Wiersze tygodnia – Teresa Rudowicz

0
246
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


***

I.

pamiętasz jak odrastały nam ręce.
w każdą niedzielę po mszy 
święty graal pachniał grzechem, 
a hostia pęczniała w ustach.

byłam Judytą, Salome, tamtą dziewczyną z parku
zaciskałam dłonie na twoich włosach,
i krzyczałam tak głośno, że upadało Jerycho.

poiłeś mnie winem, pamiętasz. 
tanim winem o smaku siarki. 
nie można mieć więcej 
niż jest zapisane.

ta noc była bezgwiezdna, 
więc zgubiłam drogę do Betlejem, 
złoty róg i czapkę niewidkę.


II.

widzisz miasto w dole – to Niniwa, 
tam spadła pierwsza kropla,
tam wracamy – nie strawione resztki
z brzucha wieloryba.

Tamar, Abigail, Batszeba, wszystkie kobiety
schodzą z gór i tańczą. zatańczę z nimi, 
a ty umyjesz mi stopy.

taka jest księga odwróconego prawa
bez sędziów i liczb. zaufaj, 
zaufaj ziemi.

z niej powstałam i w niej mam upodobanie, 
Spartakusie, Torquemado, niebieskooki aryjczyku, 
gliniana figurko.


III.

powiedział: zostaniesz prządką, 
a ona otworzyła dłoń i wyfrunął motyl,
błękitny jak odległe laguny, niebo południa, 
płaszcz na ramionach Miriam.

splątane nitki to pozorny chaos, 
wystarczy znaleźć początek
pod dębami Mamre, w Gat Szemanim,
w Dolinie Cedronu. wciąż płoną róże
przy dźwiękach Little Gidding.

popiół, wszystko popiół. sziwa
o sześciu ramionach.


IV.

to miało być antidotum, wyjątkowa kompozycja genów,
alabastrowe ciało pachnące gajem oliwnym.

w języku izraelitów twoje imię brzmi „ukochany”,
ale tu nie chodzi o imię – rudy pastuszek z Betlejem, 
młody Bachus, Tadzio. przykłady można by mnożyć.

kiedy dłoń obejmie dłuto, nie ma już drogi powrotnej, 
nie ma żadnego antidotum, tylko trucizna
i „wdzięki twoje niezrównane jako odbicie nieba
w ziemskim pyle”.


V.

nie pamiętam kiedy umarłam, ale to fakt 
bez znaczenia. z Comali nie można wrócić
nawet jeśli zna się zaklęcie.

w budynku straży syreny wyją 
arię dla poety, miejscowy grajek gra
romancę z filmu Vavry.

jaskółki obniżają lot. będzie deszcz 
albo nie będzie słońca. wrzeciono czasu
wciąż się rozwija. kiedy otworzę oczy
zobaczę ten sam zaciemniony pokój, 
metalowe łóżko, pościel zbitą do krwi
i dłonie bez paznokci.


VI.

być albo nie być. z tobą czy z kimkolwiek, 
jaka to różnica: Ofelia, Carmen, szalona wieszczka
przy drodze pomiędzy Betel i Ramach.

mogłam być Deborą, mogłam siedzieć pod tym drzewem, 
pisać o wojnie, zdobywcach, karmazynowych płaszczach.
lubię grę na wielu instrumentach i nie pasuję do wspólnego łoża, 
więc dobrowolnie wejdę w krąg kobiet wyklętych.

kiedyś zbudują dla mnie stos. 
kiedyś poczuję to, co czuła matka Joanna, 
wykrzyczę wszystkie imiona: Amnon, Nabal, Jefte. 
słowa, słowa, słowa.


VII.

nie będzie między nami wierszy, bo choć gustujesz
w Filistynkach, a ja w siłaczach o dziewczęcych rysach, 
wypędzą cię stąd, chłopcze.

to kurewskie miasto, a ja byłam kurwą 
na długo przedtem, zanim się urodziłam. 
nie boję się gwałcących prawo i mam talent, 
większy niż inne. próbowały cię uwieść, 
ale żadna nie znała sekretu – „czułość bywa

jak plecionka długa z włosów blond”.


VIII.

fini la comedie to znaczy wstań i idź, 
nieważne w którą stronę i tak wszystkie drogi
wiodą na dworzec kurski. tam zaczyna się podróż, 
tam też się kończy, cokolwiek na ten temat powiedziałby Gorki, 
Turgieniew i jeszcze paru innych specjalistów od życia. 
tylko stary Lew wiedział jak jest naprawdę, 
tylko on wsiadł we właściwy pociąg.

miałeś wybór, chłopcze, ale nie miałeś szczęścia. 
prawo pięści to też prawo, może lepsze 
od złych obietnic, marnych zwycięstw, 
boga, który tym razem nie okazał się miłosierny. 
zresztą, co to jest miłosierdzie. ręka z brzytwą, 
cofnięta w ostatniej chwili.


IX.

i oto kolejny dzień, w którym odegramy swoje role Karolu Bovary, 
Aleksjeju Karenin i ty Nabalu, pachnący owczą wełną i winem.

kobieta powinna być żoną, inaczej nie będziesz mógł jej pożądać, 
nie będziesz mógł upaść sześćset dwudziesty trzeci raz.

postaw ciepłe kapcie, niedzielny obiad
i wczasy w Tunezji w zamian za jedną noc z Helą Bertz.

poker.
po coeur


X.

przez bramę przechodziło wielu, 
choć nie zawsze bab-ilu znaczyło to samo.

mówimy we własnym narzeczu, wynoszę cię ponad 
język ludzi i aniołów. nie jestem ani cierpliwa, ani łaskawa, 
ale mam dar prorokowania. wiem: pewnego dnia
przestaniesz mnie rozumieć.


***

w mojej rodzinie nie było bohaterów
nie było też ofiar
jeśli ktoś umarł młodo
to albo za dużo pił
albo miał słabe serce
babka wychowała dwanaścioro dzieci
to jedyny przykład heroizmu
reszta wiodła proste życie
na marginesie historii
chciałabym
żeby tak zostało


***

święta Eufrozyno Połocka
święte wody Świtezi
pola Zaosia
święta rzeko obojga narodów
kapłani i szamani
módlcie się
za naszych ojców synów
zmarłych
za Jana i Cecylię
Żydów z Witebska i Trościańca
za to drzewo przy drodze
zgięte wpół
żyje jakby na przekór
wiatrom i granicom
jakby wiedziało
że zgiąć to nie to samo
co złamać


***

na początku było drzewo
powiedzmy buk albo jesion
z prześwitem w koronie
przez który przeleciała sowa
i nastał wieczór
rano na drzewie usiadły wilgi
zięby trznadle
nastał dzień pierwszy
potem drugi trzeci
drzewo rosło
i było domem
pewnego dnia pod drzewem usiadł człowiek
powiedzmy wędrowiec albo święty
pokłonił się drzewu ptakom
pokłonił się trawie i rybom w rzece
bo widział że były dobre
wreszcie człowiek znalazł owoc
zjadł go i przestał widzieć
odtąd już tylko wiedział
systematyzował
dzielił


***

nie chodzę do kościoła ale myślę o Bogu
ilekroć słyszę wilgi – fletnie Pana
podziwiam strój modraszka adonisa
i wierzby z twarzami kobiet
mówią że tam żyje się tak samo
więc może i ja znajdę
mieszkanie w wierzbie
odcisnę swoją twarz
będę chodzić po łąkach
poznam nocne ptaki
nietoperze
ćmy
może w pustej dziupli zamieszka puchacz
obwieści koniec dnia
godzinę zero
nów


Ostatni list Mary Poppins

mogłam zmienić myślenie, mogłam wielokrotnie
przesuwać stąd do tamtąd racje na liczydle,
mogłam w ciebie uwierzyć, otworzyć samotnię
z wody, węgla, wodoru. trochę nawet z siarki,
gdyby dobrze przeszukać wszystkie zakamarki
poczułbyś zapach strachu, zapach potępienia,
może być, że rozkoszy. lecz to nieistotne,
w tej chwili inne sprawy palą się płomieniem,
którego zbyć nie sposób,  piekielna pułapka
ten rozum, ciało obce, guz na zdrowej tkance,
trzyma mnie teraz w szachu. kawa i kanapka
z pieczonym awokado nie rozwiążą sporu
bo wciąż jest we mnie więcej wody i wodoru
i śmierci, co wciąż wabi swym godowym tańcem.
jak żyć gdy się nie żyje? spytam retorycznie.
szkoda, że cię tu nie ma. powiem jak Barańczak.


In tenebris

Mary Poppins zasłania okna

do tej pory chciała widzieć niebo
żeby niczego nie przeoczyć
zdążyć spakować kufer

teraz woli mrok

świat za oknem
od dawna nic nie znaczy
to co najważniejsze
urośnie bez słońca

wystarczy światło

Aneta Kolańczyk – kaliszanka od pokoleń. Autorka książek, artykułów i  audycji radiowych dotyczących literatury i literatów Wielkopolski, a także piosenek i recenzji. Współtworzy, jako autorka tekstów, zespół Rozmark Cafe. Animatorka kultury, społeczniczka.

Na co dzień nauczycielka języka polskiego w Zespole Szkół Techniczno-Elektronicznych w Kaliszu, pomysłodawczyni i współautorka programu „Z kulturą przeciw wykluczeniu.”

Pod pseudonimem Teresa Rudowicz wydała trzy książki poetyckie.

Debiutancki tom pt. „Podobno jest taka rzeka” został wyróżniony w 53 konkursie Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek na Najpiękniejszą Książkę Roku 2012.

Jurorka konkursów poetyckich w tym Konkursu Poetyckiego im. Rodziny Wiłkomirskich. Członkini Zarządu Stowarzyszenia Promocji Sztuki „Łyżka Mleka” i współorganizatorka Ogólnopolskiego Festiwalu Poetyckiego im. Wandy Karczewskiej odbywającego się w Kaliszu od 2011. Trzykrotna laureatka Nagrody Prezydenta Miasta Kalisza. Stypendystka Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury.

W listopadzie 2018 roku w Zaułku Wydawniczym Pomyłka ukazała się kolejna książka poetycka Teresy Rudowicz  pt. „In tenebris”.


Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko