Jerzy Beniamin Zimny – „Szkoła ślusarska”

0
270

Jerzy Beniamin Zimny

 

„Szkoła ślusarska”

 

Hieronim Bosch

 

   Kapliczka finansów, a może kapliczka poezji? Wiele mają wspólnego ze sobą z pozoru bardzo od siebie odległe. Znam ludzi, którzy modlą się do poety jak do wizerunku wieszcza na placu w mieście. Powtarzają jak mantrę ulubione wersy. Niekoniecznie musi to być zaraz „ Inwokacja” albo „Fortepian Chopina”. To może być „dłoń Marii Magdaleny”, wystająca z poezji Witka. Albo mój wiersz o chłopcu, który w samo południe „niósł pieśń jak niemowlę i obręcz słońca toczył po bruku”.

 

Z kapliczkami jak z wizerunkami świątków przydrożnych. Nie ma rozstaju dróg, gdzie nie byłoby kapliczki czuwającej nad bezpieczeństwem wędrowców. Dzisiaj pieszych podróży już nie ma. I konnych nie ma, tylko auta śmigają pod nosem świętego i pozostawiają za sobą jedynie kurz. Przechowywałem kiedyś taką „Pietę” w blokowej piwnicy. Łucja Danielewska przekazała mi ją na czas nieokreślony. Pochowała syna i zmieniła płytę nagrobną. Pieta długo „czuwała” przy jej rodzicach, a teraz zalega w mojej piwnicy i czeka na należne jej miejsce. A czas już nie ceni takich eksponatów, przy drogach coraz więcej parkingów i punktów sanitarnych. Nie to, co kiedyś, szukało się głębokiego rowu albo wysokich krzaków. Dzisiaj w toaletach spotkać można świerk syberyjski i drogą ceramikę. Słynna wierzba jak płakała tak płacze, chociaż nie ma powodu. Może żal jej pastuszków i fujarek, i ptaków wędrujących śladami Oskara Kolberga. Miałem kiedyś przyjemność poznać tego człowieka, któremu kultura zawdzięcza tak wiele. Jestem kapłanem w kapliczce finansowej, może zajdą do mnie bohaterowie „Całej jaskrawości” i zapłaczemy wszyscy nad poezją końca wieku. Witek powie, że ma szkolne sny, że śniła mu się „szkoła ślusarska”, a Stachura wreszcie się dowie, dlaczego „ślusarska”. I dlaczego w Zdroju, i dlaczego ten Zdrój nie był dla mnie przychylny, kiedy przechodziłem obok stawu pamiętnego dnia, gdy dwóch poetów znalazło w szlamie pozłacaną papierośnicę. Szkoła ślusarska, może być szkołą samochodową, gdzie Jurek Grupiński obłaskawiał koleżanki i kolegów swoją poezją. Erotykami z pierwszej ręki, a potem na słynnej już ulicy Malinowej, częstował wszystkich nalewką z wiśni. To mi się śniło kilka razy, aż pewnej nocy znalazłem się w górczyńskim parku z workiem pełnym pieniędzy. Witkowi śniła się „szkoła ślusarska”, bo znaleźli w mule klucz francuski. Tego nie było w powieści, ale pojawiło się w czasie poznańskich juwenaliów, kiedy Mariusz Rosiak na placu Mickiewicza odważył się nazwać Stachurę: „szóstym wieszczem”. Dlaczego szóstym? A nie piątym? Przypomniałem wtedy szerokiemu audytorium, że piątym wieszczem jest Ernest Bryll, nie wiem, kto użył tego określenia, ale nie miałem wtedy wątpliwości, że ten ktoś miał rację. A co do „szkoły ślusarskiej”, nigdy takiej nie było, tak jak nie ma i nie będzie poezji podobnej do tej, którą pisze Witek. „Szkoła ślusarska”, szkołą poezji Różańskiego. Witek się uśmiał, kiedy to usłyszał ode mnie:

– Miałeś chyba na myśli brak podmiotu lirycznego? Ale jest on na pewno nie odautorski, i nie od narratora, czort wie, kto mówi w moich wierszach, i jakiej jest płci, i profesji. Szkoda, że tak mało piszą o szkole górniczej. Nikt nie nawiązuje do Morcinkowego Łyska. A przecież na hałdach rodziły się miłości wielopokoleniowe. Familoki wydały na świat niejednego poetę. Śląsk jest bardzo poetycki. Węgiel jest solą każdego wiersza. Grzeje świadomość ogniem sprzed wielu wieków, teraz z końcem tysiąclecia i początkiem nowego wieku, szczególnie ten węgiel nabiera znaczenia. Węgiel kamienny, czy kamień węgielny, skąd się wzięło takie określenie. W kapliczce poety? Gdzieś na peryferiach Werony a może w Wiesbaden, gdzie tak „pięknie zapada wieczór”. Majaczy mi na horyzoncie duch Hłaski, proszący o polski paszport. „Niedoczekanie”, mówi siła odśrodkowa, pocałuj nas pan w nos, „pierwszy krok w chmurach” był pańskim ostatnim krokiem na ziemi ojczystej. Nic, że jest pan ojcem chrzestnym socrealizmu, nieświadomie pan nim został, a „bazę sokołowską” przenieśliśmy w Bieszczady, tam gdzie ostatecznie rozprawiliśmy się z reakcją. Witek patriota i sierota, Steda pochowano na raty, wiem, co mówię, bo tyle razy w Ciechocinku poszukiwałem pewnych drzwi, podziwiając „wisienkę” zawieszoną pośród gwiazd. Jacy jesteśmy dla śmierci interesującymi? Zwłaszcza nasze ciuchy robocze, nasze plecaki i teczki, nasze papiery w kratkę, bo nigdy nie opanowaliśmy sztuki pisania w linię. Kto widział Steda za stołem okrytym czerwonym suknem, albo Bruna bijącego pokłony stójkowym na węzłowych stacjach? Od izby zatrzymań, do izby widzeń, w końcu do izby przyjęć na oddziałach pomocy doraźnej. Takiej nie było w sekretariatach redakcji. Jeśli miałbym w coś zainwestować, wydałbym swój skromny majątek na Kapliczkę Poetów. Wzorem kapliczki straceńców pod Zamarłą Turnią. Jak to jest przypasowane – kapliczka i turnia, u mnie kapliczka poetów straceńców?

Galopuję a powinienem iść stępa. Z gracją i dumą, choć w dziurawych butach i przykrótkiej marynarce. Poeta księgowy nie potrafi rozmawiać z ludźmi. W jakim języku? Ekonomia jak poezja jest sztuką poznawania, sztuką przedstawiania pewnych modeli naukowych i modeli społecznych. Kiedyś zbudowałem taki model. Algorytm był bardzo złożony, nie udało się ująć w nim czasu przyszłego, nie pomogły korelacje, nie pomogło równanie zmiennej losowej. Decydował przypadek i znaczenie „bożego palca”. Przypadek decyduje o wszystkim, czyż nie jest sprawcą pożaru przypadkowa iskra? Uproszczone porównanie, jednak ani w przeszłości ani obecnie, ani za setki lat, nikt nie określi prawdy absolutnej. Podobnie jest ze sztuką, kiedy poezja mówi prawdę, wtedy przestaje istnieć? W poezji jest „wszystko oprócz prawdy”. Dlaczego więc ludzie czytają poezję? Dlatego, że mają dość rzeczywistości, szukają innego świata, a taki może im zapewnić poezja. Głupi, bo mówi prawdę, naiwny, bo nosi długie włosy, myśli, że będzie młodszym. Rozum, jeśli ma przestoje, to tylko wtedy, kiedy pracują mięśnie i lędźwie. Miłość przyprawia o totalne nieróbstwo. Ci, którym się nie chce pracować, mają najwięcej dzieci. Może skandalizuję, lecz spory odsetek poetów nie doczekało się potomków. Praca piórem jest cięższa od pracy łopatą. Kończą się podziały na dobrych i kiepskich poetów, a także księgowych. Dlatego, że świat zafundował sobie technikę, wyręczającą umysły w procesach myślenia. Tylko patrzeć jak znajdziemy się muzeum figur woskowych. /…../

 

(fragment powieści, Róże z Montreux)

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko