Wiersze Edyty Hanslik o dzieciństwie, zamieszczone w tomie pt. „Kromka z masłem”, czytałem jednym tchem, bo przypomniało mi się własne wiejskie dzieciństwo, przygody w przedszkolu, później w szkole i w ogrodzie. Wiersze te są pisane bardzo bezpośrednio i z iście dziecięcą szczerością, nie ma tematów tabu. Na przykład opis lektury „Sztuki kochania” Wisłockiej, gdzie najbardziej bohaterkę zawstydzają rysunki.
Wiersze pełne są dziecięcego humoru i niefrasobliwości. Ale są też dramaty, kiedy umiera braciszek koleżanki i bohaterka zwraca się ze swoimi wątpliwościami do pana Boga. I skojarzenie już z dorosłości, kiedy narratorce zmarła córeczka, a ona pytała Boga: jak żyć. Również jest zdziwiona i zaskoczona, kiedy piorun uderza w dom, mimo gromnicy w oknie i wizerunku Matki Boskiej. Dziecięca wiara jest bardzo silna i szczera, stąd zderzenie z tragedią jest boleśniejsze.
W życie dziecka wkracza też polityka, kiedy wszystko jest na kartki i dziewczyna zastanawia się, czy życie też jest na kartki. A później pewien generał, o trudnym do zapamiętania nazwisku, wprowadza stan wojenny.
pamiętam tylko jak w telewizji
pokazywali pana w mundurze
w ciemnych okularach
(generał)
No i oczywiście dobranocki, a więc pszczółka Maja, Bolek i Lolek, Żwirek i Muchomorek To był wówczas czas dla dzieci i dorośli musieli im ustępować.
A przecież było i radio, które miało imię autorki:
było wyjątkowe
nie dlatego że stało u babci
ani że było wujkowe
jego kolor też nie specjalny
(żółto – brązowy)
zawsze punktualnie o dwunastej
ten sam dźwięk
hejnału mariackiego (…)
(radio)
Jesień to wykopki i pieczone ziemniaki. Już wówczas widziała swoją inność
lubiłam spacerować po lesie
prawie każdej niedzieli po obiedzie
widziałam zawsze więcej niż inni
listek tańczący na wietrze
malinowy krasnal
słońce ogrzewające marzenia
(spacery)
Zmieniło się też podejście do chleba, który otaczany był powszechnym szacunkiem, a dziś zdarza się, że wala się na śmietnikach i ulicach.
szacunek do chleba był od zawsze
babcia potem mama
(ja już mniej)
robiła znak krzyża na każdym
rozpoczynającym się bochnie chleba
a kiedy kromka upadła na podłogę
zawsze masłem na dół
całowało się ją
(chleb)
Wiadomość o śmierci ojca, którą bohaterka otrzymała nocą ujawniło swoją grozę dopiero rano:
dopiero rano dotarło
że tata już nigdy nie wróci
(pamiętna noc)
Dziecięce marzenia o „księciu z bajki” działają do dzisiaj, bo poetka wyznaje żartobliwie, że nadal się rumieni, kiedy o nim pomyśli.
Na tle współczesnej poezji tomik Edyty Hanslik prezentuje się świetnie. Odznacza się wdziękiem i bezpretensjonalnością, unika nadmiernej metaforyki i jałowego filozofowania, skupiając się na klarownym przekazaniu ważnych treści z życia wziętych. Daje prawdziwy obraz współczesnej Polski, sięgając do dzieciństwa autorki. Nie ma w nim żadnych udziwnień, napuszenia, ani fałszu. Mówi szczerą prawdę ubraną w piękne poetyckie słowa. To świetna polszczyzna. Lapidarna, ale poetycka.
Każdy wiersz stanowi odrębną opowieść, anegdotę, zakończoną efektowną puentą. Jak to w życiu: jedne historie są wesołe i pogodne, a inne przynoszą dramaty i upadki. Jest też wiele codzienności, jednak i w niej tkwią zagadkowe elementy, jak tata, który włączał na cały regulator radio, zawsze dziesiątego, każdego miesiąca. Podobno dzieci są bystrymi obserwatorami i możemy się o tym przekonać, czytając wiersze Edyty Hanslik. Jej małej bohaterce nic nie umknie uwagi. A w dodatku jak sama wyznaje:
lubiłam psocić i dokuczać
zawsze byłam ta
najbardziej niegrzeczna
(diosecki najduch)
Ale przecież dzieciństwo bohaterki, to nie tylko zabawy i psoty, ale także ciężka praca w wakacje:
wakacje to nie tylko uciechy
ale i praca
suszenie siana
od rana do zmierzchu
spieczone słońcem plecy
pęcherze na dłoniach
(wakacje)
Jednak uśmiech matki wynagradzał te trudy.
Była też lipa, pod którą się przesiadywało
kiedy ją ścięto
to jakby kawał życia
rozbił się na drobne
(lipa)
I oczywiście, zabawa w mamę, ulubione zajęcie wszystkich dziewczynek na całym świecie:
lubiłam bawić się w bycie mamą
przebierać swoje misie i lalki
w kolorowe dziecięce ubranka
(bycie mamą)
Trudno tutaj wymienić wszystkie wiersze-przygody, bo jest ich dużo. I nie o to w recenzji chodzi. Podsumowując wypada napisać, że wiersze-opowiastki Edyty Hanslik mają dużo wartość literacką i dokumentalną. Każdy utwór jest opowieścią o konkretnym zdarzeniu, ale dopiero zakończenie-puenta zmienia szarą, rzeczywistość w metaforę, odrealnia prozę życia w poezję, w sztukę.
Podobną taktykę pisarską stosował znany, nieżyjący już pisarz, Zbigniew Brzozowski w zbiorze opowiadań; „W miasteczku, które jak ogród Andersena…”. Jej bohaterami były również dzieci, które obserwowały wojnę i okupację. Otóż dziecko ma swoją naturalną fantazję, która najbanalniejsze zdarzenia zamienia w baśń, czasem sielską, a czasem okrutną.
W wierszach Edyty Hanslik każdy czytelnik odnajdzie echo własnych przeżyć i wspomnień. Ta książka jest jak lustro, w którym każdy się może przejrzeć, bo w istocie świat dzieciństwa jest uniwersalny. A przynajmniej sposób odczuwania rzeczywistości przez dzieci jest bardzo podobny, choć różne są okoliczności i historyczne warunki.
……………………
Edyta Maria Hanslik „Kromka z masłem”, Lubliniec 2018 r. stron 76.