Piotr Wojciechowski ROZMOWA NA ŁAWECZCE

0
160

Wydawnictwo Znak w Krakowie wydało ostatnio książkę norweskiego dziennikarza Thomasa Reinertsena Berga, z tej okazji autor dzieła o historii map i kartografii gościł na jednym z krakowskich festiwali literackich. Przeczytałem jego „Teatr Świata; mapy, które tworzą historię” z zainteresowaniem, zachwyciło mnie w nim szczególnie to, co jest przeważnie pomijane przez recenzentów – a więc po pierwsze pojawiające się na marginesie erudycyjnych wywodów smaczki anegdotyczne, a po drugie głębokie implikacje filozoficzne. Wśród anegdotycznych perełek spodobała mi się wiadomość, że Wikingowie, ci ludzie morza, który na stulecia przed Kolumbem odwiedzali ląd amerykański – nie używali map. Oto jak wyjaśnia to jeden z cytowanych przez Berga kronikarzy:

Ludzie się zbierali – szyprowie, prości żeglarze, bogaci chłopi – i wymieniali się doświadczeniami z dalekich wypraw. Dodawano wiedzę do wiedzy i tak niejedno się utrwalało – tworzyła się tradycja.”

   Inny kronikarz, z 1308 roku podaje przykład takiej „ustnej mapy”: „Z Henar w Norwegii trzeba płynąć prosto na zachód ku Hvarf na Grenlandii, opływa się wtedy Szetlandy od północy tak, że ledwo widać ląd przy dobrej widoczności, ale od południowej strony Wysp Owczych i to tak, aby góry widzieć tylko w połowie wysokości, a tak na południe od Islandii, żeby zobaczyć ptaki morskie i wieloryby w zasięgu lądu…”

Przecież to jest pyszny dowód na siłę słowa nie ustępującą sile obrazu. W czasie, gdy Wikingowie wszędzie trafiali dzięki opowieści – od Kolchidy po ląd Ameryki – istniały już mapy i dość sprawne przyrządy nawigacyjne. Nie używali ich, nie szukali, bo mieli pamięć wyćwiczoną powtarzaniem mitów.

   Sprawa map jest z pozoru prosta – człowiek potrzebuje wiedzy o przestrzeni swojego bytowania, potrzebuje też wspierać swoje myślenie obrazem przestrzeń symbolizującym.

   Człowiekowi poznającemu przestrzeń chodzi jednak o coś więcej niż o to, aby z przestrzeni zrobić jeszcze jedno narzędzie. W odpowiedzi na pytanie – gdzie jestem, gdzie żyję i umieram? – szuka on kolejnych rozwiązań – kim jestem? – kim są współmieszkańcy, z którymi przestrzeń łączy mnie tak ściśle? Jaka jest istota więzi poprzez przestrzeń? Thomas Berg nie stawia takich pytań, nie śpieszy się z filozoficznymi uogólnieniami, ale niektórym przynajmniej jego czytelnikom przypomną się rozmaite rozważania na temat relacji miedzy osobami i przestrzenią – takie na przykład jak socjologia Erwinga Goffmana zawarta w pracy „Człowiek w teatrze życia codziennego” traktująca o hierarchii – sceny, widowni, kulis, przestrzeni odrzucenia. Józef Tischner w „Filozofii dramatu” proponuje etyczne odczytanie sytuacji przestrzennej osób, wprowadza pojęcie sceny implikowane przez każde międzyludzkie spotkanie, wskazuje też na pojęcie przestrzeni prywatnej, którą etyczne nastawienie osoby zamienić może albo w „dom” albo w „kryjówkę”.

Polska obecna na mapach Europy, Polska z map wymazana, pojawiająca się znowu na mapach w roku 1918, to wszystko staje się obecnie jednym z najważniejszych tematów cywilnych rekolekcji. Pierwszą ich turę przybyłem we czwartek, na tej samej sali, na której odbywają się Biesiady Literackie SPP. Tu miało miejce spotkanie zorganizowane przez PEN-Club razem z ośrodkiem Karta. Ośrodek wydał dwutomową dokumentację stulecia Niepodległej. Zbiór przedstawiał prezes „Karty” Zbigniew Guza, a komentowali ów zbiór profesorowie Andrzej Friszke, Andrzej Paczkowski, Rafał Wnuk i Jerzy Zdrada.

   Zaraz potem, w niedzielę w telewizorze miałem drugą sesję nawracania na historię, z występem Timothy Snydera z Yale, Adama Zamoyskiego z Londynu, Dominiki Kozłowskiej z Krakowa i Włodzimierza Borodzieja z Uniwersytetu Warszawskiego.

   Były więc subtelne rozróżnienia między suwerennością a niepodległością, były fundamentalne przeciwstawienia pamięci i historii, były rozważania o różnicach w budowaniu państwa i budowaniu narodu. Wiele pochopnych uogólnień, irytujących osądów, ale trzeba być małego ducha, aby się tym przejmować – ja się cieszę, że mamy nauczycieli historii mówiących z ogniem, mówiących dobrą polszczyzną, cieszę się, że nauczyciele mają słuchaczy, że są okazje do stawiania pytań, wytrząsania sumień, do sporów o kraj. Oto odsłania się nam kulisy frontu wojny hybrydowej, jaką na wiele sposobów wydali Europie Rosjanie, Chińczycy i Amerykanie. Oto ktoś wzywa, abyśmy przejęli się groźbą darwinizmu korporacyjnego. Ładna nazwa, brzydka rzecz!

Martwiło mnie więc niejedno, ale pocieszam się, przecież wiele jest takich miejsc spotkania, gdzie inni profesorowie, pisarze, publicyści, przedstawiają swoje racje i wizje Polski, a słuchacze doznają zgoła innych olśnień i inne strachy zasłaniają im horyzont. Może tam ktoś upomina się o sprawy dla mnie oczywiste, a tu przemilczane. W moim porządku myślenia dorobkiem dwudziestolecia po 1918 roku była nie tylko Gdynia i Centralny Okręg Przemysłowy, ale przede wszystkim uniwersytety, lwowscy logicy i matematycy, historycy z KUL. Dorobkiem była harcerska szkoła charakterów i demokratyczna formacja nauczycieli, dorobkiem były „Wiadomości Literackie” Grydzewskiego i Reduta Osterwy, legenda legionowa, „Dar Pomorza” i „Batory”. Każdy z czytających te wyliczenie mógłby przecież swoje perły w tę koronę wprawić.

   W książce Berga sporo mogłem wyczytać o tym, jaki to cud, że Norwegia jest na mapie. Przecież przez stulecia była biedną prowincją Danii, a po 1814 roku przeszła pod berło królów Szwecji. Obecność Polski też jest cudem, chociaż stała się dla młodszych pokoleń taką samą oczywistością jak pokój w Europie. Może zaduma nad zmieniającą się przez stulecia siatką granic uświadomi nam, że historia się nie kończy, że aktualne są pytania o państwo, o naród, o wspólnotę obywatelską i europejskie dziedzictwo.  

   Królowie chcieli mieć granice władania, aby je przesuwać – wojną, oszustwem lub traktatem – na swoją korzyść. Jaki czynniki dzisiaj mogą działać podobnie? Obroty historii mogą przesądzać o tym, w jakim stopniu obrys linii granicznej rysuje „dom” obywatelskiego gospodarowania, w jakim stopniu własna przemoc i lęk przed obcym czynią państwa czy prowincje „kryjówką”.

Czy jednak gładki zwrot „obroty historii” nie ukrywa tego, co zależy od każdego z nas, od naszego stylu spotkania? Timothy Snyder zauważył ze smutkiem, że Polacy ulegając inwazji internetu i internetowej wulgarności tracą coś, co jeszcze niedawno uwodziło cudzoziemców. On sam doświadczył tego, że zanika – wzajemna życzliwość Polaków, otwarcie, ogłada, łatwość serdecznego kontaktu. Pomyślałem sobie natychmiast o miejscu, gdzie wszystkie te wartości trwają. Na Podlasiu, w lubelskim, aż hen po dawne Grody Czerwieńskie stoją przed wiejskimi obejściami ławeczki. To są miejsca szczególne, ciepłe choć nieśmiałe zaproszenia do rozmowy zapewniające dystans i równowagę sił. Gospodarz lub gospodyni na chwilę wytchnienia zasiada na ławeczce przy bramie, siedzi opierając się o płot. Przechodzący – swój albo przybysz – ma prawo ją albo jego zagadnąć, ale i może spodziewać się, że zostanie jakimś pytaniem czy uwagą zaczepiony. A potem rozmowa może potoczyć się nieskończoną ilością wariantów. Siedzący na ławce jest u siebie, ale i jest w przestrzeni publicznej. Jedno i drugie w pewien sposób określa i zobowiązuje. Przybysza można zaprosić, by usiadł, ale nie ma takiego obowiązku. Można zaprosić do domu, ale to wyjątkowe wyróżnienie. Rozmowa ze stojącym nie może trwać za długo. Jeśli stojący chce przysiąść, grubiaństwem było by mu odmówić. Gospodarz decyduje, czy stojący za jego plecami budynek określi jako „dom” czy jako „kryjówkę”. Gospodarz ma prawo w każdej chwili przerwać rozmowę „dla obrządku”. Gość – przechodzień ma prawo w każdej chwili odejść – bo mi gees zamkną.

     Myśląc o społeczeństwie obywatelskim, o kapitale ludzkim i kapitale kulturowym – o tych ławeczkach trzeba pamiętać. Myśląc o tym, że demokracji nie może ocalić żaden wynik wyborów, a tylko szerzenie się cnót obywatelskich – trzeba wspomnieć, że i ta sprawa powinna przejść przez rozmowę na ławeczce. Inaczej nie osiągnie się wzajemnego zrozumienia. Myślę, że opracowanie porządnej mapy zasięgu ławeczek przed obejściem jest potrzebą chwili.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko