Michał Piętniewicz – Iskra wyjdzie z Polski. Nota o „W Tobie pokładamy nadzieję” Jana Lohmanna

0
226

 

Michał Piętniewicz


Iskra wyjdzie z Polski. Nota o „W Tobie pokładamy nadzieję” Jana Lohmanna.

w tobie pokladam nadzieje     Czemu pijesz? Bo mnie zostawiłaś. Ja jestem kogutem, dumnym, ty kurą, gonię za tobą, a ty uciekasz. Zdradziłaś mnie, a teraz chcesz do mnie wracać, muszę napić się wódki.
   „W Tobie pokładamy nadzieję” Jana Lohmanna, najnowsza książka krakowskiego pisarza, nie tylko tego rodzaju zagadnień dotyczy, jak powyższa, przeze mnie sparafrazowana sytuacja z tej małej, ładnie przez wydawnictwo Antykwa wydanej książeczki.
Nie tylko kobiet dotyczy książeczka Lohmanna, w której wiersze sąsiadują z prozą wspomnieniową. Dotyczy również rodziny, jako swoistego centrum, axis mundi świata, rzeczywistości. Rodziny, skąd wszystko bierze swój początek i drogi, jak od konara, czy źródła, drogi stają się gałęziami i rzekami, rozwidlają się, płyną w świat, zaczynają zakręcać, nurt staje się czasem nieprzejrzysty, mętny, gubi się główna treść życia. Tak dzieje, zdaje się mówić pisarz, kiedy człowiek zapomni o tym, co najważniejsze: o Bogu, rodzinie, przyjaciołach, planach, marzeniach. Eksperyment, który przytacza pisarz, właśnie tego dotyczy, o czym wspomniałem. Profesor przygotował słoik. Wpierw wypełnił go kamieniami i pyta studentów: pełen? „Pełen”, wołają, nieświadomi. Wtenczas nasypuje żwiru i pyta sali: „pełen”? Nikt już nie wychyla się, konsternacja. Potem dodaje piasku, dalej cisza. I na koniec nalewa wody, kiedy słoik wypełnia się po brzegi i wtedy pyta studentów: „o czym to świadczy”? Jakiś się wyrywa i mówi: to świadczy o tym, że nigdy dość zajęć i że kalendarz możemy jeszcze bardziej wypełnić. Na to profesor: jak nie pomyślimy zawczasu o sprawach najważniejszych, na początku, to nie wypełnimy dobrze i szczelnie tego słoika. Najpierw Bóg, Ojczyzna, rodzina, przyjaciele, marzenia, plany. A dopiero potem jakieś ozdóbki, świecidełka, rzeczy mniej ważne, pamiętajcie, mówi profesor, kończąc wykład.

   Pisarz opisuje w książce również swoje kobiety, choć sam przyznał mi się na spotkaniu w Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich na Kanoniczej 7, że nie założył rodziny, że nie ma potomstwa. Za komunizmu w Polsce, jako były żołnierz AK, mógł tylko pracować fizycznie. Potem założył firmę, Handel materiałami budowlanymi, ale dostał milion złotych domiaru.
Więc pomyślał sobie: muszę zmienić tożsamość, zgolić brodę, przeżyłem partyzantkę, pamiętam dwór w Seceminie, gdzie urodziłem się w rodzinie arystokratycznej, mam coś do powiedzenia o życiu i o świecie, zacznę pisać. I jako Jan zapisał się do Klubu Inteligencji Katolickiej, potem pod przybranym imieniem i nazwiskiem wstąpił do ZLP.
   Co najważniejsze, to te największe kamienie. Takim kamieniem jest Ojczyzna i stosunek do niej. Że trzeba za nią walczyć, kiedy przyjdzie potrzeba, że nawet gotów jest poświęcić za Polskę życie pisarz, kiedy taki czas przychodzi, o czym pisze również w swojej poprzedniej książce, „W Królestwie Matki Boskiej”.
Przyszło ich dwóch, gestapowców, mieli wykonać na nim wyrok. Ale pisarz był ranny w głowę, leżał na łóżku polowym. Na to jeden: „rannego nie będę w głowę strzelał”. A drugi mu odpowiedział: „ja też nie strzelę”. Poszli. Pisarz przypisuje ocalenie swojego życia cudownej interwencji Matki Boskiej. Pod Jej opieką był cały czas. Jako mały chłopiec, z zapaleniem nerek, wyzdrowiał, a we śnie, w nocy poprzedzającej wyzdrowienie, przyśniła mu się cudowna Pani, Matka Boska.
     Dlatego pisarz często modli się w swoich książkach, aby Polska, jego ukochany kraj, cały czas była pod opieką Matki Boskiej. Zwycięstwem Matki Boskiej nazywa autor „Szczęścia”, wygraną Prawa i Sprawiedliwości w wyborach w 2015 roku. Jarosława Kaczyńskiego nazywa Lohmann, „wielkim”. Bardzo bliskie są mu rządy PiS-u, pod przewodnictwem Pani Premier, Beaty Szydło i teraz, premiera Morawieckiego. Często o tym pisze w swojej najnowszej książeczce, „W Tobie pokładamy nadzieję”.
     Książeczka zawiera również wspomnienia z lat walki podziemnej w AK, za okupacji.
Jak ciężko było w lesie, w naprędce skleconych z gałęzi szałasach, na wilgotnym mchu, kiedy można jedynie było ogrzewać się manierką i jakimś starym kocem albo żołnierskim płaszczem. To doświadczenie partyzanckie niezwykle zahartowało pisarza. Do dzisiaj, kiedy go widzę (bo mieszkamy nie tak daleko od siebie w Krakowie), nie mogę wyjść z podziwu nad jego kondycją. Jan Lohmann (rocznik 1925), idzie z zakupami z targu warzywnego, niedaleko Hali Targowej, żołnierskim krokiem, niesie ciężkie od zakupów siatki, jakby były piórkiem, co najmniej kurzym piórkiem. Albo na Boże Narodzenie, które pisarz, tak jak i piszący te słowa, spędzał samotnie i spacerował po plantach, na Grzegórzkach, kiedy szedł pochylony i zamyślony, w długim płaszczu, jakby w jakimś natchnieniu, uniesieniu twórczym, obmyślał kolejne strofy.
     W tak niepozornie objętościowo książeczce, jakieś bogactwo motywów i wątków, ileż można się z niej nauczyć! Zwłaszcza dzieci, młodzież, jakże ważne, żeby kochały Ojczyznę! By czytały Sienkiewicza od zarania, na przykład „Quo Vadis”, które autor „W Tobie pokładamy nadzieję”, przytacza w swojej książeczce. Dotyczył on walki Ursusa z bykiem. Ursus klęknął na arenie, jak baranek, jak owca, złożył ręce jak do modlitwy, by podziękować Zbawicielowi za dane życie. Publiczność wzburzyła się, chciała walki, krwi, miała nadzieję, że ten olbrzym o olbrzymich muskułach coś pokaże. Tymczasem na arenę wbiegł ogromny byk z przywiązaną Ligią. Winicjusz, siedzący na trybunach, bardzo się zląkł. Kiedy Ursus zobaczył swoją panią, przywiązaną do byka, zerwał się nagle na równe nogi, jakby zapomniał o modlitwie… Podbiegł do byka i złapał swoimi potężnymi dłońmi za jego rogi, umocował go na ziemi, byk stanął w miejscu. Tutaj kończy się sparafrazowany przeze mnie fragment, a pamiętajmy, że w dziele Sienkiewicza, szczególne emocje jeszcze silniej potem dochodzą do głosu. Tak, Lohmann pokazuje, kogo i dlaczego należy czytać, za jakie szczególne przymioty ducha i charakteru kochamy Sienkiewicza, wielkiego mistrza polskiej prozy, genialnego pisarza.
     Niezwykle istotną i nie wiadomo, czy nie najistotniejszą kategorią dla interpretacji książki „W Tobie pokładamy nadzieję”, jest religia. Pisarz nie kryje swojej religijności, którą silnie łączy z polskością, przywiązania do wiary, Boga, świętych (zwłaszcza św. Franciszka), nauki św. Jana Pawła II. Poświęca piękny wiersz Światowym Dniom Młodzieży („Na zlot młodzieży w Krakowie”). Bardzo podoba mu się dzisiejsza, patriotyczna młodzież, której najbardziej chodzi o Polskę, ojczyznę, która jest wierna ideom polskości. Pisarz nie traci również nadziei, że po śmierci spotka w niebie swoich bliskich i będą świętować po wieczność w Ogrodzie Pańskim. Bardzo piękna jest wiara Jana Lohmanna, szkoda, że dzisiaj jakby nieco passe, trochę niemodna.
   Tę książeczkę można również nazwać rodzajem zbioru modlitw i medytacji, wyrażonych przy pomocy wierszy albo prozy. Modli się na przykład pisarz o to, aby Unia Europejska przestała być laicka i ateistyczna, aby znów najważniejszy dla Europejczyków stał się krzyż.
Nadzieję na rozwiązanie problemów światowych widzi z kolei Lohmann we współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Pamięta słowa z „Dzienniczka” św. Faustyny, że to właśnie z Polski wyjść ma iskra, która odnowi oblicze ziemi.
   Zbiór anegdot, wspomnień z czasów walki w AK, przemyśleń, refleksji o życiu, Polsce, świecie, modlitw i medytacji, jakieś ciekawe zjednoczenie z Panem Bogiem w tym wszystkim, to niewątpliwe zalety książeczki Jana Lohmanna, „W Tobie pokładamy nadzieję”.
Bo pisarz ma nadzieję, że Polska będzie nowa, pomimo nacisków opozycji. Że będzie do końca pod cudowną opieką Matki Boskiej i że da nadzieję, Europie i światu i że wyjdzie, kiedyś wyjdzie z niej iskra…

 

 

 

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko