Remigiusz Czyżewski – wiersze

1
395
Franciszek Maśluszczak


RANDKA W CIEMNO

Kiedy znasz już na pamięć twarze wszystkich
kobiet z randkowego portalu i jest ci trochę niedobrze
zresztą żadna i tak nie odpisała oprócz
jednej osoby która jak przypuszczasz była jakimś pedałem
ona znowu umiera i pisze że jesteś gnojem
żegnała się z tobą już ze dwadzieścia razy w ciągu ostatniej doby
i znowu coś ściska w gardle nabierasz pewności
że to co piszesz jest całkowitym chłamem
bo i tak mistrzem świata jest Świetlicki
i mógłbyś żebrać
o uczucie u każdej napotkanej po wyjściu stąd na ulicy dziwki
poczucie honoru nie jest twoją mocną stronę
bo za bardzo boli samotność
dzisiaj znów ci się śniła tamta i byliście razem we śnie
szkoda że musiałeś się zbudzić


ŁZA

Powoli
odrywa się od powieki
i płynie po policzku wzdłuż tej bruzdy
którą wypracowałem pozorami uśmiechu
jest w niej sól
tych wszystkich dni podczas których
próbowałem coś zmienić na lepsze
i mieni się przede wszystkim
wszystkimi kolorami nadziei
odbijasz się w niej masz dziwną minę
tak jakbym patrzył na ścianę
kiedy w końcu upadnie
będę jakby wyrwany
podejdę do drzwi i je zamknę
najciszej jak potrafię


WERSJA ALTERNATYWNA

Chrystus ma dzisiaj 47 lat
i patrzy na świat z tylnego siedzenia samochodu
zastanawia się
co by się stało gdyby wtedy dał się zabić
czy życie byłoby trochę lepsze
Chrystus podaje dziś eucharystię razem z prozakiem
a dobrą nowinę
głosi z ekranu telewizora
jest wtedy gwoździem programu
Bóg jeden wie co by się stało
gdyby to on dał się zabić
a nie pozabijał wtedy ich wszystkich
zapala więc papierosa
i milczy
a w tym milczeniu
kryje się tajemnica istnienia


LUSTRO CZASU

pomiędzy nami została tylko garstka popiołu
pustka, cichnące odgłosy kroków
lustra
w które nie chcę spoglądać bo myślę
że to nie moje odbicie
i życie też nie jest moje
pomiędzy nami przestrzeń wypełniona niemocą
gniewem poczucia winy
okna
których nie chcę otwierać
bo myślę,że mógłbym wyskoczyć
i ten pierwszy dzień kiedy pytasz
chcesz naleśniki
który wydarzył się
sto tysięcy lat temu zanim zacząłem umierać
na swoją chorobę mózgu
może zresztą nie wydarzył się nigdy
bo teraz
pamiętam tylko ostatnie ciosy
które wymierzamy na oślep


JAK WYSTRZAŁ

Nasze drzazgi mają się dobrze
utkane z czasu wrośnięte w tkankę mózgu
prowadzą do serca arteriami smutku
a ono bije majestatycznie
czasami liczyłem uderzenia dopóki
nie zorientowałem się że nie są moje
nasze gesty są w zupełnym porządku
w przeciwieństwie do słów
potrafią kreślić w powietrzu spirale niemego bólu
które i tak znikają dymem z papierosa
coraz bardziej uważamy
żeby się przypadkiem nie dotknąć
wklęśnięci w sobie na dwóch różnych biegunach
łóżka
uderzenia serca rozlegają się w pustce jak wystrzał


KOLEJNE WYJŚCIE

Po kolejnym wyjściu
kiedy kłótnia okazała się bardziej ostateczna
stoję przed torami tramwaju ciemne okulary
gorąco jak cholera
komplet noży w kieszeni
milczenie jest wysublimowaną formą
tortur
myślenie zaś
jest perfidną formą ukrzyżowania
nasza ostatnia kłótnia
która prawdopodobnie nie była ostatnią
nie przebiegła zbyt dramatycznie
nikt nie powiedział spierdalaj
lub coś równie patetycznego
butelki nie uderzały o ścianę
jak na moim kawalerskim wieczorze
nie wpadłem w szybę rozcinając sobie pachwinę
wyszedłem po prostu
ty powiedziałaś że nie ma już sensu
wiesz
mi się wydaje że życie nie ma sensu tak czy inaczej
ale nie powiedziałem tego
bo już byłem na schodach
po kolejnym wyjściu jestem trochę bardziej obolały
z jakby trochę cięższą duszą i palę więcej
papierosów
teraz będziemy czekać na kolejne okazje
kto wróci pierwszy przegrywa
powiedziałaś idź zadbaj o siebie
a myślałem, że nie umiesz zabijać


PRZEZ NAS

płaczesz bo jesteś płaczliwa
przecież
nic takiego nie robię
nie unoszę zaciśniętej pięści
nie uderzam kolanem lub łokciem
jeszcze tego by brakowało
nie
moje ciosy są bardziej subtelne
są w słowach i tonie głosu
ale
są bardzo celne i odbierają nadzieję
potem przepraszam
ty płaczesz bo jesteś płaczliwa
a ja przez chwilę wierzę
moje strzały przewiercają na wylot
na przestrzał
wiatr przechodzi przez ciała
żywych i umarłych
umarłych i żywych
przez nas


SKAZANY NA PISANIE

skazany na pisanie
prawomocnym wyrokiem sądu ostatecznego
światłem słońca i blaskiem księżyca
twoimi łzami skazany
kolejnym porankiem następnym uzależnieniem
obelgą i tym krzyżem w kościele
wyrokiem prawomocnym
ciemną siłą wewnątrz własnej głowy
grzybicą swojej duszy
codziennie wykonywaną egzekucją
skazany na stukanie
liter wyrazów zdań całych
scalanie rzeczywistości z kawałków
fragmentów wspomnień urojeń emocji
i tego krzyża w kościele
wyrokiem we własnej głowie
który jest ostateczny
skazany
a wyrok jest prawomocny

Reklama

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko