakiś fartuch i łachman z ciuchlandu, rękawiczki fioletowe z poobcinanymi palcami, twarz miał pooraną z długą siwą brodą, południe a On odpoczywał po nocy… Tak myślę co też chciał powiedzieć poeta? – bo zdaje się, że tylko artysta jest w stanie zobaczyć więcej i przekazać dalej jeszcze więcej, a nawet zobaczyć…

Zbyszek Kresowaty

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko