Rekomendacje książkowe z biesiady literackiej SPP

0
144

Piotr Müldner-Nieckowski

Artur Daniel Liskowacki: Spowiadania i wypowieści

spowiadania i wypowiesci

   Znany prozaik i poeta szczeciński, autor tak ciekawych i nagradzanych powieści jak „Eine kleine” (2000, 2009) czy zbiorów opowiadań „Capcarap” (2008, 2014) tym razem obdarowuje nas potężnym tomem esejowieści, histowiadań, opowiadosejów, feliegramów, nowelezji i jeszcze kilku innych powszechnie nieznanych form (dlatego zapewne wybrał do publikacji wydawnictwo Forma, które z formą stale i ciekawie eksperymentuje).

   Sprawiają wrażenie narracji autora o sobie samym, ale nimi nie są. Są, podejrzewam, tyleż autobiograficzne, co stwierdzenie, że człowiek się rodzi, krzyczy, je, śpi, trochę się uspokaja, trochę się wścieka, pracuje i umiera. A mimo to jest to taka proza, bez której świat nie może istnieć. Patrząc na tę twórczość, powiedziałbym zgodnie z doktryną Henryka Berezy, że A.D. (Anno Domini 2018) Liskowacki wpisuje się w dalszy ciąg rewolucji artystycznej, szuka własnego wyrazu tego, co się wokół dzieje i działo, a co da się wyrazić inaczej, niż to czyni jakikolwiek inny pisarz, kiedy to ponadto dzieje się w nim.

   Tak, zdecydowanie inaczej niż inni.

   Odczytuje ten świat po swojemu: „Zegar słoneczny też późni się o godzinę. Bo nastawiony jest na czas zimowy”.

   To jest właśnie ten styl spostrzeżeń, które budują świat od nowa. A skoro już padło nazwisko Berezy, przypomnę jeszcze jego tezę, która mówi, że jeśli czegoś nie ma w literaturze, to tego nie ma wcale. Nie ma, ponieważ znika. A na papierze (teraz i w eterze, na dyskach i tak dalej) zostaje. To, co mamy w mózgu, musi być zapisane, bo inaczej przepadnie. Nawet sny. Stąd choćby onirystyka.

   Gdzie indziej ten sam A.D. Liskowacki zaczyna opowiadanie pt. „Wykrywacz metalu” następująco: „Pogoda była taka sobie”.

   A niech to diabli, cóż za banał! Jak Liskowacki mógł tak słabiutko napisać…!

   Ale czytamy w tej samej jeszcze linijce: „Właśnie sobie, bo nie innym”. I to jest to. Cały on.

   I dalej już idzie pod tym kątem. Ten świat jest dziwny, pełen zaskoczeń, paradoksów, groteskowych idiotyzmów i pełnej powagi. Nic się nie powtarza (mimo wszelkich pozorów), ale Liskowacki dokładnie, sztychem ostrza satyry albo złośliwości, albo podejrzenia o nieczystość, albo wnioskiem ostatecznym wycina nam z krajobrazu i stawia przed oczy fakty, prawdy i nieomylne sądy (nieomylne, bo to my, genialni czytelnicy ostatecznie je formułujemy).

   Rozpoczynający książkę enigmatycznie zatytułowany tekst „Szanowny Panie A.”, napisany w formie anonsowanej jako e-mail, ale w niczym listu elektronicznego nieprzypominający, jest kunsztownym wyznaniem literackiej wiary, takim credo wspieranym przez drugie credo, które jest trzecim i hierarchicznie kolejnym credo, a niezupełnie spójnym z jakąkolwiek doktryną oficjalną, gdyż tę tworzy dopiero książka „Spowiadania i wypowieści” jako całość.

   Myślę, że ten autorekonstrukcyjny wstęp jest w jakiś sposób konieczny, bo codziennie ubywa nam ludzi, którzy jeszcze coś rozumieją z tego, co czytają, i pozostałym, becząc, trzeba wszystko tłumaczyć jak krowie na rykowisku: to jest tak, a tamto tak, bo ja tak to widzę, żebyś ty też to tak widział, przynajmniej przez tę chwilę, kiedy trzymasz moją książkę w ręku albo na niej siedzisz.

   Liskowacki bowiem daje nam książkę inną, niż przyzwyczailiśmy się mieć, a to może wyzwalać odruch odrzucenia. Nie, byłby to straszny błąd. Są w niej takie zdania, często jedno po drugim, takie zdarzenia i obserwacje, takie fabuły wreszcie, a jakże; a także postaci, które żyją, nic tam nie ma martwego, które żyją i szybko zaczynają żyć w nas, czytelnikach; rzeczy, które musimy znać. A poza tym to kopalnia powiedzeń, powiedzonek, anegdotek. I obelg też, jeśli ktoś zechce.

Piotr Müldner-Nieckowski

_______________________

Artur Daniel Liskowacki, „Spowiadania i wypowieści”. Seria „Kwadrat”. Wydawnictwo „Forma”, Szczecin 2018. Stron 298. ISBN 978-83-65778-77-2.

znaczek

Piotr Müldner-Nieckowski

Paweł Lisicki: Epoka Antychrysta

epoka anty

   Paweł Lisicki, dla większości redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”, a dla czytelników poszukujących erudyta, autor wielu znakomitych książek popularnonaukowych, faktograficznych, eseistycznych (ostatnio, tj. w 2017 r., „Luter. Ciemna strona rewolucji”), ale także dzieł literackich, takich jak dramat eschatologiczny „Próba” i teraz powieść „Epoka Antychrysta”.

   Właśnie ta książka była przedstawiana w listopadzie 2018 na Biesiadzie Literackiej SPP w rozmowie z autorem, a to dlatego, że jest rzeczą godną uwagi jako pasjonująca przygoda po trosze do poduszki, po trosze do zadumy, po trosze do rewizji własnej postawy wobec dzisiejszego świata.

   Oto w 2217 roku konklawe watykańskie wybiera nowego Ojca Świętego, papieża Judasza.

   I zaczyna się dziać coś niedobrego, a czego można było się spodziewać. Złe siły ludzkości zaczęły ostatecznie przeważać naprawdę. Diabeł już nie chowa się za żadną maską. W świecie – podług doktryn zakłamanych i dążących do totalnego zrównania czy ujednolicenia gatunku Homo sapiens – pozostało do zniszczenia jeszcze tylko to, co zdaniem władców Nowego Wspaniałego Świata najgorsze, a w likwidowaniu najtrudniejsze, mianowicie chrześcijaństwo, ściśle katolicyzm. Wśród niezliczonych manipulacji, krętactw, oszustw intelektualnych i historycznych przewijają się przede wszystkim te, które znamy już dzisiaj, dwieście lat przed opisywaną przyszłością, a z których dotkliwie nas dotykają nie tylko te przykrości dawne, znane od zarania Kościoła, lecz również powstałe w sprytnych umysłach przedstawicieli nowego komunizmu, ewolucyjnego.

   Katalog wiedzy o tym przewija się jako tło i zarazem treść fabuły powieści, i stawia czytelników przed wyzwaniem niełatwym do zrealizowania. Po pierwsze musi być przyswojony, zrozumiany, a po drugie oceniony i zestawiony z systemem wartości, który stanowi szkielet doktryny katolickiej, tego, co w tej religii zastaliśmy. Wchodzimy w meandry pokrętnych argumentacji i chwytów propagandowych, poszerza się nasza wiedza co do sporu o istnienie Boga i o boskość Chrystusa i dzięki temu czujemy się silniejsi, bo rozpoznajemy, jaki jest cel ich ukazywania przez autora i bohaterów jego opowieści.

   To nie jest, broń Boże, wykład ani gadka-szmatka, mowa trawa czy esej. Nie, to w sensie formalnym typowa, atrakcyjna, pełnokrwista powieść z fabułą i osobami dramatu, wciągająca, o mniej więcej takim ładunku ostrzeżeń i przerażeń, jaki znajdujemy w „Nowym wspaniałym świecie” Aldousa Huxleya, „Buncie” Władysława Reymonta, czy „Folwarku zwierzęcym” i „Roku 1984” George’a Orwella. To rzecz jak najbardziej poważna, a zarazem złośliwie ironiczna i po literacku dowcipna, podstępnie drążąca to, co wiemy już dziś, z własnego doświadczenia, z własnej wiary lub niewiary. Odruchowo zestawiamy ją z codzienną nawałnicą informacji płynących z centrów Unii Europejskiej, z gniazd antychrystów takich jak Szkoła Frankfurcka, grup miłośników Gramsciego, postmarksistów, racjonalistów, antify, faszystów i nawet z naszej prasy codziennej.

   Świetna książka. Ale jak się okazuje, wyłącznie dla inteligentnych. Niektórzy czytelnicy podeszli do czytania tak najeżeni, że nie zrozumieli intencji autora, których sygnały znajdują się przecież już na pierwszej stronie utworu. Od pierwszych zdań „Epoki Antychrysta” widać, że to kpina z myślenia fachowców od nieludzkiej propagandy, poczynając od genderyzmu.

   Z początkowym przerażeniem odczytywałem więc takie niezrozumienie treści tej książki zawarte w recenzji doktor Moniki Białkowskiej w Przewodniku Katolickim (nr 44/2018) pt. „Lisicki sięgnął bruku”. Autorka nic nie pojęła. To dziwne, bo znałem jej teksty naprawdę dobre. Straciła czujność.

   Tak dalece rozpędziła się w utożsamianiu Lisickiego z Antychrystem, że w końcu, proszę wybaczyć, parsknąłem śmiechem.

   Czytamy: „Fabułę książki streścić trudno: zbyt wiele jest w niej wątków i skojarzeń”. Należałoby zapytać, skąd ta samokrytyka, dlaczego pani doktor się z tym obnaża, ale odpowiedź przychodzi bardzo szybko. Jej powierzchowne (a może lepiej: powierzchniowe) odczytanie (albo wręcz nieprzeczytanie) utworu wymusiło epitety w stylu: „Drogi, którymi chodzi wyobraźnia Pawła Lisickiego, są przerażająco obrzydliwe”. Czytała ze wstrętem!

   Ależ pani doktor, Paweł Lisicki tego wszystkiego nie wymyślił. Owszem, trochę pobawił się w twórcę na miarę młodego Togliattiego. Trochę dodał do tego, co dziś wygadują i wypisują ludzie zwalczający religię. Z talentem rozwinął niektóre ich brutalne wątki (jak choćby stek pseudodowodów na niezmartwychwstanie Jezusa). Pokazał i ośmieszył ich zapiekłe wojenki z religią tak wymagającą i fenomenalną moralnie, tak utrudniającą przejmowanie władzy przez „odnowicieli ludzkości”, jak katolicyzm.

   Monika Białkowska wydrukowała swój sprzeciw w czasopiśmie katolickim, naprawdę. A ja naiwny od Przewodnika Katolickiego oczekiwałem dla tej zgrabnej książki pochwały i może jakiegoś rozwinięcia, bo sytuacja Kościoła ani na świecie, ani w Europie, ani nawet w Polsce nie jest dobra. Katolicy są jedną z najbardziej tępionych grup ludzkości.

   Ale nie przejmujmy się nieudanymi recenzjami. Mamy ważny powód, żeby po książkę sięgnąć, i to nie tylko literacki.

Piotr Müldner-Nieckowski

_______________________

Paweł Lisicki, “Epoka Antychrysta”. Wydawnictwo Fabryka Słów, Lublin-Warszawa 2018. Stron 322. ISBN 978-83-7964-362-2.

znaczek

Małgorzata Karolina Piekarska

Kryminał na stulecie

konsul beska

Jest listopad 1918 roku. Do Warszawy, z której uciekają Niemcy, wraca brygadier Józef Piłsudski. W mieście panuje niewyobrażalny chaos, na którym każdy chce skorzystać i ugrać coś dla siebie. Stanisław Stein, młody oficer armii kajzera, angażuje się w rozwikłanie sprawy zabójstwa niedoszłego francuskiego konsula i odkrywa, że interesy miejscowych gangów mieszają się z wielką polityką. Przy okazji wpada na trop o wiele poważniejszego spisku, który może zmienić losy kraju… Tak w skrócie można napisać o najnowszej powieści Krzysztofa Beśki. To kryminał, w którym do ostatniej strony nie do końca wiadomo kto wróg a kto przyjaciel. Mamy tu różne frakcje polityczne, gangi, szpiegów, zamachowców i… zakochanych. Autor pieczołowicie zadbał o realia, prześledził i dawne mapy i prasę, drobiazgowo odtworzył też trasy przedwojennych tramwajów. Zadbał też o język („automobil”, „rychło” itd.), by brzmiał on epokowo i naturalnie, ale mimo wszystko nie staroświecko. W końcu rzecz dzieje się sto lat temu.

Powieść czyta się jednym tchem ze względu na wartkie i wciągające dialogi. Pełna jest też ciekawych zwrotów akcji. Aż chciałoby się zobaczyć ją na ekranie.

„Konsul”

Krzysztof Beśka,

Wydawnictwo Skarpa Warszawska, 2018

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko