ANTOLOGIA POETÓW POLSKICH 2017: Max Rogov, Michał Ostrowski, Henryk Owsianko, Mariusz Parlicki, Henryk Pawłowski

0
79

Max Rogov
 
Szyb do nieba
 
Pomiędzy wschody i zachody słońca,
my dzieci cienia, idziemy do nieba.
Czarny chleb w ręce, bo to długa droga,
z kopalnych szybów dostać się gdzie trzeba.
 
Twarze i dłonie umazane węglem, więc go
zmywamy szybko po chmur kątach,
bo jakże można, stanąć tak przed Bogiem,
w samych arbajtach, a nie bergmůńokach.
 
Cerziczki, baby wyglądają fatra,
na stole sciryka, leży bochen chleba,
a my już w innych fedrujemy grubach,
szukamy gwiazd po zakamarkach nieba.
 
 
Urodzeni w milczeniu
 
Urodzeni w milczeniu
nie stroją z brzmieniem świata
wykreśleni z pięciolinii,
by nie fałszowali dźwięku.
 
Urodzeni w milczeniu
nie wypełniają gazet,
nie krzyczą o nich
czarne plamy atramentu.
Pozostawiając ciszy.
 
Urodzeni w milczeniu,
żyją w malowanych światach
swoich wyobrażeń,
gdzieś nad przepaścią ludzkiej myśli,
bojąc się skoczyć.
 
 
Wędrowiec
 
Dom mój – splecione palce.
Łodzią – dotyki ust.
Oazą – oczy roszące
nieme łzy.
I mnie banicie dające
egzystencję – noc i świt.
 
 
Bez tytułu
 
Nie ma nic stałego – poza nieszczęściem.
Ani słowa, ani chwili.
Nawet przypadkowe spotkania źrenic
umierają przykryte mogiłami powiek.
Nie ma nic stałego.
 
Czarny chleb dzielony na czworo,
ciężki od niezmielonych porażek,
niedopieczonej nadziei.
Dźwięczny od przerdzewiałych kajdan.
Zjadany w mroku pomarszczonej nocy,
jakby zbrodnią była odrobina szczęścia.
 
I nie ma nic bardziej śmiertelnego
od cicho konającej nadziei, leżącej
wśród zapachu kadzideł i rozczarowania.
 
Woły ciągnące, na zmęczonych plecach
lemiesz, który rozrywa ziemią krwawiące pole.
Patrzą na słońce tonące w mroku podziemi,
jakby skąpane w nieskończonej nocy.
 
Nie ma nic stałego.
Bo nigdy nie było.
mane, tekel, fares.
 
Zasłońmy lustra by nie widzieć jutra.
 
 
Żarówka
 
Żarówka pękła.
Zamknięte światło spadło na podłogę,
w towarzystwie kilku odłamków szkła.
Krew trysnęła ze zranionej ręki.
Ktoś przyniósł szczotkę,
wyrzucił do kosza pozamiatane okruchy.
Drobny kształt zamajaczył w świetle,
powoli dogasał.
Zamknięto drzwi.
 
Jutro przyniosą nową żarówkę.
 
 
 
Michał Ostrowski
 
Laleczka albo portret kobiecy
 
laleczka z krainy Nadczerwieni
kruchą szczyci się urodą
a znamiona tej urody
między psalmem a żyletką
 
laleczka z krainy Nadczułości
rude włosy ma i duszę
pije kawę z cynamonem
karmi papier giętką strofą
 
laleczka z krainy Nadsenności
znajomych ramion kreśli mapę
mapy pustki i rozpaczy nazbyt
dobrze zna już linię
 
bo „najkrótsza droga do obłędu
wiedzie przez samotność”
 
laleczka z krainy Nadrozdarcia
ma wyborów panoramę
a maluję akwarelą wieżę
czułych niedociśnień
 
 
Martwe przedmioty
 
po babci Anieli
zostały przedmioty
ocierające się teraz
o ciemność
 
są okulary
 
zepsuty zegarek ojca
zabitego w Katyniu
 
stary wisiorek
z anemiczną Maryją
 
tylko Masztalski wskrzeszony
najprostszą łzą zza pożółkłych
kart
 
śpiewa
„always look on
the bright side of life”
 
 
*
nie czytają Prousta,
ani wielkich dramatów
 
obcy im
Don Kichot
i aktorki porno
 
nie modlą się już
o pomyślność
krążenia
 
drwią sobie z Einsteina
 
nieproszone
zawsze wpadają
w drżenie
 
bo
 
moje nogi
nie są martwe
 

 
koncertowo
 
nieme
 
 
Rozproszenie (II)
 
rozprosz się
we mnie czule
i perfidnie
po chichot
cząsteczek
po azotowe
drżenie
w stado saren
słoneczniki
wyuzdany atrament
 
na głębokim
niedoborze
samogłosek
 
 
Malinconico
 
To nie cisza tak dudni
i nie spadają jabłka
jak urwany dźwięk
 
to
 
tylko wody kropla
kropel cała wataha
rzeźbi w nas
 
talię
zmętniałych
postaci
 
 
 
Henryk Owsianko
 
Tylko tyle
 
Co gdyby chwila trwała wiecznie
gdyby czas stanął w środku winy
jak umieranie bez narodzin
jak szczęście puste bez przyczyny
 
jeden dzień szczęścia zwykła chwila
zapamiętanie zasmucenie
zła przepowiednia o przyszłości
sens który stracił swe znaczenie
 
czas nie poczeka na szczęśliwych
i nie ucieka przed nieszczęściem
mit który chciałem adoptować
już nie powróci do mnie więcej
 
świt mi codziennie czas otwiera
rodzi się siła do przetrwania
cyfry obrazy myśli słowa
wielkie nadzieje pożegnania
 
miłość nienawiść pożądanie
karmią się chwilą która żyje
a potem nikną gdzieś w nieznanym
może w pamięci tylko tyle.
 
 
Jesiennie
 
Jesień od słoty ciężka
od słońca czerwona
zamyślona
czas powrotów i marzeń nostalgii przemijania
romantyczne rozmowy dramatyczne rozstania
czas sumowań i zbiorów nocnych świerszczy cykanie
babie lato i grzyby
w ogniach łuny zachodniej pożogi
w jej drgającym powietrzu płoną stogi
bydło wracające z popasu
ma długie nogi aż do lasu
mgła lekkim kocem ścierniska okrywa
rozciąga się aż na łąki
ptaki kluczami ciągną do ciepła
nieskore do rozłąki
dzień już odpływa czerwoną łodzią
na fali płonących chmur ku słońcu
zawisnął nad lasem jakby na chwilę
aż się pogrążył w końcu
jesień do snu układa drzewa
złotymi liśćmi ziemię otula troskliwie
nikt już na drzewach nie śpiewa
zima na pola wkrada się leniwie.
 
 
Aleja
 
Aleje dają chłód
a jak są długie nadzieję
jest tył i jest przód
z jednej strony światełko widnieje
sensu nie znajdziesz nie wrócisz
rzeka to nie jest kubeł zimnej wody
aleje kończą się schodami
rzadko pod górę są to schody
jest czas na życie gdy je dostrzegamy
raz jesteś drapieżcą raz życie jest marne
doszedłeś tutaj więc jesteś daleko
idziesz pod prąd bo nie jesteś rzeką
popatrz tutaj wszystko działa
liść leci do błota lecz nie jesteś liściem
ryba się na hak bezwiednie złapała
utoń w czyichś objęciach
nie raz oczywiście
pomyśl to jest życie
czasem nawet marne
nie jesteś ofiarą
tym bardziej pokarmem.
 
 
Las
 
Tak łatwo tu o wiarę
o prawdę o przetrwanie
czas jakby nie dba co mu powiem
ja zaraz pójdę las zostanie
w mojej głowie
być może miękkość pod stopami
ulotność miejsca przemijanie
przesłodki zapach środka lasu
na lustrze życia pozostanie
czy krok spojrzenie w dobrą stronę
czy zmysły nakarmione źródłem życia
i ożywione kroplą rosy
pokażą drogę do przebycia
czułość powiewu wśród koron wysokich
zapachów i odgłosów
za dotyk – dotyk
za ciszę – cisza
za prawdę – prawda
los za cenę losu.
 
 
Stołek
 
Zrobię ci stara nowy stołek
bo stary już się ledwie trzyma
rozpadnie się i klapniesz zdrowo
więc po co ci się tak nadymać
 
siedzisz już na nim całe wieki
i trudno ci to wytłumaczyć
że gdybyś stłukła stare kości
to jak bym sobie miał wybaczyć
 
gadasz tak stary jak najęty
siedzę sześćdziesiąt cztery lata
a stołek jeszcze jako dziecku
wystrugał zimą drogi tata
 
gadasz tak samo każdej wiosny
gdy ciepło zrobi się pod ścianą
trochę się rusza lecz jest mocny
my odejdziemy on zostanie
 
przysuń się lepiej mój Romeo
przy tobie wcale się nie boję
twój stołek też już jest spróchniały
więc najbezpieczniej jest we dwoje.
 
 
 
Mariusz Parlicki
 
Wiersze dojrzałych poetów
 
Wiersze dojrzałych poetów
obrastają tłuszczem metafor
 
gdzie nie spojrzeć
nawiązania
i to tylko
do tych najlepszych
 
wiersze dojrzałych poetów
wypchane są zwykle bóstwami
 
to tylko potwierdza fakt
przynależności poety
do literackiej organizacji
i śródziemnomorskiego kręgu kultury
 
a poza tym na dowód
 
fotoreportaż z hotelu na Santorini
i ksero legitymacji
 
pod obwisłymi fałdami
mistrzowskiego kunsztu
skrywa się banalny szkielet wiersza
napisanego przez nastoletniego ucznia liceum
dla dziewczyny
spotkanej w autobusie linii 7
o 14:56
w czwartek 12 grudnia
w roku
w którym ćwiartka chleba
w sklepie Społem
była najlepszym fast foodem
 
tak więc
 
choć włosy dziewczyny z rudych
stały się teraz miedziane
nie pachną już pożądaniem
jakiejś kolejnej strofy
 
 
Splin
 
I jestem tu
i mnie tu nie ma
 
tandetna proza
mdły poemat
wszystko
a może nic
 
po głowie biegną głupie myśli
noc senna
lecz się sen nie przyśni
za szybą blady świt
 
poranek wchodzi nieporadnie
jak małe dziecko
które kradnie
w spiżarce słodki miód
 
a ja nie wstaję
bo i po co
 
i noc i dzień
jest dla mnie nocą
czas płynie morzem trwóg
 
i znowu zmrok
 
po parapecie
strumienie deszczu płyną
 
dokoła cisza
wczoraj
dzisiaj
tak samo dzień mi minął
 
 
Nasi znajomi z zaświatów
 
Zaglądają przez dziurkę od klucza
nasłuchują długo przy ścianie
bezszelestnie chodzą na palcach
gdy zapala się światło znikają
 
nic nie mówią
nie kaszlą
i oddech
mają taki że wcale nie słychać
 
są a jednak ich nie zobaczysz
nie powiedzą ci nic
gdy zapytasz
 
pamiętają dobrze te miejsca
w których niegdyś często bywali
 
znają każdą nogę od krzesła
każdy rondel
kubek
czy talerz
 
i czasami
by dowieść nieufnym
że są formą bożego bytu
zapychają nocą zlew w kuchni
lub rzucają sprzętami na strychu
 
 
Chemia
 
Z głowy sypią się włosy
jak z kwiatów płatki
w procesji Bożego Ciała
 
ciało – świątynia Boga
wypełnione bólem
wyczekiwania
na objawienie
jednej z dwóch największych tajemnic
 
żarliwie modlitwy
przeplatane spazmatycznym płaczem
 
perspektywa zawężona do jutra
do jutra
i jutra
 
a na tej procesji
to zza chmur wyszło słońce
i było tak jasno
i ciepło
i miło
 
 
Śmierć poety
 
Śmierć przyjdzie między wierszami
czyniąc ostatnim ten
który czekał na lepszą pointę
i nigdy nienapisanym
ułożony w głowie do końca
 
w krainie łagodnych epitetów
skrzydlate metafory
rymy idealnie dokładne
i tylko jeden brak
nieznośny brak przerzutni
do kolejnego wersu
 
 
 
Henryk Pawłowski
 
Rawicz
 
Rawicz Rawicz
Rawiczuuu
wyje księżyc ponad miastem
chyba nie zasnę
 
jeden Rawicz dwa Rawicze
trzy i cztery
prawie wielkie miasto
aż strach zasnąć
 
turkocą nocą
aluminiowe koła czasu
po mieście
nie śpię
 
zszarzał beton nieba
bo rano
dosyć mam miasta
za oknem zaspa
 
z tomiku „Rawiczuuu” (2016)
 
 
Cmentarz parafialny przy ulicy Spokojnej
 
z okolicznych górek
widać cmentarz jak na dłoni
linia życia urywa się
od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowaj nas
panie przed wojną to tu był tor saneczkowy
a teraz pożal się Boże jak mimo wszystko pięknie wyglądają
cmentarne alejki niczym linie papilarne niepowtarzalny
ślad życia chyba że w terminie nie uiścisz
pokładnego to skopią
bo tu niebezpiecznie pijacy butelki śmieci i gówna ze spacerów z bloków
granitowych podrabianych przez Chińczyków wieje
chłodem cmentarnym mimo ogarka
zachodzącego za górkami słońca
czas do domu jeszcze tylko jedno spojrzenie
przez palce – oto śmierć
jak brud za paznokciem
 
z tomiku „Rawiczuuu” (2016)
 
 
Kościół św. Andrzeja Boboli
 
u Świętego Andrzeja ziąb
nabożeństwo majowe a płaszcz zimowy
sporo jesionek i kurtek
jeden garnitur
katar kaszel
 
w nabożnej ciszy
unoszą się zarazki
więc dlatego
żelbetowy plafon zszarzał
zmizerniał aż żebra widać (choć tu klasycyzm
nie gotyk) i boli Boboli
popękana skóra
 
ksiądz bidulek kichnął podczas podniesienia
 
łamanie w kościach ławek
zaczerwieniony dywan
podwyższony płomień paschału
 
po lewej stronie ołtarza Matka Boska Częstochowska
cud prawdziwy
że zdrowaś Mario
 
z tomiku „Rawiczuuu” (2016)
 
 
Stadion im. Floriana Kapały
 
żużel nie jest żużlem
Kapała nie jest Kapałą
ja nie jestem chłopcem
trenującym tu skok w dal
żeby przeskoczyć brązowy medal ojca
 
żużlowcy nadal jeżdżą w lewą stronę
stadion jest stadionem
młodzieżowcy na odżywkach
trenują tu rzut młotkiem
żeby przerzucić złoty medal Włodarczyk
 
więc co
nic
niby
 
oglądam w muzeum puchary Kapały
zdjęcia z wieńcem laurowym
próbuję sobie przypomnieć zapach eteru
wszystkie motory dzieciństwa
iża wuja Czecha
junaka wuja Stefana
czerwone wuefemki jawy z koszami emzetki skórzane pilotki
wesołe miasteczko na targowisku
kręci się wiruje drży
przeraźliwy hałas
kurczowo trzymam się krawędzi
wtedy i teraz
w beczce śmierci
 
z tomiku „Rawiczuuu” (2016)
 
 
Rawiczuuu
 
lubię te twoje puenty bardzo lubię
mówisz do mnie ciemnym od dymu altem
francuskiego samochodu od jednego
do drugiego za sto metrów ronda
że aż w głowie się może zakręcić
a ja nie mówię zamknięty
w głębokiej klimatyzacji poświęconej kwestii
z pogranicza etyki i estetyki – czy mrówka
na torach bo u nas na osiedlu znowu pociągi
jeżdżą towarowe a ja się nie zgadzam jako wspólnota
hołota czerwona spółdzielnia i trąbi co tam
jak krążownik jaki syreną wyje mrówka panie Tetmajer
a przecie koniec wieku wiek temu
więc nie mówię
a ono do mnie: teren zabudowany nakaz skrętu
etc. to znaczy ja et ceterum
censeo Carthaginem delendam esse jako humanista
ono nieludzkie
i może dlatego już umie na pamięć
mowę swoją moją
wyrodne miasto:
całe życie tu żył i umarł
 Henryk Pawłowski
amen
 
z tomiku „Rawiczuuu” (2016)
 
 
 
Max Rogov
Dawid Olejnik (Max Rogov) – nazywany autorem tekstów, opowiadań, wierszy; blogerem. Sam uważający się jedynie za hobbystycznego układacza liter i słów. Po prostu robiąc to, co sprawia mu przyjemność. Kilka jego wierszy można było przeczytać w dziale „Wierszówka” tygodnika Angora, z kilku powstały także piosenki udostępnione zainteresowanym na You Tube. Aktywny uczestnik wielu portali i stron tematycznych dotyczących sztuki, a – przede wszystkim – wierszy, pisania i im podobnych zagadnień. Twórca bloga omawiającego nowe i zamierzchłe pozycje książkowe, polecający interesujących autorów, promujący wydarzenia ściśle powiązane z literaturą i sztuką. Prezentujący tam też swoją autorską twórczość w postaci wierszy, fragmentów powieści, opowiadań, za które także zdarzało mu się otrzymywać pozytywne opinie, a nawet wygrywać konkursy z nimi związane. Ogólnie kierujący się zasadą meksykańskich surrealistów – „Możliwe jest nie tylko to, co znane”.



 
Michał Ostrowski
Urodzony 30 grudnia 1995 r. Pochodzi z Mikołajek. Absolwent Społecznego Liceum Ogólnokształcącego im. Marion Dönhoff. Jest osobą niepełnosprawną od urodzenia, starającą się patrzeć na wszystko, co go otacza z optymizmem oraz sukcesywnie spełniającą swe marzenia. Od października 2015 roku jest studentem filologii polskiej ze specjalnością „wiedzy o kulturze” na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Jest laureatem nagród dwóch edycji wojewódzkiego Konkursu Literackiego „O Trzcinę Kortowa” organizowanego przez Instytut Polonistyki i Logopedii w Olsztynie (w 2014 – III edycja – II miejsce, w 2015 – IV edycja – I miejsce). W 2016 roku, werdyktem Kapituły, został laureatem I nagrody konkursu organizowanego na Wydziale Humanistycznym, przeznaczonego dla humanistów z pasją, uzyskując tytuł SUPERHUMANA. Bohater kilku artykułów o charakterze społecznym. Parę jego wierszy zostało przetłumaczonych na język: albański, angielski oraz niemiecki. Dorobek literacki: „Pocałunek Róży” – wyd. Black Unicorn, 2012 r.; „Złudzenia” – wyd. Komograf, 2013 r.; „Symetria Oddechu” – wyd. Komograf, 2014 r.; „Ja, wózkers” – mini proza autobiograficzna, wyd. Komograf 2014 r.; „Rozproszenie” – wyd. Black Unicorn, 2015 r.; „Struna Szeptu” – wyd. KryWaj, 2016 r. Publikacje zbiorowe: „Antologia Poetów Polskich 2016” – wyd. Pisarze.pl; „W deszczu słów” – antologia facebookowej grupy „W deszczu metafor”, wyd. KryWaj, 2016 r.



 
Henryk Owsianko
Urodzony 30 marca 1956 r. w Górze na Dolnym Śl. Budowlaniec, malarz z zawodu i zamiłowania. Autor wielu obrazów olejnych i akrylowych, grafik, akwarel i prac w innych technikach, które wystawiał w Polsce, Belgii i Holandii. Jego specjalnością są portrety. W 2014 r. wydał swoją pierwszą książkę ze zbiorem wierszy. W 2015 roku został laureatem „Ianiciusa” – prestiżowej, ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Klemensa Janickiego, za wybitną działalność kulturotwórczą na emigracji, przyznaną przez ZLP w Bydgoszczy. W 2016 r. wydaje dwie kolejne książki, „Zmyślenia” i „Czerwone kamienie”. Do każdej z książek jest dołączony audiobook z wierszami czytanymi przez znanego aktora z Torunia, Mistrza Mowy Polskiej Vox Populi w 2012 r., Dariusza Bereskiego, a nagrane w Studio MT Paweł Kuczyński w Toruniu.



 
Mariusz Parlicki
Urodzony 31 stycznia 1974 r. w Radomiu – krakowski poeta, prozaik, satyryk, autor tekstów piosenek; filolog polski – teatrolog, doktor nauk humanistycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego; autor sześciu tomów poetyckich, współautor kilkudziesięciu almanachów i antologii; stypendysta Miasta Krakowa w dziedzinie literatury z 1996 r. W latach 2003–2015 autor tekstów piosenek i wierszy do satyrycznego widowiska teatralnego z udziałem znanych polityków i dziennikarzy „Reality Shopka Szoł” w Teatrze Groteska w Krakowie. Jego wiersze tłumaczone były na język angielski, niemiecki, rosyjski i ukraiński. W latach 1994–2005 był członkiem Krakowskiego Oddziału ZLP, a w drugiej połowie lat 90-tych członkiem Zarządu Oddziału i opiekunem Koła Młodych Autorów w Krakowie i Tarnowie. W 2015 roku w związku z jubileuszem 25-lecia pracy twórczej został odznaczony przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Odznaką Honorową Zasłużony dla Kultury Polskiej, a rok później przez Zarząd Województwa Małopolskiego Odznaką Honorową Województwa Małopolskiego – Krzyżem Małopolski. Od 2016 roku współpracuje z Wydawnictwem Pisarze.pl, koordynując i redagując antologie prezentujące różne formy twórczości satyrycznej. W Internecie prowadzi autorską stronę poetycką pod adresem „www.parlicki.pl”.



 
Henryk Pawłowski
Urodził się w 1954 roku w Rawiczu. Debiut poetycki na łamach czasopism w 1977 roku. Laureat konkursów poetyckich, m.in. w Poznaniu, Koninie, Lesznie, Gostyniu, Częstochowie, Świdwinie, Sulęcinie. Wydał tomiki wierszy: „Moja historia powszechna” (1995), „Poeta mówi” (1997), „Piosenki z Krainy Łagodności” (1997), „Białe opowiadania” (1998), „Wiersze różne” (2006), „Lektury z łezką” (2007), „Muzyka w niebieskim Jeruzalem” (2008), „Wierszydełka” (2009), „Jadłospis” (2010), „Szyszynka” (2011), „Informatyka dla zaawansowanych wiekiem” (2012), „Ikonostas” (2013), „Droga” (2014), „Latte macchiato” (2015), „Rawiczuuu” (2016). Autor scenariuszy teatralnych, tekstów piosenek i książek o tematyce historycznej. Fotograf, grafik komputerowy. Swoje prace pokazywał na kilkunastu wystawach indywidualnych i zbiorowych.
 
 
 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko