Mikołaj Melanowicz – Spotkanie z Kawabatą

0
133

    Minęło 50 lat od przyznania japońskiemu pisarzowi Kawabacie  literackiej Nagrody Nobla. Dla uczczenia tej rocznicy przytaczam poniżej tekst, jaki ogłosiłem pół wieku temu na temat Laureata[1]. Przypominam również, że kilka miesięcy później, w marcu 1969 roku, „Wiadomości z Japonii”, wydawane przez  Ambasadę Japonii w Polsce, zamieściły moje tłumaczenie wykładu, wygłoszonego przez Kawabatę w Akademii Szwedzkiej 12 grudnia 1968 roku.

  W tekście tego wykładu pt. Utsukushii Nihon no watakushi (Japonia, piękno i ja) Kawabata przedstawił najważniejsze wartości stanowiące podstawę estetyczną kultury japońskiej. Do takich wartości zaliczył kult przyrody, wyrażany symbolicznie w poezji opiewającej pory roku, jak również w kompozycjach kwiatowych, ogrodach i ceramice. Jednak chyba najsubtelniej wyraził podziw dla ekspresji piękna międzyludzkich związków opisanych w „Opowieści o księciu Genjim” (1008), której bohaterowie byli prawdziwymi wyznawcami kultu piękna.

  Trudno jednak znaleźć w tym wykładzie wyjaśnienia, co było dla Kawabaty istotą piękna: harmonia, duchowość, doskonałość formy czy dobro. Można jednak przypuszczać, że dla pisarza ważny był przede wszystkim związek formy z metafizycznymi właściwościami bytu, wyrażanymi  za pomocą takich japońskich terminów jak mono no aware (patos rzeczy, lacrimae rerum) i yūgen (tajemna głębia), sugerującymi piękno nietrwale przemijającego życia. W  związku z tym przeświadczeniem wiele uwagi poświęcił buddyjskiej filozofii zen.

   Znacznie jaśniej Kawabata Yasunari (zm. 1972 r.) przedstawił swój stosunek do rodzimej tradycji, układając też kanon japońskiej literatury klasycznej. Wyróżnił w nim m.in. Genji monogatari (Opowieść o księciu Genjim, 1008), Ise monogatari (Opowieści z Ise, X w.), Kokinshū (Zbior poezji dawnej i współczesnej, 905),  Shinkokinshū (Nowy zbiór poezji dawnej i współczesnej, 1205), Makura no sōshi (Notatnik spod wezgłowia, ok. 1000), Kyōunshū (Zbiór Szalonej Chmury, 1481). Wymienił i zacytował kilkanaście nazwisk, jak również charakterystyczne dla kultury japońskiej – raczej nieprzetłumaczalne – kategorie estetyczne, a mianowicie mono no aware, wabi (przykre samopoczucie, tęsknić w samotności), sabi (starzenie się, osamotnienie) i yūgen.

W toku wykładu przedstawił więc najważniejsze osiągnięcia literatury japońskiej. Wykorzystał tę okazję do wyznania wiary w wartości kultury narodowej, wartości godne rangi światowej. Niewątpliwie, Kawabata zdecydował brutalnemu obrazowi Japonii jako agresora lat 30-40. XX wieku przeciwstawić utrwalony w literaturze obraz kraju kochającego przyrodę i miłującego pokój.

 Niewątpliwie, wykład był spontaniczną próbą określenia istoty piękna wyrażonego przez cenionych przez siebie poetów i myślicieli zen. Pozwolił pisarzowi ogłosić światu, co było i jest dla niego najważniejsze w literaturze japońskiej. Kawabata – podobnie jak Tanizaki –  zdecydował pokazać światu to najlepsze oblicze swego kraju i mówić o tym, co cenił najbardziej, i co jest w niej oryginalne, odróżniające od literatury zachodniej.  I dlatego  esej pt.  „Japonia, piękno i ja” zasługuje na naszą szczególna uwagę.  

   Kawabata Yasunari  ( „Książki dla Ciebie| 1968, 10,10-12)

  Kawabata Yasunari (ur.1899 r.), laureat Literackiej Nagrody Nobla 1968, zajmuje we współczesnej literaturze japońskiej pozycję szczególną. Na tle tendencji awangardowych Kawabata jest tradycjonalistą w sensie zarówno literaturoznawczym jak i obyczajowym.

Spotkanie z Kawabatą

    Ze  swoich tokijskich wspomnień chcę wykroić jeden obrazek, który dziś, gdy myślę o Kawabacie, uporczywie wraca, atakuje.  Jest koniec roku 1965, połowa grudnia. W siedzibie Japońskiego Penklubu odbywa się przyjęcie z okazji „zapominania starego roku”, jak nazywają to Japończycy. Tu po raz pierwszy zobaczyłem Kawabatę. Zrobił na mnie wrażenie człowieka raczej oschłego. Ale wkrótce przekonałem się, że jest inaczej.

  Później, gdy na sali panował już gwar ożywionych rozmów, widziałem go z daleka. Kogoś komuś przedstawiał, zamieniał kilka zdań, a po chwili znowu stal sam, wyprostowany, wytworny. I gdy Go tak teraz widzę we wspomnieniu, wydaje mi się jakiś nieobecny, spoglądający na to, co się dokoła działo,  jak na coś nierzeczywistego, jakby świat otaczający był tylko jego złudzeniem. Może jest to tylko moje złudzenie, a może sugestia jego prozy.

Myśląc o Kawabacie, o jego powieściach i opowiadaniach, zawsze widzę przed sobą wnętrze domu japońskiego, z jego lekkimi shoji – ściankami z drewnianej kratownicy obciągniętej białym papierem – z alkową ozdobioną subtelną kompozycją ikebany. Widzę starą ceramikę japońską, czarki do sake (ryżowe, białe wino) i przede wszystkim  czarydo herbaty o spokojnej fakturze i naturalnych, powstałych podczas wypalania barwach. Widzę dziewczęta i kobiety w kolorowych kimonach, poruszające się w skupieniu lub podające herbatę z wytworną ceremonialnością. Słyszę bicie dzwonów i gongów świątyń buddyjskich, malowniczy krajobraz zmieniający się w rytmie następujących po sobie pór roku. I myślę o warstwach czasu nakładających się na siebie wraz  z nadejściem nowej pory, o upływaniu czasu, o nietrwałości wszystkiego, co nas otacza. Przypominam wtedy pierwsze zdanie ze średniowiecznego eposu rycerskiego, z Opowieści o rodzie Taira:

Dźwięk dzwonu z klasztoru Gion

Echem jest nietrwałości wszechrzeczy.

  Taki jest klimat prozy lirycznej Kawabaty/ Ta w istocie rzeczy buddyjska koncepcja życia stanowi klucz, który wprowadza nas w świat literacki Kawabaty.

Kontynuacja tradycji

 Kawabata jest miłośnikiem starej, klasycznej literatury i sztuki, a także specyficznie japońskich zachowań obyczajowych. Jest poetą nostalgii – niemal elegijnej tęsknoty za „przejawami piękna japońskiego”. Jest ponadto kontynuatorem literackiej i filozoficznej tradycji japońskiej, ukształtowanej w procesie asymilacji buddyzmu. Zarówno styl jego pisarstwa, kompozycja utworu, zawartość filozoficzna, jak i wartość estetyczna mieszczą się w ramach dobrze pojętego , tradycyjnego pisarstwa japońskiego. W powieściach tego rodzaju  szczególną wagę przywiązuje się nie do konstruowania jakiejś całościowej wizji świata, a do kontemplacji w tymczasowych, przypadkowych momentach i miejscach. To znaczy, szczegół , epizod jest ważniejszy od spoistych powiązań kompozycyjnych. Ma się wrażenie, że powieść nie jest powieścią, lecz zbiorem opowiadań związanych np. wspólna osobą bohatera. Warto tez zwrócić uwagę na samo zakończenie utworu. Brak jest kulminacji i rozwiązania problemów nagromadzonych w dziele. Po prostu życie toczy się dalej. Pisarz nie ma potrzeby zatrzymywać go w jakimś jednoznacznym i końcowym momencie.

Większość powieści Kawabaty „Kraina śniegu” (1935), „Sembazuru – Tysiąc zurawi” (1950), „Yama no oto – Odgłosy gór” (1949) pozostawiają same znaki zapytania co do dalszych losów bohaterów. A co  dalej? –  chcielibyśmy wiedzieć. Cóż może być? Nurt tej samej rzeki toczy się podobnie tu i tam, dalej o dwieście czy tysiąc metrów,. A my płyniemy wraz z nim –  jak powiada Kawabata.

Pieśń miłości czystej i miłości niedobrej

To, co utrzymuje nasze nietrwale życie w spoistej całości, co nadaje mu sens – to miłość. Od najwcześniejszych utworów aż po ostatnie, miłość jest głównym tematem, powiedziałbym – kompozycyjnym spoiwem – jego świata literackiego.

  Oto na przykład opowiadanie pt.”Tancerka z Izu” (Izu no odoriko,1926) piękna opowieść o budzeniu się uczucia między dwojgiem młodych ludzi: uczniem wyższej klasy licealnej i młodziutkiej tancerki. Pierwsze drgnienie serc, jeszcze niezupełnie uświadamiane, tęsknoty, ukłucia zazdrości. Jeszcze nic między nimi nie zaczęło się, a już się kończy, następuje rozstanie. Akcja tej lirycznej opowieści dzieje się w pięknej scenerii Półwyspu Izu na tle malowniczych wzgórz pokrytych barwami jesieni. Przyroda harmonizuje z nastrojami bohaterów – tak jak w japońskiej literaturze i sztuce minionych wieków.  Autor ze szczególnym pietyzmem rysuje to, co pozostało ze starej Japonii: ideał kobiety o wysokim poczuciu odpowiedzialności, o manierach subtelnych, pełnych łagodności, spokoju i wdzięku. Zwraca uwagę na stare gospody, zajazdy i hoteliki,  ogrody czy np. gry towarzyskie.

  W „Krainie śniegu” (Yukiguni), powieści przełożonej na język polski przez Wiesława Kotańskiego, akcja przenosi się w surowy krajobraz północnej Japonii. Zmienia się nie tylko sceneria ale także cały klimat utworu. W „Tancerce z Izu” – czystość, prostota, spokój. W „Krainie śniegu” – zewnętrzna obojętność bohatera, dramat gejszy Komako i tragedia dziewczyny z „krainy śniegów” Yoko. I wydaje nam się, że przenosimy się jednocześnie ze świata snów dzieciństwa, w świat dorosłych. To, co się rozgrywa między tokijczykiem Shimamurą, a poznaną w „krainie śniegu” w tradycyjnym hoteliku u ciepłych źródeł młodą gejszą, ta miłość o nierównym zaangażowaniu jest skazana na niepowodzenie. Mimo to tylko to uczucie łączy ludzi i nadaje sens ich życiu. Jest w tym związku i piękno i smutek jednocześnie. Towarzyszy mu uczucie przemijania, nietrwałości i tymczasowości oraz – co jest również bardzo ważne- pragnienie takiego życia, które byłoby bardziej marzeniem czy też snem, niż rzeczywistością. Życiem piękniejszym niż poprzednie.

W „Tysiącu żurawi” autor ukazuje miłość jeszcze bardziej nieszczęśliwą, chorą, miłość niedobrą. Bohater powieści Kikuji znajduje się w pułapce ponurych cieni przeszłości ojca. Jego czas teraźniejszy i przyszły skomplikowały kobiety, które kiedyś kochały jego ojca. I mimo ze spotyka piękne i młode dziewczyny, jak na przykład poznana  na ceremonii herbaty dziewczyna z chustą o wzorach tysiąca żurawi, nie jest w stanie wyjść jej naprzeciw i uratować, wyrwać siebie z sytuacji uwarunkowanej przeszłością. Miłość, którą poznajemy w tej powieści, nie jest piękna, ani nie przynosi bohaterom szczęścia. To, co rzeczywiście piękne – to otoczenie kulturowe człowieka: ceremonia herbaty, ceramika, stroje.

Spadkobierca tradycji

Nie znamy i nie rozumiemy jeszcze kultury, a zwłaszcza literatury japońskiej. Te utwory, które ukazały się w przekładach na język polski nie dają nawet ogólnikowego obrazu złożoności i bogactwa formalnego i ideowego literatury tego kraju, położonego na krańcach Azji Wschodniej. Historia jej rozwoju jest długa. Już w połowie ósmego wieku powstał wielki zbiór poezji pt. „Zbiór dziesięciu tysięcy liści”, zawierający utwory poetyckie – już w pełni dojrzałe z czterech wieków. Był to okres poznawania i asymilacji kultury chińskiej, okres, w którym, dzięki zapożyczeniu pisma chińskiego i dostosowaniu go do zupełnie odmiennego języka rodzimego,  spisywano ustną tradycję literacką. Wiek zaś dziesiąty i jedenasty zostawił zabytki prozatorskie o randze światowej. Przykładem niech tu będzie „Opowieść o księciu Genji” – wielka, ponad tysiącstronicowa panorama życia i kultury dworskiej, napisana przez kobietę. Warto zwrócić uwagę, że była to jedna z najbardziej ulubionych lektur Kawabaty. W kilka wieków później króluje epos rycerski, np. cytowana wyżej  „Opowieść o rodzie Taira”. Następne epoki przynoszą nowe formy i nowe dzieła. Nie będziemy ich wymieniać ani opisywać. Należy jednak pamiętać o drugim (po asymilacji kultury chińskiej) wielkim przełomie kulturowym i w ogóle cywilizacyjnym w Japonii. Nastąpił on  w II połowie wieku XIX. Wtedy to Japonia, która nie utrzymywała od XVII w. prawie wcale kontaktów ze światem ją otaczającym, otwiera granice. Kończy się okres izolacji. Rozpoczyna się nowy okres przyswajania nauki, techniki i europejskiej kultury. Proces ten już trwa sto lat. W ciągu tego okresu, nie tak znowu długiego w historii ludzkości, Japonia z zacofanego państwa feudalnego przekształciła się w potęgę przemysłową, która – jak można przypuszczać – w ciągu kilku najbliższych lat zajmie, pod względem potencjału przemysłowego, trzecie miejsce w świecie.

Nie tylko technika zrobiła wielki postęp w tym okresie: zmianie zasadniczej uległa także kultura, zwłaszcza literatura. W poważnej swej części upodobniła się do literatur krajów wysoko uprzemysłowionych. Nie mniej jednak nie zatraciła zupełnie swego odrębnego, narodowego charakteru. Jeszcze dziś są pisarze,  i w ogóle twórcy, którzy pozostają wierni swej rodzimej tradycji: twórcy częściej czerpiący żywotne soki z takich dzieł, jak „Opowieść o księciu Genji” czy „Opowieść o rodzie Taira”, niż ze źródeł zrodzonych w nowych warunkach współczesnego społeczeństwa z jego aspiracjami i sprzecznościami. Takim pisarzem jest laureat tegorocznej  Nagrody Nobla Kawabata.

                                                                                                               M. M.


[1]              Przypomnieć należy, że do Nagrody Nobla w tym czasie kandydował Tanizaki Jun’ichirō, ale zmarł w 1965 roku. Listę kandydatów opracował Amerykanin, profesor Donald Keene na życzenie Akademii Szwedzkiej, o czym poinformowano w telewizji NHK w programie pt. Watakushi ga aisuru Nihonjin.  Donarudo.Kiin bungō to no 70nen (Do ukochanych Japończyków. 70 lat z wielkim literatem Donaldem Keenem, 2015). Wówczas  według Donalda Keene’a (ur. 1922 r.) na noblowskie wyróżnienie zasługiwali (w tej kolejności): Tanizaki Jun’ichirō, Kawabata Yasunari, Mishima Yukio i poeta Nishiwaki Jun’zaburō. Wyjaśnił też, ze Mishima jest jeszcze młody, więc wyróżnienie go nie znalazłoby zrozumienia wśród Japończyków.  

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko