Robert Skrzypek – wiersze

0
47

Robert Skrzypek – wiersze

okno na cegielnie

przytłacza zgniła zieleń ściany

pod którą oddajesz mi wieczorem

cały swój dzień

bez słowa ocierając się o nią

światło księżyca kładzie się

na zmurszałe deski podłogi

w szczelinach mieszka robactwo

pod łóżkiem chowamy tajemnice

kładziemy się w czystej pościeli

zostawiają na krześle brudy dnia

za oknem majaczy stara cegielnia

na noc schodzą się tam psy i koty

dawniej ćpuny z okolicy

miały tu swoją świątynie

ptaki spacerują po wąskim parapecie

ludzie ze strachem patrzą sobie w oczy

z kościoła dobiega ciche „mea culpa”

dobrze że są jeszcze jacyś winni

pod naszym dachem robi się ciaśniej

rozrastają się drzewa wokół domu

wiatr przycina je ostrym podmuchem

w kominku wielki ogień

księżyc w pełni za oknem

warszafka

świt mnie przywitał późną godziną

M leżała pod mokrym kocem

wieczorem zarzygała pościel

światło wdarło się

choć zaciągnięte rolety

kładzie się jak leniwy kocur

naleśniki przywarły do patelni

ubranie do ciała

zwietrzałe piwo

wymieszało się z kawą na dnie kibla

przyczesałem włosy

skropiłem twarz kolońska z Paryża

wychodząc na świat

zabiłem telefon

żeby mieć mniej z nim kontaktu

chodzę po mieście

mijam i potykam się

o takich jak ja

buty obcierają

kamienice tulą

słupy o mnie się trą

w kieszeni mam już pusta butelkę

po twoim liście

w metrze kibice się drą

krysznowcy wciskają orzeszki

papież Franciszek przybył do Estonii

ja próbuję dotrzeć

przybyć do ciebie

choć późno

może nawet świta

w łóżku

pod mokrym śpiworem

nadal leży naga M

nie powinnaś o tym wiedzieć

więc sprzątam po sobie

po nas

wieczorze

prezerwatywy i butelki

porozrzucany Waits i Piaf

niech razem sobie śpią

awanturnicy i młode prostytutki

na długiej przerwie

palą drogie papierosy

wszystko się mieści w ramach

bramach i ślepych oknach

obraz trzaska kolorami

nawałnice i wichury

nie ma znów prądu

oczy otwierając pocą się

a kolejna kawa w kubku stygnie

ero-tyk

mrugasz do mnie lewym okiem

prawe łapie obraz za oknem

podnoszę ci sukienkę ponad kolano

chcę wejść

wskazówka kołyszę się

próbuje zejść z szubienicy zegara

ześlizguje się powoli

wślizguje między słowa wiersz

pachniesz zmęczeniem

pokój jest wypełniony tym zapachem

to ciągle w tobie siedzi

czysta

po stole chodzi wściekła mucha

nie zakłóca to płynności

kolei zdarzeń między nami

wszystko się mogło stać

stało się tak niewiele

ten wieczór inny niż zwykle

tom na noc nie wrócił

byliśmy tylko z edith-

sam na sam w ciemnym pokoju

myśl była czysta jak wódka

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko