Jan Tulik – wiersze

0
187
Jan Tulik

Wiersze z cyklu „We dnie, w nocy…”
Będę śpiewał Ci wobec aniołów. [Ps. 138,1; Biblia Tysiąclecia]


Parlando Najwyższego

Parlando Najwyższego na tle fletów
Harfy i violi da gamba
A rozpostarte skrzydła gotowe były do lotu
Aby Najwyższy uczynił Cecylię
By jej palce wydłużały się w klawisze
By stawały się świętymi jak muzyka sfer
Jak sieroce psalmy Dawida
Jak Pieśń nad Pieśniami nurkująca
W odmętach miłości Bo Ten i miłość stworzył
I posłańcom nakazał poszybować z nią do ludzi
Choć dobrze wiedział
Że nie zawsze odbierze od nich wdzięczność


Walka Archanioła ze Stróżem Prezydenta Adamowicza

Właśnie wypuszczał gołąbka pokoju
Nazwał go światełkiem do nieba

Chóry Serafinów
Napięły skrzydła by nie uronić
Nawet ostatniej kropki jego prochu –
Niósł je w niebo dym z kadzidła

Jakże dogodny moment
By do katedry powrócił szatański pomiot
Szamotał się w skrzydle Sądu ostatecznego
Hansa Memlinga
Któremu skórę zastąpiła smoła

Chciał przechytrzy
Michała Archanioła
Naraz usłyszano
Słyszano trzepot skrzydeł serafinów
mokrych powiek

Meteoryt urny jak puszka Pandory
Wypełzły z niej jadowite gady
A nad tym Stróż
Rozwarł skrzydło jak groźny bilbord
Z mrugającym w gwiazdach kwileniem

hejt

Czemu nie wytrąciłeś noża z łapy
Ogarniętego złą mocą
A miałeś moc wytrąci
nóż z ręki Abrahama –
I Szczeniak Izaak ocalał
Ta ofiara musiała być spełniona?


Stróż Jurka Owsiaka walczący z dronerm

Zaiste Dziwny jest ten świat, 
Że człowiekiem gardzi człowie 
Że słowem złym 
zabija tak jak nożem. 

Słuchałeś Niemena od dziecka
Wiedziałeś że nienawiść rodzi nienawiść
Że nienawiść rodzi śmierć

najwyższy cza 
nienawiść zniszczyć w sobie 

Anioł Twój
Ten z Janowej Apokalipsy z Apokalipsy
W trzech osobach
W siedmiokrotnych odsłonach Mocy
On to zawadził pierzem o drona
By się spóźnić
Na Kainowe ciosy żelazem –
By dobra krew obmyła nasz bród?

Ten sam anioł
Obrócił się na skrzydle
I wydał komendę:
„Jurek
Wróć
Nam też jesteś potrzebny
Mamy swoje dzieci Wybrane cierpią

Siema”

14 stycznia 2019

Chromy anioł

Bogiem, jedynym władcą i jego stwórcą jest Idea.

Chromy Anioł nosi epolety z krwawą gwiazdą, wydaje kategoryczne rozkazy. Na końcu, po założeniu królestwa, polecił dla utrzymania europejskiej formy hodować kwiaty, najlepiej (róże jak róże) goździki. Sztuczne, ładniejsze niż żywe – dodał – to wielka oszczędność: nie potrzebują powietrza i wody, są wieczne jak Idea, nie kłopotliwe – nie czują pragnienia, nie tęsknią za słońcem, które musi osuszać płatki.

Chromy Anioł udoskonalił w ten sposób świat – zniszczył pychę i zazdrość: każdy bowiem kwiat chwiał się na jednakowo długiej łodydze, był jednakowo plastyczny, jednakowo wrażliwy na wysokie temperatury – stąd trzymany w chłodzie.

Ból chromego anioła

Chromy Anioł częstuje nas słodyczami. Nasze ciepłe palce nie roztapiają ich, nie brudzą śnieżnych obrusów. Długo odwijane z błyszczących papierków jemy, a nigdy nie sycą naszego głodu. Zawsze są z nami nasi rodzice, również jedzą, już starzy – a jak łakome dzieciaki. Chromy Anioł skwapliwie dogląda, aby komuś nie zabrakło słodyczy, częstuje, uśmiecha się troskliwie.

Ktoś, kto nie rozumiał, że czyni Aniołowi przykrość i nie chciał już jeść skarżąc się na mdłości, musiał przejść do ciemnego pokoju, gdzie podawano pomarańczowo-złotą żółć. Ten ktoś, którego nazwiska nie wolno mi wymienić, musiał wychylić naczynie. Dostrzegłem jak Chromy Anioł cierpiał z tego powodu, kiedy grdyka pijącego wyskoczyła wyżej zapiętego szczelnie kołnierzyka.

Chromy anioł morduje ptaszki

Dzieci bawiły się cały ranek na polerowanym placu i gdy miano właśnie ogłosić przez mikrofony, że Anioł postanowił południe, dały znak, że są głodne. Chromy Anioł rozumiejąc potrzebę rozkazał udusić wszystkie kanarki, aby dzieci nasycić. Kiedy napełnione ich żołądki zaczęły trawić, jeden z malców, którego imienia nie mogę wymienić, pomyślał: Anioł jest mordercą ptaszków. Oszukany Dobroczyńca w lot odgadł myśl niewdzięcznika, podszedł i spojrzał w jego rozbiegane oczy i pomyślał: za karę ani dziś, ani jutro, ani pojutrze, ani … nie dostaniesz – mamy.


Aniele polityków

Aniele polityków którzy kradną nam
Lato wieczory ze słowikiem godny chleb
Którzy oszukują że kroczą z Twym Panem
Pod skrzydło Pod rękę Lecz oni kłamią kłamią
Kłamią Dlatego tyle anielskich piór z przerażenia
Tyle anielskiego puchu na gorącym asfalcie
I w uszach i w nozdrzach i na źrenicach biednych
Ludzi Którzy jeszcze do wczoraj im wierzyli ufali
Że a może jednak że a może
Aniele Boży stróżu mój uratuj mnie
Od złotoustych chamów głupców w limuzynach
Od bezkresnej głupoty Ocal mnie i Twych braci i siostry
Którzy sprawują pieczę nad moimi bliskimi w miłości
Ocal przed nimi bo jedynie oni mają na ustach nie w sercach
Honor Boga i ojczyznę – pozłacane puklerze
Oni zamieszkują królestwo arogancji i głupców
I obdarzają swymi przymiotami ufnych i niewinnych
I spraw Aniele abyśmy znów uwierzyli
Że ocalić nas może Piękno
Bo ono wyprowadza na zielone łąki dobro
Pośród pieśni i niebieskich zórz w nawiasach
Poranków i zmierzchów I ich echa pod kopułą gwiazd
Że są wyjątki – szepcesz zawstydzony spod skrzydła –
Chcesz pewnie osłodzić palącą mnie gorycz Dobry mój


Na szóstym skrzydle. Z listów do Stróża

Aniele od pękającej głowy
Od szpitalnego chłodu od mrozu w sercu
Na widok nieszczęścia nieszczęśliwych
Od stóp z haluksami i dziurawca na żołądek
Od cierpliwości wiecznie zagniewanego
Od psiego ogona zmęczonego merdaniem
Aniele od wieczorów ciężkich jak piasek pod powieką
Od telewizora który ogłupia nieroztropnych
Od przydrożnej figury którą spycha do rowu asfalt
Wstawiaj się za nami u swego Pana rano
W południe i wieczór I czuwaj w Jego imieniu
Całą noc choćby była mroczna i choćbyś się bał obcować
Sam na sam z moim chrapaniem czekać świtu
Który został stworzony już na samym Początku
Jeszcze przed nami rozpaczliwie uwieszonymi u Twych
Skrzydeł Amen


Z pluszowym misiem na plaży w Nicei

Aniele Boży stróżu dziewczynki z pluszowym
Misiem na plaży w Nicei
Gdzie byłeś
Kiedy kierowca ciężarówki z popapranym
Mózgiem miażdżył świętujących ludzi
Który strzelił i do niej i jej misia
Co powiem matce dziewczynki
Która konając łkała dławiona krwią
Mamo mamo mamo ma


To nadal Ty?

Który nadal mnie strzeżesz od nieszczęścia
Głupoty złego człowieka który odpędził od siebie
Twego brata czy siostrę czy starca z Apokalipsy
Czy ty na drewnianym mostku
Osłaniający skrzydłem moją siostrzyczkę
Ty z makatki nad moim łóżeczkiem to nadal Ty
Może skończyłeś stróżowanie nade mną
I oddałeś mnie dojrzewającego pod opiekę hufców zbrojnych i
Walecznych
Albo Archanioła Rafała opiekuna ślepych
Młodzieńców i podróżnych
Lecz nie jestem młodzieńcem moja ślepota nie daje mi widzieć Ciebie
Choć czuję nawet woń twego różanego oddechu
Czuję dotyk który zmienia kierunek mojej drogi na ścieżkę
Wyścieloną powojem spokoju i miękkim mchem na ostrych kamieniach
Pytam po raz kolejny i znaczę to pytanie co wieczór na innej gwieździe
Żebym pamiętał ile razy mi na to nie odpowiedziałeś
Wiem nie szepniesz słowem
Dajesz mi znaki aby więcej nie pytał
Ale wiesz jestem tylko człowiekiem i pytać nie przestanę


Aniołki czynione przez Macieja Syrka

Spod ziemi spod gleby
Spod wszelkich minerałów dobyte
W brąz w cynk w srebro i mosiądz zakute

A koją a chronią przed szamana z ambony klątwą
I grają a płaczą na wszelkich cnót instrumentach
Błagają byśmy wytrwali w mądrości
Tych którzy odeszli pozostawili
Słowo wzięte z Początku Słowo
Które nas nazwało
Człowiek


Nieustająca Pomoc *)

Czworo Was – Ty Dziecię oraz Archaniołowie

Michał i Gabriel skromni że są zaledwie dekoracją

W teatrzyku pod nazwą Nieustająca Pomoc

*)
……………………………………
Obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy – ikona przedstawiająca: Maryję z Dzieciątkiem oraz archaniołów Michała i Gabriela. Autor nieznany, za datę powstania przyjmuje się wiek IX lub XII.


Inwokacja

Aniele od pękającej głowy
Od szpitalnego chłodu od mrozu w sercu
Na widok nieszczęścia nieszczęśliwych
Od stóp z haluksami i dziurawca na żołądek/zgage
Od cierpliwości wiecznie zagniewanego
Od psiego ogona zmęczonego merdaniem
Aniele od wieczorów ciężkich jak piasek pod powieką
Od telewizora który ogłupia nieroztropnych
Od przydrożnej figury którą spycha do rowu asfalt
Wstawiaj się za nami u swego Pana rano
W południe i wieczór I czuwaj w Jego imieniu
Całą noc choćby była mroczna i choćbyś się bał obcować
Sam na sam z moim chrapaniem czekać świtu
Który został stworzony już na samym Początku
Jeszcze przed nami rozpaczliwie uwieszonymi u Twych
Skrzydeł Amen


Jan Tulik – poeta, prozaik, eseista. Autor jedenastu zbiorów wierszy, w tym wyborów poezji Kaligrafia zdziwienia (Biblioteka „Frazy” 2011) i Poezje wybrane (seria Biblioteka Poetów LSW 2012). W 2016 roku ukazał się zbiór Nocny deszcz (Biblioteka Miejstecka 2016) oraz poemat Trzewiczek Amalii… (Biblioteka „Frazy” 2016). Obecnie wydany został tomik Opowie to noc. 101 pomysłów na Utu i haiku („Fraza” 2019). Opublikował również powieści: Doświadczenie (nagroda wyd. MAW 1986) i Furta (Nagroda Fundacji Kultury 2001) oraz zbiór opowiadań Gry nieużyteczne i dramat Kontynenty. Jest także autorem monografii o wynalazcy Janie Szczepaniku i eseju o życiu i twórczości Franciszka Pika-Mirandoli; również esejów, recenzji, artykułów o tematyce kulturalnej, legend i słuchowisk radiowych. Jego twórczość literacka została uhonorowana nagrodami ogólnopolskimi i lokalnymi, w tym m.in.: im. S. Piętaka, im. R. Milczewskiego-Bruno, Fundacji Kultury oraz nagrodami miast Rzeszowa i Krosna. Mieszka w Miejscu Piastowym na Podkarpaciu.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko