Wiersze tygodnia – Kalina Kowalska

0
284
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


List do Agnieszki

Nie pisałam, bo odkąd stałaś się kobietą trudną
moje słowa są jak ryż dla nowożeńców. Sypią się,
zostawiają ślady na jego nieskazitelnej czerni. Jest taka
czerń, z którą się nie dyskutuje nawet korespondencyjnie.
Tego lata nadarzyła się
świetna okazja żeby nie pisać. Dobre, oszczędne lato.
Pod koniec czerwca Krysi umarło serce. Nie miała
w plecaku drugiego. Chodzi teraz z dziurą pod lewym płucem
– zapada się, ale przecież trzeba oddychać. Jest taki oddech,
z którym się nie dyskutuje.
W lipcu padało. Zauważyłam, że zgoda na deszcz uspokaja.
Urosłam bujna i zielona i można po mnie teraz chodzić
boso aż do późnej jesieni. Co potem – nie wiem. Jest takie
nie wiem, które się bierze pod rękę na poobiednim spacerze
w niedzielę. Zwyczajnie. W wyprasowanych spodniach, w koszulce
pod szyjkę, pobożnie. Nikt się nie ogląda. Noce są chłodne
od połowy sierpnia. Czuję wzbierający we mnie sen i jestem gotowa
wypowiedzieć jak Luther King: I have a dream. Jest taki dream,
z którym się nie dyskutuje. Jest i będzie. Jak dzień.
Obudzi się przede mną i zaśnie po mnie. Będę rodziła mu dzieci.

(z tomiku „Za mną przede mną” 2011s)


kaleka słów

gdybym mogła mówić
i nie zamykać byłabym
jak muzyka Lorenca

przeprowadzałabym przez śmierć
nie pozwalając się zatrzymać

(z tomiku „Za mną przede mną” 2011)


3

poeci umierają jak wszyscy
– pewnego dnia


zbliża się noc

opowiadasz mi alabastrową wieżę mojej szyi
tak jak się opowiada baśń – za siedmioma rzekami
płynął Styks i ciała z hostią Charona w ustach
unosiły się w dal która była niczym
wobec  bezkresu podróży od obojczyka do podbródka
– motyw drogi wpisałaś w moją skórę tak delikatnie
jakbyś gładziła posąg Eurydyki – Żulietto

wznosisz mnie w mitycznej poświacie wiersza
poza którym wszystko niknie w ciemnej toni
łódź wiosło przewoźnik i nic już nie błyszczy
prócz obola pomiędzy wargami

(z tomiku „Światło” 2012)


13

jakkolwiek byśmy tego
nie nazwali jest w nas

taka intymność
której się nie da dzielić


smutna Żulietto

zostawiam cię w tytule żebyś zapamiętała każdy szczegół
moich frontowych drzwi żebyś się nauczyła stać
przed zamkniętym wierszem głuchym na to co opłakujesz
nieczułym na twoje przemijanie spadek formy libido
poziomu cukru we krwi przed drzwiami przez które
nie przetoczysz ani kropli swojego imienia
bądź pewna i okryj się czymś bo zmarzniesz

porzucam cię dla ciszy niemożliwej
odbitej w lustrach oksymoronów
ciszy paplającej o zepsutym kranie
wrzeszczącej na psa
rzucającej kurwami w remont sąsiada

ciszy której nie umiem sprzedać w wierszach
ani na poetyckich wieczorkach tanecznych
dla początkujących filantropów słowa
która marzy o tym by grać na skrzypcach
tak dobrze żeby z siebie wybrzmieć

ciszy w której naprzemiennie głodzę się i sycę
której się nie mogę oprzeć i która zdobywa mnie
bez trudu jednym pstryknięciem palców
i kładzie pokotem u mych stóp wszystkie toposy
wątki archetypy aby ułożyć się na ich czerwonym suknie
mówiąc: bierz mnie dlatego dla ciszy opuszczę cię zawsze
bo jest

(z tomiku „Światło” 2012)


27

jar – odwrócony raj
w którym Ewam i Ada
umawiają się na powrót


kobieta i mężczyzna

nie będę pytać o powtarzający się motyw kochanków w literaturze
jesteś nieskończona i oprócz kawy potrzebujesz codziennie
innego języka który cię przyciągnie jak zapach palonych ziaren
bezkres to twoje najsilniejsze przyzwyczajenie – Żulietto

czy ja cię kiedyś doprowadzę do końca czy też będziemy dla siebie
już zawsze widnokręgiem pozorną linią słów w połowie nieba i ziemi

a może jednak zdarzy się nam jakieś nowe stworzenie
Adam i Ewa zdziwieni rajem feerią barw własnym ogrodem
w którym po kolei mogliby nazywać rośliny i zwierzęta
a po dotknięciu swoich ciał zrozumieliby że bez siebie
nie mają imion i każde z nich jest tylko istotą żywą

(z tomiku „Światło” 2012)


***

znasz-li ten język lity
z liter a tury mocarne
przy nim słabe znasz-li
ten tester quality?

(z tomiku „Łupki” 2013)


***

zaprzecz
każdą rzecz
prawą na lewą
przewlecz
przelecz
lewą napraw
na prawą
lecz
praw jej
nie przecz
nie mów
precz
nie stroń
od stron
obie
w tobie

(z tomiku „Łupki” 2013)


***

zasadź język w zasadzie
to wszystko
czym możesz chybić

(z tomiku „Łupki” 2013)


Apokalipsa

Po tym, jak wizja Jana z Patmos zatrzymała mnie
przy obrazie szklanego morza jakby pomieszanego z ogniem,
nie było już odwrotu. Zaciskając powieki z całych sił, mogłam
jeszcze przez chwilę powstrzymać napór krystalicznych wód,
przed ogniem jednak nie było ucieczki. Przecież wiedziałam.
Nie pierwszy to raz zapiał czerwony kur. A kiedy próbowałam
na czas podniesienia zejść bezpiecznie do piwnic, wraz ze mną
zstępowała pożoga. Cokolwiek by jednak nie runęło w dół,
zawsze kończyło się słowem nienormalnym, czymś na kształt poezji.
I usłyszałam proroctwo: Uważaj, przed czym klęczysz w swojej krypcie.

Wtedy ucichło. Opadł kurz. Wstałam pokonana. Myślisz,
że sam jesteś w stanie coś w sobie wznieść ponad życie,
ponad ciało, coś na kształt miłości – nie jesteś. Kochasz wizje,
ubierasz się w obrazy, połykasz je, wyjmujesz z ust. Jesteś
na wiecznym głodzie, wyjesz. Może z czasem nazwiesz to
filozofią albo melancholią.

Wierzyłam, że tego dnia nie zdarzy się nic, co poruszy mnie bardziej,
niż to poranne widzenie. Tymczasem, niespodziewanie dotknęłam twojej głowy. Poczułam pod palcami miękkie pasma włosów spływające w dół,
coś na kształt strumieni. Jeszcze chwila, a przytknęłabym do nich usta
jak do czoła dziecka, kiedy się sprawdza, czy nie ma gorączki. Jeszcze chwila,
a rozpadłby się świat.

(z tomiku „Złodziejka głosu” 2016)


Ciebie pełna

Tańczą i śpiewają.
Popatrz, śpiewam i tańczę
razem z nimi. Jestem pełna świateł.
Z kolorowej krwi i kości jestem. Pełna
kolorowych świateł. Chwytam czyjeś ręce,
powietrze chwytam głębiej. To tylko
zabawa . Nic mnie nie kradnie,
na Boga, nikt mnie tobie nie odbiera!

Mój smutny ogniu,
biały karle,
dotyku,
moje od wewnątrz
jestem póki jestem.

(z tomiku „Złodziejka głosu” 2016)


Złodziejka głosu

Jak długo będę tłumaczyć mezalians z literaturą? Ilu jeszcze
pustym stronom powiem: nie pamiętam waszych imion, naprawdę.
Jestem bezdenna, nic we mnie nie osiada. O czym się mówi – tonie,
co trzeba wiedzieć – opada. Jak czerwone krwinki w osoczu,
kiedy już ich nie porusza skurcz serca. Jestem bez serca,
nie bije we mnie żaden nurt. Tylko język – wiano.

Tło niehistorycznoliterackie jestem. Tło bez tła. Sobie tło
i to mi nie pomaga w dyskusjach – jeśli zabiorę głos,
już go nie oddam, przepadnie, nie wróci. Będę musiała
wymyślać siebie w nowym kontekście.

(z tomiku „Złodziejka głosu” 2016)



Beata Golacik – Poetka. Wiersze publikuje pod pseudonimem Kalina Kowalska. Ukończyła teologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz studia podyplomowe z zakresu nauk społecznych (Wyższa Szkoła Dziennikarska im. M. Wańkowicza w Warszawie) i HR (Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie). Nauczycielka w szkole średniej. Pracuje i mieszka w Świdniku.

Zajmuje się również publicystyką literacką. Autorka felietonów i komentarzy recenzenckich do lektur. Prowadzi dwa blogi literackie: „Blog kowalski” i „Beata Golacik – felietony”. Publikuje m. in. w lubelskim „Akcencie”, raciborskim „Almanachu Prowincjonalnym”, pomorskim magazynie literacko-artystycznym „Latarnia Morska”, roczniku kulturalnym „Piosenka”. Umieszczona w antologii poetów lubelskich Bogusława Wróblewskiego “Lublin – miasto poetów” (2016). W 2013 r. otrzymała Nagrodę Artystyczną Burmistrza Świdnika. 

Tomiki wierszy: Za mną, przede mną (2011), Światło (2012, e-book 2016), Łupki (2013), Złodziejka głosu (2016 wydanie papierowe i e-book).
Witryna internetowa Autorki: http://beatagolacik.autorzy365.pl


Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko