Radovan Brenkus – W przedostatnim obrazie

0
162

zawsze stoję przed drzwiami,
za którymi nie da się niczego przeczuć.
Kto wychwala błogość w wieczności,
niech tam śpieszy.
Nawet adonisi, którzy tak nienawidzą smutku,
że na ołtarzu składają własne ciało,
jak gdyby pewnego razu mieli się odnaleźć w sobie,
odgrywają uniesienie, za którym wzdycha eremita.
Ile specyfików się sprzedaje,
aby wirtuoz stał się swoim instrumentem:
od rozkojarzenia po bohaterstwo
na niebezpiecznych drogach.
Raczej beznadzieja na dnie przejrzystych oczu,
niż pojednanie z twarzą, która kłamie.
Wspierać się o takie drzwi nie oznacza uciec,
ale powrócić do trzynastej komnaty,
gdzie malarz kładzie mnie na płótno:
przenikliwie nasłuchuje mojej nagości,
aż skulona umieram od ognia.

Tłumaczenie: Marta Pelinko
Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko