Jerzy Stasiewicz – Szlakiem festiwali

0
314

            Jesień obfituje w festiwale artystyczne. Pierwszy Powrót do Wieszczyny na pograniczu polsko-czeskim zgromadził międzynarodowe towarzystwo piszących i malujących. Organizatorami byli niezmordowani Teresa i Witek Hreczaniukowie (minęło akurat 15 lat od pierwszego w ich posiadłości w Gostomi, tamten nosił tytuł: „Uratować wiatrak; ilu już poetów nie ma wśród nas).

            Piękną scenerię Gór Opawskich malarze przenosili na płótno, poeci utrwalali w słowach. Była wycieczka do muzeum w Głogówku, gdzie w filmowej wersji zapoznano nas z życiem i twórczością poety i filozofa Rafała Urbana i malarza Jana Cybisa. Z ich wędrówką po świecie do jądra sztuki. Zahaczyliśmy o Biedrzychowice – stodołę muzeum wsi opolskiej. Patrzyliśmy z podziwem na regionalne stroje ludowe. Sprzęt rolniczy dawniej stosowany do uprawy roli. Narzędzia gospodarskie i wyposarzenie kuchni z ogromnym piecem kaflowym z fajerkami, zastawionym garnkami i olbrzymim czajnikiem. Na haczykach rożnej pojemności: nalewajki, garnczki, filiżanki.

            Był wieczór wspomnieniowy poświęcony Tadeuszowi Soroczyńskiemu. Poecie opolskiemu zmarłemu w maju, na który przybyła żona Maria.

            Po tygodniu, z Janem Szczurkiem poetą z Łącznika uczestniczyliśmy w „Biennale poezji” w Złotym Potoku. Cała część oficjalna odbywała się w Pałacu Raczyńskich. W turnieju jednego wiersza bezapelacyjnie zwyciężył Jerzy Fryckowski ze Słupska utworem Felix Landau wynajmuje nauczyciela plastyki. Był koncert Olgi Bończyk, przeplatany znakomitymi anegdotami z życia teatru i planu filmowego. Dowiedzieliśmy się, że rodzice piosenkarki byli głuchoniemi. (Ja pracuję z głuchoniemymi), a pani Olga z bratem zostali obdarzeni słuchem absolutnym. Rodzicom nie było dane słyszeć ich talentu. Po kolacji w schronisku młodzieżowym noc poetów. Każdy z uczestników mógł zaprezentować swoją twórczość. Były aforyzmy, haiku, limeryki, fraszki wyciskające łzy śmiechu, pieśni biesiadne i poezja śpiewana do tekstów obecnych. Cudowny koncert skrzypcowy filharmoników berlińskich małżeństwa Ilony Nieciąg i Krzysztofa Leksyckiego, podróżujących z koncertami po świecie z trójką małych dzieci. Rano z Jaśkiem opuszczamy szlak Orlich Gniazd przenosząc się do Dobrej koło Krapkowic na dni otwarte pałacu Seherr-Thoss, pieczołowicie remontowanego od lat przez przedsiębiorcę Franciszka Jopka. W niedzielne popołudnie pałacowe mury zwiedziło ponad 7 tys. osób, a przy stoliku z książkami ustawiła się spora kolejka.

            Następny weekend to Broumov 19-te dni poezji organizowane przez ikonę czeskiej literatury Verę Kopecką. Rozpoczęcie w ogromnych salach klasztoru benedyktyńskiego. Tu poezja rozbrzmiewa nie tylko w językach słowiańskich, ale i po grecku. Gościem honorowym była Maria Mistrioti. Jak się okazało i uczestniczka wielu festiwali po stronie polskiej. Ciekawie jest usłyszeć litewski w wykonaniu Birutė Jonuškaitė szefowej związku pisarzy naszych północno-wschodnich sąsiadów. Obydwie panie miały przekłady swych książek na czeski. Była i antologia festiwalowa i pokłosie zeszłorocznego spotkania. Po prostu tytan pracy ta nasza kochana Vera. A jeszcze po przyjeździe do Krynic prowadziła warsztaty. Ogarnąć brać poetycką żądną wieczornej biesiady nie jest łatwo. Vera jednak nad wszystkim panuje. Wystarczy jedno jej spojrzenie. I dreszcz przechodzi po plecach.

            W piętnastym Międzynarodowym Festiwalu Poeci bez granic od tego roku im. Andrzeja Bartyńskiego uczestniczyłem tylko w nocy poetów (sprawy rodzinne). Promowana była antologiaPiętnastopad w wyborze Kazimierza Burnata i ze słowem wstępnym Andrzeja Waltera. Polanica ma swój klimat. Na spotkanie z uczestnikami czeka się z utęsknieniem cały rok.  

            W następnym tygodniu w Korfantowie promowany był zbiór wierszy poetów śląskiego pogranicza Zmieścić się w słowie, pod redakcją Antoniego Dąbrowskiego. A tytaniczną robotę nad jego składem wykonał Jaś Szczurek. Sala w ośrodku kultury pękała w szwach. Co przy poezji jest niespotykane. Ale malownicze miasteczko ma swój czar. I od kiedy tu bywam o puste krzesło jest naprawdę trudno. Oby tak w dużych miastach. Profesjonalnie spektakl poprowadziła Danusia Babicz-Lewandowska. Anonsując każdego autora krótką notką biograficzną. Były przerywniki muzyczne młodzieży ze studia piosenki. I rozmowy w kuluarach. Są jeszcze przed nami promocje książek indywidulanych. Ale o tym w następnym artykule.

Jerzy Stasiewicz

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko